Wzloty i upadki (Sherlock, premiera: S03E01)

Wzloty i upadki (Sherlock, premiera: S03E01)

Uwaga, poniższy artykuł zawiera spoilery i skierowany jest do osób, które już widziały omawiany odcinek.

Przemek: Oj, długo nam przyszło czekać na trzeci sezon Sherlocka. Warto było? Wiem, że fandom ma mocno mieszane uczucia…

Pirjo: Zacznijmy od rzeczy przyjemnych. Najlepsza scena to bez wątpienia ta, w której drogi Watson tłucze Sherlocka na kwaśne jabłko w coraz podlejszych, lawinowo się pogarszających knajpach i spelunkach. Wszelkie napięcia oraz niezdrowe emocje targające widzami na przestrzeni lat, widzami sfrustrowanymi tym, że geniuszowi na sucho uchodzi bycie totalnym bucem, ponieważ w świetle intelektu nie liczy się emocjonalna dysfunkcja, zostały skanalizowane i satysfakcjonująco przepracowane. Sherlock, który poniewierał, choć raz sam został sponiewierany. Przeżyłam katharsis i doznałam oczyszczenia. Poprzez krew. Krew z nosa. Ale jednak – krew.

Sherlock

Fot. BBC

Przemek: O, tak, absolutnie. Telewizja uwielbia bucowatych geniuszy, ale Moffatowy Sherlock to już było przegięcie. U takiego doktora House’a paskudną osobowość równoważyła odpowiednia porcja spadających na bohatera cierpień – uzależnienie, ból, nieustanne problemy zawodowe i osobiste – więc jakoś dało się go czasem lubić. A Sherlockowi wszystko się zawsze udaje i żadnych kłopotów nigdy nie miewa. Nie znoszę ludzi aroganckich i impertynenckich, tak w życiu, jak i serialach – do tego stopnia, że nie dałem rady obejrzeć (z pewnością znakomitego) Mad Men, bo wciąż życzyłem bohaterom wszystkiego, co najgorsze. Z Sherlockiem miewam podobnie. Ale w tym odcinku przepełniła się wreszcie czara goryczy i polała się krew. Brawo, John!

Joanna: Dupkowaty geniusz to dla mnie wątek, który powinien już był dawno umrzeć. W telewizji mamy erę gloryfikacji inteligencji – co nie jest samo w sobie złe – ale kosztem wybaczania wszelkich grzeszków tym, którzy ją posiadają. Być może jestem w tym odosobniona, ale dla mnie socjopatia nie jest ani trochę atrakcyjna w postaciach. Narracyjnie może prowadzić do interesujących wątków, ale nic mnie tak nie ucieszyło jak kolejne ciosy spadające na Sherlocka. Kibicowałam Johnowi i byłam trochę rozczarowana, kiedy Lestrade się nie dołączył, bo też miałby powody.

Sherlock

Fot. BBC

Przemek: Zdziwiło mnie trochę, że w zasadzie całe półtorej godziny czasu ekranowego Mark Gatiss poświęcił powrotowi Sherlocka. Jasne, to ważna sprawa, ale sądziłem, że groźba zamachu bombowego na brytyjski parlament – w duchu historycznego zamachu Guya Fawkesa – będzie czymś więcej niż tylko szybko rozwiązanym wątkiem pobocznym. Można było wycisnąć z tej sytuacji więcej.

Pirjo: Bo to nie był odcinek o zagadce kryminalnej, ale o tajemnicy łże-śmierci Sherlocka. Moją uwagę przykuły relacje rodzinne. Wspaniała była scena braterskiej rozgrywki – i rozmowy – między Sherlockiem i Mycroftem, a także zabawa z gatunku „meet the parents”. Nie raz zastanawiałam się, jak wyglądało dzieciństwo nadnaturalnie bystrych braci Holmes. Skąd się wzięli? Kim byli? Jak wyglądał ich rodzinny dom? Dodatkową atrakcją jest świadomość, że na ekranie oglądamy prawdziwych rodziców Benedicta! Sympatycznie i ciekawie wypadła Mary, posługująca się inteligencją emocjonalną równie sprawnie jak Sherlock mocami dedukcji. Przyjemna z niej osóbka – w „cywilu” małżonka Martina – i nie da sobie w kaszę dmuchać! Pooglądałabym jej więcej. Więcej Amandy Abbington, poproszę!

