Fot. BBC

Nowy stary Doktor (Doctor Who, PREMIERA: S08E01)

Artykuł zawiera spoilery.

Doctor Who?

Przemek: Wreszcie koniec czekania! Nie wiem jak wam, Katonie i Williamie, ale mnie czas od ostatniego odcinka dłużył się niemiłosiernie. W Time of the Doctor pożegnaliśmy się z Mattem Smithem, zaś powitaliśmy z otwartymi ramionami Petera Capaldiego. To chyba pierwszy przypadek w historii tego serialu, kiedy nowy odtwórca roli Doktora spotkał się od razu z tak ciepłym i entuzjastycznym przyjęciem ze strony fanów. O ile Tennant oraz Smith musieli długo przekonywać do siebie widzów, bo stali w cieniu poprzednika, Capaldi z racji swego dorobku aktorskiego od razu wydawał się krokiem w dobrym kierunku. Sam cieszyłem się jak głupi, kiedy w Day of the Doctor na sekundę pokazały się brwi Dwunastego.

Teraz mieliśmy wreszcie okazję zobaczyć go w pełnej krasie. Jak wam się podobał?

Fot. BBC

Fot. BBC

William Fine: Cóż, ja w takim razie nigdy nie należałem do fanów :)

Matt Smith kupił mnie od razu, jeszcze na tych promocyjnych zdjęciach, gdzie miał fatalny kostium. Lubię wierzyć, że ujrzałem go wtedy takim, jakim będzie i takim, jakim faktycznie się okazał – wbrew narzekaniu innych od razu poczułem, że to będzie mój ulubiony Doktor i tak właśnie było. Może dlatego właśnie sceptycznie podchodziłem do zmiany aktora, nawet na Capaldiego. Staram się nie rzucać opiniami zbyt szybko, żeby nie skończyć jak ci, którzy narzekali na Heatha Ledgera w roli Jokera zaraz po ogłoszeniu wyników castingu. Mimo wszystko jednak Dwunasty będzie się musiał postarać, żeby przypaść mi do gustu. Po pilotowym odcinku wcale nie jestem do niego przekonany, podobnie jak nie uwiódł mnie w „scenie z brwiami”. Rozumiem, że to inne podejście i inny serial, jednak ja bardzo lubiłem wcześniejsze podejście i wcześniejszy serial. Jakoś nie widzę w części Capaldiego potencjału na tak legendarne motywy jakie widzieliśmy u Smitha – „bowties are cool”, „it’s a fez”, „silence will fall when the question is asked” i inne. Obym się mylił.

Katon: Na tym etapie będę robił za podjaranego, na to wygląda. Dotąd ciężko przechodziłem zmiany wcieleń Doktora i byłem absolutnie przygotowany na to, że i tym razem czeka mnie kilkuodcinkowy proces przyzwyczajania się, by wreszcie polubić i pokochać. No ale właśnie nie, bo Capaldi zrobił robotę. Ta zmiana była bardzo potrzebna. Matt Smith był wspaniały i genialny, takoż Tennant, ale przecież obaj przy wszystkich różnicach stanowili pewną względnie spójną wizję Doktora. Już wystarczy. Ostatnio tęskniłem za Ecclestonem, dostałem coś zupełnie innego, a przecież jest jakaś wspólnota wektorów, bredzę nieco, ale chyba wiecie, o czym mówię. Szalony Doktor z początku odcinka budził jeszcze mój lekki niepokój, ale w scenie z bezdomnym Capaldi dosłownie wbił mnie w fotel. To będzie wybitna kreacja. I chyba bardzo frapująca wizja postaci Doktora.

