Jeden za wszystkich (The Musketeers, Premiera: S01E01–04)

Jeden za wszystkich (The Musketeers, Premiera: S01E01–04)

Artykuł nie zawiera spoilerów dotyczących fabuły.

Muszkieterowie

Pirjo: Gdy byłam nastolatką, moim ideałem mężczyzny, żeby nie powiedzieć człowieka, był szermierz. Nie da się zaprzeczyć, że do takiej koncepcji przyczyniła się częsta i namiętna lektura powieści Aleksandra Dumasa i Sir Waltera Scotta, przy czym figury Muszkieterów na zawsze pozostały w moim sercu. I powiem z całą szczerością, po licznych lepszych i gorszych ekranizacjach, przystępując do oglądania serialu BBC, nie spodziewałam się, że dostanę wersję, która (przynajmniej dla mnie) też stanie się ideałem. Doskonały balans wartkiej i skrzącej się od awantur przygody, epickiego romansu i niezawodnego humoru, z którego słynie książka. Nie sposób się nudzić. Ale zacznijmy może od postaci. Muszkieterowie książkowi są przecież ikonami i każdy, kto czytał, ma swoje wyobrażenia.

The Musketeers

Fot. BBC

Najważniejszą cechą, jaką udaje się zachować Muszkieterom BBC, jest lekkość i radość, która towarzyszyła tym bohaterom w pierwszej książce. Były to czasy beztroski i zabawy, nim poróżniła ich polityka i kobiety, zanim nastąpiły zdrady i zgony, zanim te same cechy, które tak nas radują w trakcie pierwszych przygód, staną się źródłem zagłady. Pozwolisz, że rozpocznę od Aramisa, bo nie da się inaczej.

Santiago Cabrera, pamiętny Lancelot z Merlina BBC, tworzy postać nawiązującą do książkowego oryginału, ale wykraczającą poza niego. Jak literacki pierwowzór jest po trosze hipsterem. Zawsze dba o swój wygląd, nie tracąc przy tym na męskości, orientuje się w trendach, modach, czyta najnowsze poezje i zna ploteczki. Nie straci żadnej okazji, żeby się popisać łaciną, którą zna zresztą średnio, ani żeby podyskutować przy winie. W wersji książkowej Aramis był zawsze „o krok od sutanny” i zadawał się chętnie z klerykami, w serialu to on wygłasza modły nad grobem, ale akcent przesunięty został na drugą pasję książkowego amanta – kobiety. W serialu jak i w książce Aramis romantycznie zakochuje się w utytułowanych, najczęściej żonatych białogłowach, nie grzeszy skromnością, nie odpuszcza nawet samej królowej Francji. Niezaprzeczalnie dzielny, w wyrafinowanym stroju i z elegancko wypielęgnowanym zarostem nie jest bynajmniej fircykiem, i Santiago doskonale porusza się po właściwej stronie granicy, którą łatwo byłoby przekroczyć. No i wspaniale wygląda sponiewierany, zakurzony albo w rzęsistym deszczu, prawda? Bez względu na okoliczności pozostaje nieprzyzwoicie przystojny. To dar!

The Musketeers

Fot. BBC

Aeth: Zdecydowanie tak. I tutaj muszę dodać, że mam w związku z Muszkieterami pewien dylemat – w skali straszliwie małostkowej, ale jednak dylemat – ponieważ moim książkowym i filmowym ulubieńcem, na przestrzeni lat, zawsze pozostawał Athos. Tymczasem BBC decyduje się nie tylko obsadzić w roli Aramisa Santiago Cabrerę (który, powiedzmy sobie szczerze, jest po prostu cudowny), ale właśnie uczynić z jego postaci romantycznego, brawurowego i żartobliwego awanturnika dzięki rezygnacji z tych klerykalnych zapałów. Chcąc nie chcąc – ale raczej chcąc – BBC stworzyło ideał „historycznego” śmiałka w bardzo nowoczesnym ujęciu, skrojonego pod zachwyt, jakim dzisiaj obdarzamy podobnych bohaterów (szczególnie w fantastyce). To graniczenie z sutanną bardzo by ten obraz zaburzało, odrywało od tej fantazyjnej, wymarzonej – i krótko mówiąc, luźnej – atmosfery płaszcza i szpady. I o ile absolutnie nie mam nic przeciwko takiemu zabiegowi, a wręcz z największą przyjemnością podziwiam nowego Aramisa (jakie on potrafi mieć teksty!), to jednak gdzieś w środku czuję, że zdradzam moją największą muszkieterową miłość. Złe BBC, niedobre (ale kocham je za to niezmiernie!).

