Fot. NBC

Ryba połyka haczyk (Hannibal, S02E06–08)

Artykuł zawiera spoilery.

Nelson: Poprzednio poświęcałam nieproporcjonalnie dużo uwagi parze Will-Hannibal, ale w połowie sezonu poważne przetasowania między postaciami zasługują na komentarz. Pożegnania, powroty, zmiany drużyny. Chyba jednym z najbardziej błyskotliwych osiągnięć była przemiana postaci (a właściwie postrzegania postaci) Chiltona. Z osobnika, któremu życzyło się wylądowania w kotle rosołu, stał się użytecznym sprzymierzeńcem Willa i zaskakująco jasno postrzega sytuację. Okazuje się, że to on ma na tyle otwarty umysł, że przynajmniej dopuszcza możliwość (taką hipotezę badawczą), że Lecter jest seryjnym mordercą (tak, czekaliśmy na „Hannibal the Cannibal” i oto stwierdzenie padło!). Albowiem „zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Zupełne przeciwieństwo Fredericka stanowi mądra Alana Bloom, która nie jest w stanie wyjść poza psychologiczne regułki oraz modele postrzeganie świata i one całkowicie przesłaniają jej rzeczywistość. No i może coś jeszcze zaburza jej osąd do tego stopnia, że definitywnie przechodzi do Team Hannibal… Coś mi się wydaje, że będzie trzeba się niedługo z nią pożegnać, bo wszyscy ją zbyt intensywnie ostrzegają. Powitaliśmy natomiast zaginioną stażystkę Miriam Lass. Trzeba się cieszyć, że przeżyła, ale wygląda na to, że jest, hmmm, kukułczym jajem. Cóż to się z niego wykluło?

Artur: Jestem pewien, że jeszcze wielokrotnie będziemy do Willa i Hannibala powracać, w końcu to wokół nich obraca się cały serial i wszystkie pozostałe postacie pod względem ilości czasu antenowego czy pogłębienia nie mogą się z nimi równać. Rzeczywiście jednak wobec kilku z nich trzeba było zmienić nastawienie. Chilton przeszedł na właściwą stronę, w dodatku pod koniec stał się postacią wręcz komiczną (myślałem, że pęknę przy „May I please use your shower?”) – a do kogo bardziej jesteśmy skłonni zapałać sympatią niż do osoby, która nas rozśmiesza? Aż szkoda, że spotkał go taki koniec… choć czy na pewno? Teoria, że jego śmierć została upozorowana, wydaje się nie całkiem nieprawdopodobna w połączeniu z enigmatycznymi rozmowami Jacka i Willa nad przeręblą.

Fot. NBC

Fot. NBC

Z drugiej strony mamy Alanę, o której nie wiem co myśleć. Jej story arc w tym sezonie – oddalanie się od Willa prosto w objęcia Hannibala – jest poprowadzony konsekwentnie, choć ciągle mam wrażenie, że jakoś zbyt łatwo to poszło biorąc pod uwagę jej wcześniejsze uczucia wobec Willa. Ale może to właśnie te uczucia i myśl, że to przez zaślepienie nie widziała, jak bardzo Will pogrąża się w ciemności, doprowadziły Alanę do tej sytuacji, w której czeka ją jeszcze jedna podobna niespodzianka. Nie będę jednak przesadnie narzekał na ten wątek, bo Lecter staje się jeszcze bardziej niepokojący: widzimy, jak wygodnym alibi staje się dla niego romans z Alaną, odurzoną dodatkowo środkami nasennymi (fandom dyskutował intensywnie nad tym czy przed, czy po fakcie, ale konsensus jest chyba taki, że środek nasenny znajdował się w postkoitalnej lampce wina).

No i jest jeszcze Miriam, której wątek jest jednym z dwóch najbardziej niepokojących (drugi to los doktora Gideona) – początkowo można się ucieszyć, że jeszcze żyje i została ocalona, ale radość nie trwa długo, w końcu w tym samym odcinku bohaterowie intensywnie wklepują nam do głów, że jeśli chodzi o Rzeźnika z Chesapeake, to nic nie jest przypadkowe. Od razu zacząłem się więc zastanawiać, jaką rolę odegra w misternym planie Hannibala, i sprawa wyjaśniła się dość szybko: gruntowne pranie mózgu (Will nie był pierwszy) pozwoliło zaszczepić Miriam przekonanie, że to Chilton jest Rzeźnikiem i – pozornie przynajmniej – oddalić podejrzenia od Hannibala. Myślisz, że to zadziałało, czy może Jack, Will i Chilton przewidzieli podstęp Hannibala i zastawili własne sidła? I czy nie masz wrażenia, że byłoby to straszliwie przekombinowane?

