Człowiek człowiekowi jeleniem, wilkiem czy świnią? (Hannibal, S02E09–10)

Człowiek człowiekowi jeleniem, wilkiem czy świnią? (Hannibal, S02E09–10)

Uwaga, tekst zawiera spoilery.

Nelson: Zwierzęta, i realne, i oniryczne, zajmują w Hannibalu ważne miejsce, które w ostatnich kilku odcinkach stało się nawet bardziej wyeksponowane. Uzdrowiciel Peter żył w otoczeniu futrzastych i pierzastych podopiecznych, pozostając człowiekiem, a Randall Tier żył wśrod ludzi, pozostając zwierzęciem. Ba, rozwijając swoje instynkty, pielęgnując je i wzmacniając. Co czyni z nas bestie, natura czy kultura?

Artur: Zazwyczaj brutalność i skłonność do przemocy popkultura przenosi na stronę Matki Natury, Hannibal udziela odpowiedzi tyleż jasnej, co nietypowej: to kultura czyni z nas bestie. „Człowiek jest jedyne stworzenie, które zabija dla samego zabijania” – nie jest to zdanie prawdziwe (sporo zwierząt zabija dla sportu, na przykład koty), ale dobrze podsumowuje przesłanie serialu. Sam Hannibal jest tego doskonałym ucieleśnieniem. Człowiek o najwyżej rozwiniętych kompetencjach kulturowych z całego grona bohaterów jest jednocześnie najbardziej bestialskim. Zastanawiam się, czy nie przeczy temu trochę identyfikujący się ze zwierzęciem Randall – czasem chyba ktoś zbyt chętnie sięga po blender i gęsty symboliczny gulasz, który tak w Hannibalu lubię, zamienia się w papkę. I przyznam, że dziewiąty odcinek podobał mi się mniej niż wcześniejsze – aż do kulminacji, w której po pierwsze poszkodowany został jeden z psów Willa, po drugie sam Will przekroczył, jak się zdaje, kolejny próg, zabijając mordercę, którego nasłał na niego Hannibal. „Even Steven”, w rzeczy samej. Tylko czy Hannibal nie wygra w ten sposób?

Fot. NBC

Fot. NBC

Nelson: Wahałabym się przed przytaknięciem stwierdzeniu, że kultura czyni z nas bestie. Kiedy oglądam Hannibala, mam raczej wrażenie, że mówi do mnie „Kultura nie chroni nas przed bestią w nas”. Dlaczego człowiek tak bardzo broni się przed porównywaniem do zwierząt? Niemal każdy odzwierzęcy epitet prowadzi do obrazy. Żeby uniknąć poniżających porównań, zbudowaliśmy mur z naszych cywilizacyjnych osiągnięć, z naszej sztuki, z naszej racjonalności. Wydawałoby się, że wszystkie rzeczy truchtające, galopujące i pełzające itd. zostały odrzucone na dystans. Wszystkie nasze zasieki są jednak na zewnątrz, wnętrze „trochę” zaniedbaliśmy i okazuje się, że tam siedzą rzeczy, z którymi nie umiemy sobie poradzić… Nie wiem dokładnie, jak funkcjonowało wewnętrzne zwierzę Randalla, kiedy był on mały, ale przyjrzyjmy się temu, co prezentuje on jako dorosły człowiek. Upierałabym się raczej przy stwierdzeniu, że reprezentuje kulturę – po pierwsze korzysta z osiągnięć nauki (archeologii, biologii), żeby skonkretyzować swoją bestię. Po drugie tworzy coś nienaturalnego – adaptuje do zabijania czaszkę niedźwiedzia jaskiniowego, który był roślinożerny, i łączy ją z czaszką wilka. Po trzecie – to jego wiedza z zakresu inżynierii pozwala mu stworzyć mechaniczny kostium. Szydercze stwierdzenie Tiera rzucone w twarz FBI, że problemy z osobowością miał kiedyś, a teraz chodzi na terapię, bierze leki, ma dobrą pracę uświadamia nam, co oferuje nasza kultura – zestaw narzędzi maskujących, które potrafią ukryć problem, ale nie rozwiązują go. Wystarczy uszyć sobie dobry garnitur.

Fot. NBC

Fot. NBC

O Willa notorycznie się martwię. Jego kolejne zabójstwo było zdecydowanie popełnione w obronie własnej (i swojego stada), ale to rozpamiętywanie wspaniałości mordowania jest bardzo niepokojące. Najbardziej chciałabym, żeby to wszystko było grą na potrzeby schwytania Lectera, ale… gdy patrzymy w pustkę, pustka patrzy w nas. Graham nie ma szans wyjść z tej całej rozgrywki bez szwanku, teraz tylko zastanawiam się nad stopniem obrażeń, jakich dozna. No, jeżeli będą to spektakularne traumy, to będzie mógł napisać bestseller z naszą ulubioną dziennikarką (powinnam to umieścić w cudzysłowie?). Kolejna irytująca postać wykazuje więcej przytomności umysłu od niektórych główniejszych bohaterów (tak, Alana, to do ciebie). Co Ty na to?

