Fot. via https://twitter.com/JahovasWitniss

Seriale? Wolę YouTube…

Zmiana przyszła chyłkiem, niepostrzeżenie. Gdy wszyscy byli zajęci złotą erą seriali i roztrząsaniem, czy zastąpią filmy w roli dominującego medium, młodzież przestała tymczasem seriale oglądać. Badania wskazują, że coraz większy odsetek młodych Amerykanów prawie nie włącza telewizora – ich głównym źródłem audiowizualnej rozrywki stał się serwis YouTube.

W pewnym sensie należało się tego spodziewać. Wraz z eksplozją popularności internetu na zawsze odszedł do lamusa model kultury, w którym Twórca nadaje treści do wielu Odbiorców, a Odbiorcy biernie je chłoną, mogąc co najwyżej zmienić kanał, jeśli przekaz im nie odpowiada. Kto raz skorzystał z danej mu przez sieć możliwości wyboru i dobrał rozrywkę idealnie pod swoje gusta, ten już nie wróci do oglądania wszystkiego „jak leci”. A w porównaniu z nieprzebranym bogactwem tematów i form oferowanych przez darmowe filmiki na YouTube płatna telewizja jawi się jako żałośnie uboga. Gdzie oferta wyłącznie dla fanów anime z czerwonymi (koniecznie czerwonymi!) robotami? Gdzie transmitowane na żywo wideoblogi emonastolatek? Gdzie kanał dla graczy?

Fot. via jaylool.tumblr.com

Fot. via jaylool.tumblr.com

Ale nowa moda rozpowszechnia się nie tylko wśród młodzieży. Sam muszę przyznać, że od blisko roku najczęściej przeze mnie oglądanym „serialem” nie są produkcje HBO czy BBC, ale poświęcony wygłupom w grach komputerowych kanał youtubera znanego jako KYR SP33DY. Wielu z moich znajomych też przerzuciło się, całkiem spontanicznie, na YouTube: pewnie, nadal oglądamy Grę o tron czy The Walking Dead, gdy nachodzi nas ochota na fabułę, ale gdy chodzi o czystą rozrywkę, internet ma znacznie więcej do zaoferowania. Nie jest to może stricte telewizja, ale z pewnością doświadczenie okołotelewizyjne – i choćby z tego względu chciałem mu się na Pulpozaurze przyjrzeć.

Bohaterami mojego ulubionego „serialu” jest grupka znajomych znanych jako The Crew, która raz na kilka dni spotyka się online, by pograć w ulubione gry lub wypróbować nowe tytuły. Zamiast jednak grać „po bożemu”, poznając fabułę i/lub pokonując przeciwników, chłopaki wygłupiają się na potęgę – powodując widowiskowe wypadki w GTA V, popisując się trikami w sieciowych strzelankach (zwykle przy tym ginąc) czy podpalając nawzajem swoje domy w Minecrafcie. Celem jest humor, a raczej jego specyficzna, szczeniacka odmiana, która, przyznam to bez wstydu, jako dorosłego człowieka bardzo mnie bawi, bo ma w sobie nostalgiczny posmak szkolnych korytarzy, gdzie sztubackie zgrywy przecież królowały.

Fot. via crewcraft.wikia.com

Fot. via crewcraft.wikia.com

 ShadowBeats: I have no interest in…
Deluxe20: Females, we know.

Ile w tym wszystkim serialu? Ano, całkiem sporo. Po pierwsze – mamy postacie. Większość chłopaków wygłupiających się na ekranie to dorośli faceci, nieraz żonaci, którzy w role zgrywusów wcielają się dla uciechy widzów. Łatwo wpadający w gniew Jahova w rzeczywistości muchy by nie skrzywdził; prześladujący współgraczy G18 tak naprawdę się z nimi przyjaźni. Po drugie – filmiki z różnych gier dzieją się w tym samym „uniwersum” i kiedy na przykład Deluxe4 zginął z rąk kolegów w Minecrafcie, mścił się potem na nich w Call of Duty. Po trzecie – niektóre z serii mają wyraźną, choć dość luźną fabułę, jak choćby rozgrywki w Minecrafta, gdzie pewne wątki, jak Deluxe4 wysadzający dom Sp33dy’ego czy wojna Jahovy przeciw SideArmsowi, mają reperkusje w kolejnych odcinkach. Po czwarte wreszcie – pojawiają się typowo serialowe wyznaczniki formalne jak podział na odcinki i sezony (wraz z obowiązkowo „epickimi” finałami) czy napisy początkowe oraz końcowe.

Fot. via youtube.com

Fot. via youtube.com

 ShadowBeats: Do you ever look at your dad’s crotch and think, ‘Hey! I was in that!’?

