Fot. Gainax Studio

Rockowa jazda Vespą bez trzymanki (FLCL)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Fot. Gainax Studio

Fot. Gainax Studio

[Haruko, looking at x-ray photos of Naota’s skull]: “See? There’s no brains. You must’ve dropped them somewhere”.

Po mieście grasuje kobieta ospa, jeśli byłeś niegrzeczny, zostawi na tobie ślad! Fabryka w kształcie żelazka góruje nad miastem, codziennie o tej samej porze wypuszczając w powietrze kłęby dymu. Młody chłopiec zostaje zaatakowany gitarą elektryczną, po czym z powstałego w ten sposób siniaka wyrasta dziwny róg. To miasteczko Mabase, gdzie nigdy nie dzieje się nic niezwykłego.

Mabase jest miejscem, w którym toczy się akcja serialu FLCL, nazywanego przez niektórych Furi Kuri albo w wersji zangielszczonej Fooly Cooly. Pewien chaos, którym charakteryzuje się nazewnictwo, jest tutaj dość znaczący – chaos to znak rozpoznawczy tej krótkiej, sześcioodcinkowej serii i jest go na pęczki na każdym kroku. Pełne akcji sceny gonią jedna drugą i choć scenariusz jest wbrew pozorom bardzo interesujący i przemyślany, trudno to dostrzec podczas pierwszego oglądania. Nie oznacza to jednak, żeby było ono pozbawione jakości. Wprost przeciwnie, za pierwszym razem seria przyciąga widza fantastycznym, wysoce abstrakcyjnym humorem i nagłymi zwrotami akcji. Nie wszystko jednak da się zauważyć od razu i późniejsze informacje, które mają wpływ na nasze zrozumienie całości, sprawiają, że kolejne wyświetlenia serii są tym przyjemniejsze.

Główny bohater to tutaj Naota Nandaba, niewyróżniający się niczym nastolatek ze średnimi ocenami, przygnębiony faktem, że w Mabase nigdy nie dzieje się nic niezwykłego. W chwili, kiedy go poznajemy, odrabia lekcje pod mostem i udziela rad dotyczących baseballu o rok starszej dziewczynie swojego brata (za granicą, w USA, baseballowe stypendium), Mamimi Samejimie. Lekcja przybiera niespodziewany (przynajmniej dla widzów) obrót, kiedy Mamimi zaczyna bezceremonialnie dobierać się do Naoty, przekonując go przy okazji, że jest to konieczne, aby się nie przeładowała. Słodką scenkę przerywa pojawienie się kobiety na skuterze Vespa, która z zaskoczenia atakuje protagonistę gitarą elektryczną, po czym, widząc omdlałe ciało, udziela mu pomocy metodą usta-usta. Kiedy chłopak dochodzi do siebie, natychmiast zostaje ponownie zdzielony gitarą (basem Rickenbackera, model 4001), a kobieta na Vespie odjeżdża, pokazując mu język.

Kiedy zmęczony Naota wraca do domu, okazuje się, że tajemnicza napastniczka, Haruko, została właśnie zatrudniona przez jego ojca jako pomoc domowa. Naota odkrywa także, że z siniaka na jego głowie wyrósł róg, który jednak daje się łatwo wcisnąć do wnętrza głowy i zakryć plastrem. W szpitalu mówią mu, że to syndrom FLCL, a potem pielęgniarka atakuje go gitarą. Następnego dnia wieczorem róg przekształca się w robota, który odłącza się od głowy chłopca i rusza do walki! Potem robi się już tylko zdziwniej i zdziwniej. I nadal nikt nie wie, co to jest FLCL.

Chociaż powyższy opis zdaje się przedstawiać obraz totalnego i nieograniczonego chaosu, to jednak cała seria jest tak naprawdę historią o dorastaniu, przedstawioną w dość subtelny jak na tak krótki czas trwania sposób. Naota to chłopak niezdecydowany, sam nie wie czego chce i na początku serii chwieje się tylko jak chorągiewka z jednej strony słupka na drugą, podążając ścieżką wytyczoną mu przez innych. Wszystko zmienia się w odcinku poświęconym baseballowi i satelitom oraz prawdziwemu powodowi, dla którego Haruko pojawia się w życiu Naoty. Pierwsza samodzielna decyzja wrzuca głównego bohatera w ciąg coraz to bardziej nietypowych sytuacji, których kulminacją jest ostateczna, prawdziwie dorosła decyzja podjęta w ostatnim odcinku. Po raz kolejny objawia się tutaj fakt, że dużo więcej na temat bohaterów i tego, co rzeczywiście się dzieje, dowiadujemy się ze szczegółów na drugim albo i trzecim planie. Okazuje się, że od początku wszystko miało sens, tylko brakowało nam kontekstu, żeby do niego dotrzeć.

