Długo i szczęśliwie (Death Comes to Pemberley)

Długo i szczęśliwie (Death Comes to Pemberley)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Na zakończenie serialowego roku fani klasycznych opowieści spod znaku czepeczka i bokobrodów otrzymali w podarunku prawdziwą gratkę: trzyczęściowy film telewizyjny osnuty na motywach powieści 93-letniej obecnie baronowej Phyllis Dorothy James, powieści będącej z kolei kontynuacją Dumy i Uprzedzenia Jane Austen.

Death Comes to Pemberley

Fot. BBC

Główną bohaterką serialu, jak można się spodziewać, jest Lizzie Bennett… a raczej Elizabeth Darcy, pani na Pemberley, osóbka młoda duchem i nieodwołalnie, z całej mocy zakochana w swoim jakże kultowym mężu. Ich miłość, spojona dodatkowym ogniwem w postaci żywotnego synka, rozkwita od lat sześciu w pięknych wnętrzach i w wiejskich ogrodach otaczających posiadłość. Lizzie nic nie straciła ze swojego czaru ani z przymiotów charakteru. To kochająca matka i zakochana żona. Wierna rodzicom córka, ale także czuła opiekunka Georgiany, uważna obserwatorka, salonowa lwica z wachlarzem w dłoni, gotowa, by w razie niebezpieczeństwa zaatakować, słowem lub czynem. Delikatna, lecz nigdy wydelikacona. Taktowna, ale stanowcza.

Już od pierwszych scen widzimy słoneczny, dobrze utrzymany i zarządzany dom, pełen radości i gwaru, pokazany w lekko zamglonych, rozbielonych pastelach. Pani domu zajmuje się wszystkim, osobiście dogląda każdego detalu. Porusza się po wielkim pałacu z wdziękiem, nie zapominając też o sąsiadach, pracownikach, przyjaciołach, każdemu chętnie służąc pomocą. Ideał, nie kobieta.

Death Comes to Pemberley

Fot. BBC

Od początku domyślamy się, że to sercowe perypetie młodszej siostry Darcy’ego, dotąd niezamężnej Georgiany, staną się romantyczną, a może i dramatyczną osią serialu: o rękę dziewczyny stara się bowiem kilku szlachetnych i dobrze ustosunkowanych młodzieńców, a w tle, niczym mroczny cień, unosi się (dumą) bezlitosny, nigdy w pełni nie pokonany, niecny i frywolny Wickham.

Czego więcej moglibyśmy pragnąć? Jakiego lepszego wstępu do fantazji na temat „co było dalej”?

Death Comes to Pemberley

Fot. BBC

Darcy (Matthew Rhys) jest, jak to on, chmurny i nieprzystępny, siejący lekki postrach. Brutalnie szczery, choć małomówny, z rzadka uśmiechnięty. W skrócie: trudny. Ale Lizzie (Anna Maxwell Martin) doskonale sobie z nim radzi, w lot chwyta sensy ukryte za półsłówkami i choćby zmarszczeniem brwi małżonka, i między tą parą fruwają dyskretne, acz ewidentne iskierki. Każda ich wspólna scena, ujawniająca opierającą się konwenansom zażyłość, jest jak miód na wyposzczone serca fanów klasycznej opowieści. Darcy mięknie także w towarzystwie syna.

Wickham (Matthew Goode) jest odpowiednio czarujący i niebezpieczny. Z zachwytem oglądamy nieco psotną i ładnie rozhisteryzowaną Lidię o dziecięcej twarzyczce Jenny Coleman. To trzpiotka, ale zdarzają jej się momenty autorefleksji. Podziwiamy papę Benneta uciekającego od towarzyskich obowiązków, by schronić się w zaciszu pałacowej biblioteki.  Nestor rodu w każdej chwili gotów jest poprawić humor swojej najstarszej i najbystrzejszej córce… Uśmiechamy się na widok mamy Bennet krzyczącej na całe domostwo o tym, jak to ona „zawsze cierpi w milczeniu”. James Norton, przystojny Oniegin z Doctora Who, odgrywa rolę cierpliwego amanta o złotym sercu: adwokata Henryego Alvestona.