Przemek: Przyznam szczerze, że wstrzymuję się jeszcze z wydaniem jednoznacznej opinii na temat Capaldiego. Jasne, świetny aktor i aż się chce go oglądać, ale ponieważ połowę tego odcinka spędził w postregeneracyjnym obłędzie, a w drugiej z racji przeciętnej fabuły niewiele dostał do zagrania, czuję, że mam za mało materiału, by wydawać sądy. Na pewno ogromnie mi się podoba nieco cichszy, stonowany Doktor grany przez Capaldiego. Jakby wraz z porzuceniem młodego wieku ten bohater stracił też potrzebę zwracania na siebie uwagi. Prosty czarny strój, surowa twarz, gniewne brwi, groźby i komentarze wypowiadane ze szkockim akcentem. Na pewno jest to Doktor wyrazisty – i dobrze, bo nieco się martwiłem, że po barwnym Jedenastym ta inkarnacja będzie ciut bezbarwna.

Widzę, że przy Dwunastym twórcy podkręcają nieco mroczną stronę Doktora: bezwzględność, oschłość, przekonanie o własnej racji. Prawdę mówiły wywiady, w których twierdzono, że ten Doktor jest zdecydowanie mniej ludzki oraz mniej dostępny. Co nie znaczy, że stał się złą postacią – zakończenie odcinka, w którym mamy drżeć na myśl o tym, że może nasz heros wypchnął androida z balonu, jakoś mnie nie poruszyło, bo to w głębi serca wciąż ten sam człowiek. Przestał tylko udawać, że ma dwadzieścia lat. Dojrzał. Wreszcie.

Niemożliwa Dziewczyna

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Skoro Doktor omówiony, przejdźmy do Clary. Mam co do tej postaci smutną teorię, że w gruncie rzeczy nie ma ona żadnego stałego charakteru – jest wydmuszką, w którą scenarzyści wkładają kolejne cechy, kiedy wymaga tego fabuła. Nie umiałbym opowiedzieć w trzech słowach, jaka Clara jest. Że zabawna? Sprytna? Odważna? To samo można powiedzieć o Rose czy Donnie. W tym odcinku mamy okazję zaobserwować przede wszystkim jej niepokój związany z przemianą Doktora. I chyba dlatego, że na tej jednej emocji się skupiono, Clara po raz pierwszy od dawna wypadła dla mnie wiarygodnie. Można by się kłócić, że jako towarzyszka, która wskoczyła w linię czasu Doktora i spotkała wszystkie jego wcielenia, a potem w Day of the Doctor osobiście rozmawiała z trzema Doktorami jednocześnie, Clara powinna właśnie najłatwiej znieść regenerację przyjaciela, ale myślę, że co innego wiedzieć, że coś się zdarza, a co innego być tego świadkiem.

Katon: No tak, faktycznie beka trochę z tym szokiem poregeneracyjnym, gdy to Clara właśnie widziała „wszystkich Doktorów” i była ich aniołem stróżem poniekąd. Czy to jednak była TA SAMA Clara czy jakaś Clara-odnoga? Ok, lepiej się zatrzymam. Fajna paralela a rebours się nam rysuje, że oto Rose poznała Doktora-Nieludzkiego, by ostatecznie (po dość szybkiej akceptacji zmiany wcielenia) trafić na Doktora-Możliwie-Najbardziej-Romantycznego, gdy Clara mierzy się z sytuacją odwrotną. Fajowy i otwarty na flirty oraz dwuznaczności Doktor zostaje jej zamieniony na gościa, który potrafi szybko ustawić sytuację jednym „I’m not your boyfriend”, co jednak jest już dość kapitan oczywistościowe na tym etapie odcinka. Tak czy inaczej fajnie, że ma wreszcie co grać, mam dla tej postaci dużo pozbawionej większych oczekiwań sympatii, a to dobry punkt wyjścia.