Joanna: Czyż Mary nie była cudowna? Bałam się strasznie o pannę Morstan, kiedy ogłoszono jej pojawienie się, bo Sherlock nie ma zbyt dobrej historii w przedstawianiu kobiet, a fandom jest o wiele gorszy, jeśli chodzi o postaci mogące ingerować w związek Sherlocka i Watsona, ale jestem usatysfakcjonowana tym, co zobaczyliśmy (i absolutnie zaintrygowana kilkoma słówkami „Liar”, które pojawiły się dookoła niej przy włączonej super-wizji Sherlocka. O czym kłamie Mary?). Przewijający się przez ekran rodzice Sherlocka też mnie zachwycili – absolutnie nie byli rodzicami, jakich mogliśmy się spodziewać po Sherlocku i Mycroftcie, ale może właśnie przez to byli o wiele lepsi. No i wspaniały casting! Szkoda, że tak krótko.

Sherlock

Fot. BBC

Przemek: To prawda, jak na odcinek serialu z Sherlockiem w tytule zaskakująco dużo było w tym odcinku „gości”. Ale że byli to sami mili goście, nie zamierzam narzekać. Tymczasem zaś wróćmy do samego Sherlocka. Sądząc z reakcji, które widziałem w internecie, widzów najbardziej dotknął fakt, że po tym, jak wszyscy przez dwa lata zastanawiali się, jakimż to cudem Sherlock uszedł z życiem ze swego widowiskowego upadku, dostaliśmy nagle odcinek, który tej zagadki na dobrą sprawę wcale nie rozwiązał. A w dodatku raz po raz – jak twierdzą fani – wbijał widzom szpile, pokazując groteskowo przerysowane „możliwe” wersje zdarzeń – jak choćby w scenie otwierającej. Przyznam, że nie do końca rozumiem te reakcje. Lubię Sherlocka, ale nie czuję się częścią fandomu, więc mnie te żartobliwe „wyjaśnienia” raczej rozbawiły niż zdenerwowały.

Joanna: Ja od dawna już nie uważam się za członkinię fandomu Sherlocka (jeśli kiedykolwiek nią byłam, ale fiki się czytało, więc trochę się poczuwam), ale dla mnie pastisz fandomu przez Andersona i jego klikę był co najmniej niesmaczny. Żarty z fanów i fanowskich obsesji nie są rzadkością (celuje w tym Supernatural, ale wiele seriali wkracza na te tereny), ale niestety rzadko też są zrobione dobrze i z podszytym żartobliwością szacunkiem dla fanów. Oglądając rzucającego się histerycznie na ścianę Andersona poczułam, że twórcy Sherlocka po prostu fanów nie lubią, uważając ich za mamroczących wariatów bez życia i przyjaciół.

Pirjo: Pozostając w temacie fanów, ale wracając do treści odcinka, moim zdaniem pokazane nam jedna za drugą spekulacje i teorie spiskowe na temat powrotu tytułowego bohatera „z martwych” były rozwiązaniem idealnym. Osobiście podoba mi się, że zagadka nie została wyjaśniona. Dostaliśmy za to co najmniej dwie wspaniałe, romantyczne wizje wycelowane w wiernych widzów: pocałunek Sherlocka i Molly oraz scenę na dachu ujawniającą głębię uczuć łączących detektywa z Moriartym. Dowiedzieliśmy się, jak eskaluje obsesja wielbicieli na punkcie zmarłego idola, i zadumaliśmy się co nieco nad działaniem mediów oraz manipulowaniem informacją. Wydaje się też, że symbolicznie zakładając na głowę czapkę „szerlokówkę”, nasz bohater zaakceptował swój publiczny wizerunek, a w związku z tym swoją rolę i swój los. Znaczące i wzruszające okazały się reakcje bliskich na powrót bohatera, wspomniana już scena barowa, pani Hudson uznająca dawnego lokatora za upiorne widmo, uścisk posiwiałego Lestrade’a. Dokładnie tak powinno to wszystko wyglądać. Poczułam się usatysfakcjonowana.

Sherlock

Fot. BBC

Przemek: Ja przede wszystkim czuję się usatysfakcjonowany odcinkiem jako rozrywką. Szybki, dynamiczny, zabawny, interesujący. Śliczny wizualnie, atrakcyjny muzycznie. Jak zwykle ciekawa relacja między Sherlockiem a Johnem. Bohaterowie drugoplanowi są mi trochę obojętni…

