Fot. HBO

All the dwarfs have daddy issues (Game of Thrones, FINAŁ: S04E09–10)

Artykuł zawiera spoilery.

No i skończyło się, znów rok czekania. Większość świata odtworzyła usta w zdumieniu nad geniuszem finału, spora frakcja malkontentów wyraziła swoje niezadowolenie, memy zalały internet, pora się uspokoić. W poszukiwaniu coraz to nowych form analizowania mojego chyba jednak ulubionego serialu sięgam dziś do lubianej przeze mnie sekwencji bardzo luźno ze sobą powiązanych notek na różne tematy.

Fot. HBO

Fot. HBO

Oczywiście nie tak zupełnie różne, ale z góry przepraszam wszystkich, którzy liczyli na spójne omówienie dwóch ostatnich odcinków wątek po wątku, scena po scenie.

***

Jestem zachwycony tym, co udało się Charlesowi Dance’owi zrobić z postacią Tywina, z niewielką tylko pomocą scenarzystów. Książkowy nestor rodu Lannisterów to człowiek zimny i niewzbudzający najmniejszych nawet przejawów sympatii. Trudno go nie szanować, ale w ostatecznym rozrachunku jego śmierć w wychodku przynosi przede wszystkim chłodną satysfakcję, jaką chyba zawsze wywołuje klęska w wyniku własnych błędów kogoś, kto zdawał się błędów nie popełniać i kto sam nie wierzył, że może popełnić błąd. Charles Dance jednak dokonał czegoś niesamowitego – nadał Tywinowi prawdziwie ludzką twarz, nie pozbawiając go jednocześnie jego przerażającej aury.

Fot. HBO

Fot. HBO

Oto w wychodku umiera z ręki własnego syna człowiek bezwzględny, ale wybitny. Zafiksowany na pozycji swojego rodu, ale jednak posiadający pewien godny podziwu instynkt państwowy. Wreszcie człowiek niepozbawiony poczucia humoru, zmysłu ironii i pewnego potencjału sympatyczności, który celowo ukrył pod maską wytrawnego gracza. Pamiętacie jego sceny z Aryą w Harrenhal? To był początek konfuzji. Teraz, gdy Tywin Lannister nie żyje, na ekranie satysfakcja jest jakaś bledsza. Scenarzyści postanowili dodatkowo pognębić go rozmową z Cersei (w książce Tywin nigdy nie dowiaduje się wiadomo o czym), która przypomina nam o czymś, co niezwykle łatwo było przeoczyć: Tywin Lannister prowadził wojnę w przekonaniu, że wygrywa tron dla prawowitego króla Westeros. Oczywiście nie zmieniłby frontu wiedząc, że jest inaczej. A jednak to ciekawa myśl. Finał sezonu rewelacyjnie uwypukla przyczynę klęski Tywina – dramatyczny brak rozeznania w rzeczywistych relacjach panujących w jego najbliższej rodzinie. Okazuje się kimś w rodzaju dalekowidza, który, dostrzegając najdrobniejszy detal na horyzoncie, potyka się o własne nogi. Gdyby zrozumiał, że to właśnie znienawidzony Tyrion jest jego najbardziej udanym i najmądrzejszym dzieckiem, ba, dzieckiem najbardziej podobnym do niego… Trochę żal.

***

Podobały mi się lodowe zombie, ale scena z nimi stanowiła chyba dość dobry przykład problemu, jaki wątek Brana może nastręczać wielu widzom. Nazwijmy go problemem dekorum. Już samo istnienie lodowych istot, które nadchodzą z północy, by położyć kres wszelkiemu życiu, musi się wydawać czymś nieco ekscentrycznym na tle pozostałych wątków, tym bardziej, że serial siłą rzeczy nie jest w stanie kreować dość ulotnej atmosfery oczekiwania na niesamowitość, jaka jest niemal nieustannie obecna w sadze. W książce desperacka ucieczka Brana i jego towarzyszy przed lodowymi ożywieńcami odbywa się – z tego co pamiętam – w gęstej zamieci, przy fatalnej widoczności, w stanie skrajnego przemęczenia. Sztuki wizualne mają swoje prawa, ale nie wiem, czy nie zbliżono się o krok zbyt blisko do estetyki Piratów z Karaibów.

Fot. HBO

Fot. HBO

***

Wątek Aryi i Ogara wydaje się na papierze bezdennie nudny. Ot, jadą i oglądają kraj spustoszony. Czemu zatem nikt nie narzeka? Chyba głównie dlatego, że ten wątek w ogóle nie jest nudny. To rozpisany na serię scen dramat niedokonanego odkupienia i niedopełnionego upadku. Gdy Sandor Clegane uprowadza Aryę, jest już wyrzutkiem, który niedawno przeżył nawrót dręczącej go od dzieciństwa traumy. Dobry moment na rozpoczęcie wewnętrznej przemiany. Także Arya nie jest już rezolutną i bystrą małą dziewczynką, która uciekła z Królewskiej Przystani – widziała i doznała nieco zbyt wiele okrucieństwa jak na możliwości swojej psychiki. Dodajmy jeszcze, że ona ma go na swojej czarnej liście ludzi, których zamierza zabić i wcale tego przed nim nie ukrywa. W efekcie mamy ociekającą czarnym humorem opowieść, gdzie on uczy się przywiązania i szacunku dla kogoś słabszego, ale nadal jest dostatecznie zły, by przyspieszyć jej drogę do moralnej degradacji. Ona zaś nie jest przecież w stanie być taka jak on, więc drastycznie komplikuje jego prosty obraz świata, by ostatecznie zostawić go na śmierć w męczarniach. Wow.

