Green Arrow Rises (Arrow, S02)

Green Arrow Rises (Arrow, S02)

Artykuł zawiera spoilery.

Jak wynika z zapowiedzi serialu Gotham, na telewizyjnego Batmana będziemy musieli jeszcze sporo poczekać; głównym bohaterem ma być młodsza wersja komisarza Gordona, trailery pokazują nam pewien ikoniczny zaułek i chłopca imieniem Bruce Wayne… nie zdziwiłbym się, gdyby cień Człowieka-Nietoperza okazał się ostatnim ujęciem w finale całego serialu. Fani Zamaskowanego Krzyżowca nie powinni jednak zwieszać nosów na kwintę: podobnego bohatera znajdą w Starling City na antenie stacji The CW. Tam bowiem emitowane są przygody Zielonej Strzały.

Podobieństwa między Bruce’em Wayne’em a Oliverem Queenem dają się dostrzec już w komiksach – obaj są bogatymi utracjuszami, którzy pod wpływem dramatycznych przeżyć podejmują walkę ze złem – ale oglądając drugi sezon Arrow odniosłem wrażenie, że twórcy ciągną te paralele jeszcze dalej, wyraźnie wzorując się przy tym na filmie Mroczny Rycerz powstaje.

Na początku sezonu zastajemy Olivera z powrotem na wyspie, dokąd udał się po śmierci Tommy’ego – to wyraźna paralela do początku filmu Christophera Nolana. Na szczęście serial toczy się szybciej, inaczej powrót Strzały świętowalibyśmy dopiero w śródsezonowym finale.

Jednak powrót superbohatera to dopiero początek przemiany: Oliver jeszcze długo próbuje na nowo odnaleźć motywację i odpowiedzieć sobie na pytanie o to, jakim bohaterem zamierza być. Ostatecznie porzuca zabijanie przeciwników, a metamorfozę przypieczętowuje zmiana pseudonimu. Umarł Hood, niech żyje Arrow!

Skojarzenia z Mroczny Rycerz powstaje nasuwały mi się także w drugiej połowie sezonu, gdy okazało się, że głównym złym jest Slade Wilson przemieniony w niezniszczalnego superżołnierza w masce dzięki mirakuru – serum wyprodukowanemu przez Japończyków w czasie drugiej wojny światowej. Natychmiast pomyślałem o Bane’ie, zwłaszcza że plany obydwu były dość podobne: przejęcie firmy przeciwnika (Isabel Roschev jako odpowiedniczka Mirandy Tate), zniszczyć miasto przy użyciu armii najemników, zabić swojego nemezis.

Fot. The CW

Fot. The CW

Wymieniam te podobieństwa nie w ramach krytyki, a już na pewno nie po to, żeby zarzucać twórcom Arrow brak oryginalności. Chcę raczej wskazać na to,  z jakich źródeł czerpią, a przy okazji pochwalić za sprawność, z jaką zrealizowali tę fabułę. Plan Slade’a był o wiele prostszy niż machinacje wrogów Batmana i dzięki temu udało się chyba stworzyć o wiele ciekawszą opowieść. Oczywiście niebagatelną rolę odgrywał w tym również fakt, że przez cały pierwszy sezon obserwowaliśmy, jak Slade i Oliver stają się przyjaciółmi, jak łączy ich braterstwo broni. Teraz z kolei możemy zobaczyć, jak więź między nimi przeradza się w nienawiść, a Slade powraca jako wyrzut sumienia, przypomnienie o błędach z przeszłości, o tym, kim Oliver był jeszcze niedawno.