The Musketeers

Fot. BBC

Pirjo: No właśnie, Athos. W książce melancholijny i małomówny mężczyzna z mroczną tajemnicą. Najstarszy z całej kompanii, samotnik topiący smutki w oceanach wina, lord w przebraniu, arystokrata, którego rodzina wymarła w nieprzyjemnych okolicznościach. Człowiek z niezagojoną raną w sercu, w miejscu, w którym niegdyś kwitła płomienna miłość, i historią jak z klasycznej powieści gotyckiej grozy. Najlepiej wyedukowany z całej gromadki, opisywany był przez Dumasa jako młodzieniec średniego wzrostu i postury, lecz mimo tego budzący respekt i lęk. Spięty, o przenikliwym, pochmurnym wejrzeniu, z wydatnym podbródkiem i twarzą, którą łatwo można sobie wyobrazić jako ozdobę antycznego popiersia. Tom Burke spełnia powyższe wymogi z nawiązką i przyznam, że z odcinka na odcinek przekonuję się do tego wyboru coraz bardziej.

Idąc dalej, Porthos (Howard Charles), w książkach typ tępego osiłka o złotym sercu, megalomana, który lubi mówić, choćby i do siebie; najbardziej przystępny z całej gromadki, czyli ten koleś, z którym łatwo nawiązać pierwszy kontakt jeśli chciałabyś zbratać się z Muszkieterami w celu wspólnej, aktywnej walki z Kardynałem. Wysoki, potężnie zbudowany, prosty w obsłudze, zabawny. Serialowy Porthos jest nieco mniej przerysowany, jest też czarnoskóry i z tego powodu pojawiają nam się watki związane z „gorącym” w portretowanych czasach tematem niewolnictwa. I na koniec wreszcie d’Artagnan, czyli Dumasowski Sherlock Holmes, młodzieniec z głową na karku, mistrz dedukcji, wirtuoz sprytu. Tu moje zachwyty dotyczą głównie obsadzonego w tej roli Luke Pasqualino (Freddie ze Skinsów). Wyraźnie młodszy od kolegów, chłopięcy, wpisuje się w ikoniczną fizis książkowego „Gaskończyka”, który bywał traktowany z niedowierzaniem pt. taki szczyl, a tak świetnie walczy? Co do zdolności dedukcji, nie ujawniły się jeszcze chyba w pełni… No ale rozgadałam się. Powiedz, co Ty myślisz o naszych dzielnych bohaterach, Agnieszko?

The Musketeers

Fot. BBC

Aeth: Po pierwsze, Athos. Słowami nie opiszę, jaką ja mam słabość do udręczonych przywódców, piekielnie inteligentnych, dających się pokonywać wyłącznie własnym słabościom i na co dzień przeżywających swoje traumy z przeszłości. Muszę powiedzieć, że jeżeli miałam w stosunku do Muszkieterów jakieś obawy, to tylko w kwestii, czy ich wyobrażenie Athosa sprosta mojemu. I znowu trafili w dziesiątkę. Tom Burke jak nikt inny potrafi oddać posępność swojego bohatera jednym spojrzeniem czy nawet jednym dźwiękiem wydobywającym się z gardła – bo trzeba powiedzieć, że ma wspaniały, głęboki głos, który pasuje do Athosa jak ulał.

Jak do tej pory żadna filmowa kreacja Athosa nie pasowała mi w stu procentach, zawsze coś było w nich nie tak – a to za mroczny, a to za łagodny, a to za smętny. Tutejszy Athos jest perfekcyjny w każdym calu i kłaniam się BBC w podzięce za niego. Ale żeby tego było mało – Porthos! Powiem szczerze, Porthos nigdy mnie do siebie nie przekonywał. Wizerunek dobrotliwego, ale, tak jak mówisz, tępego osiłka zawsze kłócił mi się z ideą kompetentnego muszkietera w służbie Ich Królewskich Mości. Zresztą Porthos za każdym razem wydawał mi się tym fajnym-ale-niekoniecznie-potrzebnym członkiem drużyny, a to bardzo mnie bolało. Ale nie u BBC! Nie dość, że mamy druha do rany przyłóż, to jeszcze pomysłowego i samodzielnego kompana, który na dodatek nie zatracił nic ze swojego wesołego charakteru. Bardzo podoba mi się taka – dojrzalsza nieco –wersja bohatera i ponownie, czapki z głów przed BBC za taki a nie inny casting.

