Fot. ABC

Kto łeb urwał Hydrze (Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D., FINAŁ: S01E15–22)

Artykuł zawiera spoilery.

Pirjo: Zacznijmy może od końca, czyli od ogólnych wrażeń na temat finału. Co o nim myślisz? Bo dla mnie był satysfakcjonującym przeżyciem. Dynamiczny, obłędnie zabawny, spinał wiele wątków i zarysował ładnie szeroką, globalną wręcz perspektywę, ale nie zabrakło też cudownych detali. No i przebłysków tego, co w sezonie numer dwa!

Aeth: Uwielbiam, wręcz kocham ten finał! Początkowo podeszłam do niego zupełnie na spokojnie, bez emocji, powoli sącząc każdą scenę, żeby nie przyspieszać sobie nieuniknionego końca, ale gdy później akcja ruszyła z kopyta nie mogłam już usiedzieć na krześle. Zaczynając od wzruszających i naprawdę nieźle napisanych scen pomiędzy Fitzem a Simmons, przez niesamowity ratunek z ręki (!) Fury’ego, aż do obłędnie, jak mówisz, satysfakcjonującej karuzeli końcowego szaleństwa, dałam się temu finałowi ponieść bez reszty. Nie pamiętam, ile razy wybuchałam śmiechem, pamiętam tylko, że skończyłam oglądać z bananem od ucha do ucha. Rozpierała mnie energia – a jeśli od oglądania seriali człowiekowi nagle chce się śpiewać, skakać i tańczyć, to na pewno coś się dzieje.

Fot. ABC

Fot. ABC

Ale o czym to… a tak, wątki. Aż trudno stwierdzić, od czego zacząć. Odbudowa S.H.I.E.L.D. pod okiem Coulsona (teraz oficjalnie Avengersa!) to bardzo bogate pole do popisu, choć odrobinę martwi mnie kwestia swobody działania, którą jako dyrektor może tak łatwo nie dysponować. Zastanawiam się, czy nie mianowałby Marii Hill na swojego aktywnego zastępcę. Plus, czyżby w drugim sezonie czekała go jeszcze większa walka z samym sobą? Obcojęzyczne hieroglify są bardzo niepokojącym sygnałem, choć oczywiście Coulson ma nieco bardziej poukładane w głowie niż opętany własnym przetrwaniem Garrett (aż żal pożegnać tak cudowną rolę Billa Paxtona!).

W dalszym ciągu nie wiemy też, kim dokładnie jest Skye, a tym bardziej kim jest jej ojciec (!) i czego będzie od niej chciał. Podoba mi się jednak, że dziewczyna znalazła swoje miejsce w drużynie i pokazała prawdziwego pazura – właśnie na taką Skye czekaliśmy.

No i niezwykle się cieszę, że Ward nie zmienił w ostatnim momencie zdania, a teraz, targany wątpliwościami, będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami swoich niewybaczalnych czynów. Strasznie jestem ciekawa, jaki plan mają na tego bohatera scenarzyści – ja bym mu jeszcze wybaczyła zdradę i zbłądzenie, chętnie zobaczyła jego przemianę w lepszego człowieka, ale gdy pomyślę sobie, że z jego winy Fitz może już nigdy nie być taki sam… Nie wiem, po prostu nie wiem. Zaskoczcie mnie, scenarzyści, chcę być zaskoczona.

Fot. ew.com

Fot. ew.com

Pirjo: Porozmawiajmy o trudnym dojrzewaniu serialu. Muszę przyznać, że ostatnich kilka odcinków to był istny rollercoaster, każdy kolejny epizod skokowo lepszy od poprzedniego a Whedon z kolegami i koleżankami nie dawali mi ani chwili wytchnienia. Nie mogłam się doczekać, co dalej. Frustruje tylko, że przyjaciele, którzy przerywali oglądanie czasem przy szóstym, czasem przy dwunastym odcinku, nie dają się nijak przekonać, że warto rzecz nadrobić. Co powiedzieć ludziom, którzy poddali się zbyt prędko?

Aeth: Sporo ludzi z mojego środowiska zaczęło wyrażać chęć powrotu do Agentów tylko przez fakt, że ciągle są bombardowani (również przeze mnie) entuzjastycznymi opiniami. To już spory krok w przód. Ja powiedziałabym prosto: obejrzyjcie, chociażby na skróty, aż do odcinka 17-ego, bo ten odcinek wywraca cały serial do góry nogami. Osobiście, wiernie i chętnie oglądałam go od samego początku, ciesząc się tym prostym, heroicznym klimatem i nieskomplikowaną fabułą, ale Turn, Turn, Turn naprawdę robi różnicę. Trzeba, rzecz jasna, zapoznać się wcześniej z Kapitanem Ameryką i Zimowym Żołnierzem, ale to tylko wartość dodana. Uwierzcie nam, nie chwalimy Agentów bez dobrego powodu.

Fot. ABC

Fot. ABC

Pirjo: Czy zauważyłaś, że postacie „z drużyny” stopniowo z nieco pretensjonalnych, papierowych i drętwych zrobiły nam się krwiste i witalne? Sky, której nie znosiłam, ostatecznie skradła mi serce. Agentowi Wardowi bardzo się przydała ukryta tożsamość, dodała mu (mrocznych) kolorków, motywacji i głębi. Melinda May zaczęła okazywać emocje a agent Triplett przestał tak koszmarnie odstawać od reszty paczki! Fitz i Simmons hartowali się w najróżniejszych warunkach i nie są już „tylko nerdami”, bez szans na przetrwanie w ciężkich warunkach. O Coulsonie to nawet nie ma co wspominać, bo on jako jedyny od początku totalnie mnie do siebie przywiązał, wierzyłam mu od pierwszej sceny do ostatniej, ufałam każdemu słowu i wyobrażając sobie, że jest moim zapasowym tatą jak głupia trzymam za niego kciuki cały czas, co utrudnia mi teraz pisanie na klawiaturze. A ta ucieczka „na skrzydłach Loli” to nawet mi się śniła!

