I butelka rumu (Black Sails, Premiera: S01E01–04)

I butelka rumu (Black Sails, Premiera: S01E01–04)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Wygląda na to, że kanałowi Starz udało się odkryć przepis na udaną produkcję. Nie jest to wprawdzie wiedza magiczna, ani nawet dobrze strzeżona, ale jak to z przepisami bywa; wytyczne to nie wszystko. Dlatego też decydując się na nową adaptację dobrze znanych historii trzeba wykazać się szczególnym wyczuciem. W końcu nie każda produkcja okazuje się skarbem na miarę Elementary – częściej niestety pełen dobrych chęci widz trafia na zbuka z gatunku Draculi NBC. Starz wydaje się jednak nie schodzić z właściwej drogi wiodącej ku interesującym, chociaż niekoniecznie wiernym historycznie opowieściom (delikatnie mówiąc). Tak więc stacja, która na moim osobistym radarze pojawiła się dzięki przejęciu formatu Torchwood, zdążyła nas do tej pory uraczyć takimi tytułami jak Spartacus czy Da Vinci’s Demons. Z początkiem nowego roku do tej gromadki dołączyła kolejna produkcja wykorzystująca znajomą historię: Black Sails.

Black Sails

Fot. Starz

W recenzji zamieszczonej na Pulpozaurze rok temu Przemek Zańko napisał o Spartacusie, że ogląda się go dla dwóch rzeczy: estetyki i cycków. Ciężko byłoby mi znaleźć bardziej trafny i zwięzły opis, który pasowałby do Black Sails. Ale Black Sails to nie tylko widoki i nie na nich chcę się dzisiaj skupić. Najnowsza produkcja Starz, firmowana nazwiskami producentów Michaela Baya i Brada Fullera oraz scenarzystów Jonathana E. Steinberga (nieodżałowanej pamięci Jericho) i Roberta Levine (Harper’s Island) w założeniu ma służyć jako prequel do wydarzeń opisanych przez Roberta Louisa Stevensona w Wyspie skarbów. Jak wielkie nadzieje stacja pokłada w tej produkcji można sobie tylko wyobrażać – już w lipcu 2013 roku, ponad pół roku przed oficjalną premierą, serial dostał zielone światło na produkcję drugiego sezonu. Po czterech pierwszych odcinkach ośmielę się wyrazić ostrożny entuzjazm spowodowany tą decyzją.

Black Sails

Fot. Starz

Wydawałoby się, że dość jasne jest, czego się spodziewać po tej historii: piraci, egzotyczne wyspy i dużo alkoholu. Jednak można się gorzko rozczarować licząc na bajkowe klimaty i klisze pirackiego życia, chociaż moim zdaniem to, co dostajemy w zamian, jest o wiele ciekawsze. Serial ogląda się raczej jak pełnokrwisty thriller polityczny – nikt nie jest do końca tym, za kogo się podaje, każdy członek pirackiej załogi działa przede wszystkim z myślą o własnej korzyści, a władza i wpływy to pojęcia bardzo względne i zdecydowanie krótkoterminowe. Próżno tu szukać czarno-białych postaci – każdy ucieka przed próbującą go dopaść przeszłością, podejmuje błędne decyzje, ufa niewłaściwej osobie. Z odcinka na odcinek sieć kłamstw i półprawd oplata coraz ciaśniej, a wspólny cel jednoczący załogę zdaje się coraz mniej wyraźny.

Black Sails

Fot. Starz

Black Sails broni się nie tylko scenariuszem. Weteran ekranowej wieloznaczności Toby Stephens przewodzi obsadzie niekoniecznie znanej, ale za to wyrazistej i bezbłędnie dopasowanej do potrzeb powierzonego im zadania. Czołówka z muzyką skomponowaną przez Bear’a McReary’ego (The Walking Dead) jest po prostu magiczna, inaczej nie da się jej opisać. Natomiast mimo tego, że jak na razie zdecydowana większość akcji rozgrywa się na lądzie, delikatnie chwiejący się kadr i zabawy z głębią ostrości niesamowicie oddają atmosferę dusznej tropikalnej wyspy. Wygląda więc na to, że jeśli nie nastąpi nagły i dramatyczny spadek formy, Black Sails zagości w moim serialowym kalendarzu na stałe. Czego i Wam życzę.

Black Sails
dramat/przygodowy
Starz, USA, 2014–

Joanna Milanowska

Studentka na emigracji, fanka produkcji wszelkich (szczególnie tych w odcinkach), rekreacyjna bibliofilka. W wolnym czasie śpi, je i/lub słucha muzyki.

Latest posts by Joanna Milanowska (see all)