Fot. www.bbc.co.uk; www.ign.com

Dwa oblicza Domu z Kart: UK vs. US

Artykuł zawiera spoilery dotyczące pierwszego sezonu omawianych wersji serialu.

Teatr elżbietański głęboko fascynował się Machiavellim. Nie pochwalał metod lisa – chytrego i bezwzględnego gracza w politykę – ale był nimi na wskroś zafascynowany i dlatego uczynił je ważnym elementem popularnego doświadczenia estetycznego. Obserwowanie zainscenizowanych zbrodni politycznych stało się dobrą rozrywką.

Zarówno wtedy jak i dziś, w co zacniejszych rejonach kultury popularnej (a czymże innym był Szekspir) serwuje się nam igrzyska polityczne w klimatach historycznych (Rzym, Tudorowie itd.), S-F (Battlestar Galactica) czy fantasy (Game of Thrones). Obserwujemy jak ich gladiatorzy walczą i wykrwawiają się ku naszej uciesze. Czasem kibicujemy niektórym z nich a innym razem uznajemy wszystkich za niegodnych i ekscytują nas raczej krwawe zwroty akcji. Sceny Czerwonego Wesela ogląda się z przerażeniem, w szoku (nawet jeśli spodziewało się takiego obrotu spraw), ale mimo moralnej odrazy wobec przedstawionych czynów, czuje się pewną satysfakcję z dającej intensywne wrażenia, solidnej rozrywki. Ot, pikantna i krwawa historia, coś do poekscytowania się. Najwyraźniej żyjemy w szekspirowskich czasach…

Najdobitniejszym tego świadectwem jest serial Dom z Kart – a właściwie dwa seriale o tym tytule. Tak popularna dziś wersja amerykańska (zakodujmy ją jako HoC-US), jest bowiem dość wiernym remake’iem brytyjskiego mini serialu z początku lat dziewięćdziesiątych (HoC-UK), którego pierwsza seria nosi ten właśnie tytuł (pozostałe dwie to: To Play the King i Final Cut). Pierwsza seria z kolei była ekranizacją powieści konserwatywnego polityka, Michaela Dobbsa.

Fot. groupthink.jezebel.com; www.hollywood.com

Fot. groupthink.jezebel.com; www.hollywood.com

Zestawianie tych seriali jest nieco kłopotliwe, dlatego że są one do siebie za razem bliźniaczo podobne i kompletnie różne. W obu wersjach HoC bohaterem jest postać odrażająca moralnie, pozbawiona skrupułów, gotowa na wszelkie niegodziwości, byle tylko wspiąć się na szczyty władzy. W wersji brytyjskiej jest to Francis Urquhart; amerykańskiej – Francis Underwood. Inicjały obu to FU (jak w popularnym skrócie od F*ck You). Oczywiście, tak diaboliczne postaci nie wydają się zbyt realne – nikt nie jest w stanie czynić równie skomplikowanych planów i odnosić takich sukcesów. W prawdziwym świecie zbyt wiele jest zmiennych, inni wszakże też planują. Ale Mefistofeles zawsze fascynował bardziej niż poczciwina płynący z politycznym nurtem.

Pierwszy odcinek drugiej serii HoC-US zamyka analogiczną historię przedstawioną w pierwszym sezonie HoC-UK. Jest to punkt odniesienia dla porównania tych dwóch wersji i do tego momentu będą spoilery. Wybrałem kilka kategorii, w których mogę wskazać subiektywnie przewagę jednej wersji nad drugą.

Realia polityczne i przesłanie: US

W kwestii różnic, oczywistym rozdźwiękiem są dość odmienne realia polityczne, które z konieczności modyfikować muszą fabułę: USA ma system prezydencki a UK – parlamentarno-gabinetowy. Jest to różnica techniczna i trzeba przyznać, że została pieczołowicie odtworzona w obu wersjach.  Najpoważniejsza odmienność  tkwi chyba jednak w ogólnym zamyśle twórców.  HoC-UK wydaje się bardziej bezpardonową krytyką brudów polityki partyjnej. To turpistyczny opis ciemnej strony władzy. Umacnia nas w tym odczuciu, wciąż powracający obraz szczura przemykającego przez kadr (dość pretensjonalny symbolizm, trzeba przyznać). Później – w drugiej serii (właściwie: To Play the King) – krytyka się wyostrza, mierząc wprost w hegemonię partii konserwatywnej w Wielkiej Brytanii w tamtym momencie historycznym. I to nie tylko hegemonii władzy legalnej, ale i panowania nad dyskursem. Neoliberalny żargon obecnie aż razi fałszem i ideologizacją, a jednak w czasach, w których serial kręcono, był bezwzględnie dominujący i niekwestionowalny.

