Fot. CBS

This is the story of … of what? (how I met your mother, finał: S09E2324)

Artykuł zawiera spoilery.

Minęło parę dni od Wielkiego Finału i nie da się ukryć, że poświęciłam rozmyślaniu o nim kilka poranków w autobusie do pracy, dlatego z pewnej już perspektywy mogę powiedzieć, że rozumiem, dlaczego HIMYM skończył się tak, jak się skończył. To ma sens. Te klamry kompozycyjne są, a przynajmniej powinny być, całkiem zadowalające. Dostaliśmy pełny closure, solidne pożegnanie, odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mogliśmy mieć. To, czy chcieliśmy znać odpowiedzi, jest już trochę inną kwestią. Rozumiem to, a im dłużej trawię, tym bardziej się godzę. Ale jednocześnie nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ktoś próbował upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – dwa grzyby w barszcz, że tak się poetycko wyrażę, i powstała z tego solidna rysa na sercach wielu wiernych fanów, którzy – jak ja – ostatnie sezony oglądali czasem zza podwójnego facepalma, z posmakiem zażenowania w ustach, z bardzo sporadycznym chichotem, ale oglądali, bo mimo wszystko zżyli się w jakiś sposób z postaciami. I tu zapewne należy szukać źródła mojej nader histerycznej pierwszej reakcji (no dobrze, w procentach zawartych w popijanym cydrze również) – pod koniec w oczach miałam łzy złości i krzyczałam w monitor „Nie, NIE, NIE, KU*WA! Tak się, ku*wa, nie robi! NIE!”

Fot. Fox

Fot. Fox

Dlaczego? Bo przyzwyczaiłam się do myśli, że Teddy opowiada swojemu potomstwu historię nie dlatego, że szuka u nich przyzwolenia na związek z ciocią Robin, ale żeby zobrazować, jak fantastyczną osobą była ich matka. Naprawdę, jestem w stanie przełknąć nawet to, że Tracy została uśmiercona (cóż, jestem zaprawiona w bojach przez Georga Martina), choć emocje i czas antenowy, jaki poświęcono temu wydarzeniu pozostawiają wiele do życzenia (serio? Jedno ujęcie na szpitalne łóżko i tyle, umarła legendarna i długo wyczekiwana, tytułowa matka? SERIO?).

Fot. CBS

Fot. CBS

Ale gdybym wcześniej wiedziała, jaki był prawdziwy powód opowiedzenia nam tej całej w gruncie rzeczy magicznej (choć często superczerstwej) historii, poszłabym śladem przyjaciółki i zakończyła oglądanie na piątym czy szóstym sezonie, a streszczenie finału przeczytała na tumblrze. Emocje, ciekawość i oczekiwania związane z Mityczną Matką wzrastały przez tyle lat, że obawiałam się, iż gdy w końcu Matka pojawi się na ekranie, to mnie zawiedzie. I tu, serdeczni koledzy i kolażanki, siurpryza, bowiem Tracy zupełnie mnie nie rozczarowała. Szalenie ją polubiłam, ba, inny czas, miejsce i realm, a sama bym się chciała z nią żenić. Więc to, jak instrumentalnie ją potraktowano, czyniąc z niej właściwie epizod na drodze Teda do Robin, epizod trochę taki, jakim była Stella czy Blabla – to jest dla mnie osobiście największa łyżka dziegciu w tym całym słodko-gorzkim zakończeniu. Zaraz po ogromnym rozczarowaniu, jakim było przedstawione w pięć sekund rozstanie Barneya i Robin (po co ten dziewiąty sezon, w takim razie? Po co wszystkie teksty o miłości i układanie małżeńskich przysiag? I te zapewnienia, które dostawaliśmy przez dekadę, że choćby życie było mocno dziadowskie, to nadal jest magia, przyjaciele i wszystko się ułoży? Ach, znowu inny temat).

himym that is a lot of wasted time

Być może chciano zadowolić tych widzów, którzy mimo wszystko cały czas trzymali kciuki za uroczy, ale moim zdaniem zupełnie nietrafiony pairing, jakim jest Ted i Robin. Być może chciano, żeby Ted (i my razem z nim) miał ciastko i zjadł ciastko. Pierwszym ciastkiem jest wspaniała rodzina, idealnie dopasowana partnerka, drugim – oczywiście Robin, której ambicje, marzenia i spojrzenie na życie wydawały się kiedyś tak nieprzystające do postrzegania Teda. A po tych wszystkich latach, gdy oboje osiągnęli co chcieli osiągnąć, a teraz mogą spotkać się na równym gruncie, okazuje się, że stara miłość nie rdzewieje, jak nie pordzewiał Blue French Horn. Niby całkiem zgrabnie, no nie? Więc wiecie. Ja wszystko rozumiem, doceniam. Ale nadal tego po prostu nie łykam.

Fot. CBS

Fot. CBS

how i met your mother
S09E23-24, emisja: 1.04.2014

Ruda

Ruda cholera. Fotografuje, rysuje, pisze i mówi językami.