Fot. STARZ

Podróżniczka (Outlander, PREMIERA: S01E01)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Pirjo: Premierowy odcinek nowego i długo oczekiwanego serialu telewizji STARZ nie rozczarowuje, choć także nie przynosi ze sobą zaskoczeń. Od początku wiemy przecież, że bohaterka podróżować będzie w czasie i obserwujemy, w narastającym napięciu, jak układają się wiodące do tego momentu fabularne cegiełki. A układają się gładko, choć niesztampowo. Urocze są detale, scena wróżenia z fusów herbaty, skakanie małżonków po skrzypiącym łóżku w hotelu, w klimat doskonale nas wprowadza długi, historyczny wstęp, a także uczone dialogi bohaterów. Właśnie, jak Ci się podobał świat, z którego nasza heroina pochodzi? Stylowy, prawda?

Przemek: O tak, niezwykle stylowy. Szczerze mówiąc nie obraziłbym się wcale, gdyby cała akcja Outlandera toczyła się w epoce, w której pierwszy odcinek się zaczął – powojennej. Przyznam się zresztą do pewnego zaskoczenia, bo na podstawie wyglądu aut i fryzur doszedłem do wniosku, że znajdujemy się w latach dwudziestych, tymczasem później wyszło na jaw, że mamy rok 1945. No cóż, może po prostu brytyjskie czasy tuż po drugiej wojnie światowej opatrzyły mi się mniej niż amerykańskie? Co do samego wprowadzenia w fabułę, faktycznie nic w nim nie było zaskakującego, ale sprawiło mi dużą przyjemność, bo zostało zrealizowane bez pośpiechu, z dbałością o detale. W pewnym sensie czuć było, że mamy do czynienia z adaptacją książki.

Fot. Entertainment Weekly

Fot. Entertainment Weekly

Pirjo: Serial oparty został o wielokrotnie nagradzany cykl awanturniczych romansów autorstwa amerykańskiej pisarki Diany Gabaldon. Historia podróży w czasie – z XX-wiecznej Szkocji do czasów powstań i walk o niepodległość – była tak popularna, że na jej podstawie powstał także musical, który czeka obecnie na swoją sceniczną premierę, a piosenek można już posłuchać w sieci.

Pierwszy odcinek serialu pokazuje nam postacie napisane, jak mówisz, starannie, niepowielające wyświechtanych klisz. Claire Randall (w tej roli irlandzka modelka Caitriona Balfe), choć do osiemnastowiecznej Szkocji trafia „w jednej koszuli”, jest dobrze przygotowana do życia w przeszłości. Wychowywana przez wuja-archeologa, za męża mająca oxfordzkiego profesora, z wojennej konieczności pielęgniarka, a z zamiłowania znawczyni botaniki, ma otwarty umysł, myśli odważnie, jest praktyczna i ma głowę na karku, nie stroni także od przekleństw, czyli nie daje sobie „w kaszę dmuchać”. W pierwszym odcinku, zamiast być tradycyjną „damą w opałach”, to ona ratuje życie i zdrowie serialowego amanta. Szkoci widzą w niej obcą – Sassenach – ale prędko ulegają jej specyficznemu czarowi. Miło ogląda się sposób, w jaki Claire ustawia bandę szkockich partyzantów, zyskując ich poważanie. Miło, bo Claire mimo swoich umiejętności nie jest przerysowaną superbohaterką, a kobietą z krwi i kości. Wiemy, że podczas niedawnej wojny stawiana była w wielu ciężkich sytuacjach i że to ją zahartowało. Zaufanie do bohaterki to także zasługa dobrego, sprawnie poprowadzonego scenariusza i narracji z offu, dzięki której poznajemy głos podróżniczki w czasie, jej sposób widzenia świata, emocje, których doświadcza, gdy próbuje zrozumieć gwałtowne i ciężkie do zracjonalizowania zmiany.

Fot. STARZ

Fot. STARZ

Atutem wydają się też mało znane i niezbyt opatrzone twarze. Dawnego (a może raczej: wcześniejszego) męża bohaterki odgrywa Tobias Menzies, którego kojarzę z Gry o Tron, a wiem, że pojawił się też w Rzymie, jako Brutus. W ogóle cały góralski klan MacKenzie prezentuje się srogo i klimatycznie, podobają mi się szczególnie ich pomponiaste berety!

W roli ukochanego bohaterki, Jamiego Frasera, występuje szkocki aktor Sam Heughan, którym wyraźnie zachwycona jest autorka książek, w wywiadach wspominająca, że dokładnie tak wyobrażała sobie swojego bohatera. Być może zaciekawi Cię, Przemku, fakt, że Jamie oparty jest na innym Jamiem, mianowicie na żołnierzu z odcinka War Games Doctora Who, który to odcinek był pierwszą inspiracją i impulsem dla autorki do napisania historyczno-fantastycznej powieści. Powieści, która stanowi teraz kanwę serialu. Jak niezwykle splatają się nam serialowe uniwersa!

