Fot. BBC

Dobry Dalek (Doctor Who, S08E02)

Artykuł zawiera spoilery.

Podróż do wnętrza Daleka

Przemek: Rzadko się trafia dobry odcinek z Dalekami w roli głównej. Po pierwsze – trudno przekonać widza, że to przerażające maszyny do zabijania, skoro za każdym razem przegrywają. Po drugie – trudno wycisnąć coś nowego z przeciwnika, który walczy z Doktorem już od pięćdziesięciu lat. Większość prób „udziwnienia” Daleków skończyła się dość żałośnie: wspomnijmy tylko o dość żenujących odcinkach Daleks in Manhattan/Evolution of the Daleks. Sam od dawna na widok metalowych pieprzniczek raczej wzdycham niż skaczę z radości.

A tu niespodzianka – historia autorstwa Phila Forda (znanym z Waters of Mars) i Stevena Moffata (znanego skądinąd) to jedna z najlepszych Dalekowych fabuł, jakie dane nam było w nowych seriach oglądać. Trzymająca w napięciu wyprawa do wnętrza potwora. Wam też się tak podobało?

William: Jak najbardziej, choć ja zatytułowałbym ten artykuł „the Doctor you can’t trust”, bo ten odcinek jako pierwszy, w którym goszczą Dalekowie, był czymś znacznie więcej niż tylko zmaganiem z trudnym przeciwnikiem. Ale powoli, dojdziemy do tego.

Pirjo: Mam sentyment do familijnych filmów które zdarzało mi się oglądać w dzieciństwie, a które przedstawiały awanturniczą wyprawę pomniejszonych bohaterów, zwykle bandy młodzików pod przewodnictwem szalonego profesora, do wnętrza ludzkiego organizmu. Oglądaliście Kochanie, zmniejszyłem dzieciaki!? Wydaje mi się, że odcinek nawiązywał nieco do tej absurdalnej konwencji (z rzutem oka na mózg i obowiązkowym wpadnięciem do żołądka), a przy okazji bez zbędnych wstępów skonfrontował nowego Doktora z jednym z jego najsłynniejszych wrogów. Skonfrontował dogłębnie, a nam pokazał, że taktyką Nowego jest raczej introspekcja, dedukcja niż interakcja siłowa. To charakterystyczne „zadawanie pytań” i od razu stawianie hipotetycznych odpowiedzi towarzyszy mu od pierwszego odcinka, zauważyliście? Mentorski ton, postawa filozofa, mędrca, zgorzkniałego odrobinę starca. Znikł gdzieś entuzjazm, nieco głupkowaty i aż nadmierny, a pojawiło się wyrachowane, przemyślane działanie i Doktor zrobił się groźny. Obcy. Może dlatego Dalekowie musieli pokazać „ludzką” twarz, żeby ich oponent mógł stać się Kosmitą? Może taka jest jego ścieżka do odkupienia, będzie się przeglądał (pacyfistycznie, dodajmy) w każdym swoim dotychczasowym wrogu, rozkładał na czynniki pierwsze wszystkie dawne sytuacje? Będzie widział siebie w Rustym, tak jak widział się w nakręcanym robocie z odcinka pilotowego?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Hm… trafne! To byłby bardzo ciekawy rozwój sezonu. A odkładając na chwilę na bok wyprawę do wnętrza uszkodzonego „Złomka”, którego industrialno-kosmiczny klimat szalenie mi się podobał – cieszy mnie, że po raz pierwszy od dawna Dalekowie byli groźni. Zamiast knujących w mroku niedobitków tym razem mieliśmy na ekranie całą armię. Statek bojowy w scenie otwierającej. Moment, gdy cała armia wdziera się na pokład „Archimedesa” wśród eksplozji i płomieni, a potem bezlitośnie eksterminuje większość załogi. Zabójcza szybkość i precyzja „dobrego Daleka”, gdy postanawia zniszczyć swych kompanów. Kiedy Dalekowie przestają kombinować jak łysy koń pod górę i robią to, co potrafią najlepiej – mordują – faktycznie są niepowstrzymaną potęgą. Chcę więcej galaktycznej wojny!

Pirjo: Mi się podoba cała seria odcinków: najpierw klimat wiktoriański, który w Doktorze uwielbiam z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli z kompletem rezydujących tam postaci, potem statki kosmiczne, co także ma swój urok i tradycję, a teraz szykuje się nam odcinek ze sławną postacią historyczną. Epizod o inwazji Daleków zyskuje przez samo swoje usytuowanie w towarzystwie tak zróżnicowanych fabuł.