The Musketeers

Fot. BBC

I cóż innego powiedzieć też o d’Artagnanie? Zacznę od tego, że Luke Pasqualino dla mnie już na zawsze będzie narwanym młodym Adamą z Battlestar Galactica: Blood & Chrome, ale choć bohatera ma w Muszkieterach podobnego, chyba to właśnie on zdobędzie ostatecznie moje serce. Wprowadzenie postaci niedoświadczonego młodzika – jednej czy drugiej płci – jako „kontakt” widza ze światem serialu to decyzja zazwyczaj kończąca się dla scenarzystów źle. Widzowie nie przepadają za takimi bohaterami, uważając ich za przekombinowane, wszystkowiedzące, zawsze najlepsze postacie, mające więcej szczęścia niż rozumu.

D’Artagnan, pomimo tego że, owszem, jest niedoświadczony i chce się wykazać, jest też wyjątkowo rozsądny, mający głowę na karku i, jak to się mówi, nieprzeszarżowany. Zdecydowanie widzę go w przyszłości odzianego w mundur królewskich muszkieterów i serdecznie mu tego życzę (pomijając, oczywiście, że się tego prędzej czy później doczekam). To faktycznie bohater, w którego można uwierzyć – a przy tym mający mnóstwo uroku. Wystarczy spojrzeć na którąkolwiek scenę pomiędzy nim a Konstancją – przy okazji, Konstancja rządzi. Więc tak, samym podejściem, odświeżeniem i obsadzeniem swoich bohaterów, Muszkieterowie zdobywają cztery solidne plusy, które w połączeniu z awanturniczym, trochę komediowym, trochę mrocznym klimatem, dają świetny start i wielkie nadzieje na przyszłość.

The Musketeers

Drugi plan

Pirjo: Porozmawiajmy przez chwilę o pozostałych postaciach. Doskonały jest pan de Treville (Hugo Speer), kapitan muszkieterów. Dokładnie tak go sobie zawsze wyobrażałam! Niedzisiejszą urodę i sporo wdzięku ma wspomniana już przez ciebie Konstancja Bonacieux (Tamla Kari), Peter Capaldi bardzo się stara uczłowieczyć Richelieu, grając na półtonach, nie wpadając w komiksową kreskę, i będzie mi go brakowało w zapowiedzianym już drugim sezonie (obowiązki przy Doktorze Who sprawiają, że zobaczymy nową twarz Kardynała). Milady, tak jak Athos, zyskuje przy bliższym poznaniu, choć to ona, z tego, co słyszałam, najmniej pasuje fanom. Może dlatego, że książkowa Milady de Winter była blondynką o błękitnych oczach? Podobają mi się postacie epizodyczne, jak James Callis („Gaius Balthar”) w barwnej roli handlarza niewolnikami.

The Musketeers

Fot. BBC

Zaskakujący jest Ryan Gage, którego dopiero co widzieliśmy w charakterystycznej roli w Pustkowiu Smauga, tu jako król Ludwik XIII (ta postać była bardzo „papierowa” w książce), nie zawodzi Alexandra Dowling jako młoda królowa (wizualnie przypominająca hiszpańskie infantki z obrazów Velasqueza, a także Dziecięcą Cesarzową z Niekończącej się Opowieści). Kobiety są w ogóle w tym serialu odważne i samodzielne, co – przyznaję – bardzo mi się podoba. Chcą walczyć na miecze i uczą się strzelać, bywają niebezpiecznymi szpiegami albo szpiegami w służbie ojczyzny. Przejawiają inicjatywę.

