Fot. History

Szamotanie na ekranie (Vikings, S02E02–07)

Artykuł zawiera spoilery.

Przyznam, że do Wikingów nieco straciłem serce. Przyczyną jest, jak sądzę, dość powolna pierwsza połowa sezonu, w której niby to działo się wiele, ale żadne istotne rozstrzygnięcia się nie dokonały. Z pewnością też wybiły mnie trochę z rytmu wymuszone przez fabułę „cięcia” w czasie i przestrzeni, kiedy to nagle między odcinkiem a odcinkiem mijają cztery lata (!), a akcja toczy się jednocześnie w Anglii i kilku punktach Skandynawii. Jakoś mi te zabiegi nie pasują do narracji historycznej – wolałem chyba dominującą dotąd oszczędność środków wyrazu oraz pewną ciągłość. No cóż.

Fot. History Channel

Fot. History Channel

Nie znaczy to, oczywiście, że serial zszedł na psy – broń Boże. Nadal jest dobrze, a w porywach nawet bardzo dobrze. Zmieniła się po prostu trochę formuła. W sezonie pierwszym Ragnar stawiał pierwsze kroki na ścieżce, która zapewnić mu miała trwałe miejsce w legendach rogatego ludu. W sezonie drugim przyszedł czas na „wyjście w świat”. Oznacza to nie tylko nową, tym razem znacznie większą i lepiej przygotowaną wyprawę do Anglii, ale także aktywne działanie Ragnara Lodbroka na arenie politycznej, na którą w zeszłym sezonie był wkroczył, pokonując jarla Haraldsona. Układy (oraz ich zrywanie) z innymi lokalnymi władcami wypełniają większość czasu antenowego, co mnie osobiście trochę nuży. Dobrze przynajmniej, że polityka w wykonaniu Wikingów jest w dużej mierze toczona przy użyciu topora, jest więc na co popatrzeć. Największe wrażenie zrobiła na mnie chyba krwawa zemsta, jaką wywarł na ludziach Ragnara zdradzony jarl Borg, oraz późniejsze wywarcie na uzurpatorze sprawiedliwości przez Ragnara właśnie. Rytuał krwawego orła dobitnie przypomniał mi, że oglądam inną epokę, gdy spory rozwiązywało się nieco mniej polubownie.

Fot. History Channel

Fot. History Channel

Jeśli odstawić na bok te polityczne zawirowania, zostaje nam garść wątków poszczególnych postaci, z których jedne toczą się aż miło, a inne wciąż czekają, by rozwinąć skrzydła. Zacznijmy od tych pierwszych. Niewątpliwie najdłuższą i najciekawszą drogę przebył w ostatnich odcinkach Athelstan, dla którego udział w łupieżczym rajdzie na Królestwo Wessex skończył się dosyć interesująco. Tak jakoś czułem, że ostentacyjne deklaracje chłopaka, że zapomniał już o dawnym życiu, mogą się okazać nic niewarte, gdy przyjdzie mu ponownie stanąć na angielskiej ziemi. Twórcy serialu zaskoczyli mnie zresztą, bo spodziewałem się raczej narastającego (i potencjalnie krwawego) konfliktu między Athelstanem a Wikingami niż pojmania przez króla Ecberta oraz wykorzystania w charakterze szpiega. Zdaje się, że niedokończone ukrzyżowanie, jakiemu nasz eks-mniszek został poddany, wyzwoliło w nim na nowo wątpliwości związane z porzuconą wiarą chrześcijańską, bo coraz częściej dostajemy ostatnio sceny ukazujące rozdarcie wewnętrzne bohatera. Ot, odrobina głębi psychologicznej tudzież duchowej w serialu skupionym głównie na walce. Tak samo ciekawie rysują się zresztą wątki Lagerthy oraz Bjorna, zaplątanych w trudną sytuację po odejściu od Ragnara. Brakowało mi bardzo naszej shieldmaiden po pierwszym odcinku, dlatego cieszę się, że odegrała ostatnio tak dużą rolę, przybywając byłemu mężowi z odsieczą. Bjorn z kolei dostał wreszcie okazję nieco się wykazać, co dla chłopaka wchodzącego w wiek męski z pewnością wiele znaczy. Oby tak dalej.

Słabiej w moim odczuciu wypadają wątki Rolla oraz Aslaug i Siggy. Postać Rolla została w tym sezonie mocno odstawiona na boczny tor, co niby ma fabularny sens (i pewnie zgadza się z nieznaną mi sagą skandynawską), ale męczy. Ileż można oglądać tego wojownika ponurego jak gradowa chmura, nieustannie podminowanego życiem w cieniu brata? Mam poczucie, że Rollo strasznie się miota, a niewiele z tego wynika – nawet sukcesy takie jak ocalenie Aslaug oraz jej dzieci przed rzezią jakoś mnie nie cieszą. Sam nie wiem, może po prostu nie przepadam za tą postacią? Bo z kolei za Aslaug nie przepadam zdecydowanie – raz dlatego, że zajęła miejsce Lagerthy, a dwa, że drażni mnie jako osoba. Królewska krew królewską krwią, ale działa mi na nerwy ta wyniosłość.

Fot. History Channel

Fot. History Channel

Wrzucona w sam środek tego zamętu Siggy robi co może, ale wciąż nie zanosi się na to, by odzyskała choć cząstkę dawnej pozycji. Z pewnością trzeba przyznać, że radzi sobie bardzo, bardzo dobrze, i podziwiam nieustępliwość, z jaką walczy o siebie. Szkoda tylko, że jak za sprawą klątwy wszystkie jej intrygi kończą się niczym: na przyjaźni z Aslaug niewiele ugrała, a sypianie z królem Horikiem skończyło się tylko gniewem Rolla. Biedna kobieta. Ciekaw jestem, co dalej, bo trudno mi sobie wyobrazić, by Siggy miała już do końca serialu pozostać w roli postaci szamoczącej się bezsilnie na drugim planie.

I taki to właśnie jest sezon: szamoczący się, pełen waśni, wojen i zdrad, które koniec końców nie przynoszą zmiany status quo. Mam chwilami silne skojarzenia z drugimi częściami trylogii superbohaterskich, kiedy to heros musi się przede wszystkim zmierzyć z samym sobą, przez co najważniejsze są konflikty wewnętrzne. A problem w tym, że niewiele postaci w Wikingach lubię na tyle, by czerpać przyjemność z nurzania się w ich wnętrzach. Na szczęście wygląda na to, że teraz, kiedy spory w obozie rogaczy zostały krwawo rozwiązane, na pierwszy plan wyjdzie starcie z Anglikami. Liczę na dużą rolę Athelstana, bo niezależnie od tego, po której stronie się opowie, efekty będą interesujące. Zobaczymy. Jeszcze parę odcinków do finału.

Vikings

S02E02: Invasion, emisja: 6.03.2014
S02E03: Treachery, emisja: 13.03.2014
S02E04: Eye For an Eye, emisja: 20.03.2014
S02E05: Answers in Blood, emisja: 27.03.2014
S02E06: Unforgiven, emisja: 6.04.2014
S02E07: Blood Eagle, emisja: 10.04.2014

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.