Fot. HBO

Seks i śmierć (True Blood, S07E02–03)

Artykuł zawiera spoilery.

Dwa ostatnie odcinki sprawiły mi mniej przyjemności, niż się spodziewałam. Przypominały raczej sekwencje scen, z których wiele – zbyt wiele – pozbawionych zostało tak sensu, jak i uroku. Dlatego dziś zaprezentuję Wam recenzję „na nie”.

Po pierwsze właśnie zabili nam Alcide’a, zabili „na śmierć”. Było to zdarzenie przypadkowe, jakby scenarzyści usiedli sobie przy stole i zaczęli rozmawiać: Hej, ostatni sezon, trzeba ruszyć publikę, zabijmy kogoś. Ale kogo? No, może jego zabijmy, nie będzie nam już potrzebny. Ej, stary, a Sookie? Nie chcesz jej widzieć w zdrowym, szczęśliwym związku? A co z wątkiem watahy i pokazywanymi przez parę sezonów zmaganiami w obrębie wilczej społeczności, co z budowanym pieczołowicie motywem jego relacji z ojcem? Sorry, kolego, nie można mieć wszystkiego. Poza tym pomyśl, śmierć bohatera automatycznie podnosi nam oglądalność, pomyśl: fame i oburzenie, cały Internet będzie huczał. Ostatni sezon, nie mamy nic do stracenia, statystyki nam spadają, niech to truchło jeszcze raz drgnie, niech się podzieje. No w sumie, chłopie, masz rację, kasa się sama nie urodzi, zróbmy tak.

Fot. HBO

Fot. HBO

I wkurzam się, patrząc na zdarzenia na ekranie, czyli: zadziałało. Wkurzam się, że w serialu, w którym trudno umrzeć i zawsze są furtki, przekręty, niedopowiedzenia, nadnaturalne wymówki – nagle mamy konkret. Mamy też postać niezwykle heroiczną, epicką, która ginie śmiercią banalną, bez walki, do jakiej nas przyzwyczaiła. Znów, jak w przypadku Tary, scena śmierci została potraktowana „po macoszemu”, ledwie pokazana, jakby nie miała znaczenia. Zupełnie inaczej oglądałoby się trwającą kilka minut potyczkę, pojedynek, szarpaninę kłów i pazurów, może pościg albo emocjonalny dialog. Niestety. I to jest najgorszy rodzaj zaskoczenia. Śmierć nie przynosząca żadnej satysfakcji, bez poczucia, że była na miarę zabitego herosa, będącego przecież głównie wojownikiem. Żal mi, że urwą się wątki związane z Alcide’em, które niegdyś zajmowały sporo ekranowego czasu. I żal, że scenarzyści nie zdecydowali się uczynić z niego ważniejszej na tym finałowym etapie postaci.

Po drugie, biorąc pod uwagę całokształt fabuły, najbardziej zdenerwowała mnie ta śmierć w zestawieniu z poprzedzającą ją rozmową siedzącego na drzewie wampira Billa (dokładnie tak! Edward i Bella!) i – wystawionej jako przynęta – Sookie. Rozmowa przypominała flirt, ostrożne badanie intencji drugiej strony, i, jeśli to się potwierdzi, okropnie nie podoba mi się klisza, w którą brnie serial. Nostalgiczne przekonanie, że Sookie musi skończyć połączona ze swoją „pierwszą prawdziwą miłością”, nawet jeśli po drodze on regularnie robił jej krzywdę. Że wszystko jednak zostanie wybaczone, a zamiast rozwoju zobaczymy cofnięcie się i lukrowany happy end. Bill Compton znów pokazany jest nam jako tajemniczy i wpływowy amant, ojciec rodziny, filar społeczności, pan na włościach. Coś we mnie buntuje się przeciwko takim rozwiązaniom, tej nagłej wierze w Billa, to taktyka banalna i dla leniwych. Cała historia na nic. Tortury i przemoc – ach, czego kobieta nie jest w stanie zapomnieć w imię uczuć do pierwszego kochanka!

Fot. HBO

Fot. HBO

Zgrzytam zębami, wkurzam się tym wszystkim bardziej nawet, niż śmiercią Alcide’a, która w romansowym kontekście wygląda jak usunięcie z drogi niewygodnej fabularnej przeszkody.

Na szczęście są też fajne chwile. Podobała mi się scena w piwnicy klubu Fangtasia, gdy w zarażonej wampirzycy lokalne kobiety odkryły dawną nauczycielkę swoich dzieci. Podoba mi się droga do odkupienia, jaką idzie Jessica. Cieszę się, że Pam odnalazła i zmotywowała do działania wampira Erica. Przyjemny jest kiełkujący romans Lafayette’a. Relacja Willi i pastora. Jessica i Adilyn. Jak zwykle nie zawodzą drobne detale, rozmowy przede wszystkim między mieszkańcami miasteczka, znajdującego się teraz w stanie wojny domowej. Patrząc z tej perspektywy bardzo dobrze, że powróciliśmy do Bon Temps, bo to jedyne, co na dzień dzisiejszy ratuje serial przed ostatecznym rozpadem.

Najważniejsza scena: Na pewno erotyczny sen Jasona o Ericu, scena otwierająca odcinek drugi. Dokładnie tego rodzaju rozkoszy oczekujemy od Czystej krwi!

Najgłupsza akcja: Ta, w której Sookie oszukuje Alcide’a (kochanie, skocz no pod prysznic…) i wymyka się na potajemne spotkanie z byłym kochankiem. Alcide zasługiwał na coś lepszego. Przede wszystkim na większy kredyt zaufania. A Sookie powinna mieć więcej rozsądku.

Najzabawniejszy wątek: Retrospekcje z lat 80. i wspaniale się w nie wpisujący Eric Northman. Ta fryzura! Ta prześwietlona klisza! Ten dyskotekowy look!

Najlepszy cytat: Ujęła mnie deklaracja Jasona: „Well, I hate to break it to you Violet, but I’m a modern man. I think and I feel. And I’m still a bad ass motherfucker of a warrior.”

Fot. HBO

Fot. HBO

True Blood
S07E02: I found you
Emisja: 29.06.2014
S07E03: Fire in the hole
Emisja: 06.07.2014

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.