Kto tu jest dobrym Dalekiem?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Zajmijmy się teraz Doktorem. Przewijająca się w zwiastunach scena z Władcą Czasu pytającym Clarę, czy jest dobrym człowiekiem, pojawia się wreszcie w tym odcinku. To pytanie napędza zresztą całą fabułę – dostaliśmy jedną z ciekawszych konfrontacji Doktora z jego własnym mrokiem. W pewnym sensie porażka była nieunikniona. Gdyby Daleków dało się uczynić dobrymi, serial zmieniłby się na zawsze, a przecież status quo musi zostać zachowany. Ale i tak zrobiła na mnie wrażenie finałowa konfrontacja, w której Dalek wydobywa jako najcenniejsze z umysłu Doktora nie piękno wszechświata, tylko nienawiść do Daleków. Powróciło nawet dręczące Dziewiątego zdanie „You would make a good Dalek” – jako jeszcze bardziej niepokojące „I am not a good Dalek, you are a good Dalek”. Doktor jako potwór, tylko działający po stronie dobra. Niepokojąca myśl.

William: I jak pięknie wykorzystany potencjał zależności! To bardzo popularny motyw, ale tutaj zagrał wspaniale, znacznie lepiej niż w poprzednim odcinku. Był wyraźniej naznaczony, rzucał się w oczy, jednocześnie nie usiłując zrobić z widzów idiotów, co tak często zdarza się w amerykańskim filmie i telewizji. Nie zgodzę się jednak z myślą, że serial przestałby mieć sens, gdyby Doktor nawrócił Daleków. Pomyśl o możliwościach! Wyobraź sobie Daleków, którzy są spaczonymi strażnikami wszechświata, gdzie żeby go obronić, okazjonalnie muszą poświęcić cywilizację lub dwie. Znowu wątek podobieństw między nimi a Doktorem. Czy Dwunasty mógłby w takiej sytuacji przestać ich nienawidzić? Czy znów, wybierając mniejsze zło, musiałby poświęcić całą rasę? Och, chętnie bym to obejrzał.

Pirjo: Ja też! Jednoznaczna dotąd rasa robi się nam nieco rozmyta – mieliśmy Daleków szalonych, wytrąconych z równowagi – pamiętacie krypne suflety? – teraz mamy Daleka z poczuciem moralności. Pojawia się wyłom w monolicie prostych, skutecznych, złych do szpiku istot. To podważa sens odwiecznej krucjaty i zmusza do zrewidowania wcześniejszych przekonań – a konkretnie zmusza do tego Doktora jego młoda towarzyszka. Perspektywa patrzenia ewoluuje, spojrzenie wydaje się głębsze.

Przemek: Hm… coś w tym jest, choć ja właśnie lubię prostych, złych Daleków. Może dlatego, że większość prób ich „udziwnienia” wychodziła dotąd słabo?

Fot. BBC

Fot. BBC

William: Nie wydaje mi się, żebym w którymkolwiek momencie zaczął pałać miłością do Capaldiego, choć swoją robotę wykonuje tak, jak powinien. Szczerze przyznam, że jak na razie ten sezon ogląda mi się jak dobrze zrealizowaną amatorską produkcję, jak telewizyjną adaptację dobrego fan fiction. Dla mnie to już nie jest Doktor. Chyba że kolejne odcinki skupią się właśnie na jego nowej osobowości i na tym, jak różni się ona od poprzedniej. Zauważyłem też, że każde wcielenie potrzebuje towarzysza trochę bardziej niż poprzednie. Dziewiąty polubił Rose. Dziesiaty był trochę zagubiony i lubił spędzać czas z innymi ludźmi. Jedenasty CHCIAŁ towarzyszy, żeby nie czuć się samotnie. A Dwunasty po prostu ich potrzebuje, żeby sprawnie funkcjonować.

Przemek: Nie wiem, jakoś mi nie przeszkadza fakt, że Doktor okazuje się w tym odcinku zimny i wyrachowany. Odpowiada mi ta zmiana w przedstawianiu głównego bohatera – to miła odmiana po bardzo ludzkich poprzednikach. Martwię się tylko, co by się z Dwunastym stało, gdyby podróżował sam. Bardzo bym nie chciał, żeby Doktor zmienił się w doktora House’a. I oby scenarzyści go w tym kierunku za daleko nie popchnęli.

