Fot. CBS

Rok 2013 w telewizji. Część II: dramaty serialowe (… i krótki wgląd w rok 2014)

Przypominamy, że zdarza nam się co nieco spoilerować. W tej części nawet bardziej. Część pierwsza: tu!

Rozczarowania roku

Jakub: Ale skoro tak cały czas piejemy tutaj z zachwytu nad pozytywami zeszłego roku, to może teraz porozmawiajmy o czymś, co nas rozczarowało? Albo było zwyczajnie słabe?

Piotr: Zacznijmy od seriali powracających i tutaj pierwszy mi na myśl przychodzi, niestety, Dexter.

Jakub: Och, Dexter.

Piotr: Niestety, bo naprawdę polubiłem ten serial w ciągu tych siedmiu sezonów i mimo że zauważalny był spadek formy w ostatnich dwóch–trzech latach, to liczyłem, że w finałowym, ósmym, godnie pożegnają widzów. Myliłem się. Zabrali z niego wszystko, co pokochaliśmy, podtarli się tym i jeszcze liczyli, że się będziemy cieszyć.

Jakub: Ja nie wiem, po obejrzeniu ostatniego sezonu czułem się trochę jakby ktoś zrobił nam bardzo głupi kawał. Tyle czasu, tyle fajnych motywów, lepszych i może gorszych sezonów, ale jednak całkiem przyjemnych, a tu na koniec coś takiego. Dexter drwal patrzący w przestrzeń będzie mnie straszył po nocach jeszcze długo. Przecież to nie była głupia postać!

Piotr: Już nawet biorąc na bok uwagi internautów, słuszne skądinąd, że w ostatnim sezonie całą mitologię budowaną przez siedem lat wyrzucono do kosza – to było tak słabo napisane…

Jakub: Przez tyle lat nie dał się złapać, zacierał ślady, zabił setki chyba ludzi, a na pewno dziesiątki, i na koniec co? Wrzucił siostrę do morza i zawinął się na Alaskę drwa rąbać? To jest żart? Dziecko zostawił? Z całym szacunkiem, moja inteligencja została zwyczajnie obrażona i opluta.

Fot. Showtime via pandawhale.com

Fot. Showtime via pandawhale.com

Piotr: Właśnie, gdyby on jeszcze nie miał Harrisona, to zakończenie miałoby inny wydźwięk, ale nie – jest kochającym ojcem, więc wyjeżdża na Alaskę czy do innej Minnesoty rąbać drwa. Seriously, what’s wrong with you, Dex?

Jakub: I jeszcze Hania… taka ładna Hania. Normalnie jak Tomasz Judym… Ha! Dexter Morgan Tomaszem Judymem współczesnego świata seriali. Nawet odniesienie do rozdartej sosny można przypasować, w końcu rąbał.

Piotr: Hannah… ja wcale nie uważam, że to była bezsensowna bohaterka, która zniszczyła postać Dextera.

Jakub: Bynajmniej. Jakkolwiek była toksyczna, tak uważam, że bardzo dobrze go dopełniała i wysłanie ich gdzieś razem wcale nie byłoby pełnym happy endem. Debra nie żyła, wszystko się pokomplikowało. To byłoby zakończenie z pewną goryczką. Ale nie.

Piotr: Pomijając jej niezaprzeczalne walory fizyczne, to była czymś świeżym w serialu. Ludzie narzekają, że Dexter obniżył poziom, bo tytułowy bohater się zmienił, ale przecież główne postacie muszą przechodzić ewolucję, bo w przeciwnym razie robią się nudni. Szczególnie jeśli oglądamy ich przez osiem lat. Hannah była szansą na nowy start dla Dexa i na naprawdę oryginalny oraz zwichrowany związek. Wyobrażasz sobie, jak wspólnie przygotowują kolację? Ona – znana trucicielka, on z kolekcją tasaków.

Fot. Showtime

Fot. Showtime

Jakub: Ja myślę, że byłaby to idealna „nuklearna” rodzina. „– Co robiłeś dzisiaj kochanie? – A wiesz, standard, tym razem gwałciciel, ale nie będzie już nikomu zawadzał. – Ach, na ciebie zawsze można liczyć!”.

Piotr: Naprawdę żal było patrzeć, jak nisko upadł Dexter, ale jest jeszcze inny tytuł, tym razem premierowy, który jeszcze bardziej obrażał naszą inteligencję – The Following.