Przemek: Powiedziano nam w tym odcinku, że Clara jest control freakiem. Nie wiem szczerze mówiąc, skąd Moffatowi przyszedł do głowy ten pomysł, bo nie pamiętam, żeby w którymkolwiek odcinku ta cecha dziewczyny się ujawniła. Tutaj dostajemy krótki przebłysk z Clarą jako nauczycielką, która usiłuje zaprowadzić porządek w klasie, ale to trochę mało. Dostajemy za to dwie sceny „psychoanalizy” Clary: kiedy Strax bada ją kosmicznym skanerem (odkrywając w podświadomości dziewczyny między innymi muskularnych mężczyzn uprawiających… sport) oraz gdy panna Oswald zostaje przez Madame Vastrę zmuszona do przyznania, że bardzo jej pochlebiało flirciarskie zachowanie Jedenastego Doktora. Chyba po raz pierwszy widzimy ją tak wytrąconą z równowagi. Dopiero kiedy towarzyszka przestaje oceniać Doktora po wyglądzie i godzi się z myślą, że to wciąż ten sam człowiek, udaje jej się odzyskać spokój ducha. W sumie więcej się z tego odcinka dowiedzieliśmy o Clarze niż o Doktorze…

Katon: No o Doktorze dowiedzieliśmy się, że ma dwa tysiące lat, więc trochę WTF, bo chyba miał mniej, nie?

Przemek: Pierwszy raz się postarzał w serii szóstej, gdzie tuż przed „śmiercią” mówi Amy, że ma 1200 lat, a potem siedział Bóg wie ile na planecie Trenzalore, aż prawie umarł ze starości. Chyba jednak dobrze policzyli. Z drugiej strony Jedenasty sam kiedyś przyznał, że jest już tak stary, że nie pamięta nawet, czy kłamie na temat swojego wieku. A ty co myślisz, Williamie?

William: Znowu to samo. Impossible girl dla mnie zawsze będzie niemożliwa. Zawsze, czy to przypadkiem, czy celowo – znajdzie sposób, by pomóc Doktorowi. Często wymaga to od niej poświęceń, jednak cechą, którą zawsze będzie się dla mnie wyróżniać, jest jej lojalność. Oczywiście, inni towarzysze Doktora też byli w jakimś stopniu lojalni (poza Donną, która miała swoją własną wizję świata), ale na innych nigdy nie ciążyła tak wielka odpowiedzialność i nie wymagano od nich tak wiele. Clara udowodniła wielokrotnie, że zrobi to, co należy zrobić, żeby pomóc innym. Jej problem jest taki, że szybko się przyzwyczaja i nie lubi zmian. Dlatego właśnie przemiana Doktora trafiła ją jak grom z jasnego nieba. Znowu to widać – potrzebowała trochę czasu, by dojrzeć, ale kiedy było to od niej oczekiwane, znów stanęła w obronie Doktora. Postawiłbym tu tezę, że Clara jest prywatnym lekarzem Doktora.

Przemek: O, to mi się podoba. Czyli jednak jest kimś!

Wiktoriańscy detektywi

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Trójca Vastra – Jenny – Strax, zwana w materiałach promocyjnych The Paternoster Gang, nigdy nie należała do moich ulubieńców. Wciąż się ich wrzuca do odcinków, jakby byli dla nas starymi znajomymi, ale wcale nie mam takiego poczucia. Strax bawi mnie sporadycznie, a Jenny i Vastra dostawały do tej pory mało ciekawe wątki. No, może poza The Crimson Horror, tam oglądałem je z przyjemnością. Mam po prostu silne poczucie, że z lesbijskiego związku zielonej jaszczurki i XIX-wiecznej służącej można wycisnąć fabularnie znacznie, znacznie więcej. Tutaj przynajmniej znów mieliśmy okazję zobaczyć Vastrę i Jenny w walce! Strax z kolei znakomicie się sprawdził w pierwszej scenie, żądając od Doktora, by oddał się w ręce Imperium Sontarańskiego. Ale potem? Zażenował mnie cały ten slapstick…

W skrócie: miło, że wpadli, ale nie obraziłbym się, gdyby była to ostatnia wizyta tych bohaterów na moim ekranie.

William: Nie ukrywajmy, trójka pojawiła się tutaj, żeby widzom za szybko nie zrywać plastra, którym jest Jedenasty Doktor, a raczej pozwolić im urodzić Dwunastego w wannie. Może to i tragiczny dobór metafor, ale przesłanie spełnione.

