Uczłowieczyć Sherlocka (Sherlock S03E02)

Uczłowieczyć Sherlocka (Sherlock S03E02)

Uwaga, poniższy artykuł zawiera spoilery i skierowany jest do osób, które już widziały omawiany odcinek.

Pirjo: Nie lubię wesel, nie przepadam za imprezami. Nie czuję się komfortowo w miejscach i sytuacjach, które nie wyznaczają jasnego celu, do niczego nie prowadzą, z którymi nic nie mogę „zrobić”. Nie potrafię się po prostu zrelaksować i bawić. Dlatego rozumiem Sherlocka w chwili, gdy po wygłoszeniu obiecanej przemowy, rozwiązaniu kilku kryminalnych zagadek i po filozoficznym rzucie oka na rozbawionych, zanurzonych we własnych sprawach znajomych stawia kołnierz i wychodzi w mrok. Z dala od gwaru i zabawy, od tańców i swawoli. Jego zadanie zostało wykonane. Tak samo jak zadanie, które najwyraźniej wyznaczyli sobie twórcy „środkowego odcinka” – uczłowieczenie Sherlocka, pokazanie ludzkiej strony bohatera, jego słabości, autoironii, może nawet odrobiny ciepła. Tak myślę. A jak wy myślicie?

Joanna: Ja cierpię na poważny przypadek fremdschamen – zażenowania z drugiej ręki. Połowę przemowy Sherlocka oglądałam przez palce, jak strachliwa pensjonarka na horrorze. Ale mimo to ogólnie skończyłam zachwycona. Strasznie hejtowałam na pierwszy odcinek i narzekałam, że Sherlock i serial nie mają serca. No cóż, ktoś tu chyba odwiedził Czarnoksiężnika z Oz w przerwie. Trochę płasko wypadły same zagadki – może to moja wina, bo oglądam za dużo seriali kryminalnych, ale tajemnica była absolutnie przewidywalna po jakiś 10 minutach, co dla serialu tak bardzo detektywistycznego, fetyszyzującego niemal rozwiązywanie zagadek, nie jest może najlepszym krokiem.

Przemek: E, zażenowanie z drugiej ręki i mnie czasem dopada (Marku Piegusie, do ciebie mówię!), ale po ostatnim odcinku znielubiłem Sherlocka na tyle, że perspektywa jego upokorzenia przed publiką nawet mnie trochę cieszyła. No ale cały ten odcinek był w zasadzie tak bardzo potrzebnym uczłowieczaniem Sherlocka na wszystkie możliwe sposoby. Libacja, nierozwiązana (do czasu!) sprawa z przeszłości, przemówienie, pogawędka z Mycroftem… Twórcy ze skóry wyłazili, żebyśmy poczuli do tego nieznośnego dupka choć odrobinę sympatii. I chyba im się to udało.

Sherlock

Fot. BBC

Pirjo: Długa przemowa drużby była wspaniała, dygresyjna, szkatułkowa i epicka, ale mnie szczególnie przypadł do gustu wątek pijackiej eskapady i jej konsekwencji. Cóż za brawurowe studium rozkładu wnikliwie bystrego umysłu! Forma umiera ostatnia i scena z lupą na dywanie…a także doskonałe wizualnie przedstawienie kaca wygrały z całą resztą gagów. Och, lubimy widzieć Sherlocka na kolanach, strąconego z piedestału, rozchodzącego się w szwach. A przynajmniej ja lubię. Jeszcze nie wybaczyłam mu wszystkich okrucieństw i nieprzyjemności, emocjonalnych eksperymentów na ludziach ani okłamywania najbliższego przyjaciela. Z drugiej strony był to dość konwencjonalny i awanturniczy wieczór kawalerski.

Przemek: O, tak, absolutnie! Wieczór kawalerski doprowadził mnie do łez. Podobnie jak pojawiające się w trakcie weselnego przemówienia króciutkie przebitki na co ciekawsze sprawy Sherlocka i Watsona. The Poison Giant, The Elephant in the Room… Uśmiech w zasadzie nie schodził mi z twarzy od pierwszej do ostatniej minuty. Jak mawiają Łotysze: dobry dowcip, śmiałem się wiele razy.