Jakub: Tam nawet frontman niszczył niekończącą się boleścią na twarzy.

Piotr: A miało być tak pięknie. Twórczość Poego i morderstwa niejako na niej oparte, charyzmatyczny profesor literatury, Purefoy, którego z Łukaszem (nasz współlokator, nie żeby to było szczególnie istotne dla wątku, ale po części to dzięki niemu [albo przez niego] obejrzeliśmy sezon do końca) uwielbiamy od czasów Rome. Do tego zwiastun zmontowano naprawdę dobrze, musisz przyznać. Ech, pamiętam, jak czekaliśmy z Łukaszem na ten serial i ciebie też wciągnęliśmy w hype.

Jakub: Nie wybaczę wam. Ale rozłóżmy to na części pierwsze. Mamy tam Bacona, który nawet jak się śmieje, to wygląda trochę jak karykatura człowieka, jakby jego twarz miała zaraz pęknąć, bo przez całe życie cierpi. Cierpi bardziej niż Éomer w trylogii.

Fot. Fox

Fot. Fox

Piotr: Kevin Bacon jako Ryan Hardy… na początku przedstawiony jako cierpiący za miliony policjant z bolesną przeszłością, mężczyzna po jeszcze większych przejściach niż Tennant w Broadchurch, topiący smutki w alkoholu. No ok, klisza na kliszy, ale Bacon jest tak chudy i wyglądał na tak wyniszczonego, że na początku to kupowałem. Gdzieś w połowie sezonu scenarzyści stwierdzili jednak, że nie, pieprzyć to, zmienimy mu charakter i niech Ryan Hardy z cierpiętnika zmieni się w nieomylnego gliniarza rzucającego lepszymi one-linerami niż John McClane.

Jakub: A tam, to jeszcze nic, on przecież cały ten kult wykańczał praktycznie własnoręcznie. Choć miał takie wparcie, że się w sumie nie dziwię, bo przecież dostajemy w serialu FBI, które zachowuje się gorzej niż dziesięcioletnie dzieci w piaskownicy. Powiedz mi, jaki normalny agent staje na wprost prawie papierowych drzwi, przeczuwając, że zaraz ktoś zacznie przez nie strzelać? Pamiętam reakcję Łukasza: „Odsuń się od drzwi, idioto!” – a zaraz potem dzielny agent już nie żył, zastrzelony z obrzyna.

Piotr: Tak, scena pokazująca w minutę, co jest nie tak z tym serialem. À propos kultu: wcześniej wspominałeś o drewnianym aktorstwie – mamy jego ilustrację w przedziwnym trójkącie, gdzie każdy spał z każdym, gej nie był gejem, a heteroseksualista nie był heteroseksualistą.

Fot. Fox

Fot. Fox

Jakub: To było tak strasznie bolesne do oglądania. I Jacob, który po śmierci partnera, który nie był jego partnerem, bo on przecież jawił się jako hetero zakochany w Emmie, zmienił się zupełnie w bezwzględną maszynę do zabijania. I taki mały szary widz jak ja ogląda to i myśli sobie – where is it coming from? I jeszcze jego widzenia, jak mordował w łazience już martwego przecież „partnera”, a potem prawie gwałcił Emmę. Która swoją drogą sama tego chciała. Wciąż nie rozumiem, co kierowało osobą, która wymyśliła jej postać. Trochę tak, jakby chciała stworzyć kogoś bardzo skomplikowanego i przedobrzyła.

Piotr: Co nie? Najgorsze jest to, że wytrzymaliśmy cały sezon, bo myśleliśmy – „Nie no, może się poprawią, przecież nie można tego tak zostawić”. Bam, zostawili. Myśleliśmy, że pojawią się jakieś odpowiedzi – takiego wała. Cały czas nie ogarniam, jak Joe zebrał tak oddaną grupkę wyznawców i naprawdę czuję się oszukany faktem, że twórcy tego nie wyjaśnili.

Jakub: Magic. Dogadał się z Marie z Coven.

Piotr: Zresztą Joe to materiał na długą satyrę. Też masz wrażenie, że w pewnym momencie przeszarżowali z jego postacią? Gdy np. z nonszalancją dzwonił do Ryana albo powtarzał wszystkim „You need to calm down”, krwawiąc przy tym jak zarzynana świnia?

Jakub: Bo tam każdy – KAŻDY – musiał być spokojny.