Fot. NBC

Fot. NBC

Nelson: A trzymanie kobiety dwa lata w zamknięciu i pranie jej mózgu po to, by w odpowiedniej chwili podsunąć ją pod nos FBI za pomocą mikrego kawalątka kory? Toż to jest przekombinowane do granic, co nie zmienia faktu, że się tym delektuję. Zgodnie z dewizą książkowego Hannibala „Za dużo, to za dużo, ale jeśli definitywnie za dużo, to znaczy, że w sam raz”. A przyjrzyjmy się Gideonowi, który stał się swoją własną ostatnią wieczerzą… Powracając do odcinka przed aresztowaniem rzekomego Rzeźnika, zauważyłam, jak misternie Gideon pogrąża Chiltona (między innymi mówiąc, że to Frederick zdradził mu szczegóły wystroju gabinetu Lectera, co miało wskazywać na to, że to ten ostatni jest Rzeźnikiem). Ziarenka były zasiewane systematycznie, z dużym wyprzedzeniem, zgodnie z przewidywanymi warunkami – tak, aby zakiełkowały, kiedy potrzeba. Nie jestem pewna, czy Will i Jack będą chcieli/mogli grać według tych zasad i czy mają jakiś bardzo konkretny plan (Will raczej wydaje się podejmować decyzje w miarę rozwoju sytuacji niż na kalkulować na zimno, reżyserując z boku). Obstawiam jednak, że nawet jeżeli nie wiedzą, co z nim zrobić, zachowali Chiltona na później jako swojego jokera. Hannibal prawdopodobnie myśli, że zamknął ten rozdział, więc nie będzie starał się mylić tropów i manipulować Frederickiem. Razem z chiltonatorsami życzymy więc naszej nowej maskotce szybkiego powrotu do zdrowia, ale tymczasem Will… Mam wrażenie, że rosną mu rogi.

Artur: Ale Hannibal to murder wizard, wszystko, co robi, jest przekombinowane i spodziewamy się po nim przekombinowanych rzeczy. Will i Jack do tej pory mogli co najwyżej walczyć o ocalenie zdrowia psychicznego. Nie jestem przyzwyczajony do tego, że stają się geniuszami na miarę Lectera. Ale cóż, widać Will jest naprawdę dobry w łapaniu ryb i przenosi teraz doświadczenia na łowienie ludzi. Może, gdy już będzie po wszystkim, zostanie duchownym?

Fot. NBC

Fot. NBC

Co do Gideona natomiast, to nie wracałem po pierwszym obejrzeniu do tego odcinka, bo musiałbym patrzeć również na to, co robi z nim Hannibal (choć i tak jest to nic w porównaniu ze stanem, w którym znajduje go Chilton w odcinku siódmym). Pamiętam, że zaraz po emisji spekulowaliśmy, że Gideon uprawia sztukę dla sztuki, próbując zasiać jak najwięcej zamętu. Ale może jednak było inaczej? Może próbował wrobić Chiltona z zemsty, licząc, że Rzeźnik z Chesapeake podłapie trop? Może Hannibal komunikował się z nim telepatycznie? Na tym etapie już nic mnie chyba nie zdziwi (kuszę los, prawda?).

Tak jak przypuszczałem, musieliśmy ostatecznie dojść do Willa. „Willu, Willu, pokaż rogi, dam ci serce na pierogi”. Pierwsza część tego sezonu skupiała się na tym, czy Willowi uda się osiągnąć taki stan umysłu, w którym będzie w stanie stać się równorzędnym przeciwnikiem dla Hannibala. A teraz, skoro mu się udało – co dalej? Bo wydaje się, że, jak na ironię, to walka z Hannibalem może Willa pchnąć do tego, do czego wcześniej sam Hannibal nie był w stanie go zmusić: do zabójstwa, co więcej, do zabójstwa, z którego czerpał będzie przyjemność. I może warto w tym miejscu omówić zbrodnię, którą FBI próbuje rozwikłać w odcinku ósmym. Zbrodnię, w której też pojawia się motyw transformacji i manipulowana ofiara, której niewiele brakuje, by stać się sprawcą. Jestem nieustannie pod wrażeniem tego, jak twórcy budują paralelizmy między mordercą danego odcinka a głównymi bohaterami. Co myślisz o „narodzinach”?

