Fot. ACM

Cichy Don (Mad Men, S07a)

Artykuł zawiera śladowe ilości spoilerów.

To już ostatni sezon. Skończyła się era pionierów, kreatywnych bogów szowinistycznego Eldorado. Rozpoczęły czasy rozwagi i nudnej, dalekosiężnej strategii. Biurokracji i korporacji, komputerów zastępujących ludzi i dyktujących im warunki. Na naszych oczach umiera epoka.

A z nią przemija super-męski, genialny Don Draper, odsunięty na boczny tor, niepotrzebny i przestarzały. Don w średnim wieku. Mówią mu, że musi się dostosować, pomniejszyć, zmienić – lub zginie, jak dinozaury.

Fot. AMC

Fot. AMC

Więc oglądamy, odcinek za odcinkiem, bolesne studium prób dostosowania się, studium postępującego znużenia, bezczynności i desperacji. Nie ma już przebojowego Dona playboya, konesera kobiecych serc i ciał, idola młodych copywriterów, mistrza słów, czarodzieja pozyskującego nonszalancko i brawurowo najlepsze kontrakty. Nie ma boga reklamy. Jest Don wycofany, smutny, bez inicjatywy. Przyglądający się uważnie światu, który się wokół niego rozpada. Próbujący czasem jeszcze zastosować którąś z dawnych sztuczek. Wyciągnąć z rękawa starego asa. Raz się udaje, a raz nie.

W pracy chcą się go pozbyć, bo nie pasuje. Zostało już tylko kilku lojalnych współpracowników, stara gwardia, wierząca w jego potencjał. Świat poszedł naprzód. Młoda żona też się oddala, zaangażowana w swoje sprawy, kwitnącą karierę, coraz bardziej samodzielna i samowystarczalna. Zanurzona w Nowym. Związek na odległość zabija to małżeństwo. Na świeże miłości nie ma czasu, miejsca ani zapału. Don nie przejawia inicjatywy, dziewczęta muszą mu się dosłownie wepchnąć do łóżka, jeśli chcą coś osiągnąć – jak przyjaciółka małżonki. O wiele częściej bohater jest po prostu „niezainteresowany”.

Fot. AMC

Fot. AMC

Nie służy mu bezczynność, nie służy życie kawalera z odzysku, samotnego w wielkim mieście. Brakuje tych dawnych ogromnych przyjęć, blichtru, obiadów, orgii dla klientów, tej „wartości dodanej”, czarowania. Brak uczucia, że się jest władcą świata i że w żyłach, zamiast krwi, płynie adrenalina pomieszana z alkoholem. Tyle lat kariery i wszystko na nic. Don nie jest gotowy na emeryturę. Nie zasłużył na to, co dostaje. Życie nie potraktowało go zbyt dobrze. A może sam sobie zgotował parszywy los?

I tak oglądam odcinek za odcinkiem, kolejne upadki małomównego, zrezygnowanego Dona, odstawionego na boczny ton historii, i czuję jego dojmujące zmęczenie, widzę, że już jedzie na rezerwie, że go ta bezczynność spala, że nie wie, co robić. Stare triki nie działają, lojalność nie zawsze wystarczy, w nowym porządku jest nikim, kulą u nogi, niezręcznym obiektem przekładanym z kąta w kąt. Te okropne sceny w biurze, gdzie jest degradowany i na wiele sposobów wykluczany, pomijany, nie na miejscu.

Te strzępki dawnego świata, dawnego radosnego flow, wspomnienia czasów, gdy się było na szczycie. Męczę się, oglądając ostatni sezon Mad Men, tego się nie da oglądać na trzeźwo. Kobietom też nie jest w nowym porządku szczególnie dobrze. Smutna Betty utknęła w rutynie, a jej dzieci miotają się między dzieciństwem a dorosłością. Peggy chce być traktowana na równi z mężczyznami, ale to jeszcze nie te czasy. Dokucza jej samotność, a jednak nie jest skłonna do kompromisów, Joan też nie chce wchodzić w związki bez miłości, mimo iż życie „kobiety bez męża” jest dosyć trudne. Roger i Pete radzą sobie lepiej, ale także u nich podskórnie buzują niezdrowe emocje, napięcia, obaj rozpamiętują przeszłość, żaden nie potrafi zostawić za sobą tego, co było. Samotność i nostalgiczny duch Dawnych, Dobrych Czasów prześladują wszystkich bohaterów. Niektórych (Michael Ginsberg) dopada nawet całkiem dosłowne, tytułowe szaleństwo, inni, jak Bert Cooper, schodzą ze sceny na zawsze. Wieńczące połówkę sezonu pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu dołącza do cyklu pamiętanych z serialu wydarzeń historycznych, które przez lata bohaterowie oglądali na ekranach swoich telewizorów i czytali o nich w gazetach.

Mad Men

Fot. AMC

I dlatego mam ochotę przewinąć do początku. W obliczu klęski zacząć od pierwszego odcinka pierwszego sezonu, żeby zobaczyć chwile triumfów. Prawdziwie kreatywnego myślenia, przekraczania granic, wznoszącej fali. Te wszystkie ekscesy młodości i płomienne romanse, te początki opowieści, które oglądało się z estetyczną satysfakcją. Teraz został tylko smutek, została pustka i strzępki złudzeń, że jeszcze raz, ostatnim zrywem, rozpędem ostatniego przekrętu – będzie dobrze. Że stary wilk pokaże zęby, choć raz.

Mad Men
S07E01–07, emisja: 13.04.2014–25.05.2014

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.