Fot. TVP

Cudze chwalicie, swego nie macie! 5 pomysłów na uzdrowienie polskiej telewizji

Artykuł nie zawiera spojlerów.

Towarzysze!

Z wielkim wzburzeniem i niepokojem śledzę docierające do mnie sygnały postępującej degrengolady światopoglądowej wśród polskiej młodzieży.

Każdego dnia z telewizyjnych ekranów pod postacią kolorowych seriali atakuje kształtujące się umysły naszych dzieci zachodnia propaganda. Obce polskiej mentalności idee, podane w łatwej i przyjemnej formie historyjki w odcinkach, niepostrzeżenie, niczym zdrajcy, przenikają do głów, gdzie czynią głęboki i szkodliwy zamęt. Trudno wprost ocenić spustoszenie, jakie dokonuje się pod wpływem importowanej rozrywki – a Telewizja Polska z zatrważającą beztroską uczestniczy w tym złowrogim procesie indoktrynacji, zakupując i emitując coraz to więcej produkcji amerykańskich i angielskich. Dość włączyć odbiornik, by przekonać się, iż przeważająca większość z kierowanych do młodego człowieka treści wyprodukowana została poza granicami Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Na tym jednak nie koniec! Coraz szersze kręgi zatacza również zgubna moda na oglądanie zagranicznych treści nie z lektorem, którego staranna polszczyzna łagodzi nieco przykre dla naszego ucha dźwięki obcej mowy, lecz jedynie z podpisami w języku polskim. Ta pożałowania godna praktyka bardziej jeszcze naraża młodzież na nasiąkanie szkodliwymi treściami.

Towarzysze telewidzowie, biję na alarm – chrońmy dzieci nasze, póki czas!

Fot. eostroleka.pl

Fot. eostroleka.pl

Chlubny przykład daje nam Związek Radziecki. Dzięki wieczystej z nim przyjaźni my, Polacy, nie tylko możemy korzystać z nieprzebranego bogactwa sowieckiej kinematografii, tak chętnie oglądanej nad Wisłą, ale również korzystać z wiedzy i doświadczenia bratnich producentów telewizyjnych, którzy zawsze w pierwszej kolejności kierują się troską o przyszłość młodego pokolenia. Związek Radziecki pozwala widzom na kontakt z tym, co wartościowe w kulturze Zachodu – czyni to jednak mądrze i odpowiedzialnie. Zamiast kupować amerykańskiego kota w worku, inwestuje pieniądze w rozwój rodzimej telewizji, produkując własne wersje zachodnich przebojów.

Przykładów nie trzeba szukać daleko. Któż pragnąłby oglądać dla rozrywki ordynarną gloryfikację brutalności angielskiej policji, jaką jest wyprodukowane przez BBC Życie na Marsie? Nikt! – wołamy wszyscy jednym głosem. Po cóż płacić imperialistycznemu mocarstwu za prawo do emisji rzeczy tak niesmacznej? Lecz gdy tę samą opowieść o przeniesionym w przeszłość bohaterze przeszczepimy na grunt radziecki, otrzymamy znakomity serial edukacyjny, z którego dzieci dowiedzieć się mogą wiele o rodzimej historii, zaś rodzice – ze wzruszeniem ujrzeć na ekranie wskrzeszone lata sielskiej młodości.

Fot. Первый канал

Fot. Первый канал

Lekarz – trudno o szlachetniejszą profesję. Przedstawiciele tego fachu od dawien dawna są dla Polaków wzorem poświęcenia i niezłomnych zasad moralnych. Wspomnijmy przez chwilę postacie doktorów złotymi zgłoskami zapisane w naszych sercach: Judyma i Wilczura. Oto ludzie godni naśladowania! A teraz spójrzmy na żałosną kreaturę, jaka przedstawia się naszym oczom w amerykańskim serialu Doktor House. Cóż to za bydlę! Brak słów, by należycie odmalować moralną zgniliznę, dekadencję i brak poszanowania dla autorytetów, jakich ten podły osobnik co tydzień naucza z ekranów nasze dzieci. A tymczasem w Związku Radzieckim młodzi z wypiekami na twarzy śledzą losy prawdziwego bohatera medycyny sportowej, jakim jest doktor Tyrsa. I on bywa człowiekiem trudnym w obejściu, o ile jednak łatwiej współczujemy lekarzowi, który w walce o zdrowie pacjentów zmagać się musi stale z przeciwnościami losu! Wadliwy sprzęt medyczny. Brak funduszy. Ludzka podłość. Rozumiemy zgorzknienie doktora Tyrsy, bo niełatwe i nielekkie to życie. A co ma na swoje usprawiedliwienie doktor House?

Fot. www.tele.ru

Fot. www.tele.ru

Długo można by wymieniać – wspomnę tylko o zdziecinniałych, niepoważnych ludziach nauki w Teorii wielkiego podrywu oraz o ich sympatycznych białoruskich rówieśnikach z serialu Teoretycy – lecz lepiej od słów przejść do czynów.

Towarzysze, nie bądźmy gorsi od naszych wschodnich braci! Polacy nie gęsi! Oto garść propozycji, od których zacząć można wielkie dzieło wzbogacania kultury polskiej o rodzime adaptacje zachodnich historii. Dodajcie swoje i wy, a wspólnie wykonamy wielki krok na drodze ku świetlanej przyszłości.

Pomożecie?

