Boy, we've waited for it, albo o retconie w sitcomie (how I met your mother, finał: S09E2324)

Boy, we’ve waited for it, albo o retconie w sitcomie (how I met your mother, finał: S09E2324)

Oczywiście, że poniższy tekst zawiera spoilery, d-uuh…

Pamiętacie pierwszy odcinek? Ten pierwszy-pierwszy, trochę nieśmieszny, trochę uroczy, gdzie Barney ma taki śmieszny kolor włosów? Gdzie na samym początku pierwszy raz słyszymy, że oto Ted Mosby opowie swoim dzieciom historię o tym, jak poznał ich matkę, opowiada o Robin, a w ostatniej scenie, bam, Robin nie jest wasza matką, ale ciotką.

fot. CBS via how-t-steal-a-blue-french-horn.tumblr

fot. CBS via how-t-steal-a-blue-french-horn.tumblr

No właśnie.

Pamiętam, że bardzo mi się ta puenta spodobała. Jak obietnica tylu meandrów historii, które muszą się wydarzyć, zanim Ted skończy swoją opowieść.

I co? I ostatni odcinek ostatniej serii jest trochę jak to zabawne wówczas zakończenie. Tyle tylko, że himym już dawno temu przestało być zabawne. I nie chodzi mi nawet o to, że dżampnęło szarka – raczej uparcie, oglądając z pewnym, przyznaję, zadowoleniem ten ostatni sezon, będę twierdzić, że po tylu latach twórcom najlepiej wychodzi chwytanie się tematów poważniejszych niż kolejna z opowiadanych z jakiegoś powodu dzieciom anegot.

No i w finale zaatakowało nas wszystkich życie. Nic dziwnego, że fandom cierpi od rana na ból dupy, przecież nie po to oglądam sitcom, żeby myśleć, że w życiu nie zawsze idzie tak, jak byśmy sobie snuli w wewnętrznych opowieściach!

No, może poza Marshallem i Lily. Marshallowi i Lily życie układa się dokładnie tak, jak można by sobie wymarzyć.

fot. CBS via walkingpie.tumblr

fot. CBS via walkingpie.tumblr

Kibicowałam Robin i Barneyowi odkąd pomysł pierwszy raz pojawił się na ekranie. Chemia między nimi była wspaniałą przeciwwagą dla słodkiej pary Lily&Marshall; potykali się co chwila, żadne z nich nie było idealne, a jednak razem działali znakomicie. Nic dziwnego, że trudno się patrzy na ich kłótnie, rozwód, na to, jak nie mogą potem na siebie patrzeć, wytrzymać nawet w jednym pomieszczeniu. Ktoś mógłby powiedzieć, że Barneya dopada karma (i jego w zasadzie jest mi w tym wszystkim najbardziej żal, i nie zmienia tego nawet scena zakochania się w córce od pierwszego wejrzenia; o, nie, no ‚aww’ there, mister). A jednak, jakby się zastanowić, nigdy nie było między nimi idealnie; i materiałem na małżeństwo każde z nich z osobna też jednak modelowym nie jest.

Ted i Tracy (nie mogę przywyknąć do tego imienia) – małżeństwo doskonałe, nie? Od pierwszego spotkania, pierwszej randki, przez wszystkie te małe momenty, które mieliśmy szansę przez chwilę, mgnienie oka dosłownie zobaczyć na ekranie. Grali razem nawet lepiej chyba niż naczelne Szczęśliwe Małżeństwo serialu. I jak grom z jasnego nieba – choroba, śmierć. Wiecie, patrzę sobie na gify na tumblrze i widzę coś takiego:

fot. CBS via bigmikesson.tumblr

fot. CBS via bigmikesson.tumblr

I myślę sobie: to trochę jak z jej obecnością w Teda życiu. Jak mgnienie oka, a do tego przez tyle czasu była w zasięgu ręki, tuż poza krawędzią ekranu… I dziwić się, że sześć lat po jej śmierci Ted siedzi i opowiada dzieciom długie, zawiłe historie, gdzie Matka jest tuż, tuż obok? Odwróciłby się minutę wcześniej i może spędziłby z nią rok, trzy lata dłużej? Czy to naprawdę dziwi?

