Fot. The CW

We used to be friends (Veronica Mars, S01–03)

Artykuł zawiera śladowe ilości spoilerów dotyczących fabuły i nadaje się do czytania także przez osoby, które nie oglądały serialu.

Pirjo: Veronica Mars to jeden z tych seriali, które śmiało określić można mianem kultowych. Są na to dowody! Od momentu pierwszej emisji skupiał wokół siebie społeczność fanów, zwaną potem i po dziś dzień mianem marshmallows, został skasowany przedwcześnie, przerwany bez satysfakcjonującego zakończenia ale i tak jest popularniejszy z każdym kolejnym rokiem. W rezultacie działań widzów stał się ostatnio także serialem epokowym. Dlaczego? To wielbiciele Weroniki, po raz pierwszy w historii, zebrali na kickstarterze miliony dolarów potrzebne, by ponownie zatrudnić reżysera, aktorów, i nakręcić pełnometrażowy, kinowy film podsumowujący losy bohaterki. Niesamowite, prawda? A i to nie koniec. Planowany jest serialowy spin-off w formie webseries oraz oficjalny cykl książek, a sama Kristen Bell mówiła ostatnio, że jeśli film okaże się sukcesem czyli zarobi konkretną sumę potrzebną na produkcję sequelu, to zobaczymy druga część. Weronika żyje! Powróciła z serialowych zaświatów! Premiera z dawna wyczekiwanego filmu już 14 marca. Drżę z niecierpliwości. No ale właśnie, o czym w ogóle jest ten serial?

Fot. The CW

Fot. The CW

Neptune w stylu noir

Pirjo: Z mojej perspektywy VM to mieszanka detektywistycznego procedurala w klimacie noir i inteligentnej, szkolnej teen dramy. Bohaterką jest charakterna, sprytna, odważna i patologicznie ciekawska córka prywatnego detektywa, Veronica (Kristen Bell) która wraz z ojcem a potem także na własną rękę rozgryza lokalne zagadki i tropi zbrodnie. Rodzinka Mars mieszka w podupadłym Neptune, miasteczku o wielu twarzach. Spotkać tu można latynoskie motocyklowe gangi jak i pierwszoligowe gwiazdy ekranu czy sławnych sportowców, bieda miesza się z luksusem, fermentując, puchnąc i walcząc. Dla mnie jest to dziwne skrzyżowanie Twin Peaks i – późniejszego – Pretty Little Liars. Czemu Twin Peaks? Otóż mamy małe, duszne miasteczko, w którym dziewczęta z dobrych domów przeżywają sekretne romanse ze złymi chłopcami, zawiązanie akcji to śmierć dziewczyny, nad Neptune wciąż unosi jej duch a także ogólny nastrój grozy, mnożą się niedopowiedzenia, poszlaki i znaki. W tle mamy wątek wiodących do zbrodni namiętności oraz przeróżne zakazane owoce, w tym pociąg starszych mężczyzn do nastolatek oraz wątek kazirodztwa. Czemu Kłamczuszki? Przez podobieństwo z „zagadkowymi” pulpowymi teen dramami, jak Pretty Little Liars, również fundowane na motywie nierozwikłanej śmierci uczennicy. Większość klientów Weroniki to przecież młodzież szkolna, a zazdrości, intrygi i romanse stanowią lwią część fabuły. I choć nie jest aż tak mrocznie czy metafizycznie jak u Lyncha, to jednak, za sprawą sposobu filmowania, kadrów i kolorów z próbnika noir, mroczniej niż w serialach familijnych.

Aeth: To zarazem serial niezwykle – i celowo – świadomy społeczenie. Przekrój społeczeństwa Neptune – dzielącego się na tzw. 0-niners, uprzywilejowanych mieszkających pod prestiżowym kodem 09, a całą resztę bezbłędnie ukazuje podziały, spięcia i niesprawiedliwości, z jakimi borykają się nastoletni, i nie tylko, bohaterowie. To nie tylko kwestia popularności w szkole, ale szacunku, który trzeba niekiedy wydzierać przemocą, czy możliwości, które wymagają walczenia. Weronika nie raz i nie dwa bierze sobie za punkt honoru utrzeć nosa bogatym dzieciakom, ale z drugiej strony nie jest wcale obojętna na prawdziwe oblicze „idealnego” życia w murach ekskluzywnych rezyndecji. Co najważniejsze, serial nie staje definitywnie po żadnej ze stron, ale komentuje, w cięty, zabawny, a czasem w naprawdę ciężki i mroczny sposób, że życie nie jest czarno-białe, że zawsze istnieje strefa szarości, która pozwala dostrzeć rzeczywistość z innej perskeptywy. I nieważne, że negatywne postacie, wyraźnie stawiane w opozycji do Weroniki, to zazwyczaj bogate zołzy, a ci przedstawiani w pozytywnym świetle są biedniejsi stanem, ale bogatsi duchem, bo zaraz obok może pojawić ktoś, kto nie pasuje ani do jednego, ani do drugiego opisu. Veronicą Mars nie sterują sztywne reguły – a raczej bohaterowie, którym przyszło żyć w takich, a nie innych okolicznościach. Co tym zrobimy, jak to zinterpretujemy, to nasze.