Aeth: Zbierałam szczękę z podłogi, jak słowo daję! I tak, masz rację, ci bohaterowie gdzieś i jakoś zaczęli żyć własnym życiem. Dla mnie było to ewidentne jeszcze przed akcją z Hydrą – przyjaźń Fitza i Warda, jego rosnące uczucie do Simmons, topniejąca skorupa May, wewnętrzna walka Coulsona, akceptacja Skye – ale podkręcenie tempa zdziałało jeszcze większe cuda. Plus, doszedł agent Triplett i nagle wszystko znalazło się na swoim miejscu!

Fot. ABC

Fot. ABC

Pirjo: Co do „złoczyńców”, nie jestem przekonana do kobiety w kwiecistych sukienkach, czyli Flowers, nudzi mnie i ma w repertuarze tylko jedną minę, za to Bill Paxton jako agent Garrett cudowny był szczególnie w prześmiewczo szalonej ostatniej fazie – gołym okiem było widać, jak doskonale się bawi! – a Mike Peterson czyli Deathlok okazał się koniec końców postacią tragiczną i przeklętą, taki trochę potwór Frankensteina, nigdzie nie należy, nie ma swojego miejsca; no i jego pojawienie się w finale wspaniale nawiązało do pierwszego odcinka. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że choć mieliśmy w sezonie kilku elektryzujących gości ze świata filmowego Marvela – serial przestaje ich potrzebować. Nawet Nick Fury jest zbędny, nawet Amy Acker, jak ją uwielbiam, nie jest konieczna, a historia broni się sama.

Aeth: Poruszę jeszcze inną ciekawą sprawę – do tej pory to filmy wpływały na serial. Co teraz, kiedy to serial rozdał następną kolejkę? Mianowanie Coulsona na dyrektora agencji z pewnością nie pozostanie niezauważone przez Avengersów, którzy przecież święcie wierzą, że nie żyje. Na odpowiedź zapewne jeszcze sobie poczekamy, ale wyczekuję jej z wielkim zainteresowaniem.

Fot. ew.com

Fot. ew.com

Pirjo: Masz absolutną rację – serial nie dość że nie potrzebuje już filmów, to jeszcze zaczyna dyktować swoje własne warunki! Dlatego jeszcze raz chciałabym zwrócić uwagę na metamorfozę jaką przeszli Agenci, szczególnie w ostatniej puli odcinków ogląda się ich przyjemnie bo twórcy jakby przestali się spinać i zaczęli fruwać. Zaczął się unosić nad serialem duch wyluzowanego i rozbawionego Jossa (zamiast Jossa rozpaczliwie próbującego pogodzić wielomilionową franszyzę z wymogami familijnej telewizji ABC i z wysokimi oczekiwaniami fanów). Świetnym pomysłem były plakaty – zwiastuny kolejnych odcinków, nawiązujące do kolekcjonerskich okładek komiksów. Można było sobie wyobrazić, że każdy odcinek to zeszyt. Można było zachwycić się ich pięknem ale i szukać wskazówek.

Aeth: Sporo tej twórczej wolności wyszło oczywiście dzięki Zimowemu Żołnierzowi – po premierze filmu twórcy mogli już przestać udawać, że nie mają tu nic do opowiedzenia. Zaczęła się jazda, zaczęły się stawki, zaczęły się naprawdę poważne i ciekawe emocje, serial w zasadzie jednym odcinkiem zrobił dziesięć kroków do przodu. W pewnym sensie opłaciło się te 16 odcinków o tak zwanym niczym – poznaliśmy bohaterów, przyzwyczailiśmy się do klimatu – bo w tym jednym momencie wszystko było już gotowe na podkręcenie tempa.

Fot. ABC

Fot. ABC

Pirjo: Od początku wierzyłam w Jossa i Agentów, no i czuję teraz satysfakcję z własnej, trafnej intuicji. Nie myliłam się! Miałam rację, że choć rozkręca się wolno to się jednak rozkręca! A na dodatek wiemy już, że będzie drugi sezon, i to była mocna, pewna decyzja. Idziemy więc nie w stronę wymęczonego, wybłaganego i niepewnego sezonu numer dwa ale w kierunku czegoś, co według wszelkich znaków na niebie i ziemi nie będzie sezonem ostatnim. Jupi!

Aeth: Hail… przepraszam… go, S.H.I.E.L.D.!

 

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.
S01E15–22, emisja: 11.03.2014-13.05.2014

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Agnieszka „Aeth” Jędrzejczyk
Geek. Gracz. Kobieta. Miesza science-fiction, fantasy i fantastykę z serialami, filmami i grami video, a do tego wiernie wielbi twórczość Jossa Whedona, Playstation i zombie. Ogląda niemal wszystkie seriale fantastyczne w ramówce (przeszłej, teraźniejszej i przyszłej) i już nawet nie pamięta, od jak dawna. Od ponad dwóch lat pisze za to z orbity na wiedzmanaorbicie.pl

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)