Fot. HBO

Radość i wesele (Game of Thrones, S04E02)

Artykuł zawiera spoilery.

Troszkę późno ten raport, proszę mi wybaczyć. Mógłbym zrzucić to na istotne sprawy osobiste, ale spróbujmy tak – dyskusja o odcinku numer dwa bez spoilerów nie miałaby najmniejszego sensu, stąd postanowiłem dać wszystkim zainteresowanym kilka dni na obejrzenie. Spoko, nie ma sprawy, cała przyjemność po mojej stronie. Do rzeczy.

Malownicza śmierć Joffreya na własnym weselu kolejny raz pokazuje moc popkulturowego oddziaływania Gry o tron w ostatnim czasie. Żadnej innej postaci fani serialu nie życzyli śmierci tak mocno – nawet jej ostatnie chwile są spektakularnym pokazem arogancji, podłości i okrucieństwa. Internet eksplodował setkami tysięcy tweetów i wpisów na Facebooku, których zasadnicza większość to ekspresyjne wyrazy radości i satysfakcji. Terapeutyczna reakcja na końcówkę poprzedniego sezonu, ale też naturalna kolej rzeczy. Trudno jest wykrzesać z siebie litość, silić się na jakieś wydumane spojrzenia z drugiej strony, sorry. Gość był zły do szpiku kości, do tego zapowiadał się na spektakularnie fatalnego władcę. A jednak szacunek dla scenarzystów, reżyserów i aktorów (Jack Gleeson – oklaski na stojąco!), którym udało się wydobyć z konania otrutego Joffreya chociaż odrobinę niejednoznaczności. Wszyscy się cieszymy, ale pozostaje (tłumione u wielu) poczucie pewnego dyskomfortu z własnej satysfakcji.

Fot. HBO

Fot. HBO

Po wyrażeniu radości i satysfakcji internet przystąpił do spekulowania w kwestii sprawcy. Jako Uprzednio Czytający mogę jedynie napisać, że jest to jeden z wątków, które Martin przemyślał i dopieścił. Będzie ciekawie. Tym bardziej, że Tyrion ma najpoważniejsze kłopoty od czasu pojmania przez Catelyn Stark, gdy mógł przynajmniej liczyć na swoją rodzinę. Jego wątek zapowiada się naprawdę interesująco. Przecież dzisiaj absolutnie wszyscy wiedzą już, że nikt nie jest bezpieczny. Absolutnie nikt. No i przecież nie można chyba wykluczyć, że nasz ulubiony karzeł może nie być tak zupełnie niewinny…

Fot. HBO

Fot. HBO

W ramach dodatkowych atrakcji poznajemy wreszcie nieco pierdołowatego Mace’a Tyrrela, możemy dokładnie obejrzeć sobie miny biesiadników podczas wyczynów Joffreya (dobry sposób na odróżnienie tych złych od tych nieco mniej złych), wysłuchać lekko tylko zamaskowanej uprzejmością wymiany obelg pomiędzy Tywinem a Obreynem, zobaczyć jak umiera Joff… a, no tak, zobaczyć jak Bran przemierza dzicz i używa swoich supermocy (nieco tania ze względu na użyte środki wyrazu scena wizji, ale nie ma się co przesadnie czepiać) czy wreszcie zobaczyć nowego Najgorszego Złego.

Fot. HBO

Fot. HBO

Okej, Ramsey Snow przez cały poprzedni sezon nie dał się nam raczej poznać od najlepszej strony, torturując Theona Greyjoya, ale można było mieć jeszcze złudzenia co do jego motywacji, a i Theon w oczach wielu zasłużył sobie na najgorsze. Teraz wszystko jest już jasne, a scenę polowania na kobietę z użyciem ogarów i innej kobiety można chyba potraktować jako symboliczne namaszczenie na nowego zwyrodnialca, któremu wszyscy będą życzyć śmierci.

Fot. HBO

Fot. HBO

No i jest jeszcze Stannis. Kapitalny kontrast pomiędzy sceną palenia niewiernych na stosie a konwersacją przy kolacji pozwala pokazać całą złożoność postaci młodszego z braci Baratheonów, a i tajemniczej Melisandre. Tylko fanatyczna małżonka prawowitego króla Siedmiu Królestw (no co? a nie?) wzbudza raczej pogardę, ewentualnie litość. Podoba mi się też sposób kręcenia scen na Smoczej Skale – zawsze noc, ciemność, płomienie, które raczej rzucają cień niż dają światło. Głęboka defensywa, brak nadziei, narastająca paranoja. Czy Davos albo Melisandre znajdą w końcu sposób na powstrzymanie nieuniknionej, jak może się wydawać, klęski?

Fot. HBO

Fot. HBO

Ach, no i Joffrey nie żyje! Otruli go! Ale miał minę jak umierał, hehe. Fajny odcinek, teraz dopiero się zacznie, zobaczycie!

Fot. HBO

Fot. HBO

Game of Thrones
S04E02: The Lion and the Rose, emisja: 13.04.2014

Katon

W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.