Fot. BBC America

Ile nas sprawdzono (Orphan Black, premiera: S02E01–02

Artykuł zawiera drobne spoilery.

Pierwszy sezon Orphan Black był swojego rodzaju objawieniem – pojawił się znikąd, wstrząsnął krytykami i fandomem, zdobył uznanie publiczności i kilkanaście nagród (głównie dla Tatiany Maslany, odtwórczyni głównych ról), zmusił rzesze widzów do połknięcia sezonu w dzień czy dwa i pozostawił spory niedosyt oraz więcej pytań niż odpowiedzi.

Dawno chyba nie czekałam z taką niecierpliwością na nowy sezon czegokolwiek.

Ostatnie odcinki pierwszego sezonu były wybuchową mieszanką, lawiną wydarzeń i złych wyborów (postaci, zdecydowanie nie aktorskich czy reżyserskich), trzymającą w napięciu, ale też wzbudzającą niepokój nie tylko o losy bohaterów, lecz również serialu. Jak długo można utrzymać napięcie, który próbuje się zrobić tak dużo naraz? Czy przyjdzie zmęczenie materiału, czy drugi sezon będzie oznaczał spadek, czy może skok nad rekinem?

Jak na razie, drugi sezon nie rozczarowuje w żadnym stopniu.

Sarah Manning

Fot. BBC America

Wracamy do Orphan Black in media res: zaraz po porwaniu Kiry i po tym, jak Sarah zastrzeliła Helenę, Cosima podpisała korporacyjny cyrograf a Allison uparcie dąży do odzyskania normalnego życia. Klub Klonów, zamiast trzymać się razem, rozpada się coraz bardziej; Sarah nie może liczyć nawet na telefon do przyjaciela – infolinia Klubu została odcięta. Zamiast tego musi polegać na obcych (mój bohater odcinka, barman przychodzący na pomoc nieznajomej), własnym uporze i instynkcie przetrwania (Maslany jako roztrzęsiona, zapędzona w kozi róg Sarah, która posunie się do granic, żeby dotrzeć do córki, to jedna z moich ulubionych Maslanych) oraz starych i nowych przyjaciół (Felix w bezbłędnie dobranej garderobie i Detektyw Art, którego powrót cieszy mnie niezmiernie).

Jednym z motywów przewodnich Orphan Black jest problem zaufania i agencji – komu może ufać Sarah? Po wydarzeniach pierwszego sezonu wydaje się, że pozostanie w odcięciu od pozostałych klonów, polegając na Feliksie i Arcie, ale jak słuszne są te decyzje? Maria Doyle Kennedy powraca jako Pani S., przynosząc nam elementy układanki związanej z przeszłością Sary i kolejne pytania na temat projektu Leda i pochodzenia klonów.

Tak jak Sarah dąży do odzyskania córki, tak Allison z desperacją stara się na nowo ułożyć sobie życie matki, żony i podpory społeczeństwa – zastępując jednocześnie zmarłą Ainsley w musicalu. Zapewne wszystkich nudzą już peany pochwalne na temat Maslany, ale nie można nie wspomnieć o pełnej gamie umiejętności – komediowych i dramatycznych, które nam pokazuje w wątku Allison, zwłaszcza w scenach z Feliksem. Cały wątek Sary koniecznie potrzebującej broni wydaje się trochę na siłę, ale ponieważ prowadzi on do scen Allison i Felixa, a także do wprowadzenia Ramona – pracującego w supermarkecie dilera broni i „małych pomocników” – wcale mi nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie.

Fot. BBC America

Fot. BBC America

Przyjaźń Allison i Feliksa była jedną z najlepszych rzeczy w pierwszym sezonie i nadal nią pozostaje, chociaż obok komediowego oddechu prowadzi też do jednej z nasmutniejszych jak dotąd scen sezonu, kiedy Felix zostawia Allison samą sobie, nieświadomie popychając ją do kieliszka i leków.

