Fot. Showtime

„You son of a…”, czyli siedem postaci, dla których „sukinsyn” to prawie komplement

Artykuł zawiera spoilery.

Wiadomo, że każde dobre dzieło sztuki w większości wypadków obok charyzmatycznego protagonisty potrzebuje równie charyzmatycznego antagonisty, który w dodatku często zdobywa takie samo albo i większe grono fanów co główny bohater. W ostatnich latach widzieliśmy to na przykładzie Jokera, Moriarty’ego i Lokiego. Czy oznacza to, że zło cechuje się atrakcyjnością, czy może raczej mamy do czynienia z sygnałem odwrotu od podziału na czarno-białe postacie w kulturze, czy też jeszcze coś innego, nie czas ani miejsce tu dochodzić. Faktem jest natomiast, że od kilku lat obserwujemy rosnącą popularność tzw. antybohaterów, stąd sukces The Sopranos, Dextera czy Breaking Bad. Czasami jednak czarne charaktery (czy też te nie do końca białe) cechują się tak potężną i sugestywną zwyrodniałością, że – choć nie zawsze napawa nas to dumą – życzymy im wszystkiego, co najgorsze, z bolesną i powolną śmiercią włącznie.

Takie mniej więcej postacie znajdują się w poniższym zestawieniu najgorszych sukinsynów, jakich widziała telewizja. Mniej więcej, bo nadzieja jak najszybszego uśmiercenia danego bohatera nie stanowiła podstawowego ani w żadnym stopniu wiążącego kryterium przy wyborze (choć akurat pojawiła się w przypadku podium). Brałem pod uwagę: tych, przy których podnosiło mi się ciśnienie, gdy tylko pojawiali się na ekranie; przez których obawiałem się o los innych postaci; cechujących się największą bezwzględnością i wynaturzeniem, co znacznie oddaliło ich od pojęcia człowieczeństwa. Krótko mówiąc – tych, którzy wzbudzili we mnie mocne poczucie dyskomfortu i całą gamę negatywnych emocji, choć nie tylko. Oczywiście jak zwykle w tego typu listach wybór jest całkowicie subiektywny i z pewnością nikt się z nim w stu procentach nie zgodzi. Na swoją obronę w tym miejscu powiem jedynie tyle, że nie obejrzałem nawet połowy dobrych seriali, które chciałbym poznać. Gdyby było inaczej, poniższe zestawienie pewnie wyglądałoby zgoła odmiennie (a na pewno jeszcze trudniej przyszłoby je układać).

Naturalnie poniżej znajduje się masa spoilerów.

Aha, kolejność niby nieprzypadkowa, ale lista podczas swojego powstawania ulegała ciągłym zmianom i tak naprawdę gdybym miał ją ułożyć na nowo za tydzień, pewnie wyglądałaby inaczej.

7. Gyp Rosetti (Boardwalk Empire)

Fot. HBO

Fot. HBO

Główny przeciwnik Nucky’ego w trzecim sezonie. Agresywny, nieprzewidywalny furiat bez żadnych skrupułów, znajdujący szczególne upodobanie w brutalnym traktowaniu innych i sadomasochistycznym seksie. Prawdopodobnie najgorszy rodzaj szaleńca, bo nigdy nie wiadomo, co może u niego wywołać reakcję absolutnie niewspółmierną do sytuacji. Jego podstawowym – i wydawać by się mogło, że jedynym – sposobem na życiowe przeciwności oraz radzenie sobie z krytyką (czyli, w jego odczuciu, jakimkolwiek zwróceniem mu uwagi) była bezsensowna przemoc. Wystarczy nie okazać mu odpowiedniego szacunku – poprawić nieznacznie jego wypowiedź, nie zaśmiać się z żartu, w jakiś sposób się nie zgodzić – by narazić się na nieprzyjemną śmierć, a w najlepszym razie kalectwo. W trakcie sezonu widzieliśmy Gypa między innymi podpalającego oblanego benzyną policjanta czy zabijającego za pomocą szpadla pewnego nieszczęśnika zakopanego po szyję w piasku, który odważył się przekonywać gangstera do zmiany decyzji. Rosetti to chyba jedyna postać Boardwalk Empire, którą cały czas darzyłem czystą antypatią i której od samego początku życzyłem jak najgorzej, tym bardziej, że w już i tak zdegenerowanym światku przestępczym Atlantic City, Nowego Jorku i Chicago Rosetti zdecydowanie wyróżniał się swoim sadyzmem. Nawet serialowy Al Capone nie katował ludzi za takie błahostki jak Gyp.

