Fot. HBO

Ludzie na drabinie (Game of Thrones, S04E03–04)

Artykuł zawiera spoilery.

W zeszłym tygodniu nie udało mi się niczego dla Was napisać – przepraszam. Na własne usprawiedliwienie dodam, że może to i lepiej, gdyż polemiczny temperament zniósłby mnie na groźne rafy „rape issues”. Minął tydzień, pojawił się kolejny odcinek i chyba można o tej sprawie napisać znacznie mniej i zdecydowanie spokojniej. Wzorem pracy kamery z czołówki podążmy zatem w kolejne rejony Westeros i innych ziem, by sprawdzić, co słychać i zastanowić się, w którą stronę to wszystko zmierza.

Fot. HBO

Fot. HBO

Trochę zabawne, że Sansa wsiadła na łódkę w słonecznym King’s Landing/Dubrovniku, by stosunkowo szybko (albo nie doceniamy wioślarskich umiejętności Ser Dontosa) znaleźć się na planie co mroczniejszych scen Piratów z Karaibów – ciemno, prawie noc (lol), mgła, tajemniczy okręt. No ale co tam, najwyraźniej powrót Littlefingera na scenę wymagał odpowiedniej oprawy. Lektura powieści pozwala mieć względem Petyra złudzenia znacznie dłużej. Och, oczywiście robił złe rzeczy, ale nadal wydawał się postacią szarą raczej niż smoliście czarną. Twórcy serialu nie byli tak subtelni, może to i szkoda. Od czasu słynnej przemowy o drabinie nierozsądnym byłoby nie spodziewać się jego machinacji za większością trudnych do wyjaśnienia wydarzeń. I oto – proszę. Razem z Lady Olenną zabił Joffreya (szybko to wyszło, nie?), realizując kolejny krok w swoim diabolicznym planie. Tym, co najbardziej przeraża, jest jego ambicja, która nie zna żadnych granic – rzecz w Grze o tron bez precedensu. Wszyscy mają swoje, często ogromne, ambicje, a jednak te ambicje mają ramy i wynikają z jakichś przyczyn czy przekonań. Littlefinger jest motywowany ambicją w stanie czystym. Pożąda wszystkiego, co tylko można zdobyć, i wydaje się, że ma możliwości, by swoje pragnienia urzeczywistnić. Jeśli mam być szczery – nie ma postaci, której życzyłbym gorzej i której postępy śledziłbym z większą grozą. Fakt, uratował Sansę i zabił Joffreya. Cieszycie się? Fajnie? No nie wiem.

Tommen w powieści to mały chłopiec, chyba niespełna dziesięcioletni. Jego wątek pokazuje wszystkie zalety lekkiego postarzenia dzieci w serialu względem oryginału. Oto Tywin może już uczyć przerażonego, ale i coraz bardziej zainteresowanego swoją nową rolą prawie-króla zasad dobrego rządzenia (fenomenalna scena, która perfekcyjnie pokazuje, że Charles Dance dodaje do chłodnego i w sumie przerażającego wizerunku nestora rodu Lannisterów odrobinę ironii i – wait for it! – coś w rodzaju SKRYWANEGO CIEPŁA), a Margaery Tyrell, tak świetnie przeszkolona przez babkę-królobójczynię, może zabiegać o jego względy, mając do dyspozycji wachlarz środków szerszy niż bycie miłą. Wątek rywalizacji między nową a starą królową nabiera tempa i rumieńców, zobaczycie sami. A skoro już jesteśmy przy Cersei, to kibicujący jej widzowie (świat jest dziwny, na pewno są i tacy) mogą zacząć się poważnie niepokoić. Całkowicie zafiksowana na swoich obsesjach i uprzedzeniach, pogrążona w rozpaczy, odrzucająca wszelką sensowną pomoc, a przede wszystkim bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowana, by rządzić. Cokolwiek można by mówić o Kontrowersyjnej Scenie, nie wydaje się, by było to główną przyczyną chłodu, jaki panuje między Cersei i Jaime’im. Ot, ona oczekuje pełnej lojalności i solidarności we własnych obsesjach, on sam nie wie, kim jest i czego chce, na pewno nie jest jednak kimś, kto podziela te obsesje. Kto wie, może jego gwałtowny akt względem siostry był ostatnią, rozpaczliwą próbą „zrobienia tak, jak było dawniej”. Próbą całkowicie nieudaną.

Fot. HBO

Fot. HBO

Jamie w ogóle nie wie nic, prawie jak Jon Snow. O obowiązkach względem brata musi przypominać mu Bronn, nie może być pewny, czy jest w stanie wykonywać swoje obowiązki względem króla, a do tego wszystkiego odnalazł w sobie poczucie obowiązku w stosunku do zmarłej Catelyn Stark i w pewnym sensie uczącej go od podstaw czym jest honor Brienne. Przekazanie jej miecza to naprawdę bezprecedensowy i wzruszający akt, ale droga Jaime’ego do odkupienia wydaje się nadal długa i trudna. Zobaczymy. Jedno widać zupełnie jasno – rodzina Lannisterów rozpadła się na atomy. Każdy jest zupełnie sam.