Aeth: Ale mimo wszystko to na razie jednak serial bardzo „męski”. Mamy „braterskie” przytyki pomiędzy bohaterami, przyjacielskie pranie się po gębach, porozumiewawcze wymiany spojrzeń, a nade wszystko wyraźną chemię. Słowo daję, oglądanie tej czwórki podczas narad przy stole Konstancji jest chyba bardziej fascynujące niż brawurowe pojedynki na miecze (i muszkiety!). Gdy słucham ich ciętych złośliwości rzucanych od jednego do drugiego, wzbiera we mnie niemal dziecięca radość. I uwielbiam to uczucie.

The Musketeers

Fot. BBC

Wady i zalety

Pirjo: Tak, dialogi są mistrzowskie. Serial jest ładnie nakręcony, dopracowany w szczegółach. W każdym odcinku mamy satysfakcjonującą porcję pogoni, pościgów i pojedynków. Muzyka też mi się podoba, i czołówka. Bardzo ciężko jest się do czegoś przyczepić. Ale jeśli już miałabym marudzić, to przyznam, że oprócz licznych zalet serial ma kilka braków. Po pierwsze nie mogę odżałować, że w imię maksymalizacji serialowej dramy scenarzyści ukatrupili d’Artagnanowi ojca, i to już w pilocie. Po drugie, w zgodności z duchem czasów, naszych czasów AD 2014, panowie Muszkieterowie radzą sobie bez służby. Gdzie, ja się pytam, dumny i pobożny Bazin? Gdzie sprytny Planchet, będący dla d’Artagnana opoką i wiernym side-kickiem, niczym Watson dla Sherlocka? Gdzież perypetie z tychże sług wykorzystaniem? Cóż, obawiam się, że ulubionego sposobu radzenia sobie z podwładnymi, czyli dosłownego „wybijania im z głów krnąbrności” nie można byłoby pokazać w dzisiejszej telewizji…

The Musketeers

Fot. BBC

Aeth: Oj tak, też tęsknię z Planchetem, serial zyskałby z nim w środku jeszcze więcej uroku. Ale co do wad, mnie najbardziej martwi – bo jeszcze nie przeszkadza – nieco proceduralna formuła. Póki co brak mi tu jakiejś wyraźnej, zakrojonej na szerszą skalę intrygi, która kawałek po kawałku miałaby rozwijać się w każdym odcinku. Biorąc pod uwagę, że miałby to być dla BBC projekt zakrojony na wiele lat, same przygody – jakkolwiek ciekawe, zabawne i emocjonujące – mogą na dłuższą metę nie wystarczyć. Chciałabym też żeby położono jeszcze więcej nacisku na relacje pomiędzy bohaterami – pierwszo-, drugo-, trzecioplanowymi, wszystko jedno – tak, by pod koniec sezonu móc powiedzieć: aha, zaszły jakieś zmiany. To znaczy, kocham tych bohaterów, to już wiesz, ale to serial – a serial nie może trwać w miejscu.

The Musketeers

Fot. BBC

Pirjo: Cóż, zobaczymy, w jakim kierunku się wszystko potoczy – ja też odrobinę tęsknię za wyrazistym metaplotem. Bardzo ciekawią mnie również nawiązania do przygód z książek i cieszę się, że twórcy serialu trzymają się szeroko pojętych granic „kina familijnego”, nie przesadzając z obyczajową śmiałością, co pozostaje w zgodzie z duchem pierwowzoru. Starają się jednak, żeby adaptacja nie była nazbyt staroświecka. Podsumowując, Muszkieterowie nie osiągnęli chyba jeszcze pełnego rozpędu, ale początek jest bardzo, bardzo obiecujący i myślę, że z czystym sercem możemy ich polecić wszystkim amatorom dobrych seriali. Prawda?

Aeth: Absolutnie!

The Musketeers

Fot. BBC

The Musketeers
historical action drama
BBC 2014-

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk Geek. Gracz. Kobieta. Miesza science-fiction, fantasy i fantastykę z serialami, filmami i grami video, a do tego wiernie wielbi twórczość Jossa Whedona, Playstation i zombie. Ogląda niemal wszystkie seriale fantastyczne w ramówce (przeszłej, teraźniejszej i przyszłej) i już nawet nie pamięta, od jak dawna. Od ponad dwóch lat pisze za to z orbity na wiedzmanaorbicie.pl.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)