Fot. ITV

Będziemy się widzieć (The Prisoner)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

– Gdzie ja jestem?
– W Wiosce.
– Czego chcecie?
– Informacji.
– Po czyjej stronie jesteście?
– Za dużo byśmy ujawnili. Chcemy informacji…. Informacji… Informacji…
– Nie dostaniecie ich!
– Dostaniemy – w ten czy inny sposób.
– Kim jesteś?
– Nowym Numerem 2.
– Kim jest Numer 1?
– Ty jesteś Numer 6.
– Nie jestem numerem! Jestem wolnym człowiekiem!
– HAHAHAHAHAHA!

Dziwna historia człowieka znanego jako Numer 6 zaczęła się w 1960 roku wraz z serialem Danger Man, który w założeniach twórców miał być telewizyjną wersją książkowych przygód Jamesa Bonda. Przy początkowych pracach asystował ponoć sam ojciec agenta 007, Ian Fleming, marzący o przeniesieniu swoich powieści na mały ekran. Oryginalny koncept, rozwinięty przez Ralpha Smarta i Iana Stuarta Blacka, uległ zmianie, gdy rolę tytułowego niebezpiecznego człowieka, agenta komórki NATO do zadań specjalnych, Johna Drake’a, przyjął Patrick McGoohan. Rzymski katolik i niedoszły kapłan miał poważne wątpliwości co do przedstawiania bohatera pozytywnego, który nader chętnie zabija wrogów i co odcinek dzieli łóżko z inną kobietą.

Fot. ITV

Fot. ITV

W rezultacie Drake stał się przeciwieństwem Bonda. Praktycznie nigdy nie sięgał po broń, stronił od zabijania, zaś przedstawicielki płci pięknej trzymał na dystans, ograniczając się do grzecznościowego flirtowania. Danger Man przetrwał na antenie dwa sezony, po których nastąpiła dwuletnia przerwa. Drake wrócił do gry w 1964 roku za sprawą swojego „przeciwnika”, czyli Bonda, którego przygody w Doktorze No i kolejnych filmach wywołały prawdziwy boom na fikcję szpiegowską (spy fi). Warto wspomnieć tutaj, że McGoohanowi zaproponowano rolę 007 przed Connerym, ale Irlandczyk odmówił – jednym z powodów były wspomniane wątpliwości natury moralnej, ale dochodziły też i inne kwestie; według niektórych domysłów aktor nie chciał pracować z reżyserem Terence’m Youngiem, do którego miał się rzekomo zniechęcić podczas realizowania filmu Zarak [1]. Reaktywowany Danger Man został sprzedany do USA, gdzie emitowano go pod tytułem Secret Agent i dodano wpadającą w ucho piosenkę tytułową w wykonaniu Johnny’ego Riversa. Przygody Drake’a cieszyły się sporą popularnością, szpieg trafił nawet na karty komiksów i książek, ale McGoohan powoli zaczynał się nudzić serią. Finałem Danger Mana zostały zmontowane w prawie dwugodzinny film epizody KoroshiShinda Shima (jedyne części serialu zrealizowane w kolorze), mocno nawiązujące do niezwykłych przygód Bonda-Connery’ego.

McGoohan udał się do kierownika Lew Grade’a (współtwórca między innymi Świętego z Rogerem Moore’m; swoją drogą Simon Templar to kolejna rola, której ekranowy Drake nie przyjął) i – ku jego niezadowoleniu – oświadczył, że definitywnie kończy z Danger Manem. Zaproponował jednak alternatywę – siemioodcinkową opowieść o byłym pracowniku tajnych slużb, który zrezygnowawszy z pracy zostaje wbrew swojej woli umieszczony w odizolowanej od cywilizacji placówce dla emerytowanych agentów. Grade usiłował nakłonić McGoohana do rozciągnięcia serialu na dwadzieścia sześć odcinków i zaplanowania kolejnego sezonu – krakowskim targiem powstało siedemnaście epizodów, ale o kolejnej części McGoohan nie chciał nawet słyszeć. W stworzenie The Prisonera włożył wiele – nie tylko poddał pomysł i wcielił się w rolę główną, ale także przyjął funkcję kierownika produkcji, wyreżyserował i napisał kilka odcinków, a nawet – jak podają niektóre źródła – pomógł stworzyć Ronowi Grainerowi (autor kultowej melodii z Doktora Who) leitmotif, gwiżdżąc pierwsze jego takty, które potem zostały przez muzyka rozbudowane.