Fot. The CW

Fot. The CW

Pirjo: Największą siłą serialu i jego motorem wydaje się główna bohaterka. Jak ją najlepiej opisać i przedstawić? Agnieszko?

Aeth: Na pewno nie w jednym słowie, ani nawet nie w jednym zdaniu – Veronica to jedna z najbardziej złożonych, wielowymiarowych i rzeczywistych postaci małego ekranu, jakie świat widział. Wrażliwa, ale twardo stąpająca po ziemi. Kochająca, ale nie zaślepiona. Uparta, ale nie zadzierająca nosa. Zawsze swoja własna, nie dająca się manipulować innym (od tego to jest ona sama), charakterna, nieustępliwa, głęboko wierząca w słuszność sprawy, jakiej się podejmuje. Odtrącona przez rówieśników, „stwardniała”, do ciętości wytrenowała swój język i wszystkim wręcz pokazała, że nie tylko nie da sobą pomiatać, ale zrobi to z klasą. Potrafi rzeczy, o jakich innym się nie śniło, ale nie jest wcale superbohaterką. Jak mówi jej w pierwszym odcinku Wallace, w środku miękki z niej marshamallow. Butność, pewność odwaga w doskonałej proporcji mieszają się z jej słabościami, błędami i zwykłymi ludzkimi wadami – Weronice bowiem daleko od ideału, do tego stopnia, że część podejmowanych przez nią decyzji łamie serca. Ale mimo wszystko zawsze, za każdym razem, doskonale się wie, że nie podjęła ich z kaprysu. Kiedy chce, zmienia się jak kameleon, celowo wyśmiewając przy tym stereotyp głupiutkiej blondynki. Prawie w ogóle nie opuszcza jej ironiczne poczucie humoru, a jej trafne komentarze ubarwiają każdy odcinek.

Jednak największa siła Weroniki tkwi w tym, że jest taka, jak my. Może i nieprzeciętnie inteligentna, piekielnie bystra i zaradna jak diabli, ale w dalszym ciągu pozostaje młodą, niedoświadczoną życiowo nastolatką, która ma jeszcze wiele do nauczenia się. Oglądanie jej drogi do dorosłości – wszystkich wzlotów i upadków – fascynuje już od pierwszego odcinka.

W pozostałych rolach

Pirjo: Jeśli oglądacie dużo seriali, Weronika będzie mieć dla was jeszcze jeden niezaprzeczalny walor – odkrywanie znanych twarzy z czasów zanim się stały dorosłe. Niezliczonych twarzy, bo prawie każdy odcinek zawiera kogoś, w kim rozpoznacie a to Lily z HYMYM a to wielebnego Newlina z Czystej krwi, a to Jessicę Chastain… Chyba nie daruję sobie przypomnienia najciekawszych dla mnie cameos. Jedną z uczennic – głupich blondynek gra w pierwszym odcinku Paris Hilton. Jedną z nauczycielek – Jane Lynch czyli „Sue Sylvester”, jeszcze nie tak przerysowana jak w Glee. W martwą dziewczynę, od której się wszystko zaczyna i która w pewnym sensie towarzyszyć nam będzie przez cały czas trwania serii – Lilly Kane – wciela się wspaniale młodziutka tutaj i apetyczna, szczególnie jak na nastoletniego trupa, Amanda Seyfried.

Fot. The CW

Fot. The CW

W głównej obsadzie pojawia się Tina Majorino, która, biedactwo, niedawno zginęła w Greys Anatomy i opuściła szeregi młodych rezydentów szpitala. W Veronice Mars trzyma się jednak mocno i radzi sobie wzorowo, hakując komputery a w wolnych chwilach romansując z nerdami. Inna, często podziwiana postać to policjant Leo; w tej roli Max Greenfield, znany teraz głównie jako neurotyczny Schmidt z New Girl. Z przyjemnością oglądamy Leighton Meester, z czasów zanim stała się Queen B. na Upper East Side; kilkukrotnie powraca Alyson Hannigan w roli siostrzyczki Logana. W drugim sezonie z Whedonowych ulubieńców mamy Kordelię, czyli Charismę Carpenter w dużej roli, zjawia się też gościnnie sam Joss, wcielając się w pana wynajmującego samochody. Do kompletu jeden z odcinków zaszczyca Kevin Smith, a w obsadzie wygodnie rozpiera się Krysten Rytter, kojarzona później choćby z Breaking Bad czy Nie zadzieraj z zołzą spod 23. Nie obywa się bez wizyty Lucy Lawless. W trzecim sezonie w oko wpadł mi młodziutki Armie Hammer, w trzech odcinkach błyszczy Dianna Argon, wypatrzeć można szczenięcą wersję detektywa Nicka Burkharda z Grimm. Genialny jest Paul Rudd w roli zblazowanego rockmana z kapeli My Pretty Pony. Zaskakuje „Laffayette” z True Blood. Uff.. nie sądzę, żebym wymieniła nawet połowę a już mam ochotę ponownie włączyć serial!