Artur: Zaskoczyło mnie to, może dlatego, że Freddie ostatnio mało było w serialu i nie wiedzieliśmy, czy uwierzyła w opowieść Willa. W ostatnim odcinku okazało się, że owszem, uwierzyła – i w samą porę odwiedziła Grahama, bo w jej mieszkaniu już czekał Hannibal w specjalnym kombinezonie. I jakoś od razu, widząc, że Freddie stoi teraz po stronie naszego biednego profilera, zapałałem do niej większą sympatią.

Fot. NBC

Fot. NBC

Jednak w Wolftrap w stanie Virginia na Freddie czekała bardzo nieprzyjemna niespodzianka. Najpierw odkryła w szopie fragmenty zwierzęcej zbroi Randalla Tiera, potem, w lodówce: fragmenty samego Randalla. Na koniec pojawił się Will, który nieustępliwą dziennikarkę nieco poturbował i wywlókł z samochodu, by wreszcie pojawić się na romantycznej kolacji u Lectera. Mamy chyba myśleć, że Graham pogrąża się coraz bardziej, ale muszę powiedzieć, że teraz jestem przekonany jeszcze bardziej niż wcześniej, że to wszystko część wielkiego podstępu. Will i Hannibal już niemal oficjalnie ustalili, że jedzą ludzkie mięso, teraz wystarczy jeszcze trochę całą maskaradę przeciągnąć, a na pewno znajdą się wreszcie dowody na strasznego Hannibala. Zgadzam się jednak, że nawet uprawnione posunięcia, takie jak zabicie (w samoobronie!) i spożycie Randalla (bo to raczej on, nie Freddie, po raz kolejny wylądował na stole Lectera) będą się za Willem ciągnęły w trzecim sezonie (który na pewno powstanie). I dobrze, bo im Will bardziej udręczony, tym serial lepszy.

A skoro już o romantycznych kolacjach mowa, to na jednej z nich do Willa i Hannibala dołączyła Alana, która też widzi, że Will i Hannibal są ze sobą bardzo, BARDZO blisko. Ciekawe, jak się z tym czuje. Ciekawe, jak będzie się czuła, gdy prawda o Hannibalu wyjdzie na jaw. Jeszcze niedawno byłem wkurzony na Alanę, teraz chyba bardziej mi jej żal, bo scenarzyści przypisali jej niewdzięczną rolę piątego koła u wozu tudzież najodleglejszego wierzchołka w trójkącie. No właśnie: dostaliśmy coś, czego po tym serialu chyba się nie spodziewaliśmy, czyli scenę miłosną, w dodatku podwójną i niesamowicie zawikłaną pod kątem relacji między poszczególnymi wierzchołkami. Co Ty na to?

Fot. NBC

Fot. NBC

Nelson: Nie wiem. Estetycznie scena była piękna. Gdybym miała rozpracować pięciokąt (czy ignorujemy Margot i wendigo?) w powierzchowny sposób, to: Margo chce się rozmnożyć, Hannibal trzyma Alanę przy sobie jako zastaw, Will tęskni za Alaną, ale korzysta z okazji z Vergerówną. Nie może być to jednak takie proste. Pan Fuller stwierdza „I wanted to have this triangle between two heterosexual men who are getting so intimate with each other, but because they’re heterosexual, they have to make love via proxy.” (No i pan reżyser dolewa oliwy do ognia: „Vincenzo Natali, came to me [Fuller] a day before and said, «Can I put the Stag-Man in there or is that too weird?» I said, «Not too weird. Do it.»”)

Można więc się pogubić, ale chyba trzeba w tym momencie zaufać Willowi, który temperuje ciekawość pytającej Alany, stwierdzając, że on i Hannibal doskonale orientują się w relacji, jaka ich łączy.

Fot. NBC

Fot. NBC

Wracając do węszącej Freddie, jest ona kolejną osobą, która nie daje się zaślepić oczywistościom i drąży, wyszukując subwersywne szczegóły, które naruszają misterną konstrukcję Lectera. Chilton niby był chirurgiem, ale żałosnym, więc nie mógłby perfekcyjnie pokroić swoich ofiar jako Rzeźnik. Wszyscy inni ten drobiazg zignorowali, żeby nie burzyć spójności swojej narracji. Freddie z kolei buduje swoją wokół tej sprzeczności i wychodzi jej coś innego. Jestem zdecydowanie za teorią, że z pewną dozą brutalności została ukryta przed zapędami Lectera, bo myślę, że jeszcze się przyda. Chociażby po to, żebyśmy się pośmiali – moment, kiedy odkrywa potworny kostium i kawałek ludzkiej szczęki w zamrażarce, a Will mówi: „Mogę to wszystko wyjaśnić”. Niechybnie.