Death Comes to Pemberley

Fot. BBC

Niestety, sielankowy „stan początkowy” nie może trwać wiecznie, a małżeństwo Darcych czeka nieunikniony kryzys, zmierzający rzecz jasna ku równie nieuchronnemu rozładowaniu i w stronę spodziewanego, krzepiącego happy endu.

W międzyczasie jednak rozwija się intryga i gęsto ścielą perypetie. Tajemnicze strzały w lesie skutkują śmiercią oficera, kapitana o nazwisku Denny. Rzęsisty deszcz rujnuje wszelkie ślady tajemniczej zbrodni, a obecny na miejscu zdarzenia Wickham jest pijany i potencjalnie podejrzany, lecz pewności mieć nie można. Raptowna śmierć trafia na próg Pemberley, zaś niewygodny i niebezpieczny gość – Wickham – do środka domostwa. Nie jest to przybysz mile widziany. A brutalny czyn to nie tylko zagadka kryminalna, ale także okazja do tego, by nabrzmiały przeróżne konflikty i napięcia, skrywane dotąd pod przykrywką dobrego obyczaju. By osoby neutralne musiały obrać jedną ze stron, a pary dotąd zgodne – stanąć do siebie w opozycji. I w tych subtelnych zmianach, opartych na znajomości ludzkiej natury, tkwi chyba największy urok prezentowanej nam historii. Nie chodzi wszak o gotycką opowieść o duchach czy kryminał o morderstwie w nocnym lesie, ale o wspaniałe studia charakterów pogrążone w sielskiej angielskości. Wszystkie pozostałe warstwy są tylko pretekstem, bo sama intryga nie jest zbyt oryginalna czy zawikłana.

Death Comes to Pemberley

Fot. BBC

Książka P. D. James w założeniu miała być pastiszem, podczas gdy w formie serialu dostajemy opowieść nowoczesną, realistyczną, dojrzałą i skomplikowaną. Ciekawie pokazane są retrospekcje z czasów Dumy i uprzedzenia. Historie z przeszłości okazują się brutalne i mrożące. Po karze śmierci zastosowanej na młodocianym kłusowniku w czasach, gdy Darcy był dzieckiem, matka chłopca powiesiła się w okolicznych lasach i, jak rzecze legenda, zaczęła je nawiedzać jako nieutulony w żalu duch. Chłopiec, którego kara znacznie przerosła winę, na zawsze został w sercu Darcy’ego, który będzie się starał pomóc dotychczasowemu wrogowi, wierząc, że wyrodny „mleczny brat” Wickham, mimo swych licznych wad, nie jest zdolny zabić. Z drugiej strony, jeśli chodzi o dobro siostry, Darcy gotów będzie pogrążyć się w dawnych uprzedzeniach, zmuszając posłuszną dzierlatkę do ożenku z rozsądku.

Podsumowując, dostajemy uwspółcześnioną wersję tamtego świata, wycelowaną w widza anno domini 2013, ale nadal „z ducha” bliską literackiemu pierwowzorowi. Strona obyczajowa też jest mocniejsza. To już nie czasy, gdy Darcy paradował w zmokniętej koszuli i wymieniał pocałunki z ukochaną, po których ujęcie brutalnie ucinano.

Death Comes to Pemberley

Fot. BBC

W nowej odsłonie oglądamy sceny wprost z alkowy małżonków – czy konieczne, nie wiem, ale z pewnością pasujące do całości filmu. Nagie udo Elizabeth Bennet jest zarazem apetyczne, wzruszające i niestosowne! Lecz jak dobrze widzieć, że naszą ulubioną parę łączy namiętność!

Death Comes to Pemberley
period drama,
BBC One, UK, 2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.