Pirjo: Dla mnie akurat Capaldi jest idealny i ostrożnie mogę powiedzieć, że będzie „moim Doktorem”. Ma dokładnie te cechy, których brakowało mi we wszystkich nowożytnych wcieleniach, a i w części starszych, czyli pewną groźbę, smutek, obcość i mrok, urealniające ciężar spoczywający na jego barkach, ciężar czasu i wydarzeń. Cechuje go także świetnie odegrana apodyktyczność starszego pana. Przestał być tym dobrodusznym, przerysowanym, nadaktywnym, biegającym w te i we wte jak w amoku szaleńcem, rzucającym się w oczy ekscentrykiem. Postacią męczącą i przewidywalną. Zyskał coś, co widywałam w odcinkach z pierwszym Doktorem. Coś dla mnie magicznego i nietypowego. To nie jest zabawny Doktor, popkulturowy heros, autor niezapomnianych one-linerów. Żadnych fezów i „bow ties are cool”. Tylko tajemniczy, starszy pan, który czasami myśli, zanim zadziała. Lubi się namyślać. I dobrze. „Geronimo” jest dla niego cytatem, który podaje nam ze znużonym mrugnięciem dojrzałego oka; cytatem, który już nie bawi i zakłada się go jak zużyty, choć wciąż dopasowany kostium. Uwielbiam ten styl. Tę świadomość siebie, autorefleksję i ten meta-poziom dyskusji. Wydaje mi się, że po reinkarnacji Doktorowi wzrosło IQ. Doktor jest teraz na przemian cyniczny i filozoficzny, szczególnie gdy mówi o zabijaniu i śmierci, a mówi wiele. To jego temat, problem, wokół którego krąży. Nie widzę jednak ryzyka „popadnięcia w House’a”, Capaldi jest na to zbyt kompleksowy, różnorodny, pokazuje wiele stron postaci – pamiętał o kawie dla Clary! Pochwalił, że jest dobrą nauczycielką! – i natychmiast mam ochotę obejrzeć nowe odcinki jeszcze raz, żeby te niuanse wychwycić. Żeby go szybciej poznać. Poza tym jest najlepszym aktorem w obsadzie i wzniósł serial na nowe wyżyny.

Fot. BBC via pondroyalty.tumblr.com

Fot. BBC via pondroyalty.tumblr.com

Przemek: Tu się spierać nie będę! Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Dwunasty jest w pewnym sensie Pierwszym Doktorem – pierwszym z nowego cyklu regeneracji. Twórcy jawnie z tego czerpią, ale martwi mnie, czy nie zaczynają czerpać za bardzo. Starszy aktor, prosty kostium, oschłość i bezwzględność, towarzyszka-nauczycielka… a teraz w drugim odcinku, tak samo jak w 1963 roku, pojawiają się Dalekowie. Może już dość nawiązań, drodzy twórcy?

Pirjo: Jak mówiłam wcześniej, jestem zachwycona tymi nawiązaniami! Takich wielowymiarowych postaci nie ma we współczesnych serialach przygodowych, z jakichś powodów uważane są za ryzykowne, a przecież moja (i sporej części widzów) reakcja pokazuje, że jest na nie miejsce. Doktor Matta był dla mnie zbyt mainstreamowy, taki, że użyję cytatu – „generic boyfriend”. Poprzedni sezon oglądałam więc z umiarkowanym entuzjazmem, bo nic mnie nie zaskakiwało, a postać Doktora przestała fascynować. Teraz fascynacja powraca. Nareszcie!

William: Nie przeszkadzają mi nawiązania, nie widziałem starych odcinków, ale poruszyliście ciekawą kwestię. Bezwzględność. Czy poważnie nikt nie poruszy najważniejszego dla mnie aspektu odcinka, w którym Doktor bez mrugnięcia okiem poświęca człowieka, jeszcze mówiąc mu „trust me”? Co o tym sądzicie? Bo ja sądzę, że to było przegięcie. Doktor jest wyraźnie wewnętrznie rozdarty. Z jednej strony nie chce towarzyszki, która jest żołnierzem, z drugiej praktycznie zabija człowieka bez wahania.

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: To chyba za ostra interpretacja – tamten żołnież i tak za moment by zginął, a Doktor nie umiał go ocalić, więc postanowił to wykorzystać strategicznie. Chłód, ale nie okrucieństwo. Tak to raczej odebrałem.

Pirjo: A mi się zdaje, że przyzwyczailiśmy się do szybkiego „ogarniania” nowego bohatera, podczas gdy to wcielenie jest skomplikowane i musimy mozolnie zbierać poszlaki, zanim zrozumiemy, co go napędza i dlaczego postąpił właśnie tak, jak we wspomnianej scenie, okrutnie oszukując ufającego mu żołnierza. Ten Doktor mierzy się z najmroczniejszymi sekretami swojego wnętrza, toczy się walka o jego duszę, o prawdę historyczną, o dobro. Dlatego przydaje mu się opiekunka i nauczycielka; dziecko, które go prowadzi za rękę w stronę światła. I tak, też myślę, że w jego zachowaniu jest chłód, wyrachowanie, analiza, próba logicznego – również w sensie filozoficznym – oglądu sytuacji. Uważam to za urealniającą, czyli pozytywną zmianę.

