Brytyjski dreszczowiec w czterech prostych krokach

Tekst nie zawiera spoilerów.

Co jakiś czas w ramówce pojawia się jeden z TYCH seriali. I chociaż nie wyczekuję ich miesiące przed premierą ani nie zasypuję wieściami znajomych, to zawsze oglądam je z przyjemnością.Wszystkie te produkcje opatruję wspólną metką:

brytyjskie dreszczowce.

Brytyjskie dreszczowce czasem mają więcej wspólnego z kryminałem albo dramatem. Czasem dotyczą świata polityki, innym razem skupiają się na pracy policji i walce z przestępczością. Jednocześnie jednak wszystkie cechuje pewne podobieństwo: od nie zawsze łatwo uchwytnego nastroju, przez konstrukcję fabularną, po nagminne używanie tych samych tropów w celu osiągnięcia podobnych efektów. Tytuły takie jak State of Play, opisywane przeze mnie już kiedyś BlackoutExile, a także nowsze: Line of Duty czy Prey łączy zaskakująco wiele, postanowiłem więc zebrać je wszystkie razem i wydestylować wspólny im element – esencję brytyjskiego dreszczowca. Może sami będziecie chcieli kiedyś przygotować takie danie, a nawet jeśli nie – może będziecie się zastanawiać, czy warto. Brytyjskie dreszczowce kuszą – ja sam wpadam w nie regularnie jak dekoracyjne jabłko w pysk upieczonego dzika – i najczęściej mają czym, szczególnie jeśli zwykliście wyszukiwać nowe produkcje po aktorach. Podstawa przepisu to…

Fot. BBC

Fot. BBC

1. Obsada

Zacznijmy od wykonawców. Niestety w Wielkiej Brytanii gra zawsze tylko dwadzieścioro aktorów i aktorek, więc bardzo możliwe, że zafundujemy widzom potężne fandom collision. Może ono jednak zadziałać na naszą korzyść, jeśli obsadzimy aktora w roli podobnej do wcześniejszej – wywołamy w ten sposób w widzu przyjemne uczucie nostalgii i kto wie, może pozytywne uczucia z wcześniejszego serialu przeniosą się na naszą produkcję. Nieco ryzykowniejsze, ale potencjalnie o wiele bardziej interesujące jest stworzenie mu postaci mocno odbiegającej od  dotychczasowych. Można też porzucić względy ostrożności i nagromadzić jak najwięcej znanych nazwisk, żeby przepalić widzom obwody i doprowadzić do amnezji, po której będą oglądali nasze dzieło bez świadomości, że gdzieś już te wszystkie twarze widzieli.

Tak czy inaczej znane nazwiska przyciągają i twórcy seriali, o których tu opowiadam świetnie zdają sobie z tego sprawę. W Blackout natrafimy na Christophera Ecclestona i Andrew Scotta, w Line of Duty co prawda główne role grają mniej znani Vicky McClure i Martin Compton (w aktorskiej puli zrobiło się miejsce po tym, jak Karen Gillan i Matt Smith pojechali robić karierę w Hollywood), ale mentorską opiekę sprawuje nad nimi Adrian Dunbar, do którego w drugim sezonie dołączyła koleżanka z Ashes to Ashes – Keeley Hawes (w fenomenalnej i nietypowej roli, nad którą rozpływały się niedawno brytyjskie media). W Exile znajdziemy Jima Broadbenta, Olivię Colman (laureatkę nagrody BAFTA za Broadchurch) i Johna Simma. Simm zresztą gra prawie we wszystkim, bo zobaczymy go także w Prey (gdzie partneruje mu Craig Parkinson z wymienionego już wyżej Line of Duty), i State of Play. SoP może się zresztą poszczycić  najbardziej oszałamiającą obsadą, bo w rolach większych i mniejszych występują tam David Morrisey (można by właściwie zmienić tytuł na Mistrz i Gubernator), Philip Glenister, Marc Warren, Bill Nighy i James MacAvoy. Tyle dobra.

Dodatkowa zaleta: uznane nazwiska w obsadzie mogą pomóc przymknąć oko na wady scenariusza. A skoro o scenariuszu mowa…

Fot. BBC

Fot. BBC

2. Bohaterowie

… są bez wątpienia jego podstawą – tak zresztą powinno być, skoro zaangażowaliśmy mnóstwo świetnych aktorów.

Nasi protagoniści to ludzie zasadniczo dobrzy, a co więcej: wzbudzający sympatię. Nie ma tu miejsca na villain protagonist ani sprawdzanie, ile widzowie będą w stanie bohaterowi wybaczyć. To nie amerykańska kablówka.

Nie znaczy to jednak, że musimy nasz serial zaludnić postaciami kryształowo czystymi. Przytoczone tutaj seriale opowiadają o ludziach dobrych, ale słabych. Mogą to być idealiści, którzy zagubili się gdzieś po drodze, zmuszeni do pójścia na kompromis z brudnym i cynicznym światem korupcji, politykierstwa i przestępczości (patrz: Daniel Demoys z Blackout). Jeśli zaś z początku protagoniści wydadzą nam się antypatyczni (patrz: ExilePrey), to prawie na pewno reszta serialu będzie polegała na przebiciu tej skorupy i odkrywaniu dawno zapomnianych dobrych stron bohatera.

