Jak zrazić do siebie fanów, czyli twórców potyczki z fandomem (Supernatural)

Jak zrazić do siebie fanów, czyli twórców potyczki z fandomem (Supernatural)

Artykuł zawiera marginalne spoilery do siódmego sezonu włącznie.

Po premierze nowego sezonu Sherlocka BBC sporo mówiło się o meta aspekcie serii, ukłonie w stronę fanów, tak zwanym zburzeniu czwartej ściany. Natknęłam się nawet w sieci na opinie, że było to ze strony twórców posunięcie nowatorskie, zdaniem niektórych wręcz genialne w swojej niesztampowości. I w tym momencie uruchomiły mi się w głowie trybiki – jak wiadomo, mało co sprawia większą satysfakcję niż możliwość udowodnienia Internetowi, że nie ma racji. Oczywiście nie byłam jedyną (ani nawet pierwszą) osobą, która z pamięci potrafi wymienić co najmniej kilka przykładów produkcji detronizujących Sherlocka zarówno pod względem obecności meta elementów, jak i kontrowersji, które one wzbudziły. Co ciekawe jednak serial, który dla mnie był najbardziej oczywistym do zestawienia z Sherlockiem tytułem, wielu osobom nawet nie przyszedł do głowy.

Porozmawiajmy więc o tym, jak Supernatural (nie)radzi sobie z własnymi fanami.

Twórcy serialu już w pierwszym sezonie zaserwowali widzom zabawę konwencją, kiedy wprowadzili do fabuły wątek Ghostfacers – pogromców duchów (lub też, jak sami się opisywali, „profesjonalnych śledczych zjawisk nadprzyrodzonych”), którzy swoje dokonania nagrywali na amatorskim sprzęcie i publikowali w sieci. Ghostfacers doczekali się grona wiernych fanów (zarówno fikcyjnych, śledzących ich internetową obecność; jak i tych rzeczywistych, oglądających serial). W sumie pojawili się do tej pory w trzech odcinkach Supernatural (1×17 Hell House, 3×13 Ghostfacers i 4×17 It’s a Terrible Life), ale ich obecność w sieci uznać trzeba za pierwszy zwiastun przyszłych dokonań twórców na polu rozmywania granic między rzeczywistością a fikcją – swojego czasu można było znaleźć całkiem realną stronę internetową Ghostfacers zawierającą odcinki nakręcone niezależnie od wątku telewizyjnego, a RPG-owe konta poszczególnych pogromców można do dzisiaj odszukać na twitterze.

Fot. The CW via allocine.fr

Fot. The CW via allocine.fr

Jednak nawet jeśli przyjmiemy, że wątek Ghostfacers był zapowiedzią kolejnych posunięć ze strony producentów serialu, to chyba nikt po obejrzeniu odcinka Hell House nie wyobrażał sobie, jak daleko sprawy zajdą w przyszłości.Sprawa wygląda bowiem tak, że przez długi czas Ghostfacers (a raczej ich fani) byli jedynym tak istotnym meta elementem serialu. W świecie braci Winchesterów, gdzie na każdym kroku można znaleźć odniesienia popkulturowe, łatwo jest przykleić łatkę „meta” całemu serialowi, który fabularnie jest jednym wielkim zestawieniem fikcji z rzeczywistością. Twórcy nieustannie puszczają do widza przysłowiowe oko, jak gdyby chcieli powiedzieć „wiemy, że wy wiecie”. Ale trzeba pamiętać o tym, że meta mecie nierówna. A jak bardzo prawdziwe jest to stwierdzenie wiedzą tylko najwytrwalsi (czyli ci, którzy nie porzucili serialu przed czwartym, piątym, a nawet siódmym sezonem).