Fot. BBC

Fot. BBC

W porównaniu z tym, HoC-US wydaje się znacznie mądrzejszym serialem, traktującym o władzy w ogóle. Bez pretensjonalnego moralizatorstwa, za to z pokazaniem specyfiki (w tym i patologii) działania współczesnych demokracji reprezentacyjnych. Dobrym tego przykładem jest kazus konsultacji społecznych nad projektem reformy szkolnictwa – styk polityczności i administracji. Nawet podczas tak ważnych prac, FU – zamiast pracować nad czymś faktycznie wspólnym – musi jechać do swojego okręgu wyborczego, by gasić jakiś pomniejszy polityczny pożar, który mógłby zaszkodzić jego mandatowi w Kongresie. Widzimy kulisy władzy w rażącej, acz nie karykaturalnej postaci.

Postaci kobiece: US

W tej kategorii znów wygrywa HoC-US. W wersji brytyjskiej kobiety owszem są inteligentne i czarujące, ale jest aż irytujące jak łatwo pozwalają się manipulować mężczyznom. Dopiero w ostatniej serii (Final Cut) damy dają o sobie znać. Żona FU pokazuje kunszt polityczny, choćby sterując sędzią międzynarodowego trybunału arbitrażowego. Poza tym jednak, szczególnie w pierwszej serii, kobieta jest biernym ale wiernym obserwatorem wydarzeń, jej podmiotowość ogranicza się wyłącznie do przyzwolenia na zdradę męża w interesie jego kariery. Trudno rozstrzygnąć, czy fakt, że w tej wersji nawet kobiety sukcesu stanowią seksualny towar wymieniany między politykami w zamian za przysługi jest zwykłą wadą w koncepcji postaci, czy też dosadnym oddaniem panujących realiów. Tak czy inaczej, kobiety w HoC-UK są owszem interesujące, świetnie zagrane, ale tracą to wszystko przy swoim uprzedmiotowieniu.

W HoC-US panie są natomiast pełnoprawnymi uczestnikami rozgrywki. Może to rezultat amerykańskiej poprawności politycznej, ale potraktować go można jako trafny zabieg scenariuszowy: dzięki niemu także postaci kobiece są dużo ciekawsze. Tutaj żona FU nie daje sobie w kaszę dmuchać. Gdy dostrzega nierównomierność korzyści w związku, nie waha się przed zaszkodzeniem FU, aby go zdyscyplinować. Takie rzeczy świetnie wpływają na dynamikę relacji postaci. Wielki plus dla HoC-US.

Fot. www.bina007.com ; globaltrendnews.com

Fot. www.bina007.com ; globaltrendnews.com

Wiarygodność motywacji i intryg: UK

W moim odczuciu, wadą intryg w HoC-US jest ich misterność. Jest to może ciekawsze w oglądaniu, ale dość niewiarygodne. Stara zasada mówi, że im bardziej plan jest skomplikowany, tym większa szansa, że coś pójdzie nie tak. Intryga FU z wykorzystaniem Petera Russo jest najdobitniejszym przykładem fatalnego planu, który powieść się mógł tylko w fikcji. Zbyt wiele zależało tu od cudzych decyzji, od zachowań innych osób, od przypadku. Co jeśli Russo odmówiłby tego kieliszka? Co jeśliby wypił „o jednego za dużo” i stracił przytomność przed odsłonięciem okna? Co gdyby odmówił przeprowadzenia wywiadu? Pod tym względem w wersji UK intrygi są nieco bardziej toporne, ale za to wiarygodne. Mniej wiarygodne jest z kolei pasmo sukcesów FU. W wersji US, główny bohater przynajmniej raz na jakiś czas dostaje po łapach.

Fot. www.denofgeek.com, 14thstreetmag.com

Fot. www.denofgeek.com, 14thstreetmag.com

Największym rozczarowaniem jakie mnie spotkało w HoC-US – w porównaniu z UK – były motywacje i działania dziennikarki (Zoe Barnes). W obu wersjach weszła ona w relację z FU z interesu; w obu relacja ta przerodziła się w coś więcej. Ale w HoC-US brakowało mi powodu, dla którego trzeźwo myśląca, bystra osoba dałaby się wpakować w sytuację, w której ewidentnie zagrożone byłoby jej życie. Dlaczego dała się sprowadzić w ciemny zakątek stacji metra? Dlaczego dopytywała FU o to czy zabił, będąc już pewną, że tak?