Ci, którzy rzeczywiście starają się świecić przykładem, płacą za to życiem osobistym (patrz: policjanci z wydziału antykorupcyjnego w Line of Duty). Szczególnie lubianym przez scenarzystów tropem są zdrady małżeńskie – najlepiej, jeśli kochankiem/kochanką jest partner/partnerka innego bohatera, to świetny sposób na wygenerowanie dodatkowego napięcia, choć seriale, które tu wymieniam, stosują go z różną dozą powodzenia. Na każde Line of Duty, gdzie bohater z premedytacją wykorzystuje swoją opinię puszczalskiego, przypada Blackout, w którym wątek romansu z żoną niestabilnego emocjonalnie policjanta jest stopniowo wygaszany, w miarę jak główny bohater przemierza kolejne etapy swojego redemption arc, w wypełnieniu którego przeszkadza mu…

Fot. BBC

Fot. BBC

3. Świat

Jeżeli podczas tworzenia bohaterów mieliście mi za złe, że każę odłożyć ciemne kolory na bok, teraz na pewno się ucieszycie. Każdy bohater musi przejść własny redemption arc, choć nie zawsze chodzi o konkretną przewinę, która musi zostać odkupiona; być może należałoby zatem mówić raczej o „poszukiwaniu straconej niewinności”. Tym zaś, co przeszkadza w jej odzyskaniu, ba, tym, co ją bohaterom odebrało, jest świat, w którym przyszło im żyć.

Świat w brytyjskich dreszczowcach jest brudny i zły. Aby przeżyć trzeba nieustannie godzić się na kompromisy moralne: przymykać oko na wszechobecną korupcję, zachowywać wstydliwe sekrety, pomagać w ukryciu cudzych zbrodni. Wszystkim rządzi bliżej niedookreślony układ, w którego sieć prędzej czy później uwikłany zostanie każdy, czy to jako sprawca, czy jako ofiara. Nie wierzycie? Spójrzcie tylko na Marcusa Farrowa z Prey albo Lindsey Denton z Line of Duty – postać wybitnie niejednoznaczną, o której kilkakrotnie będziecie musieli na nowo wyrabiać sobie zdanie.

Fot. BBC

Fot. BBC

4. Fabuła

Skoro zarysowaliśmy bohaterów i świat, możemy przejść do fabuły. Na kilka rzeczy należy zwrócić uwagę:

– na ogół wykorzystywać będziemy strukturę śledztwa. W brytyjskich dreszczowcach nikt nie jest bez winy, dochodzenie (oficjalne lub prywatne) dostarcza więc doskonałej sposobności, by rozmaite brudy wyszły na jaw;

– opowiadamy zamkniętą historię, ale rozciągniętą na kilka odcinków. To oznacza sporą ilość postaci, wątków i zwrotów akcji – dlatego przydaje się Układ, który może sięgać bardzo wysoko; jednocześnie jednak nie trzeba się przejmować koniecznością zachowania bohaterów przy życiu i w dobrym zdrowiu. Od tej zasady odstępuje nieco Line of Duty, ale z tego względu detektywi z wydziału antykorupcyjnego schodzą na nieco dalszy plan, a głównymi graczami w historii stają się bohaterowie jednosezonowi;

– choć w świecie przedstawionym istnieją spiski i układy, to tak naprawdę interesują nas losy bohaterów – w tym również czarnych charakterów. To oznacza, że intryga musi w pewnym momencie ustąpić pola. W najgorszym razie okaże się całkowicie pretekstowa (przyznam, że dziś już nie mam pojęcia, jakie to przekręty odkryli dziennikarze ze State of Play, zostały bowiem całkowicie przyćmione przez to, co się działo między postaciami). Niezwykle często natomiast okazuje się, że głównym złym jest ktoś, kogo zdążyliśmy już lepiej lub gorzej poznać, ktoś bliski głównym bohaterom. Dzięki temu nawet upadek tych, którzy zbyt już nasiąkli złem i nieprawością (czasem odpowiednio umotywowanymi, żeby dodać posmaku tragizmu) ma szansę poruszyć widza. Przykładów tym razem nie podaję, każdy z nich byłby grubym spoilerem.

Fot. ITV

Fot. ITV

Oto przepis na dreszczowiec po brytyjsku: serial, w którym od ostrości fabularnej o wiele istotniejsze są bogate nuty dylematów moralnych, gdzie nawet wśród goryczy cierpienia i porażki poczuć można wiecznie świeży ton sprawiedliwości. Choć w każdym z opisanych seriali rozpoznamy to samo (lub bardzo podobne) danie, nie znaczy to, że będzie monotonnie; wszystko zależy w końcu od proporcji i sekretnego składnika: zdolności kucharza.

Smacznego!

Artur Nowrot

Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na blogu Wysznupane. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).