Fot. FX

Nikt nie jest doskonały (American Horror Story, S03E08)

Artykuł zawiera spoilery.

Powinienem częściej utyskiwać na brak jakichś wątków w Coven. Ostatnio narzekałem, że za mało Misty, sąsiadkę czarownic zignorowano, scenarzyści nie wykorzystują należycie potencjału historii Kyle’a, a tu proszę. Nasza wskrzesicielka z bagien dostała większą rolę i wydaje się, że w końcu pojawiać się będzie bardziej regularnie, sąsiadka z synem powrócili na ekran (co prawda ich wątek mnie nie porwał, ale przynajmniej całkowicie o nich nie zapomniano) i tylko u Kyle’a udaje się utrzymać wciąż ten sam poziom – czyli niestety pozostawiający wiele do życzenia (choć wreszcie zaczyna się komunikować werbalnie i jego zachowanie się zmienia).

Co gorsza, całemu odcinkowi daleko do doskonałości. Jego najlepsze momenty to zdecydowanie ujęcie otwierające i zamykające. Queenie zagłębiająca się w naprawdę ciemny rodzaj voodoo to dość zaskakujący widok, szczególnie w parze z dość makabryczną i realistyczną sceną. Wprawdzie nowa adeptka Marie od początku serialu nie miała charakteru grzecznej dziewczynki, ale naśladowanie Majów i wyrywanie pulsującego serca to akt pokazujący bardzo dalekie przejście na ciemną stronę i de facto nie do pomyślenia w jej wykonaniu jeszcze w poprzednim odcinku.

Fot. FX

Fot. FX

Pod koniec z kolei jeszcze większe zaskoczenie z Madame LaLaurie. Pierwszy szok nastąpił, kiedy została pozbawiona dłoni, ale ostatni kadr z otwierającymi się oczami był jeszcze bardziej wstrząsający, a jednocześnie wyśmienity. Podejrzewam, że większość widzów spodziewała się w pudle ujrzeć mimo wszystko wspomnianą dłoń, ale Delphine czeka, jak się okazuje, o wiele gorszy los niż się to wydawało jeszcze niedawno. Marie zresztą bardzo szybko i dobitnie jej udowodniła, że potrafi bardzo ostro się z nią obsłużyć, a nieśmiertelność Madame LaLaurie nie daje jej żadnej przewagi. Scena z pudłem stanowi też dobrą analogię do pakunku z głową Minotaura, który Fiona wysłała swojej rywalce. Marie dała wyraźnie do zrozumienia, że nie zapomina zniewag i przypomniała, że konfliktu z nią należy unikać.

Cieszy także fakt, że wybór nowej Najwyższej wciąż pozostaje zagadką, a twórcom naprawdę zgrabnie wychodzi zwodzenie widzów i podrzucanie nowych tropów. I muszę przyznać, że po ostatnim odcinku jak najbardziej popieram Misty jako ewentualną nową przywódczynię, mam zdecydowanie słabość do tej postaci. A poza tym te 45 minut nierówne. Największe zarzuty wysuwam pod adresem narracji i montażu – okropnie szarpane i chaotyczne. I o ile w przypadku punktu widzenia Fiony jest to akceptowalne, bo może wskazywać na wpływ choroby i leków na czarownicę, a także na jej niepewność, czy śni, czy doświadcza zjawisk godnych Scrooge’a, o tyle w pozostałych wątkach nie wygląda to za dobrze.

Fot. FX

Fot. FX

Zresztą cała intryga z pozbyciem się Fiony wypadła dla mnie nie w pełni przekonująco. Już nawet pomijam wspomniany zamierzony chaos montażowy, ale zaczynamy od naprawdę fascynującego rytuału magicznego połączonego z wprowadzeniem widzów w historię świata przedstawionego, po czym postać Jessiki Lange zostaje przekonana (nie do końca to kupuję, szczerze mówiąc), by się poświęcić dla dobra reszty czarownic. Następnie od samobójstwa odwodzi ją Spalding (którego pojawienie się pokazuje, że trochę niekonsekwencji już się wdarło w kwestii widzenia zmarłych) po to, by nazajutrz zbagatelizowano wydarzenia dnia poprzedniego. Można podejrzewać, że Fiona już obmyśliła zemstę, ale co z resztą czarownic? Będą udawać, że nic nie zaszło? Już wyobrażam sobie tę krępującą ciszę przy stole.

Sceptycznie podchodzę także do sąsiadki i jej zwichrowanej relacji z synem. Nie do końca wiem, co scena w łazience miała pokazywać. Już w przypadku Kyle’a widzieliśmy niezdrowe zachowanie matki względem potomka. Po co dokładać kolejną taką postać? Już wcześniej ukazano jej apodyktyczność i lekkie niezrównoważenie, więc po co jeszcze to? Dla samego faktu szokowania widzów? Chyba nie tędy droga, zwłaszcza w sezonie o magii. No i ta masakra pod koniec odcinka. Zawodowy łowca czarownic, Hank (bo chyba scenarzyści nie wprowadzą nowego?), tak po prostu pomylił domy? Chyba że sąsiadka skrywa jakieś ukryte moce albo to wszystko część wyrafinowanego planu wymierzonego w wiedźmy i już wkrótce ujrzymy jego plony.

Fot. FX

Fot. FX

Naprawdę mam problem z ostatnim odcinkiem. Jak zwykle w tym serialu regularnie dostajemy dużo pytań, ale odnoszę wrażenie, że tym razem są one raczej na zasadzie „To się naprawdę stało? Mam nadzieję, że twórcy wiedzą, co robią” niż „Ożeż… co się właśnie stało?”. Cały czas ogromną przyjemność sprawia mi zasiadanie przed ekranem, by śledzić poczynania Zoe, Fiony, Marie i reszty, ale albo produkcja złapała ostatnio lekką zadyszkę, albo mam zbyt wygórowane oczekiwania. Rozumiem, że nawet w najlepszym serialu zdarzają się odcinki nieco słabsze czy lżejsze pod względem atmosfery (choć Asylum utrzymało swój duszny, niekomfortowy klimat przez cały sezon), ale aż tak wyraźna różnica? Może jednak się mylę i to wina montażu, który mi wybitnie nie podpasował? To w każdym razie pierwszy raz w przypadku Coven, kiedy nie potrafię ocenić odcinka jednoznacznie pozytywnie.

Szkoda, bo American Horror Story należy obecnie do moich ulubionych seriali dramatycznych i jest jedną z najsolidniejszych pozycji tej jesieni w telewizji, więc tym wyraźniej widać wszelkie jego braki. Oczywiście dalej wierzę, że czeka nas jeszcze sporo dobrego, bo każdemu zdarzają się gorsze dni. W tym tygodniu emisja ostatniego epizodu w roku kalendarzowym, więc liczę, że będę zbierał szczękę z podłogi aż do stycznia.

American Horror Story
S03E08: The Sacred Taking
emisja: 4.12.2013

Piotr ‘Ramzes’ Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego.

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.