Operacja Brzydkie Kaczątko (Sherlock, FINAŁ: S03E03)

Operacja Brzydkie Kaczątko (Sherlock, FINAŁ: S03E03)

Uwaga, poniższy artykuł zawiera spoilery i skierowany jest do osób, które już widziały omawiany odcinek.

Pirjo: Porozmawiamy dziś o odcinku, w którym najdroższego Sherlocka nieomal zesłano za karę do Polski. Tak, tak, chciałabym zacząć naszą rozmowę przewrotnie, bo od detalu, który wzbudził sporo kontrowersji i spekulacji oraz zelektryzował lokalnych widzów. Jak Wam się podobał polski akcent i operacja „Brzydkie Kaczątko” („Ugly Duckling”)? O co chodziło Moffatowi?

Joanna: Może słyszał, że niektórzy w Polsce mocno hejtują na Sherlocka i wieszczył mu u nas nędzny koniec? Może to wpływ antypolskich sentymentów anglików z Cameronem na czele? Ach, wieszczę spisek, aż miło.

Przemek: Nie wiem, ale bardzo mnie to ubawiło. Zwłaszcza jeśli powiązać zesłanie „do Europy Wschodniej” z pokazanym w odcinku pierwszym tego sezonu schwytaniem Sherlocka przez jakichś ponurych zakapiorów – też w Europie Wschodniej właśnie. Ach, te nadwiślańskie dzicze! Nic się nie ucywilizowaliśmy od czasów biednego świętego Wojciecha.

Sherlock

Fot. BBC

Pirjo: Polska jako współczesny czyściec? No i „Kaczątko”? Cóż, może jednak nie będę tego szerzej komentowała i przeskoczę dalej. Kolejny temat to rozwiązanie nabrzmiewającej od początku sezonu zagadki Mary. Jeśli uda nam się zawiesić niewiarę i przychylić się do interpretacji Sherlocka (do idei, że Watson, choćby podświadomie, sam sobie taką specjalną partnerkę wybrał), to możemy, moim zdaniem, uznać, że twórcy serialu wyszli z wątku obronną ręką. Uczynili z Mary villaina-mimo-woli, szlachetnego złoczyńcę z mroczną przeszłością, którego w ostatecznym rozrachunku jesteśmy skłonni usprawiedliwić i zrozumieć. Nie przemienili jej w komiksową, płaską postać, która niespodziewanie pokazuje „prawdziwą twarz”, nie kazali jej skakać po dachach, nie sprawili, że poczuliśmy się oszukani czy skonfundowani. Mary nadal jest sobą. Oczywiście, można narzekać, że jako kobieta musiała być do cna emocjonalna w swoich motywacjach (miłość, skrucha) i że nie jest to postać, która mogłaby się równać z męskimi master-mindami, naprzeciw których staje zwykle Sherlock. Ostatecznie to nie ona, a dzielny detektyw pokonuje Magnussena.

Joanna: Jestem przeszczęśliwa, że Mary przeżywa (bałam się o nią trochę, a mówiąc „trochę” mam na myśli „bardzo”), oraz że obdarzono ją chociażby śladowym fabularnym „sprawstwem”. Emocjonalność Mary nie przeszkadzała mi aż tak, jak się spodziewałam – jeśli za dobrą monetę przyjmiemy sposób jej ukazania w dwóch pierwszych odcinkach (tzn. jeśli nie uznamy, że to wszystko było odgrywanie roli Mary Morstan), to ta niby niebezpieczna emocjonalność Mary-złoczyńcy dobrze współgra z portretem kochającej narzeczonej, żony i przyjaciółki. Podoba mi się związek Mary i Sherlocka, ich postępujące i pogłębiające się zrozumienie siebie. Nawet w chwilach wyraźnego antagonizmu, nawet kiedy Mary patrzy na niego znad lufy pistoletu, są złączeni wspólnym celem i troską o Johna.

Problem mam za to z interpretacją Sherlocka, pomysłem, że John podświadomie wybrał socjopatkę czy psychopatkę na żonę (swoją drogą zaczynam podejrzewać, że twórcy nie za bardzo rozumieją, czym są socjopatia i psychopatia, ale to temat na inne narzekania). Nie da się ukryć, że John jest albo uzależniony od niebezpieczeństwa, albo emocjonalnie masochistyczny; tylko to wyjaśnia jego zdolność do wytrzymywania z Sherlockiem i zaangażowanie w rozwiązywanie zagadek. Ale wyjaśnienie, że szuka pewnych cech w towarzyszce życia, do mnie nie przemawia i trąci interpretacją o sublimacji – John żeni się z najbliższą imitacją Sherlocka, jaką mógł znaleźć?