6. Frank Underwood (House of Cards)

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Makiaweliczny polityk o niepohamowanej ambicji. Manipulator i oportunista, który dosłownie idzie po trupach do celu, czyli w jego przypadku – fotela prezydenckiego w Białym Domu. Niczym rasowy szachista błyskawicznie zmienia strategię, jeśli sytuacja tego wymaga, a także nie zawaha się przed niczym, aby osiągnąć wyznaczony cel – bez oporów i sentymentów potrafi odstawić na bok gry niepotrzebne oraz zawadzające pionki, a wręcz pozbyć się ich na stałe. Co więcej, od czarnej roboty wprawdzie ma ludzi, ale gdy trzeba, sam bez wahania brudzi ręce. Za niczym oraz za nikim się nie ogląda i niczym lalkarz bez żadnych skrupułów pociąga za odpowiednie sznurki, aby piąć się w górę najpierw administracji Kapitolu, potem Białego Domu. Przyjaźń, lojalność, uczciwość i sumienie to dla niego całkowicie obce pojęcia, a jeśli wierzy w cokolwiek, to w potęgę władzy. Jedyne cieplejsze, nieudawane uczucia żywi zapewne wyłącznie do swojej żony, Claire, która zresztą wcale nie ustępuje małżonkowi pod względem brutalnego pragmatyzmu i chłodnego wyrachowania. Przez moment zastanawiałem się, czy na pewno powinien się znaleźć w tym zestawieniu, ponieważ uwielbiam, kiedy pojawia się na ekranie, ale uświadomiłem sobie, że moja sympatia kieruje się w stronę gry Kevina Spaceya, a nie charakteru Underwooda. Sam Frank bowiem wraz z rosnącą władzą staje się coraz bardziej przerażający i bezwzględny. Doprawdy wolę nie myśleć, co będzie się działo w trzecim sezonie.

5. Oliver Thredson (American Horror Story: Asylum)

Fot. FX

Fot. FX

Psychiatra, który w drugim sezonie AHS zajmował się leczeniem części pacjentów z Briarcliff Manor, skupiając się głównie na postaci Kita Walkera uznanego przez opinię publiczną za seryjnego mordercę o przydomku Bloody Face. Prawda okazuje się jednak dużo bardziej niespodziewana i to sam Thredson pod płaszczykiem miłego, kulturalnego oraz współczującego lekarza skrywa mroczną część natury – bezlitosnego zabójcy, który zdziera skórę z twarzy swoich ofiar, tworząc z nich następnie maskę. I już sam ten fakt pozwala, by myśleć nad włączeniem psychiatry do niniejszej listy, ale obecność na niej „zawdzięcza” Oliver przede wszystkim temu, jak potraktował główną bohaterkę Asylum, Lanę Winters. Nie dość, że dziennikarkę porwał i przykuł do łóżka w swoim domu, to jeszcze stosunek Thredsona do niej był na wskroś freudowski – stanowiła bowiem w jego oczach inkarnację matki, która oddała go do sierocińca. I jakby jeszcze to nie wystarczyło, pokazano nam niezwykle sugestywne sceny gwałtu, które oglądałoby się bardzo nieprzyjemnie i bez posmaku kazirodztwa (choćby nieprawdziwego). Do tego Lana zaszła w ciążę, co zaowocowało z kolei jeszcze bardziej nieprzyjemną wizualnie próbą aborcji. Generalnie Oliver Thredson nie tylko należy do najbardziej nieprzyjemnych postaci całego AHS, i to na kilku płaszczyznach (a przy takiej palecie morderców oraz oryginałów to naprawdę spore osiągnięcie), ale i samodzielnie w bardzo dużym stopniu odpowiadał za niekomfortowy klimat Asylum.