Przemek: Czy naprawdę takie okrutne było pocieszenie – nawet kłamliwe – człowieka, który za moment miał umrzeć? Skoro i tak nie można było mu pomóc? Widzę, że się nie zgodzimy, więc może pozostawmy temat nierozstrzygnięty. Ale cieszę się, że Doktor znów ma na tyle dużo głębi, że mamy nad czym tak dyskutować!

Różowy Daniel

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: A co z wątkiem romantycznym? Danny Pink od razu mi się spodobał jako bohater. Trochę głębokiej powagi, trochę humoru, ślad bolesnej tajemnicy. Sceny z nim i z Clarą zamknęły odcinek w ładnej klamrze kompozycyjnej, a w dodatku pozwoliły pociągnąć wątek „żołnierski”. Ha, tak zgrabnie było to poprowadzone, że chwilami czułem się niemal jak za Russela T. Daviesa!

Pirjo: Dla mnie bez rewelacji, napisane za bardzo „pod publiczkę”. Danny nie zrobił na mnie wrażenia, ale spodobało mi się, że świat Clary ożył. Bardzo mało wiemy przecież o jej życiu poza tym, że uczy w szkole. Nie poznaliśmy jej przyjaciół, nie tak naprawdę. Angielskie życie nie wydawało się dotąd godne zachodu, zjawiało się epizodycznie, jako tło do przygód z Doktorem i nie zostawiało śladu. Nie bywało źródłem poważniejszych dylematów. Dlatego z przyjemnością zobaczę ugruntowanie codzienności, przywiązanie się tej bohaterki do kogoś innego niż Doktor. Najwyższa pora!

William: Dwunasty ma nawyki ze swoich wcześniejszych wcieleń i sam nie do końca wie, czego chce. Z jednej strony wciąż nie przepada za bronią i zbrojnym rozwiązywaniem konfliktów, z drugiej… Chyba to z przyzwyczajenia. Jakoś nie przekonuje mnie, zwłaszcza po tym co widziałem w odcinku, Doktor, który brzydzi się bronią i nie chce mieć nic wspólnego z żołnierzami. Pewnie właśnie dlatego tak ciężko będzie mu rozstać się z Clarą i oddać ją Pinkowi. Jestem ciekawy, czy wykorzystają ten potencjał.

Przemek: A propos Danny’ego – Clara, jak słusznie zauważyła Pirjo, też była w tym odcinku wyjątkowo sprawnie napisana. Miałem wrażenie, jakby zawsze była tą sympatyczną, wesołą nauczycielką, tak dobrze do niej to szkolne tło pasowało. Kurczę, nie można było tak od początku? Dać Clarze takiego backstory i na tym budować, zamiast rzucać ją fabularnie z kąta w kąt? Jako opiekunka do dzieci nie przekonywała mnie wcale…

William: Zawsze widziałem w niej ten potencjał. Prawda, jest prowadzona teraz znacznie konsekwentniej i to bardzo dobrze, ale jak mówiłem tydzień temu – zawsze ją lubiłem :)

Kącik spekulacyj

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Na koniec – tajemnicza Missy. Wygląda na to, że zbiera w „niebie” ludzi poległych z winy (?) Doktora. Przypomina mi się Davros oskarżający Dziesiątego, że skłania ludzi, by poświęcali swe życie w jego imię.

William: Och, rękę bym oddał, żeby zobaczyć proces Doktora! Bo chyba własnie w tym kierunku to wszystko zmierza.

Pirjo: Staram się nie myśleć za wiele o Missy, ponieważ poważnie boję się, że ten metaplot zostanie przekombinowany, a wszelkie oczekiwania zrujnowane i potraktowane z buta. Postanowiłam się cieszyć bieżącymi odcinkami, cudownym aktorstwem Capaldiego i unikać na razie spiskowych teorii. Tyle!

Przemek: A już za tydzień – Robin Hood! Chyba czeka nas zabawny odcinek…

Pirjo: Robin Hood! Pierwszy raz zgadzam się z Clarą – to właśnie ten bohater, którego chciałabym spotkać, gdyby mi przyszło podróżować w przestrzeni i czasie. Odliczam dni do kolejnego odcinka!

Doctor Who
S08E02: Into the Dalek, emisja: 30.08.2014

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

William Fine: czyli Avada – z łaciny – „ten, co dobrze składa”. Chłopak nigdzie, chłopak znikąd. Nie ma serialu, o jakim nie słyszał, a jeszcze mniej jest takich, których nie widział. Od niedawna odkrywa świat amerykańskich superbohaterów i rapu. Lubi gotować i powinien być nauczycielem historii. Zawieszony między chęcią posiadania wiedzy a niechęcią do jej pozyskiwania.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)