Sherlock

Fot. BBC

Przemek: A do mnie interpretacja Sherlocka właśnie przemawia. Nie raz i nie dwa widziałem, po sobie i innych, jak często otaczamy się ludźmi pewnego typu, nawet o tym nie wiedząc. I wcale nie chodzi o to, że John szukał na żonę „Sherlocka w spódnicy” – starał się po prostu znaleźć osobę, która zapewni mu podobny co Sherlock dreszczyk emocji. Serce nie sługa, potrzeby emocjonalne (choćby i masochistyczne) same się nie zaspokoją. Stąd do rozwiązania wątku Mary nie mam żadnych zastrzeżeń. No, może poza westchnieniem, że chyba nie tyle John Hamish Watson, co Steven Moffat przejawia niezdrowy pociąg do kobiet psychopatycznych… River Song, anyone?

Pirjo: River Song, a potem jeszcze „clever boy”… No ale dobrze, czas wziąć byka za rogi. Był to odcinek, w którym Sherlock zabija człowieka, a także sam ociera się o śmierć. Czy zrobiło to na Was jakiekolwiek wrażenie?

Przemek: Nie, nie za bardzo. Może dlatego, że zabijanie przestępców, gdy innego wyjścia nie ma, jak najbardziej mieści się w konwencji serialu kryminalnego. A może dlatego, że Sherlock od początku jasno dawał nam do zrozumienia, że stać go na wszystko. No a poza tym powiedzmy sobie szczerze – innego skutecznego rozwiązania problemu z Magnussenem chyba nie było. Swoją drogą – fantastyczny motyw z tymi archiwami.

Joanna: Mieliśmy jednego z bohaterów zabijającego człowieka już w pilocie pierwszej serii; najbardziej zaciekawiło mnie to, że John strzelał taksówkarzowi w klatkę piersiową, a Sherlock Magnussenowi w głowę – ładna, zgrabna i nienachalna ilustracja tego, co stanowi rdzeń danej postaci?

Magnussen musiał zginąć od momentu kiedy dowiedzieliśmy się, że wszystkie informacje są w jego głowie. Łatwo było też przewidzieć, że tak naprawdę Sherlocka nie spotkają wielkie konsekwencje, a przynajmniej nie na długo – nie podejrzewałam Moffata o chęć realizowania następnych sezonów dziejących się w więzieniu; Sherlock musiał dość szybko wrócić na Baker Street. Cała ta awantura wywarła więc na mnie średnie wrażenie. Ciekawi mnie, jaki i czy jakikolwiek ślad to wydarzenie odciśnie na Sherlocku, nawet przy jego ciągłym identyfikowaniu się jako socjopata.

Nie ukrywajmy, wszyscy wiedzieli, że Sherlock przeżyje postrzał zafundowany mu przez Mary; całe zamieszanie było pretekstem do efektownej (i jakże była ona efektowna) sceny w Pałacu Myśli. Nawet Conan Doyle nie był w stanie zabić Sherlocka, a Moffat i spółka mają potwierdzone dwa następne sezony, jak wieść gminna niesie. No, chyba, że planowaliby uczynienie głównym bohaterem Billy’ego. Tak między nami, obejrzałabym spin-offa z Billym, Billy rządzi.

Przemek: Fajny był. A co do groźby śmierci Sherlocka, w którą nie wierzyłem, i całej sceny w Pałacu Myśli, trwającej „w realu” kilka sekund, mam tylko jedną uwagę: NIKT NIE PRZETWARZA DANYCH AŻ TAK SZYBKO. Come on! Jakoś nie chce mi się wierzyć, by ktokolwiek był w stanie wydedukować i zdecydować, na którą stronę powinien upaść po postrzale…

Sherlock

Fot. BBC

Pirjo: Banda sceptyków! No ale skoro niewiarygodny okazał się dla Was super-Sherlock, porozmawiajmy teraz o Watsonie jako o bohaterze romantycznym. Pomyślcie: wojak, który rzuca w płomień kominka kompromitujące „listy” ukochanej i zdecyduje się przebaczyć jej przeszłość, wszystko w imię miłości. Jane Austen uśmiecha się leniwie, ja też się uśmiecham, a Wy? Co sądzicie o Watsonie w tym odcinku i w perspektywie sezonu?

Joanna: Jestem łatwa i tania, jeśli chodzi o harlekinowe zagrania, i muszę przyznać, że mi się to dosyć podobało. Chociaż chciałabym jeszcze bardziej, żeby Watson najpierw poznał przeszłość Mary, a potem zdecydował, czy się na to pisze. Nie podoba mi się też koncepcja wybaczania jej jej przeszłości – owszem, budowanie związku na kłamstwie było absolutnie nie fair i to powinno stać się problemem do przezwyciężenia dla naszej pary, ale stanowczo protestuję przeciwko twierdzeniu, że John może wydawać wyroki na temat życia Mary z okresu, zanim ta go poznała. Za to najfajniejszym momentem z ich związku była cała wyprawa do siedziby narkomanów, Mary w szlafroku, wzajemne docinanie sobie przy zapewnieniach o wsparciu, irytacja przy zapełniającym się samochodzie… dajcie mi takich państwo Watson!