Drugi sezon Arrow to także stopniowe poszerzanie serialowego świata, w którym pojawiają się coraz to kolejne postacie znane z kart komiksów. Obok jednoodcinkowych czarnych charakterów, takich jak Clock King, pojawia się też Amanda Waller, Suicide Squad złożony z kilku wcześniej poznanych łotrów (między innymi Bronze Tigera i Deadshota), Black Canary, a przede wszystkim: Barry Allen (Grant Gustin) jako przyszły Flash, który z miejsca zyskał sympatię widzów – oraz niektórych bohaterów *ekhmFelicityekhm*. Jeśli wnioskować na podstawie tych kilku odcinków, w których się pojawił, będzie to bohater ze znacznie większym poczuciem humoru niż Arrow – choć również borykający się z traumą z przeszłości. The Flash prawdopodobnie zaprezentuje też więcej motywów fantastycznych i sci-fi, będzie więc ciekawym uzupełnieniem macierzystej produkcji.

Fot. The CW

Fot. The CW

Projekt rozbudowy uniwersum Strzały miał jednak także pewną wadę – brak miejsca na pełne rozwinięcie wątków dotychczasowych bohaterów. Roy – któremu trówież wstrzyknięto mirakuru – pojawia się i znika, a sporą część sezonu spędza uśpiony w bazie Strzały. Diggle doczekał się dwóch świetnych odcinków (najpierw wyprawa do Rosji, potem misja z Suicide Squad), ale poza tym było go stanowczo za mało.

Sporą rolę w tym sezonie grała za to Laurel Lance, choć jestem pewien, że wielu widzów chętnie kupiłoby jej bilet w jedną stronę na wyspę – dramatyczne wydarzenia z końcówki pierwszego sezonu zaowocowały powolnym upadkiem na samo dno i upartym odpychaniem wszystkich, którzy starali się jej pomóc. Zachowanie w pełni zrozumiałe w przypadku osoby zmagającej się z nałogiem, ale niełatwo było ciągle jej kibicować. Całe szczęście, że pod koniec udało jej się pozbierać, a przyszłość, dzięki pewnej skórzanej kurtce, zapowiada się dla tej bohaterki bardzo interesująco.

Ten rok w ogóle był bardzo trudny dla kobiet w Arrow. Kryzys za kryzysem spadał na siostrę Olivera – Theę. Najpierw kłopoty z Royem, który pod wpływem mirakuru zamienia się w istnego pana Hyde’a, potem wiadomość o tym, kto jest jej prawdziwym ojcem, wreszcie pojawienie się rzeczonego ojca… nie wiem, co będzie z Theą w trzecim sezonie, ale nie wygląda to dobrze.

Poza tym: dwa podręcznikowe przykłady wepchnięcia do lodówki: najpierw Shado na wyspie, w wyjątkowo bezsensownych i naciąganych okolicznościach, później matka Olivera. Niestety obecna moda na światy, w których każdy może zginąć, wyjątkowo sprzyja takim posunięciom.

Fot. The CW

Fot. The CW

Światełkiem w tunelu jak zawsze była Felicity (niezwykle istotna w walce ze Slade’em), ale także Sara Lance, która nieoczekiwanie powróciła do świata żywych (jak tak dalej pójdzie, w trzecim sezonie przewiduję powrót ojca Olivera), już nie jako dziewczyna, którą znaliśmy z retrospekcji, ale jako Black Canary/była członkini Ligi Zabójców. Nic dziwnego, że Oliver zakochuje się po uszy – i tym większa szkoda, że ostatecznie Sara znów znika. Cóż, przynajmniej jej nie zabili (i mam nadzieję, że nie zrobią tego w ramach motywowania Laurel do przejęcia roli Black Canary), a z trailerów wynika, że wkrótce może znów odegrać istotną rolę.

Tyle się wydarzyło w Starling City w ciągu drugiego sezonu. Miasto po raz kolejny znalazło się na krawędzi zagłady i po raz kolejny zostało uratowane, choć tym razem nie przez mściciela, a przez bohatera. Oliver, podobnie jak jego rodzina, przyjaciele, partnerzy w walce ze zbrodnią, przeszedł długą drogę, przed kilkoma bohaterami otwierają się nowe perspektywy, a i w samym serialu – zwłaszcza w retrospekcjach – sporo się w nowym sezonie pozmienia. Nie mogę się doczekać.

Arrow
superhero, action, drama
The CW, 2012–

Artur Nowrot

Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na blogu Wysznupane. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).