Fot. History

Bogowie grają w kości (Vikings, premiera: S02E01)

Artykuł zawiera spoilery dotyczące odcinka.

Zdążyłem już zapomnieć o Wikingach, a tu proszę – jeden odcinek i znów wpadłem po uszy.

Inne produkcje mogę sobie oglądać w trybie multitaskingu, jednym okiem, robiąc jednocześnie co innego, ale Vikings to jeden z tych seriali, przy których nie potrafię oderwać wzroku od ekranu. Powody, jak sądzę, są trzy. Pierwszy – niesamowita dbałość o szeroko pojętą stronę wizualną (te fryzury! te kostiumy! te przepiękne krajobrazy!). Drugi – wyraziste, przykuwające uwagę postacie i ich równie wyraziste losy. Trzeci – namacalna, ziarnista, niemal chropowata atmosfera surowego życia wśród dzikiej przyrody, która nieodmiennie mnie zachwyca. Pal licho nudne wielkie miasta i wydumane problemy nowojorskich singli!

Zachwyca mnie jeszcze jedno: fakt, że twórcy rezygnują z większości typowych uproszczeń i przeinaczeń dokonywanych zwykle w serialach historycznych na użytek współczesnego widza. Nie twierdzę bynajmniej, że Wikingowie są jakoś bardzo wierni historycznie – tego przecież nie mam jak ocenić. Stwierdzam jedynie, że prezentowany na ekranie świat rogatych wojowników ma w sobie nieustannie cudowną nutkę obcości. Jasne, można się domyślać heroizacji, estetyzacji i feminizacji (bo nie sądzę, niestety, by kobiety miały w tamtym społeczeństwie aż taką pozycję społeczną), ale mimo to wyraźnie czuć, że jesteśmy w innej epoce i innej kulturze: wojownicy naprawdę wierzą w Walhallę, dzieci traktuje się jak mniejszych dorosłych, a wobec woli bogów zgina kark nawet niepokorny Ragnar Lodbrok.

Fot. History Channel

Fot. History Channel

Bogowie, przyznać to trzeba, mieszają w tym odcinku nieprzeciętnie. Groźba śmierci Flokiego? Błyskawiczne rozwiązanie kwestii zdrady Rollo? Niespodziewana wizyta „zamorskiej” księżniczki? Lagertha odchodzi? Niczego nie można być pewnym, fatum wyrywa zdrajcę z rąk kata, a stabilna, zdawałoby się, sytuacja rodzinna Ragnara zmienia się w przeciągu czterdziestu pięciu minut diametralnie. Co do tej ostatniej sprawy, to mocno liczę, że Lagertha nie zniknie z serialu na dobre, bo wtedy byłbym niepocieszony – to jedna z moich ulubionych postaci! (A ta nowa ma dziwną, niepokojącą twarz…) Cóż, pozostaje mi zawierzyć rozsądkowi scenarzystów, bo przecież nie mają chyba w zwyczaju strzelać sobie w stopę?

Tak czy owak, wątek Ragnara zmuszonego nagle wybierać między wierną towarzyszką życia a kobietą, która nosi w sobie jego dziecko, bardzo mi się podobał, nawet jeśli zakończył się „źle”. Zdaje się, że całe to gadanie Ragnara o konieczności opieki nad potomkiem miało go postawić w lepszym świetle. Na mnie to nie zadziałało – nawet biorąc poprawkę na inną epokę, w całej tej sytuacji nasz Wiking okazał się jednak strasznym sukinsynem. Proponować Lagercie bigamię? Poważnie? Nawet wzruszająca skądinąd scena żałoby po stracie córeczki nie zatarła we mnie wrażenia pewnego niesmaku. Tak się po prostu nie robi.

(Inna rzecz, że dziwne, fikuśne rozmazanie obrazu w tej scenie uważam za sporą skazę na nienagannej poza tym stronie wizualnej odcinka.)

Fot. History Channel

Fot. History Channel

Zdziwił mnie mocno wątek Rollo – po krwawym początku spodziewałem się czegoś więcej. Tyle było szumu wokół braterskiej zdrady, a koniec końców w ciągu zaledwie jednego odcinka wróciliśmy do status quo. Coś nienajlepiej scenariuszowo wygląda premiera sezonu, chociaż wszystkie te myśli nachodzą mnie dopiero teraz, na chłodno – w trakcie oglądania wszystko mi się podobało, a to w sumie najważniejsze. Jedyna korzyść z upadku i ułaskawienia Rollo jest taka, że szykuje się chyba większa rola dla jego małżonki Siggy, wciąż marzącej o odzyskaniu choćby części dawnej pozycji. Lagertha, której względne zaufanie i przyjaźń zdążyła już zdobyć, wyjechała, i bogowie raczą wiedzieć, jak teraz ułożą się relacje z tajemniczą, wyniosłą Alyssą. Rywalizacja czy współpraca? Kobiety politykują w tym serialu znacznie więcej oraz ciekawiej niż mężczyźni, którzy spory rozwiązują głównie wyrzynając się nawzajem, i ciekaw jestem tego wątku.

Swoje pięć minut dostał też syn Ragnara. Dzieci znajdują się w Vikings raczej na drugim planie, co poniekąd zrozumiałe – natomiast miło, że się o nich nie zapomina. Zmuszony wybierać między ojcem i matką, Bjorn ostatecznie wybiera matkę, co prawdopodobnie utrudni mu dorastanie, a już na pewno pozbawi łatwej wielkości, jaką mógłby uzyskać pod bokiem słynnego ojca. Trudno, jego wybór; mam nadzieję, że i Bjorn jeszcze powróci. Podobała mi się zawsze jego krnąbrność.

Fot. History Channel

Fot. History Channel

I to w zasadzie tyle wrażeń z premiery. Jest dobrze, jest pięknie, planuję oglądać dalej. Wiem, że kilka moich koleżanek ogląda pewne seriale „dla sukienek” – cóż, ja oglądam Wikingów dla kostiumów i krajobrazów. Oraz, czasem, dla kpiącego uśmieszku Ragnara Lodbroka, gdy krok za krokiem nagina świat do swojej woli. A skoro już o ładnych widoczkach mowa, wspomnieć się godzi na koniec, że bardzo efektowny zwiastun sezonu drugiego wykonał dla kanału History nie kto inny jak znany z Katedry Tomasz Bagiński! Zobaczcie sami, bo warto.

Vikings
S02E01: Brother’s War, emisja: 27.02.2014

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.