Tak zrodził się serial, który szybko osiągnął status dzieła kultowego. Nawiązywali do niego twórcy piosenek (Iron Maiden w The Prisoner oraz Back to the Village, The Times w I Helped Patrick McGoohan Escape, Dr Feelgood w albumie Be Seeing You, Roy Harper w McGoohan’s Blues), seriali (Simpsonowie, Pinky i Mózg, Lost, Z archiwum X, ReeBoot, GI Joe), filmów (Truman Show, Matrix, Shrek, Przeboje i podboje) czy komiksów (Watchmen, The Invisibles, Fantastic Four). W Polsce tymczasem jest on praktycznie nieznany, zaś odtwórcę głównej roli kojarzy się z Walecznego serca, Ucieczki z Alcatraz, względnie z adaptacji prozy Alistaira MacLeana (Stacja Arktyczna Zebra).

Fot. ITV

Fot. ITV

– Kto to w ogóle jest?
– To stary, stary przyjaciel… Który nigdy nie daje za wygraną.

Rozlega się grzmot. Pustą szosą pędzi sportowy Lotus 7. Jego kierowca, ubrany w czerń mężczyzna, zmierza do ruchliwego Londynu. Wjeżdża do podziemnego garażu, skąd szybkim krokiem rusza ciemnym korytarzem. Wkracza do biura i po burzliwej – dosłownie – tyradzie rzuca na biurko łysego jegomościa zaklejoną kopertę, a następnie opuszcza pomieszczenie. Obserwujemy, jak specjalna maszyna kasuje jego zdjęcie, a następnie umieszcza akta w olbrzymiej kartotece, gromadzącej dane o osobach, które zrezygnowały z – jak się wkrótce dowiemy – tajnej służby Jej Królewskiej Mości. Wracamy do naszego bohatera, który jest tak pochłonięty przygotowaniami do wyjazdu na upragnione wakacje, że nie zauważa kręcącego się wokół jego mieszkania podejrzanego indywiduum w cylindrze. Do pokoju dostaje się gaz. Mężczyzna pada na łóżko. Przytomność odzyskuje w kopii swojego lokum, które umieszczone jest w… No właśnie, gdzie?

– Będę miło wspominał to miejsce.
– Przywykniesz do niego.

Jego domem jest odtąd Wioska – odesparowana od reszty świata enklawa, do której trafiają emerytowani agenci, informatorzy, wojskowi czy naukowcy, ludzie zbyt cenni, by tak po prostu sobie odejść. Życie tutaj przypomina wieczne wczasy. Mieszkańcy są niemal zawsze uśmiechnięci, co rano budzi ich wesoły kobiecy głos płynący z wszechobecnych megafonów, mogą brać udział w zabawach i konkursach, większość dnia upływa im na spacerach i piciu kawy… Dość łatwo można jednak zauważyć, że prawdziwe oblicze Wioski dalekie jest od przyjaznego. Wszyscy mieszkańcy są ponumerowani i nieustannie obserwowani; standardowe pożegnanie to dwuznaczne „Będziemy się widzieć”. Nikt nie wie, kto jest zwykłym „pensjonariuszem”, a kto „wtyką”. Niechętnie udziela się jakichkolwiek informacji – motto Wioski to „Pytania są ciężarem dla innych, odpowiedzi więzieniem dla ciebie, sztywny język czyni szczęśliwym”. Na niepokornych czeka „terapia” w miejscowym szpitalu, zaś zbiegów dopada osobliwy strażnik, przypominający olbrzymi balon Rover, którego pojawieniom się towarzyszy potworny ryk, przed którym nie ma ucieczki. Nasz bohater (nazywany odtąd numerem 6) nie ma najmniejszego zamiaru podporządkować się tyranii czy paranoi, z jakimi co krok się styka. Rozpoczyna się walka pomiędzy nim a tajemniczymi władzami Wioski, reprezentowanymi przez Numer 2, którego funkcję w niemal każdym odcinku pełni inna osoba. Stara się on złamać ducha Numeru 6 i zmusić go do odpowiedzi na kluczowe dla serii pytanie – dlaczego zrezygnował z pracy wywiadowcy. Do dyspozycji ma zdobycze technologiczne z pogranicza fantastyki naukowej oraz nieludzkie a metodyczne sposoby zastraszania i niszczenia swoich ofiar. Numer 6 ma zaś lisi spryt, żelazną wolę i oddanie wyznaczonym sobie celom – opuszczenia Wioski w celu jej zniszczenia oraz poznania tożsamości władcy, tajemniczego Numeru 1, przed którym drży każdy Numer 2.