Katon: Ciężko ich znoszę. Zaraz ktoś zarzuci mi uprzedzenia, ale mam je tylko wobec jednej rzeczy: ludzi-gadów z ery mezozoicznej posiadających biust. Nie. Do tego czerstwy Strax, straszliwie suchy i rzygliwy (shush, meh) sposób pokazywania wzajemnej miłości i jakaś taka kompletna zbędność fabularna całej tej niewydarzonej ekipy. Bardzo żal, że raczej będzie trzeba oglądać ich częściej.

Roboty, kłopoty i wstrzymywanie tchu

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: To dziwne, ale najsłabszą częścią odcinka była jego fabuła. Chyba nie tylko ja miałem poczucie, że wątek robotów i dinozaura okazał się w najlepszym razie przeciętny?

Katon: Po pierwsze Doktor nie ma racji, tak jednoznacznie i banalnie rozstrzygając słynny starożytny eksperyment myślowy ze statkiem, któremu wymieniano wszystkie części, bo właśnie że to jest totalnie TEN SAM statek – albo przynajmniej należy rozważyć taką możliwość. Po drugie ja lubię nakręcane roboty i ta część fabuły całkiem robiła dla mnie robotę. Nawiązanie do The Girl in the Fireplace akurat całkiem fajne. Tylko po co ten nieszczęsny dinozaur i suche jak kartony dialogi przy paprotkach? Odcinek zaczyna się dobrze zapowiadać dopiero gdy Doktor rozmawia z bezdomnym. Startuje na poważnie podczas rewelacyjnie nakręconej i zagranej scenie w restauracji, która dźwiga cały odcinek znacznie powyżej jego statystycznej przeciętnej. Wątek z tym samobójstwem androida całkiem spoko, zarys metaplotu „twarzowego” dość ekscytująco się zapowiada, nie spadły mi spodnie, ale za wcześnie na desperowanie.

William: Dlaczego zabili dinozaura? Poważnie, tym teraz stał się ten serial? Od początku coś mi nie grało i ze smutkiem przyznaję, że do samego końca. Alegorię Androida i Doktora zrozumiałem, ale niestety dało się to zrobić dużo lepiej. Ciężko mi teraz rozbijać odcinek na części pierwsze i odnaleźć w nim przyczynę mojego zawodu. Może to przez Capaldiego, który mi się nie spodobał? Może przez zbyt małe wyeksponowanie problemów egzystencjalnych obu kosmitów? Może Moffat poświęcił zbyt mało czasu na ich rozmowę, a zbyt wiele na rozmowy Clary z Vastrą? Jedno wiem na pewno. Śmierć dinozaura, zwłaszcza kiedy Doktor przetłumaczył nam, o czym on myśli… jest po prostu tanim chwytem na wywołanie smutku.

Przemek: Ech, masz rację, niestety.

Temu odcinkowi najlepiej by zrobiło, gdyby miał zwyczajowe 45 minut. Wtedy zamiast dwudziestu minut, jakie zajęło Doktorowi dojście do siebie, być może otrzymalibyśmy bardziej zwartą i przemyślaną intrygę. Dinozaur wprowadzony tylko po to, by mógł widowiskowo zginąć… No i po co wyciągać z szafy nakręcane roboty z The Girl in the Fireplace, skoro ani nie straszą zbytnio, ani niczego nowego się o nich nie dowiadujemy? Pewnie, sztuczka z nieoddychaniem była bardzo fajnym zabiegiem fabularnym, a finałowa konfrontacja z Szefem Wszystkich Robotów polegająca na rozmowie była miłą odmianą, ale jako całość „sprawa odcinka” wypadła dla mnie słabo.

Boli mnie to zwłaszcza dlatego, że wątek androida, który wymienił w sobie tak wiele części, że przestał być sobą, miał ewidentnie nawiązywać do podobnej sytuacji Doktora, ale ponieważ wypadł nie najlepiej, ta paralela też się dla mnie gubi. Ta sama czy nie ta sama miotła? Można było lepiej, dużo mocniej.

