Fot. Showtime

U progu rewolucji (Masters of Sex, S01)

Artykuł zawiera bardzo ogólne spoilery do całości sezonu pierwszego.

Masters of Sex jest nieco zagmatwaną produkcją. Jako hybryda faktów i fikcji wydaje się podążać jednocześnie w dwóch przeciwnych kierunkach, oferując widzowi doświadczenie nieco nierówne i chwilami dezorientujące.

Głównymi bohaterami serialu są doktor William Masters i Virginia Johnson (fenomenalny duet Michael Sheen i Lizzy Caplan), ginekolog i pomoc biurowa, których pionierskie badania nad ludzką seksualnością na zawsze zmieniły oblicze współczesnej seksuologii. Fabuła pierwszego sezonu skupia się na początkowej fazie tego projektu.

Przyznam szczerze, mniej więcej do połowy serii byłam zachwycona. Nic mnie tak nie cieszy w serialu, jak zacięcie społecznikowskie połączone z zarysem współczesnej historii. Seks, który sprzedaje się dzisiaj lepiej niż kiedykolwiek, jest tu na szczęście narzędziem służącym przekazaniu konkretnych informacji i postawieniu pytań na temat mentalności amerykańskiego społeczeństwa lat 50. Niestety jednak przekaz, który cieszył mnie na początku, po jakimś czasie zaczął irytować.

Fot. Showtime

Fot. Showtime

Twórcy zdecydowali się mocniej zaakcentować szereg postaci drugoplanowych – swoją drogą słusznie, bo grzechem byłoby marnować tak doborową obsadę (na uwagę zasługują szczególnie wcielający się w zwierzchnika Mastersa Beau Bridges i jego ekranowa żona grana przez Allison Janney). Jestem też w stanie zrozumieć, że ciężko byłoby sprzedać widowni serial zajmujący się wyłącznie tematyką naukową. Jednak uwypuklenie zbyt wielu postaci i próby stworzenia dla każdej z nich wyjątkowej i niebanalnej historii złożyły się na nie do końca udaną mieszankę. Drugiej połowie sezonu znacznie bowiem bliżej do dramatu obyczajowego, w którym namnożenie się wątków powoduje co najwyżej ból głowy. Tak więc w ciągu sześciu odcinków mamy do czynienia ze śmiertelnie chorą panią doktor próbującą wprowadzić do szpitala program profilaktyki raka szyjki macicy (w tej roli fantastyczna Julianne Nicholson), tę samą panią doktor jednocześnie walczącą z dyskryminacją w zmaskulinizowanym środowisku lekarskim, postać Beau Bridgesa zmagającą się z własnym ukrywanym homoseksualizmem i problemami w małżeństwie, żonę tejże postaci próbującą ułożyć sobie życie erotyczne z podwładnym męża oraz problemy z zajściem w ciążę żony Mastersa. A do tego wszystkiego dochodzi wątek badań, który z klinicznego studium przypadków zamienia się w nie do końca określony intymny związek Mastersa z Virginią. I wiele innych, jeszcze bardziej pobocznych historii.

Fot. Showtime

Fot. Showtime

Tak więc wątki, których spokojnie wystarczyłoby dla kilku oddzielnych produkcji lub sporej ilości sezonów, Masters of Sex udało się wcisnąć w 12 odcinków. W tym przypadku niestety od przybytku może rozboleć głowa. U mnie ból objawił się tym, że musiałam od serialu odpocząć (i kto wie, jak długa byłaby to przerwa, gdyby nie potrzeba stworzenia tej recenzji). Przyjemność zamieniła się w obowiązek. Fascynujący wątek badań przyćmiła ograna już do bólu kolejna odsłona will they/won’t they w kilku, jeśli nie kilkunastu wariantach. I chociaż podejrzewam, że ciężko w tym przypadku winić twórców, którzy pracowali przecież w oparciu o materiał źródłowy, to jednak szkoda, że nie do końca sobie z tym zadaniem poradzili. Zazwyczaj przy adaptacji problemem jest pominięcie zbyt wielu istotnych wątków i kompromis pomiędzy czasem antenowym i zawartością. W tym przypadku mam wrażenie, że świadomi tego scenarzyści przedobrzyli w drugą stronę – w skromnej przestrzeni upchnęli za dużo. W natłoku wątków i postaci trochę zgubił im się kształt opowieści. Niestety końcówka sezonu nie daje zbyt dużej nadziei na powrót do początkowego ducha serialu.

Fot. Showtime

Fot. Showtime

Podsumowując, Masters of Sex jest na pewno ciekawym eksperymentem, chociaż może nie do końca udanym. Żaden z niego potwór Frankensteina, ale tu i ówdzie widać poluzowane szwy i strzępiącą się nitkę. Na pewno warto dać mu szansę, szczególnie ze względu na pierwszą połowę serii. Zresztą nawet dalsze odcinki nie ustępują początkowi pod względem gry aktorskiej czy scenografii (atmosfera lat 50. jest niemalże namacalna). Kto wie, a nuż znajdziecie tam coś, czego ja się nie dopatrzyłam?

 

Masters of Sex
dramat
Showtime, USA, 2013–

Joanna Milanowska

Studentka na emigracji, fanka produkcji wszelkich (szczególnie tych w odcinkach), rekreacyjna bibliofilka. W wolnym czasie śpi, je i/lub słucha muzyki.

Latest posts by Joanna Milanowska (see all)