Fot. TNT

Takie piękne przestępstwa (Leverage)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Shadowrun

Kiedy znajomi polecali mi Leverage, mówili, że to właściwie serial o shadowrunnerach. Tylko że dziejący się współcześnie. I bez metaludzi. Ani magii. Wszczepów też nie uświadczysz. Ale reszta się zgadza. Mamy drużynę przestępców, zajmujących się bardzo chytrymi i widowiskowymi przekrętami – wszystko, oczywiście, w dobrej wierze. Ci mili ludzie zajmują się przekrętami szlachetnymi (czy też uczciwymi, jak chciałby polski tłumacz), polegającymi na, przykładowo, odzyskaniu skradzionego patentu, znalezieniu dowodów na winę złej korporacji, wsadzeniu do pudła międzynarodowego gangstera, ocaleniu pobliskiej parafii przed zakusami nieuczciwego dewelopera, czy obaleniu dyktatury w małym, wyspiarskim państewku. Bohaterowie konstruują wymyślne intrygi i sposoby, jak wystrychnąć przeciwników na dudka. Tworzą fikcyjne firmy i tożsamości, kręcą, bajerują i podszywają się pod innych. Włamują się na serwery i do ściśle strzeżonych budynków. Czasem też muszą dać komuś w mordę. Jednak nigdy nie zabijają. Tacy są szlachetni. To grupa współczesnych robin hoodów, zawsze opowiadających się po stronie szarych ludzi, którzy nie mogą nigdzie indziej znaleźć pomocy. W składzie: Sophie Deveraux (Gina Belman) – naciągaczka, umiejąca błyskawicznie wcielić się każdą postać, Alec Hardison (Aldis Hodge) – błyskotliwy haker, Parker (Beth Riesgraf) – zakochana w swoim fachu włamywaczka oraz Eliot Spencer (Christian Kane) – facet, który potrafi mocno przywalić. Całym cyrkiem dowodzi mózg zespołu, Nate Ford (Timothy Hutton), były detektyw dużej agencji ubezpieczeniowej i jednocześnie syn drobnego irlandzkiego cwaniaka.

Fot. TNT

Fot. TNT

Grifter, Hitter, Hacker, Thief & Brains

Postacie skonstruowane są na stereotypach, jednak twórcom i aktorom udało się wydobyć z nich coś więcej. Nate nie może pogodzić się ze śmiercią synka i nadużywa alkoholu. Jednocześnie ma problemy z nową, przestępczą ścieżką. Sophie ma tyle różnych tożsamości, że trudno stwierdzić, która jest prawdziwa. Parker to właściwie dzikie dziecko – wychowana w różnych ośrodkach i rodzinach zastępczych, średnio radzi sobie w normalnym społeczeństwie. Często nie rozumie irracjonalnych, jej zdaniem, zachowań innych ludzi. Hardison wydaje się być typowym nerdogeekiem, pochłoniętym nowymi technologiami i popkulturą, ale kiedy ściągnie koszulkę to wiadomo, że przed komputerem spędza tyle samo czasu, co na siłowni. A w przypadku Eliotta mamy do czynienia z twardzielem, który skrywa miękkie serduszko i tęskni za utraconą niewinnością. Oraz nieźle gotuje.

Bardzo ładnie widać, jak początkowo nieufni wobec siebie napinają się, zgrywają twardzieli, pozują na tajemniczych i niedostępnych, a z każdym kolejnym sezonem miękną, odsłaniając przed resztą grupy swoje wnętrza. Twórcy serialu umiejętnie zbudowali charaktery wszystkich postaci, dokładając stopniowo kolejne elementy układanki – skrywane sekrety, zaszłości, drobne przyzwyczajenia, sympatie, antypatie, dziwactwa itd. Chemia między aktorami jest obecna od pierwszych odcinków. Bohaterowie kłócą się, docinają sobie nawzajem, ale jak przychodzi co do czego, stają za sobą murem. Razem tworzą bandę, której nie da się nie lubić i kiedy przez część drugiego sezonu Gina Bellman była zastępowana przez Jeri Ryan, czuć było, że coś jest nie tak. To nie były złe odcinki, ale postać grana przez startrekową Siedem z Dziewięciu wyraźnie odstawała od reszty ekipy. Kiedy serial się skończył, autentycznie było mi tęskno. Przyzwyczaiłem się do tej bandy wariatów.

Nie są to charaktery specjalnie skomplikowane, ale nieźle przemyślane, z paroma fajnymi smaczkami. Idealne do wykorzystania podczas sesji (np. w Shadowruna) – jako postacie graczy, lub bohaterowie niezależni.