Nr 5: Pamiętniki wampirów

Fot. czerwonesamochody.com

Fot. czerwonesamochody.com

Zmory, upiory, potwory i zjawy! Młodzież nasza lubuje się w groźnych istotach rodem z ballad romantycznych oraz w scenach krwawych zbrodni. Lecz po co sprowadzać z Zachodu serial, który pod płaszczykiem opowieści o niezwykłych stworach epatuje scenami przemocy, wyuzdania i deprawacji? I my mamy swoich krwiopijców. Każde niemal polskie miasto pochwalić się może własnym: był i wampir z Bytomia, i wampir z Warszawy, i wampir z Krakowa… Polskie Pamiętniki wampirów opowiadałyby historię młodej, chwackiej jednostki specjalnej Milicji Obywatelskiej, która przemierza kraj w ruchomym centrum dowodzenia, polując na rodzimych seryjnych morderców. Jako twórca i mentor grupy pojawiłby się na ekranie sam Edward Gierek, którego bratanica padła ofiarą jednej z bestii w ludzkiej skórze, a sezon pierwszy zakończyłby się schwytaniem i straceniem złowrogiego Zdzisława Marchwickiego, słynnego wampira z Zagłębia. Cóż bowiem piękniejszego niż prawo tryumfujące nad bezprawiem?

Nr 4: Komuna

Fot. rybacy.org

Fot. rybacy.org

Kto widział Community, ten wie, jak łatwo serial mający być lekką komedią na temat studentow zmienił się w gorzki portret moralnego upadku i powszechnego zidiocenia amerykańskiej inteligencji. Ale w wersji polskiej, jako że naszych elit taki problem nie dotyka, powrócić możemy do pierwotnych zamierzeń. Komuna byłaby wesołą historią młodego Janusza Skrzydlaka, ambitnego chłopaka z podkrakowskiego PGR-u marzącego o karierze w Partii, który na czas studiów zamieszkuje w zwariowanym akademiku, gdzie przeżywa tysiące przezabawnych przygód. Jego towarzysze na drodze ku wiedzy to m.in. zaangażowana obywatelsko harcerka Beata, ponętna kujonka Ania, zakręcony na punkcie telewizji Artiom i jednoręki kazachski kulomiot Tarik. Na krzewienie przyjaźni między narodami nigdy wszak nie jest za późno!

Nr 3: Zakopani

Fot. wikimedia.org

Fot. wikimedia.org

Śmierć to niewesoła sprawa – lecz temat ważny i wart poruszenia. A któż stoi bliżej śmierci niż ci, którzy obcują z nią na co dzień? Zakopani to polska odpowiedź na wyuzdane, dekadenckie Six Feet Under. Nie byłoby na naszych ekranach pederastii, narkotycznych wizji ani głupawych piosenek! Serial opowiadałby o losach rodziny szanowanych zakopiańskich grabarzy, Rybickich, w którą wprowadza zamęt nieoczekiwany zgon ojca. Jak w obliczu tragedii poradzi sobie wdowa Renata? Jak ułożą się relacje między dwoma skłóconymi braćmi, Dawidem (młody ksiądz) i Norbertem (typowy bikiniarz)? Jaką przyszłość wybierze sobie postrzelona nastoletnia Klara? I wreszcie – kto zostanie właścicielem osieroconego zakładu pogrzebowego „Pogrzebacz”? A to dopiero początek kłopotów, bo wielkimi krokami zbliża się zima stulecia…

Nr 2: Świetliki

Fot. codziennypoznan.pl

Fot. codziennypoznan.pl

Polska nie boi się także seriali odważnych. Łączące kosmos z Dzikim Zachodem amerykańskie Firefly jak żadna inna produkcja wydaje się wprost stworzone do przeszczepienia na grunt polski – pod warunkiem, że podejść do sprawy mądrze i już na wstępie odrzucić wydumane, kosztowne do sfilmowania, niepotrzebne naszemu widzowi elementy takie jak kosmos czy Dziki Zachód. Już sam tytuł nasuwa wskazówkę: mamy wszak w Krakowie grupę muzyczną Świetliki, na której czele stoi uwielbiany za swój szorstki seksapil znany poeta. Serial byłby więc fabularyzowaną biografią zespołu, który, koncertując po Europie, przemyca jednocześnie zachodni alkohol, papierosy i zakazaną bibułę. Tacy antybohaterowie, działający na szkodę Polski, także są w telewizji potrzebni. Niech młodzież zobaczy na własne oczy, jak na przestrzeni ledwie kilku serii te „świetliki” wybuchają na moment blaskiem sławy, a potem – wyniszczone narkotykami i przestępczym procederem – gasną raz na zawsze.

Nr 1: Słowianki

Fot. tkkolberg.pl

Fot. tkkolberg.pl

Na zakończenie – coś lekkiego. Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej, ale szczerze i z zapałem, jak na Słowian przystało. Amerykańskie Glee, radosny i uroczy (lecz, niestety, pełen moralnej zgnilizny) serial opowiadający o szkolnym chórze, zasługuje bez wątpienia na wersję polską – a cóż bardziej polskiego niż muzyka ludowa? Słowianki byłyby historią zespołu pieśni i tańca, który od pierwszych występów na licealnych apelach pnie się ku wielkiej sławie, rywalizując z rządzoną przez podłego księdza Sylwestra scholą. Piękne kolorowe stroje, dźwięki fujarek i skrzypek, wywijanie hołubców i pieśni chwytające za serce każdego… Ach, cóż to byłoby za widowisko – tym bardziej, że nagrodą dla zwycięskiego zespołu jest możliwość zaśpiewania przed samym Pierwszym Sekretarzem na Stadionie Dziesięciolecia. Któż by się nie skusił?

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.