Nie powiem, można się wciągnąć jak w dobry serial. Lub może raczej w kabaret? Ekranowe kłótnie i przekomarzania członków Ekipy mają posmak komedii improwizowanej: chodzi o rzuconą na czas celną ripostę, żart sytuacyjny, błyskotliwy gag, zanuconą w odpowiednim momencie piosenkę. Odcinek poświęconej Minecraftowi serii CrewCraft może się zacząć od próby zasadzki na Jahovę, a skończyć się zbiorowym zgonem wszystkich graczy, którzy przez przypadek wpakowali się prosto w hordę zombie. Podczas grania w GTA V chłopaki często aranżują wymyślne skecze, parodiujące na przykład filmy o policjantach i bandytach czy sceny z Breaking Bad. Duża część humoru opiera się także na powracających dowcipach, które, powtarzane następnie przez fanów, zyskują w obrębie kanału status memów. Jednym z najpopularniejszych jest odpowiadanie każdemu, kto spyta w komentarzach o tytuł piosenki wykorzystanej w filmiku, że jest to Darude – Sandstorm. Rzecz jasna, w żadnym z nagrań Ekipy tej piosenki nie ma.

Fot. via http://hovacakes.tumblr.com/

Fot. via http://hovacakes.tumblr.com/

Sp33dy: *Runs over Jahova*
Jahova: You’re a sack of shit.
Sp33dy: No, Jahova… I’m your sack of shit.

Tym, co najbardziej przygody Ekipy od serialu odróżnia, są elementy wynikające wprost z natury medium, jakim jest internet. Po pierwsze – interaktywność. Fani serii mogą bezpośrednio komunikować się z jej twórcami, na przykład podrzucając w czacie nazwy dla stawianych przez Sp33dy’ego budynków czy proponując we wpisach na Twitterze pomysły na skecze, które następnie są przez Ekipę realizowane. Zdarza się także fanom zaznać pięciu minut sławy, gdy bohaterowie grają w coś na publicznym serwerze i włączają potem wypowiedzi przypadkowych współgraczy do swoich filmików. Po drugie – wielokanałowość przekazu. KYR SP33DY jest nieformalnym liderem grupy i to w jego „stacji” pojawia się większość nagrań, ale widz może także sięgnąć po filmiki pozostałych członków i uzupełnić swoje doświadczenie. SideArms często wrzuca zbitki scen pominiętych w trakcie edycji przez Sp33dy’ego, NobodyEpic tworzy kompilacje najśmieszniejszych momentów, Jahova pokazuje rozgrywki z innej perspektywy. Po trzecie – pewien radosny chaos, w którym spójność przekazu ustępuje miejsca improwizacji i różnorodności. Nawet w tych seriach, gdzie pojawia się fabuła, ma ona charakter ewidentnie pretekstowy i nieraz się zdarza, że odcinek rozpoczęty zapowiedzią zbudowania czegoś w CrewCrafcie błyskawicznie przeradza się w bezcelową włóczęgę i serię pojedynków na miecze, a serie poświęcone poszczególnym grom są nieraz bez wyraźnego powodu porzucane. Po czwarte wreszcie – brak wyraźnej chronologii: odcinki można oglądać w przypadkowej kolejności, nic przy tym nie tracąc. Sam zacząłem CrewCraft gdzieś od środka.

Fot. via http://thecrewniversefanblog.tumblr.com/

Fot. via http://thecrewniversefanblog.tumblr.com/

Myślę, że takie „seriale” z YouTube mają jedną podstawową zaletę: dają odbiorcy dokładnie to, czego on oczekuje. Szukałem szczeniackiej, ale jednak nieprzekraczającej mojej prywatnej granicy dobrego smaku serii i proszę, znalazłem. Jeśli jakaś gra, postać lub wątek będzie mnie drażnić, mogę po prostu ominąć część filmików. Jeśli akurat mam pięć minut wolnego czasu, bez trudu odszukam film pięciominutowy, a jeśli więcej, to pod ręką mam i dłuższe. A w dodatku w internecie sam mogę zdecydować, co i kiedy oglądam, bo nagrania cierpliwie na mnie poczekają. Trudno po takim doświadczeniu zachwycać się „statyczną” telewizją.

Z drugiej strony – internet to przecież śmietnik. Oglądając wyczyny Ekipy, nie mam żadnej gwarancji, że kolejny filmik utrzyma poziom poprzednich. Często się okazuje, że czekałem parę dni na odcinek CrewCrafta, a zamiast interesującego mnie wątku dostałem odgrzewane żarty, bo akurat chłopaki byli zmęczeni i bez weny. Parę razy się zżymałem, widząc, że przezabawne potyczki w Plants vs. Zombies doczekały się ledwie paru nagrań, a za to codziennie pojawia się kolejna nudnawa porcja wypadków z GTA. Cóż, taka chyba jest cena kupowania kota w worku.

Fot. via youtube.com

Fot. via youtube.com

 Sp33dy: It’s a really simple build but we’ll fuck it up somehow.

Co w takim razie sądzić o tej nowej kulturowej modzie? Czas pokaże. Póki co cieszy mnie większy wybór rozrywki i jej lepsze do mnie dopasowanie. Na lektury obowiązkowe mogę się godzić w szkole, ale po co iść na kompromisy, gdy chodzi o dobrą zabawę?

 

W ramach bonusu: mój ulubiony chyba filmik Ekipy.

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.