Fot. TNT

Fot. TNT

Zapraszamy na przedstawienie

Robione przez grupę numery przypominają często sztuczki prestidigitatorskie – na końcu odcinka widz z uznaniem kiwa głową, jak to sprytnie wszystko wyszło. Trzeba przyznać, że nazwy przekrętów: Kubańska kanapka, Zaginiony spadkobierca czy Edward Albee od razu budzą ciekawość. Często można się domyślić, jak bohaterowie wybrną z danej sytuacji (zwłaszcza w późniejszych sezonach), ale zdarza im się też wyciągnąć królika z zupełnie innego kapelusza. Wykonywane przez nich sztuczki opierają się w dużej mierze na grze aktorskiej – niby każdy z członków grupy ma inną funkcję – za udawanie innych osób odpowiada Sophie, jednak wiele numerów wymaga, by jej koledzy również  założyli mundur/okulary/tani garnitur/fartuch i przekonali ofiarę, że są stróżem prawa/znanym naukowcem/biznesmenem z Teksasu/lekarzem. Mimo że tworzone przez nich persony bywają komicznie przesadzone, to nie można im odmówić uroku.

Każdy sezon ma jakiś temat przewodni (głównego złego), ale większość odcinków nie jest ze sobą zbytnio powiązana. Przeważnie na jeden odcinek przypada jedna akcja, wyjątkami są tylko dwuodcinkowe finały w sezonach 1 – 4. Pewne wątki i postacie wracają w późniejszych epizodach, ale zwykle nie ma to wielkiego wpływu na fabułę – jeśliby się uprzeć, to można Leverage zacząć oglądać od środka i nikomu wielka krzywda się nie stanie.

Znane twarze

Serial to, rzecz jasna, nie tylko główna piątka bohaterów – drugoplanowe postacie również wypadają pozytywnie. Co jakiś czas pokazuje się Mark Sheppard (jednym tchem: Romo Lampkin z Battlestar Galactica, Crowley z Supernatural, Canton Everett Delware III z Doctora Who, Badger z Firefly, uff…). Aktor wciela się tutaj w Jima Sterlinga, kumpla Nate’a, który ciągle dybie na wesołą gromadkę, chcąc wpakować całe towarzystwo za kratki. Jak na nemezis głównego bohatera (i na to, że wszyscy kochają Marka Shepparda) pojawia się cokolwiek za rzadko. Warto też dodać, że w odcinku parodiującym Biuro ważną rolę ma Peter Stormare. Szwedzki aktor gra tam kogoś w rodzaju Wernera Herzoga. Czasem również pojawia się Will Wheaton – dość zdradzić, że gra hakera – więcej informacji mogłoby szanownym czytelnikom zepsuć niespodziankę.

Fot. TNT

Fot. TNT

Let’s go steal the show

Leverage to serial bardzo przyjemny. Tak po prostu. Ogląda się go miło, choć często trzeba zawiesić niewiarę i przymknąć oko na szereg uproszczeń, głupotek czy  niedorzeczności. Ale jak już się przyjmie, że to serial bardzo rozrywkowy, nastawiony na efekt, a nie na wierne odwzorowanie pracy przestępców, to można się rozkoszować kolejnymi brawurowymi akcjami i sycić oczy porażkami grubych ryb. Chwile spędzone z grupą cwaniaków to bardzo lekkostrawna (niektórym może się wydać błaha) rozrywka – od początku wiadomo, że nikt ważny nie zginie, więc nie trzeba się martwić o losy bohaterów i można zrelaksować się, oglądając kolejne przygody rozkosznych łobuziaków. Owszem, czasami podejmowane są poważniejsze tematy, ale przez większość czasu Leverage utrzymane jest w klimacie luźnej komedii sensacyjnej. Jeśli szukacie sympatycznej produkcji do obiadu, na kaca, lub odstresowanie, to przygody szlachetnych łotrzyków są dla was.

Fot. TNT

Fot. TNT

Leverage
comedy, procedural,
TNT, USA 2008 – 2012

Jerzy Łanuszewski

Ponownie student. Mimo ukończenia prestiżowego liceum z tradycjami, nie osiągnął sukcesu w życiu. Jeszcze. Może kiedyś mu się uda. Dąży do wielkości absorbując książki, komiksy i ruchome obrazki. A czasami (bardzo czasami) prowadzi bloga: dziwne-eony.blogspot.com.

Latest posts by Jerzy Łanuszewski (see all)