W wersji UK elementy psychologicznej układanki lepiej pasują do siebie tworząc dramatyczną całość. Dziennikarka (Matie Sorin, grana przez świetną Susannę Hacker) jest do szaleństwa zakochana w FU, wchodzi z nim w bardzo perwersyjną zażyłość – której w HoC-US zupełnie nie widzimy. Mówi do niego „tatusiu” (daddy) i ufa mu bezgranicznie. Dlatego właśnie daje się zwabić, dlatego dopytuje, chcąć uwierzyć, że Francis – jej „tatuś” – jest niewinny.

Finałowa scena HoC-UK – dla porównania:

FU: UK

Teraz największe zaskoczenie i zapewne dla wielu, którzy nie widzieli HoC-UK będzie to ocena trudna do uznania. Ale cóż, gdybym miał rozstrzygnąć w kwestii roli głównej, to mimo wszystko – czyli mimo, że uwielbiam Kevina Spacey’a – palmę pierwszeństwa przyznałbym HoC-UK. Spacey’a znamy doskonale z ról, w których popisać się mógł swoją charyzmą w roli szwarccharakteru (vide Swimming with Sharks). Znamy go i kochamy za tę jego iskrę demonizmu w oczach, przekorną przy niewinnej, pulchnej buzi. Znamy to i lubimy, ale trochę w tym rutyny.

Tymczasem Ian Richardson zagrał FU wprost fenomenalnie – to postać zarazem jawnie oślizgła jak i budząca sympatię. Ta niesamowita mieszanka była – przyznać trzeba – możliwa tylko w specyficznej kulturze politycznej Zjednoczonego Królestwa, z przerysowaną kurtuazją zaczerpniętą z wyższych sfer. To wystudiowana, wręcz bezczelna uprzejmość – instynktownie wiemy, że jest fałszywa, ale za każdym razem dajemy się zwieść. FU hipnotyzuje i widz jest w stanie uwierzyć, że można by się w nim zakochać na zabój. Dosłownie.

Fot. pablocheesecake.co.uk; www.businessinsider.com

Fot. pablocheesecake.co.uk; www.businessinsider.com

Podsumowanie

Stare powiedzonko przypisywane Bismarckowi mówi, że jeśli cenisz sobie dobre prawo i dobre parówki – nie pytaj, jak się je robi. A jednak wielu z nas wcale nie brzydzi się zaglądać do politycznej kuchni. Szkoda, że preferujemy te fikcyjne kuchnie niż prawdziwe, ale cóż – patrzenie władzy na ręce to zadanie żmudne i niewdzięczne. Fikcja pozwala nam przynajmniej zaspokoić polityczną ciekawość przy zachowaniu zdrowego dla nerwów dystansu od polityki.

Wydaje się oczywiste, że w obu serialach wcale nie chodzi o „zło dla większego dobra” (bad for the greater good), jak twierdzi jeden ze sloganów HoC-US. Oba seriale, mimo że są w istocie próżną rozrywką z oglądania zła w działaniu, mówią dwie ważne prawdy. Prawdy o nas i naszych czasach. Po pierwsze, pokazują że choć system polityczny jest wędzidłem, to mimo wszystko wspiera tym bardziej bezwzględne i amoralne elity. Świat sloganowej debaty publicznej, elektoratu o pamięci złotej rybki – biernego i ignoranckiego – to wspaniała szkoła hipokryzji. Liczenie w takim świecie na wielkiego męża stanu stanowi czystą naiwność. Po drugie oba seriale pokazują nam fascynującą prawdę – o naszej niegasnącej fascynacji złem.

House of Cards
Drama, political thriller
Netflix, USA, 2013–

House of Cards
drama, political thriller
BBC, UK, 1990–

Michał Zabdyr-Jamróz

Fan Star Treka, Stargate’a, Firefly, Fallouta, Strażników i Battlestar Galactica. Kibic wyścigu kosmicznego. Lubuje się też w kinie noir oraz filmach i serialach historycznych. Sporadycznie oddaje się światu Warhammera 40K.