4. Hannibal Lecter (Hannibal)

Fot. HBO

Fot. HBO

Bohater, który 20 lat temu, dzięki brawurowej kreacji Anthony’ego Hopkinsa, szturmem wdarł się do popkultury na tyle skutecznie, że chyba nie ma nawet potrzeby przybliżać tej postaci. Tym bardziej, że czytelnicy Pulpozaura już niejednokrotnie mogli poczytać na temat wyróżniającego się serialu z równie błyskotliwym co Hopkins Madsem Mikkelsenem. Nie powinna zatem dziwić obecność Hannibala w tym zestawieniu, choć muszę przyznać, że na początku w ogóle nie brałem go pod uwagę, a to przede wszystkim z powodu pozorów, jakie potrafi sprawiać. Pomimo bowiem niepokojącej jak zwykle fizjonomii Mikkelsena doktor Lecter to dla całego świata szanowany psychiatra (podobnie jak Oliver Thredson), niezwykle wykształcony, inteligentny i kulturalny mężczyzna, który wolne wieczory spędza w operze, o czarującej, ujmującej osobowości, nienagannej manierze bycia oraz zawsze nieskazitelnym i pełnym elegancji stylu ubioru. Do tego znakomity kucharz. No właśnie. Jego upodobania kulinarne, które dotykają jednego z najmocniejszych, najbardziej uniwersalnych tabu cywilizacji ludzkiej na całym świecie – kanibalizmu – ostatecznie sprawiły, że nie mogłem Hannibala pominąć (plus coraz bardziej obrazowe zabójstwa Lectera i niewyobrażalne obchodzenie się z ciałami ofiar w drugim sezonie). Szczególnie że w serialu NBC pozostawia się mało pola dla wyobraźni, gdyż twórcy w niezwykle wyrafinowany i estetyczny sposób, tak charakterystyczny dla produkcji, pokazują tytułowego bohatera mielącego nerki oraz przyprawiającego je odpowiednimi ziołami. Sam akt kanibalizmu to dużo do, nomen omen, strawienia, a gdy jeszcze skontrastujemy go z pięknem i wykwintnością sztuki kulinarnej (w której niewątpliwie niewielu może Hannibalowi dorównać), rodzi się poczucie głębokiego dyskomfortu.

3. Anthony Cooper (Lost)

Fot. ABC

Fot. ABC

Ku nieszczęściu Johna Locke’a – jego wyrodny ojciec. Zawodowy oszust, naciągacz i kanciarz. Pojawił się w sumie zaledwie w pięciu odcinkach, ale za to porządnie zapisał się w pamięci widzów. Właściwie każdy nowy szczegół jego życia wystarcza, by zaliczyć Coopera w poczet najbardziej pamiętnych negatywnych bohaterów. Najpierw zupełnie nie zainteresował się Johnem po jego narodzinach, co spowodowało, że chłopiec wychowywał się w rodzinach zastępczych. Gdy natomiast Locke dorósł, jego ojciec, udając napływ uczuć rodzicielskich, zdołał wzbudzić w synu zaufanie, dzięki któremu mógł od niego wyłudzić nerkę. I kiedy wydawało się, że twórcy nie są w stanie dodać jeszcze więcej tragizmu do postaci Johna ani bardziej zohydzić Coopera, nastąpiło to, czyli okaleczenie Locke’a i jeden z najbardziej szokujących momentów całego serialu. Później okazało się jeszcze, że Anthony odpowiadał za śmierć rodziców Sawyera, co zresztą ostatecznie przyczyniło się do jego nieprzyjemnego końca. Co jednak najbardziej odpychające w jego charakterze, to brak choćby cienia skruchy. Wieść o samobójstwie ojca Sawyera wywołała raczej rozbawienie niż cokolwiek innego, a zrozumiałe poczucie gniewu i bólu Johna po transplantacji nerki go męczyły. Jednakże w Lost nieco negatywnych postaci poznaliśmy i zdaję sobie sprawę, że dla niektórych inni bohaterowie serialu bardziej nadają się do umieszczenia w tym zestawieniu. Ja sam na początku pomyślałem o Benie, ale jednak wszystkie niegodziwości Linusa brały się z chęci przysłużenia się Wyspie i Jacobowi, a do tego szczerze kochał Alex. Anthony Cooper to natomiast stuprocentowy egoista, który zawsze myślał tylko i wyłącznie o sobie, a ludzi traktował jako środek do osiągnięcia danego celu. Do tego Ben potrafił we mnie wzbudzić pozytywne reakcje, Cooper zaś wyłącznie pogardę i odrazę.