Czemu Will powinien używać peelingu? Bo jest zrogowaciały (by nelson). | Fot. NBC

Czemu Will powinien używać peelingu? Bo jest zrogowaciały (by nelson). | Fot. NBC

Nelson: Na początku zdarzenia w tej części wydały mi się aż zbyt paralelne, ale po chwili radośnie odłożyłam na bok pragnienie realizmu i zaczęłam zagłębiać się w tę przypowieść. Mam wrażenie, że (pomijając oczywiste podobieństwa) z różnic można wysnuć ciekawe wnioski na temat Hannibala, Willa i możliwych dalszych rozwinięć.

To, co przede wszystkim zwróciło moją uwagę, to fakt, że uzdrowiciel Peter jest widocznie upośledzony. Jego otoczenie i on sam mają pewność, że nie do końca może on odpowiadać za swoje czyny. Z Willem było inaczej – powoływał się on na jakieś mgliste rzeczy w głowie, brnął po omacku przez ciemność, postrzeganie jego czynów i interpretacje motywów były skrajnie różne (ale wszystkie dobrze osadzone w odpowiednich teoriach) u Alany, Jacka czy Chiltona. Ten brak pewników, wieloznaczność każdego “faktu” to swoista tortura (na którą my też jesteśmy trochę skazani, nieprawdaż?).

Psychopata-cień Petera też jest bardziej oczywisty. Profesjonalne oczy Alany i Lectera dostrzegają książkowe objawy i diagnoza jest błyskawiczna. Dewiant. Zadufany w sobie brutalny morderca, budzi obrzydzenie, budzi wściekłość… jakiej często nie budzi Hannibal. Zapytałam sama siebie, czyżby wystarczył lepszy garnitur,  wyrafinowana kuchnia i ogromna erudycja, żeby wszystko było w porządku? Niestety najwyraźniej tak.

Fot. NBC

Fot. NBC

Najciekawsze dla mnie jednak było to, co Peter zrobił w pierwszej części odcinka, bo ostro kontrastuje to z postępowaniem i motywacjami Hannibala. Był to też rozdzierający, ale jakoś pozytywny motyw w całym mroku, w jaki stopniowo zagłębiamy się w tym sezonie. Uzdrowiciel odnalazł martwe ciało kobiety, która kiedyś znał i lubił. Wydawałoby się, że to zamknięcie sytuacji, bo co można zrobić więcej niż pogrążyć się w bezsilnym żalu czy gniewie, on jednak pieczołowicie i z troską odprawia rytuał, który ukazuje piękno ludzkich relacji. Pytany o motywację Peter odpowiada „Chciałem zrobić dla niej coś pięknego”. Jeśli spojrzy się powierzchownie, Rzeźnik z Chesapeake ze swoich morderstw też tworzy dzieła sztuki, ale on swoje ofiary kara, poniża, odczłowiecza. Nie robi niczego “dla nich”, robi to „dla siebie”, rozkoszując się poczuciem mocy. Jego septyczny i przeestetyzowany, odarty z emocji teatr znajduje się na skrajnie innym biegunie niż przesycony uczuciami i transcendencją rytuał, który ma uzdrowicielski potencjał – mógłby z zastaną koszmarną sytuację przemienić w coś dobrego. Mógłby, ale niestety wydarzenia potoczyły się innym torem. Przebiegłe zło pozostało bezkarne, naiwne dobro poszło do szpitala.

Fot. NBC

Fot. NBC

Artur: Myślę, że o tym, co Hannibal próbuje powiedzieć na temat sztuki, a szczególnie na temat obecności przemocy w sztuce, można by napisać osobny tekst, ale w pełni się z Tobą zgadzam. Porównując Hannibala i Petera widzimy dwa twórcze podejścia do okrucieństwa i zła. Jedno używa ich, by zaspokoić niskie pobudki własne i widowni, by ponapawać się teatrem okrucieństwa i tym, co można zrobić z istotą ludzką. W drugim, empatycznym, każdy przejaw okrucieństwa odbiera się niezwykle osobiście, a sztuka staje się sposobem na przekucie cierpienia w coś pięknego i konstruktywnego, choć, jak widzieliśmy, może się też stać narzędziem kary lub chociaż symbolicznej sprawiedliwości: zaszywając swojego dręczyciela w końskim brzuchu próbuje on postawić go na miejscu ofiary, sprawić, by odczuł w pełni zło, którego się dopuścił. Chciałbym, żeby było to możliwe, ale morderców w Hannibalowym uniwersum wyróżnia przecież właśnie to, że nie są zdolni czuć.