Fot. HBO

Fot. HBO

***

Wątek Daenerys został dotknięty jednym, dość zasadniczym, problemem. Otóż mam wrażenie, że w pierwszych odcinkach wypstrykano się z całego budżetu przeznaczonego na wątek blondi, odkładając jeszcze trochę na finałowe smoki. Była wielka armia, komputerowe piramidy, tłumy na ulicach… No i potem trzeba było nieco przyoszczędzić. Khaleesi w jednej sukni siedzi w dwóch komnatach na zmianę i rozmawia z kolejnymi postaciami, doświadczając trudów rządzenia w półmroku. Nie narzekam, nie należę do znudzonych tym wątkiem. Myślę sobie tylko, że bardziej równomierne wydatki na odcinek mogłyby przynieść odświeżający efekt.

***

Lubię Stannisa. Zawsze obiecuję sobie, że przestanę, kiedy jego magiczny islam, na który przeszedł, wymaga jakichś kolejnych rytualnych zbrodni, ale potem i tak go lubię. Fenomenalny pomysł Martina, byśmy patrzyli na Stannisa oczami porządnego chłopa Davosa, może nie działa w serialu tak bezpośrednio, ale krótka rozmowa Jedynego Prawdziwego Władcy Siedmiu Królestw i Jona Snowa miała w sobie piękno.

Fot. HBO

Fot. HBO

Wątek na Murze w ogóle stanowił w czwartym sezonie, a już szczególnie w dwóch ostatnich odcinkach, odtrutkę na ciężką i duszną atmosferę King’s Landing. Oto jednak toczy się gdzieś walka, która może wcale nie być czarno-biała i jednoznaczna, ale dotyczy spraw fundamentalnych i wzniosłych. Braterstwo nie jest tylko pustym słowem, a nawet antypatyczni dranie okazują się dzielnymi rycerzami. Słabeusz może odnaleźć swoje męstwo, malkontent obudzić w sobie nadzieję, a umierający nie musi umierać sam. Mówcie co chcecie, ale Stannis jest tam całkiem na miejscu.

Fot. HBO

Fot. HBO

***

Nie lubiłem Ygritte. Miała tylko jedno powiedzonko, było ono lekko czerstwe. Ponadto mordowała niewinnych wieśniaków. Pozostałem nieporuszony do samego końca.

***

Z łez padołem pożegnało się w tym sezonie całkiem wielu wyjątkowo obmierzłych bohaterów negatywnych, a sam Ramsey Bolton może nie udźwignąć ogromnej presji bycia największym zwyrodnialcem. Spodziewam się, że już w pierwszym odcinku piątego sezonu przywita nas zgraja nowych postaci, których będziemy nienawidzić z całego serca. A i powrotu kilku uśpionych zawodników można spokojnie oczekiwać.

***

Napisałem onegdaj na Pulpozaurze tekst o pornografizacji Gry o tron, jakiej świadkami byliśmy szczególnie w sezonie drugim. Z satysfakcją stwierdzam, że trend został ostatecznie odwrócony. Sceny seksu jako przydługie zapychacze i tło dla nudnawych monologów to szczęśliwie przeszłość. Nie wiem, czy ktoś wyleciał ze stanowiska, czy ktoś się zwyczajnie opamiętał, ale cieszę się. W epoce portali streamingowych z odpowiednimi treściami serio nikomu nie było to do niczego potrzebne.

 ***

Czwarty sezon zatrzymuje się w dość interesującym, szczególnie z perspektywy czytających uprzednio sagę, momencie. O ile dwa pierwsze sezony były przeniesieniem na ekran wątków z dwóch pierwszych tomów, o tyle teraz trudno byłoby powiedzieć komuś, kto chciałby „doczytać” sobie książki na tym etapie, po który tom powinien sięgnąć. Wątek Tyriona kończy się równo z zakończeniem tomu trzeciego, ale już wątek Brana dobiega do swojego przełomu opisanego w tomie piątym. Trochę jest tak, że kto nie zaczął czytać dotąd, ten chyba powinien pozostać już przy oglądaniu, a po książki sięgnąć sobie za kilka lat, gdy wszystko dobiegnie końca.

***

MARTIN PISZ!!!!!!!!!!!!!!!

Fot. HBO

Fot. HBO

Game of Thrones
S04E09: The Watchers on the Wall, emisja: 8.06.2014
S04E10: The Children, emisja: 15.06.2014

Katon

W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.