Fot. Fox via fythefollowing.tumblr.com

Fot. Fox via fythefollowing.tumblr.com

Fot. Fox via fythefollowing.tumblr.com

Fot. Fox via fythefollowing.tumblr.com

Piotr: I oczywiście przepięknym epilogiem była końcowa scena, kiedy krzyczał, nie otwierając ust. Ten serial był naprawdę tragiczny pod względem takich detali.

Jakub: Ja uważam, że miał duży potencjał i niezłą poniekąd obsadę, ale ktoś uczynił z niego zwykły cyrk. Trochę jak czeski film. I ten niesamowity cliffhanger na sam koniec, taki dramatyzm, wow, uszanowanko. Zresztą to jeszcze nie jest takie złe. Najgorsze, że zamówiono kontynuację, do tego nie na jeden sezon.

Piotr: Właśnie, drugi sezon ma premierę za jakieś trzy tygodnie, obsada całkiem niezła, Bacon zresztą ponoć podpisał kontrakt na pięć lat. Co oni tam zamierzają wrzucić na pięć sezonów?!

Jakub: Żeby wyszło z tego coś, co nie będzie mnie osobiście obrażać na każdym kroku, musieliby całkowicie przemodelować ten twór. Potraktować dotychczasowe odcinki jako swoisty prequel i otworzyć historię nieco inną, ale w pewien delikatny, podkreślam, delikatny sposób sięgającą do pierwszego sezonu.

Piotr: Obawiam się, że już na to za późno. W końcu macki kultu Joego sięgały naprawdę głęboko, co najmniej tak jak Blake Association w Mentaliście.

Jakub: Nie zamierzam tego nawet sprawdzać, musiałbym się poważnie nudzić.

Falstarty 

Piotr: Ale dobra, zostawmy już The Following. Coś jeszcze cię zawiodło i rozczarowało w mijającym roku?

Jakub: Może nie rozczarowało, nie całkowicie, ale jednak w pewnym sensie nie porwało wystarczająco mocno: Sleepy Hollow.

Fot. Fox

Fot. Fox

Nie zrozum mnie źle, ja oglądam ten serial z ogromną przyjemnością, ale tak naprawdę jedynym jasnym punktem, który go trzyma, jest postać główna – Ichabod Crane. Jest tak z dwóch powodów – została perfekcyjnie zagrana, a uważam, że nie jest łatwo dobrze zagrać przeniesionego w XXI w. żołnierza George’a Washingtona. A do tego ma świetnie napisane dialogi i pięknie stylizowany język. Tyle jeśli chodzi o plusy, teraz czas na minusy.

Postaci główne mamy dwie, jest jeszcze czarnoskóra porucznik Mills, która chyba nie do końca wie, jak to zagrać. To taka zagubiona dziewczynka, która za wszelką cenę chce być fajna, ale nie wypada przy tym naturalnie. W tym serialu jest w dodatku wszystko, to jak wielki kocioł Panoramiksa – motywy biblijne, Jeźdźcy Apokalipsy, wiedźmy, odniesienia mitologiczne, Moloch, jednym słowem totalny religijno-mitologiczny miszmasz. A to wszystko powiązane Biblią samego George’a Washingtona, który nie tyle z Brytyjczykami, co z demonami wojował. No… nie, chyba ktoś trochę się zagalopował.

Fot. Fox

Fot. Fox

Podsumowując: jest fajnie, bo mamy świetną postać główną i fajne postaci drugoplanowe, o których nie wspomniałem, a zagrane są bardzo solidnie. Ale do dzieł ambitnych Sleepy Hollow zaliczyć nie mogę, bo zamiast dobrego mrocznego klimatu dostaliśmy wariację na temat wszystkiego, o czym kiedykolwiek Amerykanie słyszeli, łącznie z piaskowym ludkiem.

Piotr: Mnie za to zawiodło Low Winter Sun. Do serialu przyciągnął mnie Mark Strong i całkiem ciekawie zarysowane tło oraz historia wyjściowa – dwóch policjantów morduje partnera jednego z nich, po czym starannie zacierają ślady po to, by nikt ich ze śmiercią nie powiązał, a wszystko to w zbankrutowanym, szarym Detroit. Była więc szansa na twardy, dojrzały serial, tym bardziej, że za produkcję wzięła się AMC, czyli telewizja od Breaking Bad. Tymczasem dostaliśmy miałką opowieść o gliniarzach, którzy nie potrafią ustalić jakiejś wersji wydarzeń na wszelki wypadek ani nawet należycie zatrzeć śladów po sobie, wiedząc przecież doskonale, jak działa policja.