Pirjo: Nawet Sherlock pokazał w tym odcinku ludzką twarz. Podoba mi ewoluująca relacja tego bohatera z Molly, od niedostrzegania, ignorancji i umniejszania cech takich jak wierność i bezkrytyczne oddanie egocentrycznemu herosowi przeszliśmy do docenienia, szczerych słów, podziękowań. Potem przez wspólnie spędzony dzień po reakcję detektywa na swoją uboższą kopię, czyli na nowego narzeczonego dziewczyny. Coś mówi mi, że to nie koniec perypetii. Ale empatia i porządne zachowanie mają u Sherlock granice. Taką granicą była finałowa scena w pociągu – miałam nadzieję, że choć raz to Watson wykaże się zdolnością rozumowania i rozbroi bombę w chwili, gdy jego partner przeżywa załamanie nerwowe. Nie spodziewałam się, że w dramatycznym momencie Sherlock z premedytacją wystawi przyjaciela na ogromny stres, dokładając kolejną cegiełkę do tego, co sobie już w odcinku „nagrabił”: ukrycia prawdy o upozorowanej śmierci i zrujnowania oświadczyn. Nieładnie, Sherlocku. Nieładnie, a poza tym nielogicznie i bez sensu. To ma być przyjaźń? Nawet trudna przyjaźń zarysowuje pewne limity przyzwoitości, linie, których nie należy przekraczać. Poczułam się zawiedziona i rozczarowana końcówką odcinka.

Przemek: Ja też. Abstrahując nawet od relacji między bohaterami – w obrębie fabuły scena w pociągu nie miała zbyt wielkiego sensu, stanowiła kiepskie zamknięcie wątku. Wyłącznik na bombie? Głupie, zwyczajnie głupie. A emocjonalnie po prostu nietrafione. Szkoda, bo to w sumie jedyna poważniejsza skaza na odcinku, który sprawił mi sporą przyjemność.

Sherlock

Fot. BBC

Joanna: Przemknął mi ostatnio gdzieś tekst-reakcja, którego autorka opisuje Johna jako emocjonalnego masochistę, i to naprawdę wiele by dla mnie wyjaśniało. Sherlock cały czas wykazuje nie tylko nieumiejętność zrozumienia emocjonalnych reakcji i pobudek Johna, ale także absolutną niechęć do prób zrozumienia. O ile Sherlock był w stanie poświęcić chwilę na ludzkie potraktowanie Molly, John, jego najlepszy przyjaciel, nie tylko nie dostaje tego samego, ale jest de facto traumatyzowany i okłamywany tylko po to, żeby Sherlock mógł usłyszeć, że jest dla niego ważny. Ja rozumiem, że socjopatia, ale ogląda się to bardzo nieprzyjemnie i absolutnie nie gra mi to z domniemaną przyjaźnią między głównymi bohaterami.

Przemek: Dodam jeszcze na koniec, że chyba dobrze się stało, iż otwierający odcinek sezonu napisał tym razem Mark Gatiss, nie Steven Moffat. Nie dlatego, żebym hejtował tego ostatniego – uważam po prostu, że Moffat jest znakomity w efektownych, „efekciarskich” fabułach i błyskotliwych dialogach, ale Gatiss sprawdza się lepiej, gdy trzeba bohaterów (i cały serial) uczłowieczyć. Zamiast pojedynku dwóch tytanów intelektu pokazać ludzką twarz postaci.

Joanna: Dla mnie Sherlock – postać i serial zarazem – nie mają serca. Serial jest świetny, kiedy się go ogląda, z doskonałą stroną wizualną (te cięcia pomiędzy Sherlockiem a badaniem przeprowadzanym przez Johna!), ale pozostawia we mnie niesmak, bo wydaje mi się, że twórcy nie lubią ani widza, ani większości swoich postaci, lubią za to fetyszyzowanie wielkiego mózgu Sherlocka. Obyłabym się też bez ciągłego wabienia niektórych fanów elementami homoromantycznymi po to tylko, by rzucić im w twarz zaprzeczenia i żarty.

Pirjo: Masz rację, biedny Watson aż do karykaturalnej przesady musi podkreślać swoją orientację heteroseksualną. Masochistyczny bromance z Sherlockiem nie bierze jeńców i nie zna, co to litość. W tym serialu jest tylko jedna licząca się para. A podsumowując, odcinek był wartki, emocjonalny, zabawny, choć z rozczarowującą końcówką. Tęskniłam za Sherlockiem – to wspaniała postać! – i za Benedictem. Nie mogę się już doczekać kolejnych epizodów serii.

Przemek: Ja też nie mogę się doczekać! I aż żal, że potem znów przyjdzie nam czekać Bóg wie jak długo…

Pirjo: Ale sezon czwarty jest już prawie pewny. To dobra wiadomość!

Sherlock

Fot. BBC

Sherlock
S03E01, The Empty Hearse, emisja: 1.01.2014

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Joanna Kucharska
Zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)