Fot. ITV

Fot. ITV

– Du musst amboss oder hammer sein.
– Musisz być kowadłem albo młotem.
– Znasz Goethego.
– A ty masz mnie za kowadło?
– Tak. I zamierzam cię rozbić.

Korzystając ze szpiegowsko-sensacyjnego kostiumu, twórcy poruszają wiele problemów. Te najbardziej wyraziste to konformizm, kwestia jednostki i jej stosunku wobec zbiorowości oraz władzy; z tego powodu serial bywa nazywany Bondem według Orwella i Kafki. Twórcy poszli jednak dalej – zajmują się kontrowersjami związanymi z nowoczesną psychologią i psychiatrią, badaniami, zwyczajami i przesądami. Przewijają się motywy polityczne filozoficzne i religijne. Nawet najdrobniejszy szczegół lub rekwizyt może okazać się odniesieniem do czegoś większego. Tak jest na przykład z godłem wioski, którym jest pojawiający się tu i ówdzie rower, czy „huśtawką” z centrum dowodzenia, a także z pewnym… właściwie użytym przecinkiem. Im dalej, tym mniej szpiegowskiego kryminału, a więcej surrealizmu i fantastyki…. choć zależy, w jakiej kolejności serię oglądać, bo poza odcinkami 1, 16 i 17 nie ma pewności co do chronologii. Fani od lat usiłują ustawić „właściwy” porządek.

Fot. ITV

Fot. ITV

– On nie jest zwykłym człowiekiem.
– Ja się czasem zastanawiam czy on w ogóle jest człowiekiem.

Serial prócz fabuły ciągnie doborowa obsada, z której najbardziej wybija się rzecz jasna McGoohan. Początkowo nie chciał zagrać tej roli, proponując innego aktora. W końcu jednak się przełamał i była to słuszna decyzja. Z jednej strony w jego Numerze 6 jest niesamowita siła, poczucie, że nikt i nic go nie złamie, najlepiej ukazane w scenie, którą każdy fan serialu zna na pamięć:

Z drugiej nigdy nie zapominamy, że mamy do czynienia z człowiekiem – przebiegłym, odważnym, nieustępliwym i błyskotliwym, ale jednak człowiekiem. Wiele scen, w których włodarze Wioski torturują Numer 6 z pomocą wymyślnych urządzeń czy poddają go praniu mózgu, pokazuje bohatera jako kogoś niezwykle cierpiącego, zagubionego, zmęczonego i niepewnego swego losu. Czasem w swej perfidii pozwalają mu wierzyć, że udało mu się ich okpić, by potem obserwować jego zawód. Na szczęście zdarzają się też sceny, w których akcentowane są przyjemniejsze rzeczy związane z ludzką naturą agenta – czy to gdy dobrze bawi się w „telepatię” z sąsiadką, czy kiedy opiekuje się mieszkającymi w Wiosce dziećmi. McGoohan poświęcił dla serialu wiele, także własny komfort psychiczny – jeden z aktorów wspominał, że ekranowy agent tak bardzo wczuł się w rolę, że o mało nie udusił granego przez niego złoczyńcy, zaś podczas prac nad przedostatnim epizodem zarówno odtwórca głównej roli, jak i wcielający się w Numer 2 Leo McKern omal nie doznali załamania nerwowego.