Druga absolutnie tragiczna scena, przynajmniej dla mnie, to Delphine przynosząca Leekie’emu próbkę krwi Cosimy i nazywająca ją po numerze. Scena ta to coś więcej niż tylko zdrada zaufania Cosimy, to też ważny element w serialu, który koncentruje się na walce klonów o status osoby, status człowieka, o agencję i własne życie. Premierowy odcinek sezonu wplata niedawną decyzję sądu najwyższego o patentowaniu materiału biologicznego, ale o wiele ważniejszy rezonans to prawa reprodukcyjne i prawa kobiet. Nieprzypadkowe są słowa Cosimy: „moja biologia, moja decyzja”, nieprzypadkowo nowy antagonista z ultrareligijnej grupy Prolethians pojawia się pierwszy raz w czasie sztucznego zapładniania krowy i nieprzypadkowe jest jego zainteresowanie Sarą, Kirą i Heleną. Zapoczątkowany w pierwszym sezonie konflikt o ciało i jego integralność wysuwa się widzialnie na pierwszy plan, dołączając do pytań o zaufanie i dysonansu pomiędzy religią a nauką (Prolethians i Dyad).

Sporym zaskoczeniem dla mnie jest rola Rachel w całym tym konflikcie – pierwszy sezon sygnalizował jej podległość korporacji, ale jej relacje z Leekie’em, Paulem, Sarą i Cosimą sugerują, że Rachel pociąga za o wiele więcej sznurków niż moglibyśmy się spodziewać. To ona daje Cosimie materiał genetyczny Sary (wprowadzając szerokie możliwości napięcia pomiędzy klonami), ona wypycha Leekie’ego z jego własnego biura, ona wykorzystuje Paula przeciwko Sarze.

Co ciekawe, Sarah właśnie okazuje się dla niej nieprzewidywalna, a przynajmniej nie do końca. Maslany jako Rachel jest śliska i wypolerowana, perfekcyjnie trzymająca wszystkie karty i rozgrywająca je we własnym tempie oraz z niemal stoickim spokojem – aż do momentu, kiedy Sarah Manning, doprowadzona do ostateczności, odmawia grania według zasad.

Celem tego sezonu wydaje się postawienie wszystkich postaci w najgorszych możliwych sytuacjach, prawdziwe przyparcie do muru. Zabieg ten jest zawsze dramatycznie interesujący, ale w przypadku Orphan Black, będącego po pierwsze popisowym portfolio Maslany ale także katalogiem identycznych a jednak całkowicie innych od siebie klonów, jest tym bardziej spektakularny. Muszę się przyznać, że osobiście jestem wielką fanką kliszy „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” chyba od finału drugiego sezonu Buffy i „co ci zostało?” – nie mogę się doczekać by zobaczyć, jak rozegra to ten serial i jak zagra to Tatiana.

Fot. BBC America. Źródło: pontmercied.tumblr.com

Fot. BBC America. Źródło: pontmercied.tumblr.com

Największym jak dotąd problemem sezonu jest ciągłe oderwanie Cosimy od pozostałych klonów – mimo że wreszcie jest w tym samym mieście, jej wątek rozwija się w pewnym odosobnieniu i mimo związku z Delphine i zaangażowaniu w badania Dyad, serial nie do końca znalazł jeszcze na Cosimę sposób, który wykraczałby poza sceny ekspozycji. Cosima może twierdzić, że jej orientacja jest jej najmniej ciekawą cechą, ale dobrze by było, gdybyśmy mogli zobaczyć ich więcej.

Orphan Black pozostaje jednak jednym z najbardziej obecnie interesujących seriali, początek sezonu jest niezmiernie udany  i potwierdza, że Tatiana Maslany naprawdę zasługuje na wszystkie nagrody.

Joanna Kucharska

Człowiek-katarynka, z opinią na każdy temat. Urodzona w Krakowie, żyje przed ekranem. Uzależniona od kawy, musicali i złych żartów słownych. Czasami pisze, częściej przeklina migający kursor. Porzuciła hatewatchowanie na rzecz hope-watchingu, bo zdrowiej dla psychiki.