Fot. NBC

Fot. NBC

Co do upośledzenia Petera, to być może jest on jednak bliższą paralelą Willa, niż sądzisz. W końcu główną linią obrony Grahama przez większość procesu miało być właśnie to, że w chwili popełniania zbrodni nie był świadomy tego, co robi. Przeżycia obu mężczyzn mogą służyć za ilustrację naszych własnych uprzedzeń i obaw wobec osób z zaburzeniami umysłowymi. Hannibal jest zbyt odklejony od rzeczywistości, by traktować go jako poważny głos w debacie na temat zdrowia psychicznego, ale myślę, że jak najbardziej można go uznać za krytykę pewnej popkulturowej konwencji. Jak często czarnymi charakterami i mordercami stają się w naszych opowieściach schizofrenicy, osoby cierpiące na rozszczepienie osobowości lub psychozę? Tymczasem w rzeczywistości osoby chore psychicznie częściej stają się ofiarami przemocy niż jej sprawcami. Cieszę się, że historia Petera się nie skończyła, mam nadzieję, że przed finałem jeszcze trochę czasu z nim spędzimy.

Przez podobieństwo Peter uzmysławia nam również, jak daleko Will przesunął się w stronę Hannibala – pracownik stajni mimo chęci zabicia mordercy ostatecznie się powstrzymuje, przekuwając ten impuls na aktywność twórczą. Will tymczasem nacisnąłby spust, gdyby Hannibal go nie powstrzymał.

Nelson: „Odklejony” Hannibal zadał mi pytanie: czy „chory psychicznie” to ten, który nie jest w stanie brać udziału w społecznych gierkach, nie daje rady prezentować konwencjonalnych codziennych scenek, recytować tekstów, których inni się spodziewają? Obaj, Will i Peter, mają niedociągnięcia w tej dziedzinie i zostają napiętnowani diagnozami, uznani za jednostki wybrakowane. Tak naprawdę jednak posiadają zestaw cech teoretycznie wartościowanych pozytywnie przez naszą kulturę – dobre serce, gotowość do poświęcenia się dla dobra innych, opiekuńczość, łagodność. Są to jednak raczej mało ważne szczegóły, które nie są brane pod uwagę na przykład przez sądy. Jakiż to system kryteriów zbudowaliśmy jako społeczeństwo (pytam banalnie i patetycznie), że eliminuje on Willów i Peterów, a Hannibale kwitną? Nasze filtry mają niską czułość…

Fot. NBC

Fot. NBC

Wracając do momentu kolejnego usiłowania zabójstwa, przyznaję, że to mnie trochę zafrapowało, bo do tej pory myślałam, że Graham nie chce mordować en general, tylko chce zabić Lectera (te subtelne różnice, czuję, że wszystko mi się relatywizuje…). Chciałabym trzymać się następującego rozumowania (bo lubię Willa): dążył on do wyeliminowania agresywnego, bezkarnego zła, żeby Peter nie musiał obciążać się zbrodnią i cierpieć z powodu wyrzutów sumienia. Will mówi „Myślę, że on zasługuje na śmierć, ale ty nie zasługujesz na to by być mordercą, Peter”.

Jest ktoś, kto z tym stwierdzeniem zupełnie się nie zgodzi i stwierdzi: „Robienie złych rzeczy złym ludziom sprawia, że czujemy się dobrze. Faktyczne zabicie twojego brata miałoby dobry efekt terapeutyczny.” Witamy Margot (we własnej osobie) i Masona (w opowieściach) Vergerów, skomplikowane rodzeństwo. W oddali słychać pochrząkiwanie, Lecter się uśmiecha, Will nalewa whisky. Będzie się działo.

Fot. NBC

Fot. NBC

Hannibal
S02E06: Futamono, emisja: 28.3.2014
S02E07: Yakimono, emisja: 11.4.2014
S02E08: Su-zakana, emisja: 18.4.2014

Artur Nowrot
czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

nelson
Lubi kawę i cudze koty. Coś z rzadka obejrzy, coś przeczyta, zazwyczaj coś studiuje, najczęściej w okolicach anglistyki. Dłubie się w tysiącu rzeczy, więc nie zna się na żadnej, ale chętnie wypowie się o każdej. Niezmordowany tropiciel śmiesznych obrazków z internetu, koneser memów i wielbicielka wszelkiej maści klasyków.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)