Superbohaterki w akcji (Sailor Moon)

Superbohaterki w akcji (Sailor Moon)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Która z nas, który z nas nie pamięta odzianej w szkolny mundurek, rozkapryszonej i wybuchającej rzewnymi łzami czternastolatki, która po spotkaniu z pewną tajemniczą kotką odkrywa w sobie moce nie z tej ziemi? Usagi Tsukino, vel Bunny, budziła w wielu dziecięcych i nastoletnich głowach skrajne emocje: jedni uwielbiali ją i jej huśtawki emocjonalne z pogranicza zaburzeń afektywnych dwubiegunowych, u innych jej infantylizm i fajtłapowatość wyzwalały grozę lub lekkie obrzydzenie. Sailor Moon nie pozwalała przejść obok siebie obojętnie.

Fot. Toei Animation

Fot. Toei Animation

W połowie lat 90., kiedy na ekranach telewizyjnych dokonywał się zamach stanu i detronizacja Misia Uszatka na rzecz Smerfów i Gumisi, Polsat zaczął emitować jeden z pierwszych japońskich seriali przeznaczonych dla widza nieco starszego niż target Pszczółki Mai. Sailor Moon, czyli w polskim tłumaczeniu Czarodziejka z Księżyca, to pierwsze anime, które sukcesy kasowe odniosło na gruncie europejskim. Choć w USA okazało się spektakularną klapą dystrybucyjną, w Europie było strzałem w dziesiątkę.

Gdybym po latach miała wyliczyć, co dokładnie przyciągało mnie do tej rekordowo długiej (jak na ówczesne realia polskie) serii, byłyby to następujące nie-zmienne: rzeczywistość, w której sen przeplata się z jawą, istnienie nakładających się na siebie w czasie i przestrzeni uniwersów, sztafaż fantasy/SF, osadzenie w japońskich realiach, kreska odmienna od amerykańskiej oraz absurdalny humor. Z szeregu luźnych skojarzeń należy wyłączyć kwestię nadrzędną: był to bodaj pierwszy w Polsce serial dla młodych widzek i widzów, w którym główne karty w badassdom rozdają postaci kobiece, zarówno po jasnej, jak i ciemnej stronie mocy. Tego w polskiej telewizji bardzo brakowało – i w zasadzie brakuje aż do dziś.

Fot. Toei Animation

Fot. Toei Animation

Cała seria stworzona przez mangakę Naoko Takeuchi opiera się na idei wspólnej gatunkowi mahō-shōjo, mang i anime opowiadających o losach dziewcząt obdarzonych nadprzyrodzonymi zdolnościami. Jednak w odróżnieniu od wcześniejszych klasyków gatunku w Sailor Moon nie występuje bawiąca się magią pojedyncza bohaterka, a cała grupa wojowniczek, które swoich mocy nie wykorzystują wyłącznie dla własnej przyjemności, a dzięki nim stają do walki ze złem. Dorastanie do odpowiedzialności (zwłaszcza ze strony Usagi, która w pierwszych odcinkach sagi niezawodnie się rozkleja mając do podjęcia jakąkolwiek decyzję) oraz kwestia wyboru, nierzadko mniejszego zła, to sprawy przewijające się przez całą serię, zarówno w nieskomplikowanych z początku wątkach z udziałem pięciu wojowniczek z wewnętrznego kręgu planet (Czarodziejki z Merkurego, Marsa, Jowisza i Wenus) oraz czarodziejek z Zewnętrznego Układu Słonecznego (Czarodziejki z Urana, Neptuna, Plutona i Saturna).

Zło w Sailor Moon przybiera różne postaci: z reguły przychodzi z zewnątrz, spoza rejonu królestwa, które kiedyś rozciągało się w naszym Układzie Słonecznym i ma to zło swoje pragnienia, do których zalicza się chęć zniszczenia całej Ziemi lub tylko władzy nad jej mieszkańcami. Przyjmuje przy tym rozmaite, często nader atrakcyjne postaci, od królowej Metalli i jej generałów w pierwszej serii, przez zakapturzonego mędrca Death Phantom czy szalonego naukowca, ojca jednej z wojowniczek, aż po oszalałą wojowniczkę Chaosu, Galaxię, w serii ostatniej. Od rodzimej (ale i amerykańskiej) produkcji animowanej oddzielają Sailor Moon grubą kreską poważne potraktowanie kwestii ostatecznych, niestronienie od przedstawiania konsekwencji przemocy oraz ukazywanie świata, który jedynie pozornie jest utrzymany we wszelkich możliwych odcieniach różu, a tak naprawdę jest światem na skraju zagłady.

Fot. Toei Animation

Fot. Toei Animation

Pomijając kwestię kobiecego równouprawnienia, która w serialu została bardzo mocno wyeksponowana i uznana za rzecz oczywistą, istotnym wątkiem wyróżniającym tę produkcję było ukazanie polskim widzkom i widzom nieco odmiennej wizji rzeczywistości niż hetero- i katolicko-normatywny przekaz wyzierający z każdego kąta w Polsce lat dziewięćdziesiątych. Japońskie, całkiem naturalne podejście do ludzkiej nagości, wiara w reinkarnację, pojawianie się od czasu do czasu wtrętów shintoistycznych, a przede wszystkim romantyczne relacje nie ograniczające się do kodu ona-on: wszystko to miało rewolucyjny charakter, którego nie zatarły nawet zabiegi cenzorskie polskich dystrybutorów.

W świetle ostatnich zadym terminologicznych i ostrej nagonki na myślących odważniej, ten serial działa odświeżająco. Trzeba by go powtórzyć, by każdy, kto ma coś na sumieniu, zadrżał słysząc: ukarzę cię w imieniu Księżyca!

Fot. Toei Animation

Fot. Toei Animation

Sailor Moon
animacja, anime
Toei Animation, 1992–1997

Anna Kowalcze-Pawlik
Tłumaczka, anglistka, zawodowo zajmuje się literaturą angielską oraz teorią i praktyką przekładu. W czasie wolnym pisze wnioski grantowe, a seriale ogląda wyłącznie w ramach uprawiania pracy akademickiej, bo przyświeca jej silne przekonanie, że w życiu należy robić to, co się naprawdę lubi.

Anna Kowalcze-Pawlik

Tłumaczka, anglistka, zawodowo zajmuje się literaturą angielską oraz teorią i praktyką przekładu. W czasie wolnym pisze wnioski grantowe, a seriale ogląda wyłącznie w ramach uprawiania pracy akademickiej, bo przyświeca jej silne przekonanie, że w życiu należy robić to, co się naprawdę lubi.

Latest posts by Anna Kowalcze-Pawlik (see all)