Fot. AMC

Fot. AMC

Do tego postać Marka Stronga kocha prostytutkę, która znikła w tajemniczych okolicznościach, i całą energię poświęca jej poszukiwaniu, co wywołuje zero jakichkolwiek emocji. Sama zainteresowana zaś oczywiście jest w jakiś sposób powiązana z zamordowanym policjantem, ale jakoś nie do końca kupiłem te wyjaśnienia. Mamy jeszcze drugi plan – gangsterów, którzy chcą wkroczyć na narkotykowy rynek Detroit, gdzie już jest ustalona hegemonia kogoś innego i… nawet nie wiem, jak mam wyjaśnić, jakie to było złe – bez polotu, bez napięcia, bez emocji, prawie wszystko przewidywalne. Jakiś bohater ginie, mnie to specjalnie nie rusza, do końca nie wiem tak naprawdę, dlaczego zginął. Niestety, tego serialu nawet Mark Strong nie uratował – zresztą też był mocno nijaki (poza finałem). I cóż – nie tylko ja tak pomyślałem, bo drugiego sezonu nie będzie.

Jakub: Nie brzmi to dobrze, ale przypomina mi o jeszcze jednej produkcji AMC, o której warto wspomnieć, bo z jakiegoś niezrozumiałego powodu jest ogromnie popularna. The Walking Dead z rekordowym startem w tym sezonie, na poziomie ponad 16 mln widzów! Ja nie wiem, dlaczego tak jest, nie wiem i martwię się nieco, ponieważ to oznacza, że ludzi jara serial o zombie. Ja wiem, tytuł nie odnosi się do zombie, tylko do żywych, którzy wśród tych zombie mogą w każdym momencie umrzeć – taaaaakie głębokie. Ten serial wygrywa, bo ma mistrzowsko napisane cliffhangery, zresztą obrazek poniżej przedstawiający standardowy odcinek TWD bardzo dobrze tę kwestię oddaje. Taki wniosek martwi mnie jednak, bo oznaczałoby to, że ludzie wolą „trudne sprawy” z nieumarłymi w tle od dobrych seriali z przekazem, jak chociażby mityczne już niemal Firefly.

Źródło: 9gag.com

Źródło: 9gag.com

Piotr: Zombie w Stanach zawsze się sprzedadzą.

Idzie nowe

Czyli 2013 generalnie był serialowo ciekawym rokiem. A jakieś oczekiwania na rok przyszły? Naturalnie oprócz Sherlocka powracającego po dwuletniej przerwie i Doktora w nowej inkarnacji?

Jakub: Wciąż z pewnością liczę na rozwój Almost Human, na dobry sezon GoT również. Chciałbym, żeby pojawiła się jakaś produkcja z klimatem, która mnie wgniecie w fotel, najlepiej, żeby zrobili to Brytyjczycy. Ach, i czekam również na ostatni sezon The Killing, liczę na coś naprawdę mocnego, bo i poprzednie były bardzo dobre. Z rzeczy późniejszych natomiast – takie moje guilty pleasure, czyli Falling Skies.

Piotr: Też czekam na GoT, a także przede wszystkim z nowych rzeczy na True Detective. Trochę się już nastawiłem na to, jak na The Following w zeszłym roku, ale w tym przypadku mamy do czynienia z produkcją HBO, więc na pewno nie będzie szmiry.

Jakub: Pytanie mnie, na co liczę w przyszłym roku, ma jedną podstawową wadę – oglądam tyle seriali, że krótka zbiorcza odpowiedź nie ma sensu.

Piotr: Ale na co czekasz najmocniej? Wiadomo, że ja głównie na kontynuacje seriali, które oglądam, a trochę ich jest, ale to właśnie na Sherlocka, Doktora Who, True Detective i GoT liczę najbardziej.

Jakub: Na razie na nic szczególnego. Gdybym miał wybrać jeden, to wybrałbym Sherlocka.

Piotr: To na szczęście długo się na niego nie naczekamy.

Piotr ‘Ramzes’ Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

Jakub Bujko
zdecydowanie woli, żeby nazywać go po prostu ‘Kuba’. Z wykształcenia i zamiłowania japonista, po godzinach pasjonat gier video i planszówek, seriali, światów fantasy i science-fiction. Chciałby za kilka lat pomieszkać za granicą, ale na razie klepie starą, dobrą „polską biedę”.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)