Odcinek 4×18 The Monster at the End of This Book słusznie bywa przez niektórych określany jako ten, który z metaforycznej czwartej ściany telewizji zrobił miazgę. Wprowadzając do fabuły postać Chucka Shurleya twórcy przekroczyli granicę fikcji i na pożegnanie pokazali jej środkowy palec. Można powiedzieć, że namieszali fanom w głowach w prawdziwie incepcyjnym stylu. Oto bowiem okazało się, że Winchesterowie są nieświadomymi bohaterami serii książek autorstwa przeciętnego pisarza z uzależnieniem od alkoholu i cyber-seksu, który przy okazji jest prorokiem głoszącym Ewangelię Winchesterów. Jego słowo staje się ciałem, a do tego gromadzi pokaźną bazę wiernych fanów. Fanów, w których trudno nie dostrzec odbicia fandomu serialu. A przynajmniej jego części.

Fot. The CW via tvchitchat.net

Fot. The CW via tvchitchat.net

Przeglądając odcinki przedstawiające entuzjastów przygód „fikcyjnych” braci Winchesterów ciężko nie zauważyć, jak jednostronnie i stereotypowo twórcy podeszli do tematu. W efekcie widz, który sam przecież jest fanem, znajduje się w nietypowej sytuacji – z jednej strony za pozytywny możne uznać fakt, że serial uznaje obecność społeczności fanowskiej i decyduje się włączyć ją do fabuły; z drugiej jednak wybrane przez twórców klisze oszalałych wielbicielek i społecznie nieprzystosowanych fanów mieszkających z rodzicami budzą niechęć. W końcu trudno odebrać jako komplement karykaturę społeczności, która swoim zaangażowaniem i entuzjazmem trzyma produkcję na powierzchni.

Taki sposób przedstawienia szerszej publiczności zjawiska fandomu niesie za sobą konkretne konsekwencje. Po pierwsze, sugeruje, że prawdziwy entuzjazm i chęć interakcji z fikcyjną rzeczywistością to coś dziwacznego – przecież „normalni ludzie” nie piszą fanfików i nie LARP-ują. To z kolei spycha istniejących już twórców do internetowo-konwentowego podziemia i zniechęca zwykłych fanów do większego zaangażowania strasząc obrazem aspołecznego nerda. Po drugie, tworzy skrzywiony obraz tego, czym fandom tak naprawdę się zajmuje. Z odcinka 5×01 Sympathy for the Devil jasno wynika, że jak fanfiction to slash, a jak slash to kazirodczy (co budzi przewidywalną negatywną reakcję dwóch braci, którzy w tych fikach występują). Idąc tropem analogii można by pomyśleć, że jakichkolwiek innych form twórczości fanowskiej to tylko ze świecą szukać. Z kolei w odcinku 7×08 Season Seven, Time for a Wedding! Becky Rosen (która pojawia się  w piątym sezonie jako wielbicielka powieści Chucka, autorka fików i fanka Sama Winchestera) porywa, odurza eliksirem miłości i zmusza do małżeństwa swojego idola. A wszystko to w imię uczuć, bo przecież każdemu prawdziwemu fanowi zdarza się czasami złamać prawo z miłości do serialu.

Mam wrażenie, że zasadniczy problem z obecnością przedstawicieli fandomu w produkcjach typu Supernatural czy Sherlock sprowadza się do prostego nieporozumienia na linii twórca-fan. Scenarzystom wydaje się, że uwzględnienie fanów w fabule, niezależnie w jaki sposób, zagwarantuje im ich wdzięczność i oddanie. Fandom z kolei dorósł na tyle, że nie cieszy go już byle wzmianka czy umowne puszczenie oka. Ma dość tłumaczenia się ze swojej pasji i chce być brany na poważnie, co jest niemożliwe w sytuacji, kiedy postacie fanów są dorzucane do fabuły dla komizmu.

Dopóki fan na ekranie będzie kolejną wersją szalonej Becky czy spiskującego Andersona, ktoś zawsze pozostanie niezadowolony. Ale mimo to (a może właśnie dlatego?) z niecierpliwością czekam na kolejne meta-odcinki i jestem ciekawa, w jakim kierunku tym razem pójdą twórcy.

Supernatural
supernatural drama
WB/CW, USA, 2005–

Joanna Milanowska

Studentka na emigracji, fanka produkcji wszelkich (szczególnie tych w odcinkach), rekreacyjna bibliofilka. W wolnym czasie śpi, je i/lub słucha muzyki.

Latest posts by Joanna Milanowska (see all)