Fot. STARZ

Fot. STARZ

Przemek: O, ciekawa informacja. Pozwolę sobie przyłączyć się do zachwytów nad postacią Claire, bo faktycznie łatwo ją polubić i nie sprawia wrażenia przegiętej w żadną stronę. Momentalnie uwierzyłem w jej realność, a to już dużo. Oczywiście i tu widać pewne umowności – oczywiście, że cofająca się w czasie bohaterka musi znać się na leczeniu, bo to chyba jedyna umiejętność ponadczasowo przydatna – ale równoważone są one mocnym, złożonym charakterem bohaterki. Narracja z offu też sprawdza się zaskakująco dobrze (a jest to trik, którym łatwo film czy serial zepsuć). Jako fan historii o podróżach w czasie mam cichą nadzieję, że Claire ocaliła ze współczesnych gadżetów przynajmniej zegarek ręczny, z którym się przeniosła – w osiemnastym wieku nie grozi on raczej oskarżeniem o czarnoksięstwo, a może być ładnym łącznikiem z teraźniejszością. Ale szczerze mówiąc pewnie zgubi się w lesie przy pierwszej okazji, bo to tego typu fabuła.

Pirjo: A jeśli już mowa o ciekawostkach i mocnych stronach, scenarzystą i producentem serialu jest nie kto inny a Ronald D. Moore, odpowiedzialny między innymi za Carnivale, weteran prac nad serialami w uniwersum Star Trek i przede wszystkim człowiek stojący za scenariuszami do Battlestar Gallactica, za które otrzymał kilka nagród Emmy. Gdy patrzę z tej perspektywy, Outlander wydaje mi się kolejną mityczną wersją opowieści o poszukiwaniu drogi do domu… Jest też trochę historią Alicji spadającej w głąb króliczej nory – odniesienia w pilocie były wręcz oczywiste –  lub przenoszącej się na drugą stronę lustra, do „Narni”, w której będzie miała okazję odreagować wojenne traumy. Jest to też historia feministki trafiającej w szpony patriarchatu…

Fot. STARZ

Fot. STARZ

Przemek: Przy podróżach w czasie zawsze z największą ciekawością wypatruję powodu, dla którego autorzy zdecydowali się po taką historię sięgnąć. Czasem, jak w Back to the Future, chodzi o pokazanie, że pewne rzeczy pozostają niezmienne (oraz, rzecz jasna, o zabawę konwencją). Czasami z kolei – o ucieczkę przed złą teraźniejszością w wyidealizowaną przeszłość, jak do pewnego stopnia w Life on Mars. Odnoszę wrażenie, że w Outlanderze przyczyną rzucenia bohaterki w wiek osiemnasty – poza powodami, które słusznie wymieniłaś – jest po części romantyczna fantazja na temat czasów, gdy żyło się „surowo” i „prawdziwie”, a po części marzenie o życiu pełnym przygód, jakie zapewne i samej Claire przyszło do głowy, gdy jej życie zaczęło się powoli statkować. Myślę, że gdyby zjawił się przed nią Doktor i zaproponował przejażdżkę w TARDIS, zgodziłaby się bez wahania!

Pirjo: To prawa, śmiem twierdzić, że Claire byłaby lepszą Klarą dla nowego Doktora! Ma wszystkie cechy doskonałej towarzyszki. A wracając do serialu i podsumowując naszą rozmowę… Malownicze plenery Iverness, zamek Leoch i wzgórza Craigh na Dun bronią się bez względu na to, czy oglądamy czasy drugiej wojny światowej, czy osiemnastowieczną Szkocję. Serial chłonie się dzięki temu bardzo przyjemnie. Powiem więcej, czuję tu potencjał klimatu przypominającego ten pamiętany przeze mnie niewyraźnie z czasów dzieciństwa, mam na myśli serialowe przygody Robin Hooda zmiksowane z romansami francuskiej Katarzyny. Z niecierpliwością czekam, by wraz z Claire brać udział w ważnych, historycznych wydarzeniach i przeżywać niebywale przygody gęsto podszyte wątkiem romantycznym. Ciekawe, czy dzięki serialowi doczekamy się teraz wznowienia książek? Cykl Obca ukazał się u nas w zamierzchłym 1999 roku…

Fot. STARZ

Fot. STARZ

Outlander
drama, fantasy, romance
STARZ, 2014–

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)