Katon: Come on, czy potwór odcinka przedstawiającego nam Matta Smitha był jakiś szczególnie spoko? No właśnie. Zachowajmy spokój.

Uwagi końcowe

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Podsumujmy. Mimo pewnego zawodu wydaje mi się, że odcinek Deep Breath był godnym wprowadzeniem Dwunastego Doktora. Dał nam szansę zobaczyć go w kilku trudnych sytuacjach i ocenić zmiany, jakie zaszły. Być może gdyby skupiono się mniej na reakcjach Clary i żartach Straxa, a bardziej na samym Doktorze, wyszłoby lepiej. Ale tego pewnie dostaniemy sporo w kolejnych odcinkach, więc jestem dobrej myśli.

Jedna myśl na koniec… Czy naprawdę konieczne było wprowadzanie sceny z Jedenastym telefonującym do Clary? Nie zrozumcie mnie źle, to świetna i poruszająca scena, zwłaszcza w połączeniu z późniejszą reakcją Dwunastego, ale bardzo sprawiła na mnie wrażenie błagania publiczności, by zaakceptowała „nowego”. Smith dał sobie jakoś radę bez błogosławieństwa ze strony Tennanta.

Katon: Tak, ale Doktor-Tennant wcześniej zakończył wszystkie swoje znajomości. Doktor-Smith nie. Capaldi zagrał tę scenę zbyt dobrze, żeby doszukiwać się tu jakiegoś sztucznego namaszczania jednego przez drugiego. Jestem spokojny o Dwunastego. Nieco mniej spokojny o jakość fabuł. Ale przywołam jeszcze raz scenę w restauracji – ktoś tu umie kręcić fajne sceny i liczę, że będzie tego więcej.

William: Szczerze? Nie wiem. Chcę mu dać szansę, chcę, żeby Capaldi się sprawdził i naprawdę na to liczę. Ciężko jest powiedzieć coś więcej po jednym odcinku. Nie skreślam Dwunastego Doktora, jednak to, co widziałem, nie spodobało mi się. Może dlatego właśnie ucieszyłem się na scenę z Jedenastym? Żeby ostatni raz móc spojrzeć na mojego ulubionego Doktora, z którym to JA miałem „the best of times”?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Wierz mi, rozumiem twój żal. Też będę bardzo tęsknił za Smithem… A na koniec – co sądzicie o ostatniej scenie? Moffat, Bogu dzięki, wraca chyba do tradycji z czasów Russela T. Daviesa, czyli do wątku spajającego z wolna wszystkie odcinki, by w pełni wybrzmieć w finale. Postać Missy na razie zdaje mi się podejrzanie podobna z charakteru do River Song. Może Moffat po prostu nie umie pisać innych kobiet? Tak czy siak, czyżby Missy zamierzała zbierać w jednym miejscu wszystkich przeciwników Doktora? W jakim celu?

William: Ja nawet nie pamiętam żadnej Missy.

Katon: O, a to nie jest po prostu River? Myślałem, że jednak ona i że wreszcie będzie fajna. No cóż, Missy zatem. Fajna końcówka odcinka.

Przemek: Cóż, tak się przedstawiła. Czytałem w sieci teorię, jakoby Missy = Mistress = Master. Mocna, przyznaję, ale wolałbym, żeby to nie była prawda. Zbyt banalne.

Katon: O, grubo. Ale też jestem na nie.

Doctor Who
S08E01: Deep Breath, emisja: 23.08.2014

Katon: w ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

William Fineczyli Avada – z łaciny – „ten, co dobrze składa”. Chłopak nigdzie, chłopak znikąd. Nie ma serialu, o jakim nie słyszał, a jeszcze mniej jest takich, których nie widział. Od niedawna odkrywa świat amerykańskich superbohaterów i rapu. Lubi gotować i powinien być nauczycielem historii. Zawieszony między chęcią posiadania wiedzy a niechęcią do jej pozyskiwania.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)