Przemek: Znów jestem bezkrytyczny, bo mi się wszystko podobało. Martin Freeman gra Watsona tak, że wierzę w niego absolutnie – jest dla mnie prawdziwym człowiekiem. Ze swą czułością wobec Mary i oślim uporem, z poczuciem humoru i masochizmem, z każdym swoim nerwowym tikiem. Że romantyk, wiedzieliśmy od początku – chyba trzeba być trochę romantycznym (czytaj: masochistyczno-egocentrycznym), by wytrwać w towarzystwie Sherlocka. Człowiek rozsądny dawno uciekłby z krzykiem.

Co do wybaczania przeszłości Mary przez Johna, bez przesady – ja nigdzie w odcinku nie zauważyłem sugestii, jakoby John planował wydawać wyroki na temat przeszłości żony. Jemu od początku chodziło o fakt kłamstwa, nie o samą jego treść. Dlatego właśnie „życiorysu” Mary nie przeczytał. A więc to kłamstwo, nie przeszłość, John wybaczył. Jak na romantyka przystało.

Sherlock

Fot. BBC

Pirjo: Nie zapominajmy o soczystych detalach i wizjach, którym sprzyjała szkatułkowa, rozbita na części konstrukcja odcinka. Utopia gwiazdkowego spotkania w gronie rodzinnym wybornie skontrastowana została z wytworami antycznego Pałacu Myśli , rozbudowanego od pięter aż po piwnicę skrywającą największego antagonistę detektywa, Moriarty’ego, pogrążonego w tym, co Sherlockowi nieustannie grozi, czyli w czystym szaleństwie. Znów mieliśmy przyjemność oglądać rodziców Benedicta, a jako młoda wersja Holmesa pojawił się synek Moffata. Wspaniale wymyślona została scena „graniczna”, bo dziejąca się w iluzorycznej strefie między budynkami; symbolicznie, jak i faktycznie pozwalająca zaglądnąć za fasadę rzeczywistości. Podobała mi się, tak samo jak Wam, wprowadzona w tym odcinku nowa postać – młody panicz Bill, aspirujący znawca trucizn i obiecujący detektyw-amator.

Joanna: Bill jest moim idolem, powtórzę. Podobała mi się też sekwencja Pałacu Myśli, mimo że stanowi żywy przykład tego, co mnie zwykle irytuje: fetyszyzacji umysłu Sherlocka. Ale tym, co mnie w tej kwestii na ogół drażni, jest przedstawienie walorów intelektualnych Sherlocka jako karty „Wychodzisz z więzienia”, usprawiedliwiającej wszystkie jego wady – bo geniuszowi się wybacza. Tutaj była to raczej zgrabnie przedstawiona teza, że umysł panuje nad ciałem, że umysł ludzki to w ogóle niesamowite narzędzie… wciąż fetyszyzacja, lecz dla mnie grało.

Ale to „puste domy” przy Leinster Garden zostały dla mnie bohaterem odcinka. Po pierwsze odkryłam nowy fascynujący fakt o Londynie. Po drugie – co za cudowne wykorzystanie! Teatralne i przerysowane, od twarzy Mary na budynku po przewidywalną farsę z Johnem i kuglarskie sztuczki ze strzelaniem do monety – byłam zachwycona każdym momentem. Bardzo mi to przypomniało wyczyny oryginalnego Sherlocka i jego tendencję do stosowania taniej dramaturgii.

Skoro wspomniałaś już o Moriartym – może chwilę o nim. Moriarty w umyśle Sherlocka był dla mnie zbyt przerysowany – zrozumiałe w Pałacu Myśli, ale trochę męczące. Niespodzianką natomiast było pojawienie się Moriarty’ego w ostatnich minutach odcinka. Co o tym sądzicie? Najlepsza sztuczka świata (wyjaśnienie tego, jak Sherlock przeżył upadek z dachu, to przy tym małe piwo) czy pic na wodę, fotomontaż i może (żyję w nadziei) zwiastun pojawienia się Sebastiana Morana?