Joanna: Dawno się tak dobrze nie bawiłam na Sherlocku, potwierdzam. I jaka cudowna zabawa formą – pijacka wersja dedukcji Sherlocka, identyfikująca krzesło jako rzecz do siedzenia? Komediowa kopalnia złota. Cieszyło mnie też pojawienie się głośno mówiącego Lestrade’a rano – przynajmniej sobie odbił, co jego. Wieczór kawalerski doskonale zilustrował też rozluźnienie napięcia w tym odcinku – zapewne rokuje to nam wszystkim złamanie serc w finale, ale ja osobiście czasami naprawdę lubię popatrzeć, jak się bohaterom układa.

Sherlock

Fot. BBC

Pirjo: Byroniczna postać Sherlocka przyćmiła dla mnie wszystko inne w tym odcinku, przysłoniła horyzont, zawirowały poły stalowoszarego okrycia wierzchniego, zamgliło mi się spojrzenie i zahipnotyzowałam się. Ale przyznać muszę, że dostaliśmy też kilka doskonałych epizodów z udziałem innych postaci. Mycroft w dresiku na domowej siłowni. Pani Hudson opowiadająca historię swego małżeństwa nad tacą English breakfast, amfiteatralna sala jako metafora internetowego forum, sposób, w jaki Mary radzi sobie z Sherlockiem i bezbłędnie trafia do jego serca. Dość przypomnieć mrożące krew przesłuchania weselnych gości! I cudowny jest John, postać niby w cieniu zamaszystego płaszcza, a jednak wchodząca w doskonały rezonans, pełna, soczysta. Mężczyzna, który się nie boi mówić o uczuciach. Wyznać miłości. I to dwa razy w zasadzie, choć on… Sherlock… za drugim razem już nie słuchał. Biegł rozwiązywać zagadki! A co Wam się najbardziej podobało?

Przemek: Wszystko! Wspomiana przez Asię pijacka dedukcja na temat krzesła. To, jak Sherlock się „zawiesił”, gdy John nazwał go najlepszym przyjacielem. Serwetki złożone „na operę w Sydney”. Czatowanie z pięcioma paniami naraz. Gra z karteczkami na czołach. Długo by wymieniać.

Joanna: Patchworkowe rodziny to chyba moja pięta Achillesa jeśli chodzi o seriale – dajcie mi grupę społecznych wyrzutków, którzy trzymają się razem i stawiają czoła przeciwnościom losu, jednocześnie nabijając się z siebie nawzajem, a sprzedam się tanio i na kilka dobrych sezonów. Dlatego wszystkie te drobne błyski postaci, ich nowe strony i drobne gesty były dla mnie jak cudowny weselny bufet, aż nie wiem, co wybrać jako najlepsze. Dobrze, że na weselu nie trzeba się tak znowu hamować.

Wracając jednak na moment do Sherlocka – chyba nikogo nie zdziwię, mówiąc, że ja za tym wydaniem konsultującego detektywa nie przepadam. Nie lubię motywu antyspołecznego i narcystycznego geniusza, uważam, że inteligencja nie usprawiedliwia niegrzeczności, a emocjonalny sadyzm raczej mnie odrzuca niż fascynuje. Jeśli jednak cokolwiek miałoby mnie do niego przekonać, to ten odcinek, gdzie emocjonalne zdystansowanie Sherlocka od reszty rasy ludzkiej jest rozegrane umiejętnie i delikatnie, gdzie Sherlock przejawia rzadką zdolność patrzenia na siebie krytycznie. Moment, kiedy wzrusza słuchaczy do łez, prawie że mnie samą roztkliwił, ale tak naprawdę wzruszyłam się chwilę później, kiedy Sherlock empatyzuje z ofiarą i porównuje się do niej ze względu na ich wspólne uczucie do Johna – „nie zrobiłbyś mu tego na jego weselu, prawda?” Jaki kontrast z okrutnym żartem nad bombą z poprzedniego odcinka!

Pirjo: Ja tam mam podejrzenia, że to było wyrachowanie, Sherlock wiedział przecież, że niedoszły samobójca ma podobny do niego profil psychologiczny i żywi podobne uczucia względem Johna. Zadziałał przez analogię. Co nie wyklucza, że chce dla Watsona dobrze…

Przemek: Wyrachowanie czy nie, ocaliło człowiekowi życie. To trzeba docenić.