Aeth: Moje bystre oko wypatrzyło też JD Pardo, którego zapewne mało kto kojarzy ze względu na to, że mało kto ogląda jeszcze Revolution (a szkoda!). Nie mogę też nie wspomnieć o Theo Rossim, pod którego urok wpadłam na długo zanim wypatrzyłam go w Synach Anarchii. I o Ari Graynor, siostrze Olivii z Fringe! Przewodnikiem po uniwerysteckim kampusie drugim sezonie był z kolei Michael Cera – najlepiej znany chyba jako naczelny geek ze Scott Pilgrim kontra świat. A czy wspominałam już o czarującym Aaronie Ashmore? Nieważne, jakim kłamliwym oszustem się okazał jego bohater, wybrałabym się z nim na każdą randkę gdyby tylko spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami.

Fot. The CW

Fot. The CW

Więzy krwi, epicka LoVe

Pirjo: Ale drugi i trzeci plan to… drugi i trzeci plan. Dobrze że jest, ale nie dla niego oglądamy, nie z powodu gwiazdorskich epizodów wracamy do serialu, nie potrafimy się z nim rozstać i nigdy się nam nie nudzi. Nie to jest głównym powodem ikonicznego charakteru produkcji. Jak dla mnie, oprócz naprawdę świetnych zagadek w serialu chodzi przede wszystkim o związki. A trwałe związki w ekscytującym życiu Weroniki to przede wszystkim dwóch mężczyzn: ojciec, Keith Mars (Enrico Colantoni), być może najfajniejszy tata jakiego znamy z nastolatkowych seriali i … rówieśnik, zły chłopiec o złotym sercu, Logan Echolls (Jason Dohring). Epicka miłość tej pary, trudna, porywcza, przeżywająca różne fazy, jest w pewnym sensie prototypowa i fundująca. Oboje są samodzielni i nie chcą się nikomu podporządkować, nawet sobie nawzajem, nawet w imię szczerych uczuć. Nie mają ochoty iść na kompromis jeśli chodzi o życiowe plany czy wybory. Popełniają mnóstwo błędów, w tym błędów typowo „szkolnych”, a jednak w krytycznych momentach zawsze mogą na siebie liczyć.

Fot. The CW

Fot. The CW

Postacie poprowadzone są wspaniale. Logan, który na początku wydaje nam się totalnym dupkiem – to wręcz jeden z głównych oponentów naszej bohaterki – ewoluuje i stopniowo zaczynamy go rozumieć, poznajemy jego patologiczną „rodzinkę”, problemy, a potem nie wiedzieć kiedy i dlaczego zaczynamy lubić, kochać się w nim, wzdychać do niego, wywieszać sobie nad łóżkiem plakaty. Przewracać się z boku na bok, lunatykując przez długie, bezsenne noce, marząc o kpiącym uśmieszku i powłóczystym spojrzeniu skierowanym tylko do nas… Właśnie, dlaczego akurat ten związek? Czym LoVe różnią się od setek serialowych par?

Aeth: Jeśli o mnie chodzi, to jednym: kompletnym zaskoczeniem, że te dwa elementy układanki pasowały do siebie tak idealnie. Pamiętam, że gdy oglądałam Veronicę po raz pierwszy, nawet przez myśl mi nie przeszło, że Veronica i Logan mogą się kiedykolwiek zejść. Naturalnie ceniłam ich relację, cieszyłam się, że pomimo różnic, niechęci i duszonego w sobie żalu potrafili w krytycznych sytuacjach odnaleźć wspólny język, ale ich pierwszy pocałunek wziął mnie z kompletnego zaskoczenia (już nie mówiąc o tym, JAKI to był pocałunek!). Oglądałam te scenę w całkowitym zauroczeniu i od tamtej pory nie istnieje dla mnie żaden powód, dla którego ta dwójka miałaby nie być ostatecznie razem. Pomimo gigantycznych różnic – w okolicznościach i sposobie wychowania, w klasowych podziałach, w dostępnych możliwościach, w spojrzeniu na świat – połączył ich bagaż wspólnych doświadczeń, ale przede wszystkim, skrywana gdzieś pod powierzchnią, wrażliwość, wzajemne zrozumienie. To, jak bardzo Logan, ten wstrętny, nieczuły wróg numer jeden, się o nią troszczy, oraz to, jak Weronika, ta niezależna, uparta młoda detektyw, otwiera się na jego uczucie jest dla mnie niesamowitym pokazem równości, dowodem, że wielka miłość przedziera się przez wszelkie granice. LoVe są tak niezwykli, bo się w nich wierzy. Najzwyczajniej w świecie.