FLCL jest dziełem studia Gainax, znanego przede wszystkim z Neon Genesis Evangelion, ale też z Nadii, Gurren Lagann czy filmowej wersji Cowboya Bebopa. Wiele można o Gainaxie powiedzieć, lubić ich anime lub nie, ale jedno jest pewne – w produkcjach tego studia jakość animacji nigdy nie pozostawia wiele do życzenia. Także i tutaj – wszystko jest płynne i porusza się z artystycznym wdziękiem, nawet kiedy sceny są zrealizowane rwanymi klatkami, nigdy nie wygląda to jak niedobór budżetu, ale jak świadomy wybór stylistyczny. Dodatkowo odbiór uprzyjemnia ścieżka dźwiękowa, która w całości składa się z utworów japońskiego zespołu The Pillows. Rockowe klimaty wraz z silnym głosem wokalisty dodają mocy scenom akcji, a wolniejsze ballady podkreślają melancholijny klimat spokojniejszych scen. Podejrzewam, że niejeden sięgnie pod wpływem serii po płyty zespołu.

Jeśli miałbym wybrać jedną rzecz, którą można uznać za wadę FLCL, to byłaby to ilość żartów słownych i nawiązań, które są nie do przetłumaczenia, zwłaszcza dla osoby, która nie ma wiele do czynienia z kulturą i mitologią japońską. Nawiązania do różnych kolorów kurtki Lupina III w różnych adaptacjach czy cytowanie klasycznych sportowych anime są tutaj na początku dziennym i mogą powodować u widza dodatkowe zagubienie, niezwiązane z ogólnym chaosem. Problem jest też z tytułowym Furi Kuri, które mało, że w serialu pozostaje niesprecyzowane, to samo w sobie stanowi żart słowny polegający na podobieństwie wymowy tych liter po japońsku do niewybrednej onomatopei. Nie wydaje mi się jednak, aby mogło to wpłynąć na problem z odbiorem serialu u kogoś, kto tych nawiązań nie zauważy. To raczej dodatkowy plus dla kogoś, kto jest z anime za pan brat. No i da się ten efekt zniwelować, jeśli trafi się na dobre napisy (słyszałem kiedyś, że Elysium zrobiło dobre fansuby, wink wink, nudge nudge), które wyjaśnią co bardziej zawiłe nawiązania.

Trudno mi wybrać, o czym opowiedzieć, aby nie zepsuć nikomu przyjemności z oglądania FLCL, ale aby jednocześnie przekonać potencjalnego widza, że pod przykrywką abstrakcyjnej akcji kryje się kunsztowny scenariusz, w którym nie ma niepotrzebnych scen, a prawdziwe motywacje głównych postaci da się od początku dostrzec, jeśli patrzy się odpowiednio uważnie oraz posiada mózg pozwalający wyrwać się z łańcuchów związków przyczynowo-skutkowych. Pozostaje mi chyba tylko wyznać, że ja sam ciągle z tą samą chęcią oglądam serial minimum raz do roku i za każdym razem udaje mi się dostrzec coś nowego, interesującego, zmieniającego moje spojrzenie na zdarzenia rozgrywające się przede mną. Między innymi po tym poznaje się te najbardziej interesujące dzieła. Więc jeśli lubisz abstrakcję, nie przeraża Cię wizja oglądania tego samego kilka razy, chcesz wiedzieć, co znaczy FLCL, no i lubisz się szczerze pośmiać, zapraszam do Mabase. Tu nigdy nie dzieje się nic niezwykłego.

TL;DR: Szalona jazda bez trzymanki autorstwa Gainaxu, podszyta miłością do gitar i historią o dorastaniu, polana sosem abstrakcyjnym; podgrzać do 60 stopni i podawać z muzyką The Pillows.

[Po ataku gitarą Haruko i Mamimi pochylają się nad Naotą]
H: Powstrzymaj się, autochtońskie dziewczę! Jasio uderzył się w głowę, nie można go ruszać!
M: Ale to nie jest Jasio!
H: Jest martwy! Ten młody chłopiec jest martwy w bardzo Jasiowy sposób!

FLCL
Comedy/SF
Studio Gainax, Japonia, 2001

Paweł “Matoos” Matusiak
Informatyk po trzydziestce, nałogowy gracz i entuzjasta seriali, w wolnych chwilach hobbystycznie oglądający “chińskie bajki”. Stanowczo za często stosuje konstrukcję “Also:”.

matoosela

Informatyk po trzydziestce, nałogowy gracz i entuzjasta seriali, w wolnych chwilach hobbystycznie oglądający “chińskie bajki”. Stanowczo za często stosuje konstrukcję “Also:”.