Sherlock

Fot. BBC

Pirjo: Mam wrażenie, że dopiero teraz, w trzecim sezonie, doczekaliśmy się odcinka „meta”, w którym dowiadujemy się więcej i więcej o życiu naszych bohaterów, dotychczas raczej pomijanym, stanowiącym tło dla zagadek kryminalnych. Słyszałam zarzuty, że niepotrzebnie, że „tak naprawdę nie chcemy wiedzieć”, ale dla mnie umiejscowienie „prywaty” w tym właśnie momencie historii ma sens, zaspokaja ciekawość, lecz nie całą. Stanowi przeciwwagę dla dramatycznego odcinka premierowego. Oglądało go „na żywo” aż 32% widzów w Wielkiej Brytanii. Oczywiście to nie telenowela, tylko Sherlock, zatem samego ślubu nie dane nam było obejrzeć, liczyły się atrakcje, w których detektyw i doktor uczestniczyć mogli pospołu. Skomponowany specjalnie walc, dylematy serwetkowe, tańce i konwenanse. I urocze rozterki socjopatycznego detektywa: czy „traci brata”, czy „zyskuje siostrę”? A może i za jednym zamachem bratanka? Czy to kwestia perspektywy patrzenia? Czy trzeba bać się zmiany? Sherlock chyba za zmianami nie przepada… Przepada natomiast za biszkopcikami! Takie detale pozwalają go na nowo pokochać. Świetny scenariusz, prawda?

Joanna: Ja nadal twierdzę, że twórcy mają kiepskie pojęcie o tym, co naprawdę rusza widownię. Pierwszy odcinek, zaprojektowany „pod fandom”, uraził wiele osób swoim przedstawieniem fanów. Seria „wyjaśnień” dotycząca tego, jak Sherlock przeżył Reichenbach, oparta na teoriach krążących po sieci w czasie hiatusu, mająca być ukłonem w stronę tych teorii, zirytowała większość widzów brakiem wyjaśnienia oficjalnego i ostatecznego, zwłaszcza że takie nam obiecano. Teraz rozglądam się po sieci i widzę, że to raczej drugi odcinek trafił do serc prawie wszystkich fanów, oferując spojrzenie w emocje postaci, zacieśnienie związków i całe mnóstwo niby nieistotnych, ale jakże interesujących detali. Stan taki długo nie potrwa i za chwilę wrócimy do dramatyzmu i zalewu adrenaliny, ale już widzę wszystkie „domowe” fiki pisane dookoła Znaku Trzech.

Przemek: Tak, to bardzo trafne, co mówisz. Ilekroć widzę w książkach czy serialach to fetyszyzowanie mózgu, to niemalże onanizowanie się ludzkim (czytaj: własnym) geniuszem przez tego czy innego twórcę, przewracam oczami. Doprawdy, czegóż to człowiek nie zrobi, żeby wyleczyć swoje kompleksy związane z tym, że nikt go nie lubi. Mnie jako widza naprawdę guzik obchodzą półboscy chamscy geniusze, co więcej w sobie mają z komputerów niż z ludzi. Chcę się wzruszać, przywiązywać do postaci, wyć jak głupi przed ekranem, kiedy moim serialowym przyjaciołom dzieje się źle (lub właśnie bardzo dobrze). The Sign of Three właśnie to mi dało. Oto krok w dobrym kierunku!

Sherlock

Fot. BBC

Pirjo: Na koniec czas na teorie spiskowe, wskazówki, podpowiedzi. Zagrajmy w Cluedo. Co będzie dalej? Joanno?

Joanna: Na pewno dostaniemy tajemnicę skoncentrowaną wokół Mary i jej rodziny. Pierwszy odcinek zaprezentował nam ją jako jedynaczkę i kłamczuchę, w drugim dowiadujemy się, że jest sierotą. Notka z gratulacjami od niejakiego Cama (C.A.M. to inicjały ogłoszonego już Głównego Złego sezonu) wspominająca jej rodzinę wzbudza w niej niepokój. Sokole oczy fandomu dopatrzyły się też szybko ukrytej reakcji pełnej przerażenia na Sherlocka dedukującego jej ciążę. Tajemnica Mary krąży wokół jej rodziny i na pewno wejdzie do gry w następnym odcinku. Bardzo boję się o Mary, która szybko stała się moją ulubienicą.

Pirjo: Trzymam kciuki, żebyś nie miała racji z tą Mary…

Sherlock
S03E01, The Sign of Three, emisja: 5.01.2014

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Joanna Kucharska
Zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)