W dziewiątym odcinku Hannibal stracił byłego pacjenta, a w dziesiątym poszukuje nowego i proponuje swoje usługi Masonowi Vergerowi. Według mnie to kolejna z cywilizowanych bestii – również używa on elementów naturalnych (świnki) aby z pomocą biologii (łączenie ras), architektury (antagonizujący labirynt) i psychologii (warunkowanie – „edukacja”, jak mówi sam Verger) zrobić z nich morderców. Pojawia się tu jeszcze jeden obrzydliwy element. Mason nie musi się tak bardzo kryć ze swoimi sadystycznymi skłonnościami jak Tier polujący pod osłoną nocy. Jest bogaty, więc cała rodzina połączyła siły, by wyciszyć fakt skatowania Margot. No, ale każdemu powinno dać się szansę, każdy może się zmienić, podjąć terapię. Czytelnicy Harrisa wiedzą, jak się (prawdopodobnie) ta terapia skończy, ale tymczasem pospekulujmy na temat metod Lectera. Jak to ujęła Margot: „Co z ciebie za psychiatra?”

Fot. NBC

Fot. NBC

Artur: Lecter nadal jest najgorszym psychiatrą na świecie.Chociaż biorąc pod uwagę to, w jakim świecie żyje… Może tylko jego niestandardowe podejście może naprawdę pomóc pacjentom? (Jeśli tylko nie próbuje cię zamienić w swojego morderczego przyjaciela). Widać, że Margot wzięła sobie jego radę do serca i będzie próbowała pozbyć się Masona, tylko najpierw zabezpieczy sobie dostęp do rodzinnej fortuny poprzez spłodzenie potomka (trzymajmy kciuki za chłopca!). To właśnie to, jak uwodzi Willa, było dla mnie najbardziej śliskim i niekomfortowym momentem sceny miłosnej (reakcja Bryana Fullera na krytykę nie pomogła) – ale akceptuję fakt, że miała własne motywy, więc Hannibal nadal utrzymuje się powyżej poziomu Sherlocka.

Natomiast Mason zasługuje na śmierć. Nakarmienie świń manekinem wystylizowanym na Margot, z jej krzykami odtwarzanymi z taśmy… uch. Przy nim nawet Hannibal zaczyna prawie wyglądać dobrze. Rzućmy go świniom na pożarcie jak najszybciej (tak, wiem, kanon), żebym mógł wrócić do nienawidzenia Lectera.

Fot. NBC

Fot. NBC

Nelson: Pytanie, czy świnie zasługują na niewątpliwą niestrawność. Jeżeli jednak twórcy serialu będą podążać za fabułą książki, nie musimy się jeszcze o te zwierzątka martwić. Najpierw doktor Lecter skłoni swojego nowego podopiecznego, w ramach terapii, do odkrojenia sobie twarzy i nakarmienia nią psów. Dość destrukcyjne podejście. Nawet jeżeli metody naszego eksperymentatora na chwilę okazują się skuteczne i dają komuś poczucie sprawczości, satysfakcji etc., to w ostatecznym rozrachunku następuje katastrofa (czterech pacjentów zeszło w czasie terapii, czterech po zakończeniu, mówi Freddie). Przyszło mi do głowy, że Hannibal to tak naprawdę antypsychiatra. Nie pracuje jak zwykły specjalista, ale wręcz zachęca do rozwijania w sobie popędów i skłonności, które są tabu. Ach, tak wspaniale, w końcu można uwolnić się z opresji kultury! Hannibal to buntownik pomagający wyrwać się ze szponów systemu, pomagający w samorealizacji. Dopóki nie popatrzymy na skutki: śmierć, przemoc i zniszczenie. Chyba jednak nie tędy droga. Someone please revoke Hannibal Lecter’s license to practice! Zostały tylko trzy odcinki!

Hannibal
S02E09: Shiizakana, emisja: 25.4.2014
S02E10: Naka-Choko, emisja: 2.5.2014

Artur Nowrot
czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

nelson
Lubi kawę i cudze koty. Coś z rzadka obejrzy, coś przeczyta, zazwyczaj coś studiuje, najczęściej w okolicach anglistyki. Dłubie się w tysiącu rzeczy, więc nie zna się na żadnej, ale chętnie wypowie się o każdej. Niezmordowany tropiciel śmiesznych obrazków z internetu, koneser memów i wielbicielka wszelkiej maści klasyków.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)