2. Arthur Mitchell (Dexter)

Fot. Showtime

Fot. Showtime

Główny antagonista Dextera w czwartym sezonie, a więc dla wielu widzów – ostatnim dobrym. Na co dzień w oczach świata zewnętrznego przykładny mąż i ojciec, w rzeczywistości jednak nieuchwytny przez trzydzieści lat seryjny morderca ochrzczony mianem Trinity Killer z powodu stałego modus operandi – zabijania dokładnie w tej kolejności: młodej dziewczyny przez podcięcie żył w wannie, matki dwojga dzieci przez zmuszenie jej do skoku z wysokiego budynku oraz ojca dwojga dzieci przez zmasakrowanie głowy młotkiem (okazało się, że jeszcze jako czwartą ofiarę zamurowywał żywcem młodego chłopca, ale nie znajdywano ich ciał, stąd przypisano mu cykl trzech zabójstw). Przez trzy dekady potrafił skutecznie zacierać ślady i nie dać się złapać policji, a także pozornie prowadzić przykładne życie ojca rodziny – pozornie, bo było to jednym, wielkim kłamstwem i prowadziło do pełnych napięcia scen (zresztą jednych z najlepszych w całym serialu). Bardzo niebezpieczny przeciwnik dla Dextera, obok Ice Truck Killera z pierwszego sezonu wymagający od niego najwięcej zaangażowania i uwagi, by wroga przechytrzyć, a potem ostatecznie się pozbyć. W dodatku kiedy Arthur posiadł dużą wiedzę na temat Dextera i jego życia, tak zawodowego, jak i prywatnego, czyniło to z niego rywala, na którego każdy ruch należało uważać jeszcze bardziej. Na domiar złego główny bohater w pewnym momencie przestał być o parę kroków przed Mitchellem, co wyrównało szanse zwycięstwa w tym osobliwym pojedynku zabójców. Cała powyższa charakterystyka jednakże blednie przy rozstrzygającym argumencie przemawiającym za obecnością Trinity Killera na liście i do tego na tak wysokiej pozycji – to za sprawką Arthura Mitchella zobaczyliśmy jeden z najbardziej szokujących i najlepszych finałów sezonu w historii telewizji. Tamten odcinek mnie rozbił, zdewastował psychicznie, z frustracji i wstrząsu jeszcze długo dochodziłem do siebie, a Dexter osiągnął swój punkt zwrotny i już nigdy nie był taki sam. Ani taki dobry. A to wszystko przez jedną postać.

1. Joffrey Baratheon (Game of Thrones)

Fot. HBO

Fot. HBO

Myślę, że dla części osób spodziewany wybór, a na pewno niezaskakujący. Nie wiem, czy o Joffreyu można powiedzieć jakieś dobre słowo. Praktycznie od samego początku to kawał gnoja i sukinsyna (można wręcz powiedzieć, że dosłownie) oraz jeden z największych dupków, jakich widziała telewizja. Rozpieszczony, rozwydrzony nastolatek z rozdmuchanym ego, arogancki socjopata, który ma inklinacje ku przemocy, sadyzmowi i lubi patrzeć na cierpienie, a jednocześnie olbrzymi tchórz. Uwielbia dręczyć psychicznie oraz fizycznie (ale przez pośredników) swoją niedoszłą narzeczoną, Sansę, i absolutnie nikogo nie słucha, ponieważ uważa, że jako król ma prawo robić, co tylko zechce. A to tylko kilka z wielu powodów, dla których nie nadaje się do zasiadania na Żelaznym Tronie. Przede wszystkim jednak Joffrey jest obiektem jednomyślnej nienawiści ze strony widzów, z których część marzy o możliwie najboleśniejszej śmierci dla niego (chęć pozbycia się młodego Baratheona stanowi prawdopodobnie jedyną rzecz w całym serialu, co do której wszyscy oglądający się zgadzają). I to właśnie zadecydowało, że do niniejszego zestawienia trafił on, a nie Walder Frey, czyli autor niesławnych Krwawych Godów, nad którym też się zastanawiałem. Waldera też chciałbym ujrzeć ze skręconym karkiem, ale tak silne uczucia względem niego żywią jednak przede wszystkim zwolennicy Starków. Joffreya natomiast nie cierpią chyba wszyscy, niezależnie od tego, czy kibicują Starkom, Lannisterom czy Baratheonom. Swego czasu furorę przecież zrobił filmik będący zapętloną na dziesięć minut sceną, gdy Tyrion wymierza siostrzeńcowi parę policzków. Joffreya chyba po prostu nie da się lubić. Mam wrażenie, że nawet uczucia Cersei względem syna opierają się od pewnego momentu wyłącznie na tym, że wydała go na świat, bo nie ma żadnego innego powodu, by go kochać. W dodatku gdy wydaje się, że osiągnął już limit tego, jak bardzo można go nie znosić, ciągle tę granicę przesuwa i wyzwala w widzach najgorsze instynkty. Strach pomyśleć, co jeszcze nam zaprezentuje w najbliższych tygodniach.

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.