Przemek: Obstawiałbym zemstę zza grobu. A przynajmniej na to liczę, bo trochę się boję kolejnego wydumanego zmartwychwstania…

Sherlock

Fot. BBC

Pirjo: Też się boję. Za dużo mieliśmy cudownych zbiegów okoliczności i nieprawdopodobnych wskrzeszeń. Nie chcemy telenoweli. Nie zgadzamy się, żeby Sherlock wjechał w kartony. A to ryzyko niestety gdzieś tam nad nim zawisło i sobie wisi, kołysząc się miarowo. Na koniec napiszę więc może, co myślę o całym sezonie. Otóż podobał mi się, sprawił mi ogromnie dużo przyjemności, ale jeśli miałabym go ocenić, to był trochę za bardzo „meta”. Dla mnie w Sherlocku jako postaci chodziło zawsze o sprawy kryminalne, trudne zagadki, które znajdowały się na pierwszym planie, a dopiero w drugiej kolejności o błyskotliwego bohatera. Tymczasem w najnowszym sezonie nie wychodzimy prawie poza rodzinne spotkania, mamy liczne rozmowy braci, weselny obiad, gwiazdkowe przyjęcie w domu rodzinnym. Poznajemy żony, dziewczyny, rodziców. Prawie nie widzimy policji w akcji, Lestrade to bohater czwarto-planowy, centrum narracji leży gdzieś indziej. Mimo wszystko było to dla mnie męczące.

Nie sądzę po prostu, żeby te scenariusze broniły się w kategorii „opowieść detektywistyczna”, sezon był raczej trzyczęściowym przepracowaniem reperkusji związanych ze śmiercią Sherlocka i pogłębieniem czy, jak pisaliśmy ostatnio, „uczłowieczeniem” tytułowej postaci. Nie wiem, czy chciałam aż tak dużo o nim wiedzieć, zresztą im bardziej się przyglądam, tym mniej rozumiem: bohatera stać czasem na autorefleksję i heroiczne zachowanie w stosunku do bliskich mu osób, ale kiedy indziej potrafi niecnie wykorzystać zaufanie, jak w przypadku Janine, z którą postąpił niezbyt przyjemnie, albo jak w przypadku Watsona, nad którym brutalnie i zupełnie niepotrzebnie znęcał się w odcinku numer jeden. Mam ogromną nadzieję, że kolejny sezon przywróci doskonałe, klasyczne kryminały i dedukcyjny geniusz będzie mógł po raz kolejny rozbłysnąć pełnym światłem!

Joanna: Brak Lestrade’a odczułam najboleśniej, mam nadzieję, że zobaczymy go więcej w następnym sezonie. Po części dlatego, że jest moim ulubieńcem, a po trochu dlatego, że faktycznie brakowało tutaj zagadek kryminalnych. Uczłowieczenie Sherlocka przyjęłam z radością – jak już zapewne wszyscy wiedzą, wolę empatię od socjopatii i rozwój postaci od masturbowania się geniuszem, i mam nadzieję, że serial będzie postępować tą drogą w następnych sezonach. Sezon (czuję się dziwnie mówiąc o sezonie przy trzech odcinkach) oscylował między operą mydlaną (śluby, ciąże, tajemnicza przeszłość kochanków) a pędzącą na łeb, na szyję space operą (bez kosmosu, ale z wracaniem do życia, komputerami w głowach, teoriami spiskowymi, skrytobójcami i nagłymi powrotami złoczyńców zza grobu). Świat Sherlocka niebezpiecznie się poszerza – zaczynaliśmy od morderstw i włamań, a nagle mamy do czynienia z losem całej Anglii – i nie jestem do końca pewna, czy to dobrze.

Przemek: Mi się wszystko podobało. Nie wiem, może jestem bezkrytyczny, ale bawiłem się naprawdę świetnie. Stosunkowo najsłabiej przy odcinku trzecim, ale nie dlatego, że był kiepski, tylko w porównaniu do dwóch poprzednich, ciut lepszych. Tak czy inaczej, mnie skupienie się na Sherlocku jako postaci bardzo przypadło do gustu: zagadki detektywistyczne Conan Doyla pokazano już na tysiąc sposobów w tysiącu wcześniejszych ekranizacji, a tego, co pokazali Gatiss i Moffat – nie. Zresztą mnie zagadki detektywistyczne, których nie umiem rozwiązać (a tych szerlokowych zwykle nie umiem), raczej nudzą. A wracając do serialu – od sezonu pierwszego jestem pod ogromnym wrażeniem wirtuozerii audiowizualnej Sherlocka i pod tym względem sezon trzeci wciąż zachwyca. Tak samo zresztą, przy wszystkich niedociągnięciach, zachwyca fabularnie. Trzy odcinki rocznie – ale JAKIE!

Pirjo: A ja jeszcze na sam koniec dodam, że chciałabym, aby w kolejnym sezonie ustały choć na moment wyrafinowane udręki i żeby Sherlock się nam częściej i bardziej uśmiechał!

Sherlock

Fot. BBC

Sherlock
S03E03, His Last Vow, emisja: 12.01.2014

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Joanna Kucharska
Zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)