Fakt, że Ted wraca do Robin nie jest wcale prawdziwym happy endem. Jest tragic endem.

A wiecie, czego to jest wina?

Tego, że chcemy zawsze wiedzieć, co było dalej.

Żeby zamknąć serial, naprawdę go zamknąć, trzeba pokazać historię bohaterów tak daleko, jak to się tylko da. Wiedzieli o tym twórcy Six Feet Under (zawsze będzie mi się kojarzyć w podobnych momentach). Wiemy o tym my. Careful what you wish for, mawiają mądrzy Anglosasi. Może czasem lepiej urwać historię wcześniej i za wiele o jej rozwoju nie wiedzieć?

Bo widzicie, tym co tak naprawdę gryzie najsilniej z tej godziny opowieści o kolejnych latach i kolejnych Wielkich Chwilach jest obserwowanie powolnego rozluźniania się więzi między bohaterami. Barney, który po rozwodzie cofa się w zasadzie w rozwoju osobowości. Robin, która odcina się (albo: którą odcina kariera) od całej grupy. I znów wychodzi na to, że najsilniej trzymają się najstarsze przyjaźnie.

fot. CBS via madhatterway.tumblr

fot. CBS via madhatterway.tumblr

Myślę sobie jeszcze o ogólnoserialowym foreshadowingu, o tym przewidywaniu, co stanie się dalej. Hej, słuchajcie, te wszystkie historie, kto z kim, a kto z kim nie, to wszystko trąci iście grecką tragedią. Nie ma dobrego rozwiązania. Jak podsumowują dzieciaki: można pewnie powiedzieć, że cała ta historia opowiadała o tym, jak bardzo Ted i Robin pasują do siebie. Wobec tego zakończenie, w którym nie są razem, byłoby trochę tragiczne, nie? Z drugiej strony, wiemy też przecież, jak bardzo zakochani są w sobie Barney i Robin – więc ich rozstanie też nie jest happy endem. A do tego jeszcze ta Matka…! Nie ma dobrego wyjścia z sytuacji.

Więc może dobrym wyjściem byłoby nie pokazywać żadnego z nich? Urwać historię przed rozwodem, zatrzymać się na weselisku, happily ever after, zostawić widzom tylko drobiazgi, przebłyski przyszłości, które pojawiły się we wcześniejszych odcinkach?

Czy wtedy bylibyśmy szczęśliwsi?

Szczerze? Mnie się ten koniec podobał. Dlatego, że był nieźle napisany (może poza ostatnimi pięcioma minutami, które trochę mi zgrzytały, ale i tak nie umiem teraz powiedzieć, czym). Dlatego, że był pełen małych pożegnań, ukłonów w stronę tych z nas, którzy wysiedzieli przed ekranem do końca. Dlatego, że nie lubię perfekcyjnych zakończeń, które zostawiają cukrowy osad na zębach (końcówka Przyjaciół, brr). Dlatego, że, podobnie jak zamknięcie ostatniej części Harry’ego Pottera, zamyka dla mnie pewien etap mojego życia.

Czy podoba mi się, jak się sprawy potoczyły? Jasne, że nie. Ale wierzę, że mogły się tak potoczyć i to mi wystarcza.

fot. CBS via enjolras1832.tumblr

fot. CBS via enjolras1832.tumblr

Hej, himym – wybaczam ci wszystkie potknięcia, wszystkie słabsze odcinki i suche żarty. Nie słuchaj ich, ten ostatni sezon nie był wcale zły. Wiem, że nie było ci łatwo. Będę tęsknić. xoxo.

fot. CBS via portugals-satan.tumblr

fot. CBS via portugals-satan.tumblr

how i met your mother
S09E23-24, emisja: 1.04.2014

Aldonna Pikul

Człowiek–organizacja, technokracja i spełnianie życzeń! Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, mar­nu­je mło­dość czy­ta­jąc fej­sa i rssa, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumacz-amator, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.