Fot. HBO

Ostatni przystanek (True Blood, S07E04–08)

Artykuł zawiera spoilery.

Zdałam sobie właśnie sprawę, że to mój przedostatni wpis o True Blood, ostatni przystanek przed finałem, i… jak niewiele to znaczy. Liczę, że finał nie będzie żenujący. Jestem prawie pewna, że nie zapamiętam, jak się skończyło, bo historia już dawno jest dla mnie zamknięta.

Pisałam niedawno, że ponowne połączenie Sookie z Billem, być może nieuniknione fabularnie, jest pomysłem zbyt sztampowym i nie akceptuję takiego rozwiązania. Bohaterka, która miała być silna, samodzielna, często odważniejsza niż otaczający ją mężczyźni, okazała się podobna wielu słabym kobietom: powróciła do swojej wyidealizowanej, pierwszej miłości, do osobnika, który ją w międzyczasie porzucił, regularnie krzywdził i po wielokroć zawiódł. Bo przecież on taki biedny, śmiertelnie chory… Oczywiście, ten zabieg wpisuje się w plany twórców, by w ostatnim sezonie wrócić do korzeni, do tego, co było, do klasycznego Bon Temps i kanonicznych relacji, które ukształtowały serial. Nie zmienia to jednak faktu, że czuję niesmak.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pozytywnym przykładem powrotu do źródeł jest dla mnie obecność Hoyta, za którym tęskniłam, i jego związek tak z Jasonem, jak i z Jessicą. Pomimo że bohatera dzieli od dawnych przyjaciół zasłona magicznej amnezji, chemii między postaciami nie da się ukryć. Dawno nic w serialu nie wydawało mi się równie angażujące i prawdziwe jak sceny, w których Hoyt – niejako odruchowo – ratuje swoich bliskich, a potem „poznaje” Jessicę i z nią rozmawia. Może to dlatego, że ich relacje nie zostały wyświechtane przez tysiąc absurdalnych zwrotów akcji i odłożyliśmy je niegdyś na bok, by w spokoju pokryły się patyną, by dojrzały i zeszlachetniały?

Fot. HBO

Fot. HBO

Wątkiem, który oceniam jako najgorszy, jest tajemnica Tary – występującej w tym sezonie w roli ducha. Rozumiem, że rozwiązanie konfliktów rodzinnych stojących u podstaw motywacji postaci ma sens, a relacja Tary z matką była kołem napędowym wielu zdarzeń począwszy od pierwszego sezonu i nigdy nie została w pełni uleczona, ale sama historia z zakopanym w ogrodzie pistoletem i symboliczne, pośmiertne pogodzenie matki z córką zupełnie mnie nie przekonują. Rozczarowało też rozwiązanie zagadki, sposób, w jaki się to stało, wreszcie samo „wyjaśnienie”. Od momentu, gdy przypadkowa śmierć Tary nie została nam pokazana po mętną, nadętą wędrówkę jej śladem i rozczarowującą konkluzję wątek niespokojnego ducha kradł zbyt wiele ekranowego czasu i niepotrzebnie angażował ciekawe postacie, którym mogło się przydarzyć coś innego. Proces żałoby można pokazać na wiele atrakcyjniejszych, sensownych sposobów.

Fot. HBO

Fot. HBO

To koniec serialu, więc nikt nie jest bezpieczny i ważne postacie zaczynają masowo ginąć. Na szczęście nie dotyczyło to ofiary zarazy – boski Eryk wykorzystał pierwszą możliwość, by się wyleczyć. Cudowne ocalenie wpisało się w magiczną poetykę, do której serial nas – jednak – przyzwyczaił w ostatnich sezonach. Podobała mi się też scena z Sarą/Numi wracającą do opuszczonego ośrodka, gdzie spotyka widma mężczyzn, których oszukała i zniszczyła. Sara jest villainem przewijającym się przez cały serial, femme fatale stojącą za plecami kolejnych władców, w ich cieniu. W rezultacie swoich działań przyczyniła się do ogromnych cierpień wampirzej rasy. W zasadzie cieszę się, że jej wątek powrócił i wybrzmiał oraz że w tle ładnie rozwinęła się metafora epidemii, zarażenia, nosicielstwa.

Momentami tak ładnie, że serial zaczął przypominać siebie sprzed kilku lat. Kilka scen rzeczywiście trafnie połączyło rozrywkę z zadumą, z głębszą symboliką, przypisywaną wampiryzmowi. Pozostaje mieć nadzieję, że finał utrzyma ten przyzwoity, choć przecież nie rewelacyjny poziom.

Fot. HBO

Fot. HBO

Najlepsze sceny: Wizyta w sex dungeon Karoliny Wydry i wszystkie reminiscencje z przeszłości Erica, Pam, Ginger i klubu Fangtasia. Czułe pożegnanie Jasona i Jessiki w jego samochodzie. I te słowa: „I feel like when we’re together, we’re in a little bubble, you know, just floating above the ground. And I know we can’t stay there, but it makes coming back down to earth feel better.”

Najlepszy bohater: Hoyt. Tęskniłam za nim. Tak pięknie i właściwie wygląda, stojąc obok Jessiki! A zaraz potem Jason. Na trzecim miejscu Jess. Szeryf Andy dalej na propsie.

Nadzieja na przyszłość: Trzymam kciuki, żeby Sookie skończyła z kimś innym niż wampir Bill. Dodatkowo liczę, że Willa dostanie jeszcze trochę ekranowego czasu.

 

True Blood
S07E04–08, emisja: 13.07.2014-10.08.2014

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.