Fot. The CW

Fot. The CW

Przy nadziei

Pirjo: Szczerze mówiąc, nie mogę się już doczekać filmowej konkluzji do serialu, która lada moment pojawi się na ekranach kin i którą na pewno omówimy na Pulpozaurze. Jak się wiedzie Weronice? A pozostałym postaciom? Czy Veronica i Logan nareszcie będą razem? Są sobie przecież przeznaczeni… A Ty, na co najbardziej czekasz?

Aeth: Na spoiler, który utwierdzi mnie w przekonaniu, że film mnie nie zawiedzie. Serio, na ten moment poważnie się zastanawiam, czy przed obejrzeniem nie przeczytać gdzieś informacji, na której najbardziej mi zależy, bo inaczej obawiam się, że się poważnie zdenerwuję. Do tej pory nie obejrzałam trzeciego sezonu – a robiłam do niego trzy podejścia – ponieważ wszyscy wiemy, jak straszne dzieją się tam rzeczy LoVe-wise. Nazwijcie mnie głupią gęsią, ale nie jestem w stanie zaakceptować faktu generalnego istnienia niejakiego Piza. Jeśli film tego nie naprawi, będę po wsze czasy fanem niespełnionym bardziej niż miłośnicy Firefly.

A, i jeszcze jedno: mam nadzieję, że w filmie Veronica doczeka się wreszcie kucyka!

Pirjo: O, tak, kucyk jest niezbędny! A skoro zbliżamy się do końca… Zapomniałam chyba powiedzieć o kilku innych ważnych plusach. Jeden z nich to świetnie pokazana męsko-damska przyjaźń między Weroniką a Wallace’m. Drugi to ciekawy punkt startowy narracji – nie zaczynamy od zera, od pierwszego dnia szkoły i sztampowej historii nowej uczennicy, wraz z którą poznajemy Neptune High. Weronika przeciwnie, ma za sobą przeszłość, zna wszystkich a wszyscy znają ją, co więcej była już na szczycie towarzyskiej drabinki społecznej, jako dziewczyna jednego z najbardziej pożądanych chłopaków w szkole. Należała do szkolnej elity, ale w momencie rozpoczęcia akcji serialu zostaje wyrzucona poza nawias z powodów, których sama do końca nie umie rozgryźć. Stąd w muzycznym motywie rozpoczynającym serial pamiętne „A long time ago/ We used to be friends”. Dziewczyna ma więc bogatą historię, nie jest czystą kartką papieru. Trzeci plus to wszystko to, co zawdzięczamy reżyserowi i twórcy serii, Robowi Thomasowi, czyli zaczepne dialogi, pełne popkulturowych odniesień, wartkie scenariusze, soczyste postacie, ogromny urok i doskonale dawkowana słodycz. To produkcja jedyna, niepowtarzalna i niepodrabialna. Serial z gatunku tych, które się ogląda po wielokroć. Widać, że Rob włożył w niego całe swoje serce i dał z siebie wszystko. Minusy? Posłuchajcie mnie uważnie: Ten serial nie ma minusów. Może poza jednym: za szybko się skończył!

Aeth: Dokładnie tak! Na koniec dodam, że pierwsze i najlepsze dwa sezony serialu mają wspaniale rozpisaną, wielowątkową intrygę, która zakręci Wam w głowie nie mniej niż Veronice. Skrawki tajemnicy kryją się niemal w każdym odcinku i niezwykle satysfakcjonujące jest samo odkrywanie stopnia ich skomplikowania. Jestem pewna, że jeśli włączycie pierwszy odcinek, obejrzycie je wszystkie niemal za jednym razem. Absolutnie, zdecydowanie warto.

Fot. The CW

Fot. The CW

Veronica Mars,
teen drama, mystery
UPN, The CW, 2004-2007

 

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk
Geek. Gracz. Kobieta. Miesza science-fiction, fantasy i fantastykę z serialami, filmami i grami video, a do tego wiernie wielbi twórczość Jossa Whedona, Playstation i zombie. Ogląda niemal wszystkie seriale fantastyczne w ramówce (przeszłej, teraźniejszej i przyszłej) i już nawet nie pamięta, od jak dawna. Od ponad dwóch lat pisze za to z orbity na wiedzmanaorbicie.pl

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)