Nie chciałbym zbyt wiele pisać o Tyrionie – dostanie jeszcze w tym sezonie tyle spotlightu, że na tym etapie można spokojnie skonstatować, że nie ma się najlepiej. Brat nie potrafi mu pomóc, giermek musi go opuścić (bardzo wzruszające pożegnanie), skład jury nie zwiastuje najlepiej. Oczywiście przy całej niechęci Tywina do swojego młodszego syna nie wydaje się prawdopodobne, by skazał go na śmierć. Zagadką pozostaje też Oberyn, który zgodził się zostać jednym z sędziów w zamian za możliwość wyjaśnienia sobie kilku spraw z Gregorem Cleganem – mordercą jego siostry. Tyle. Nie spekulujmy.

Fot. HBO

Fot. HBO

Blondi zdobyła miasto. Zgrabna przemowa do mieszkających w nim niewolników wraz z dostawą broni dla nich i właściwie miasto zdobyło się samo. W powieści odbyło się to wszystko trochę inaczej i chyba trochę ciekawiej, ale też nie ma co narzekać. Ważne, że znów powraca najbardziej fascynujące w wątku Daenerys pytanie o charakter i rodzaj jej rządów. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie żałował obrzydliwej cywilizacji zbudowanej na brutalnym niewolnictwie, ale też trudno dziwić się Ser Barristanowi, że nie poczuł się komfortowo z rodzajem sprawiedliwości w jakim zagustowała blondi. Brutalnym, uwzględniającym odpowiedzialność zbiorową, pokazowym i despotycznym. Warto odnotować jeszcze, że nowy miły Daario miał okazję popisać się skillem, czym zasłużył sobie na gorące spojrzenie. A już zupełnie na marginesie – pamiętacie, za co ser Jorah został wygnany z Siedmiu Królestw? Hehe.

Fot. HBO

Fot. HBO

I tak oto od Mormonta do Mormonta (czaszki jego raczej) płynnie przechodzimy do wydarzeń na północy. A tam Sam próbuje jakoś odnaleźć odpowiednią formę dla opiekowania się Gilly (raczej bezskutecznie), dzicy plądrują osady biednych wieśniaków (znów Magnar, zamiast epatować milcząco obcością i bestialstwem, woli przemawiać w stylu gangsterów-psycholi, serio, nie trzeba), Jon Snow ma dobry pomysł z uderzeniem na buntowników, arogancki Ser Alliser sabotuje, nieco mądrzejszy Janon Slynt sugeruje, że można by się zgodzić, a i tak wychodzi na to, że Jon Snow jest fajny i stoją za nim ludzie. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie człowiek Boltona, który udaje dobrego kumpla, a jak pamiętamy, bardzo lubi ucinać ręce. O co chodzi? O uderzenie na buntowników, którzy zabili Mormonta i Crastera i teraz urządzili tam sobie swoje jądro ciemności, a przy najbliższej okazji zapewne zdradzą nadchodzącym Dzikim wszystkie posiadane informacje na temat stanu obronności Nocnej Straży. Zabicie ich jest zatem naglącą koniecznością i przyjemnym aktem sprawiedliwości, bo przywódca to wyjątkowy zwyrodnialec. Twórcy dają nam czas na zapoznanie się z jego parszywością, mamy nawet coś w rodzaju symbolicznego wstąpienia w miejsce Crastera poprzez oddanie jego ostatniego dziecka w ofierze bogom. Cały ten wątek jest niekanoniczny, a już szczególnie pojmanie przez buntowników Brana z ekipą i uwięzienie Ducha (Jon Snow coś mało się o niego martwił, nie macie takie wrażenia?). Z przyjemnością stwierdzam jednak, że ten wątek jest całkiem zgrabnie napisany i pozwala mi poczuć się jak ci widzowie serialu, którzy nie wiedzą, co będzie dalej.

Fot. HBO

Fot. HBO

No i Inni. Ale nie poważę się jeszcze na omawianie ostatniej sceny. Podobno przypadkiem twórcy serialu dość mocno zaspoilerowali wydarzenia z kolejnych tomów sagi (tych jeszcze niewydanych). Nie przesadzałbym, ale faktycznie tego jeszcze nie było.

Konkludując: brak wielkich i szokujących twistów w danym odcinku nie stanowi już dla twórców serialu problemu. Bolączka drugiego sezonu – długie, przegadane sceny pełne zbędnego seksu i nieprowadzących niemal do niczego potyczek słownych – została przewalczona. Teraz każda scena ma sens i miejsce. Fajnie być fanem serialu, który potrafi się na bieżąco reformować.

Fot. HBO

Fot. HBO

Game of Thrones
S04E03: Breaker of Chains, emisja: 20.04.2014
S04E04: Oathkeeper, emisja: 27.04.2014

Katon

W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.