Stary jak serial jest fanowski dylemat, czy Numer 6 to John Drake, czy zupełnie inna postać. Dowodów za i przeciw jest sporo; wielbiciele talentu McGoohana wskazują na liczne podobieństwa między postaciami i nie tylko; na przykład Wioska miała być powiązana z podobną placówką, która pojawiła się w odcinku Danger Mana zatytułowanym Colony Three. Inni źle zrozumieli wypowiadane przez Numer 2 słowo „break” i uznali, że ktoś wreszcie zwrócił się do agenta po nazwisku. Przy czym wyrażenie „źle zrozumieć” należy – w przypadku dyskusji nad Prisonerem – umieścić w cudzysłowie, bo ilu oglądających, tyle równoprawnych interpretacji.

Fot. ITV

Fot. ITV

A może jesteś jednym z tych podwójnych agentów, o których tyle się teraz słyszy?
Wśród licznych odniesień do innych dzieł telewizyjnych, filmowych lub literackich (Proces, Rok 1984, Alicja w Krainie Czarów, Gabinet doktora Caligari i wiele innych), można także znaleźć nawiązania do uniwersum Jamesa Bonda. W kolejnych odcinkach pojawiają się znani z bondowskiej serii aktorzy – Guy Doleman, George Baker, Robert Rietty, Earl Cameron, George Pravda czy Bob Simmons – zaś jeden z ostatnich odcinków, The Girl That Was Death, to zgrabna kpina z 007 i wszelkich produkcji go naśladujących. Pojawiają się charakterystyczne gierki słowne, których Numer 6 zazwyczaj unika, intryga (i nie tylko) nawiązuje do powieściowego Moonrakera Iana Fleminga[2], są nawet sceny żywcem wyjęte z Operacji PiorunGoldfingera, zaś finał zdaje się mówić, co McGoohan sądzi o 007 i jego fanach. Nie jest też chyba przypadkiem, że tajemniczy zły, który zarządza potężną organizacją, w obu przypadkach znany jest jako Numer 1. Tyle tylko, że…

Więc nie powinniśmy go dalej nazywać „Numerem 6”. Ani żadnym innym numerem.

Ostatni odcinek, Fall Out, zgromadził rekordową liczbę widzów; jak na ironię przebiła ją widownia finału pierwszej edycji brytyjskiego Big Brothera. W niektórych częściach kraju zbyt wiele włączonych naraz odbiorników spowodowało awarie. Nic jednak nie mogło się równać z reakcją oglądających. McGoohan był nagabywany na ulicach Londynu, fani nachodzili go w domu, w końcu na kilka miesięcy musiał wyjechać z rodziną na przymusowe wakacji do Walii, z dala od namolnych widzów. Część z nich była bowiem rozgniewana zakończeniem, które w ich opinii zepsuło świetny serial (ostatnie dwa odcinki były w całości dziełem przygotowującego je w wielkim pośpiechu McGoohana), część zwyczajnie nie rozumiała tego, co zobaczyła. „Myślę, że ludzie tak zareagowali, bo myśleli, że to się skończy jak Bond. Że na końcu pojawi się złoczyńca z Bonda, jakkolwiek on się tam nazywa”[3] – komentował po latach serialowy Numer 6, który chciał uzyskać inny efekt. Trudno się z nim nie zgodzić. Numer 1 z universum 007, Ernst Stavro Blofeld, niepokoił najbardziej, póki nie było go widać. Gdy się ujawnił, stracił znaczną część otaczającej go tajemnicy, a z czasem stał się źródłem parodii takich jak Doktor Zło z Austina Powersa czy Doktor Pazur z Inspektora Gadżeta. Inaczej sprawa ma się z Numerem 1 z Prisonera, który nie przestaje być enigmą nawet po napisach końcowych. Fanowskie dochodzenie kim lub czym był władca Wioski, trwa do dziś.

McGoohan dał też do myślenia widzom, którzy spodziewali się typowej historii o zwycięstwie dobrej jednostki nad złą zbiorowością. Fall Out zwraca bowiem uwagę na sytuacje, w których wiara w siłę indywidualności i niezależności staje się zagrożeniem i źródłem patologii; kiedy postawa niezłomna przeradza się w postawę egoistyczną czy nawet lucyferyczną z jej hasłem „non serviam”, a walka o swoje prawa staje się walką o realizację swoich interesów. Nie jest przypadkiem, że pokrzykiwane przez niemal cały odcinek przez różne osoby „Ja!” przeradza się stopniowo w bełkot, a w końcu w obłąkańczy, nieludzki wręcz śmiech.

Fot. ITV

Fot. ITV

Aktor nie miał lekko ze swoimi nowatorskimi koncepcjami, ale koniec końców był zadowolony z efektów pracy swojej i reszty ekipy The Prisonera. Po latach wspominał, że tego właśnie chciał – dyskusji, interpretacji, nawet oburzenia widzów; wszystkiego co świadczyłoby, że widownia myśli i chce czegoś więcej niż sympatyczny, ale jednak wtórny Danger Man.

Wielu szczęśliwych powrotów!

Serial mógł się skończyć, ale nie kariera Numeru 6. Powstawały książki i gry komputerowe oraz RPG. Marvel ogłosił wydanie komiksu nawiązującego do serialu. Prace nad nim podjął ostatecznie słynny Jack Kirby, ale numer testowy nigdy się nie ukazał; stworzony przez Kirby’ego materiał można dzisiaj łatwo znaleźć w Internecie. Tymczasem DC wydało miniserię Shattered Visage, w której tajna agentka, pisarka i podróżniczka Alice Drake, usiłuje wyjaśnić, co tak naprawdę stało się w odcinku Fall Out i po jego zakończeniu. Projekt przerobiono na słuchowisko, a to z kolei doczekało się sequela pod tytułem Torchbearer.

W latach 90. planowano remake serialu w wersji filmowej, a w rolę Numeru 6 miał wcielić się Mel Gibson, którego McGoohan bardzo polubił podczas prac nad Walecznym sercem. Zainteresowanie nakręceniem nowej wersji wyrażał także Christopher Nolan. W 2009 roku powstał serialowy remake – nowym Numerem 6 został znany z Pasji Jim Caviezel, zaś Numer 2 zagrał Sir Ian McKellen. W 2012 roku pojawiła się z kolei jednoaktowa sztuka Magic Number Six, opowiadająca zakulisową historię współpracy McGoohana z Lew Grade’m. Istnieje wiele dokumentów i programów poświęconych serialowi oraz pracy nad nim. W sieci działa wiele stron fanowskich oraz sklepów specjalizujących się w sprzedaży gadżetów związanych z serialem. Na Tvtropes strona poświęcona serialowi ugina się pod ciężarem ciekawostek, teorii i pytań. Nadal odwiedzana jest miejscowość Portemeirion, w której organizuje się także doroczną imprezę muzyczną Festival No. 6. Kolejne lata zapewne dopiszą następne rozdziały historii posiadacza Lotusa 7 i podartej odznaki z numerem „6”.

– To jest takie szalone, że na końcu się popłaczemy.
–Wszystkie najlepsze imprezy tak się kończą.

Fot. ITV

Fot. ITV

 
The Prisoner
spy drama, science fiction
ITV/ ATV Midlands /CTV Television Network, 19671968


[1]    Mike Vincitore, A Prisoner in Bondage or 007 Degrees of Number Six?

[2]    Zdaniem niektórych odcinek niejako „przepowiedział” campowo-kreskówkową erę Rogera Moore’a, którą najlepiej reprezentują Szpieg, który mnie kochał oraz Moonraker, niemające zresztą za wiele wspólnego z flemingowskimi pierwowzorami.

[3]    http://www.youtube.com/watch?v=F8-cp2yb43c

Maciej Gaździcki

Miłośnik popkultury, szeroko pojętej fantastyki i historii. Uwielbia kreskówki, w których są lasery, miecze, roboty, kosmici, stróże prawa, agenci, wojownicy, imperatorzy, superbohaterowie i superzłoczyńcy. Co do seriali, to można powiedzieć, że lubi te z takimi samymi elementami, co w kreskówkach, ale tak naprawdę to jest skłonny sięgnąć po wszystko z dobrymi fabułą, aktorstwem i klimatem. No i regularnie wraca do polskiej klasyki.