Fot. Channel 4

Lepsze jest wrogiem dobrego? (Utopia, S02)

Artykuł zawiera spoilery.

Długo się zbierałem, by spisać moje wrażenia na temat sezonu drugiego Utopii. Głównie dlatego, że w zasadzie niewiele się w nim wydarzyło.

Recenzując początek i środek nowej serii, zauważyłem, że zanosi się na klasyczny przypadek odgrzewanych kotletów – i że, biorąc pod uwagę specyfikę tego serialu, nie jest to wcale zła rzecz. Historie skupione na walce z konspiracją należą chyba do najbardziej sztywnych i mało pojemnych podgatunków fikcji. Trudno po prostu wymyślić tu coś nowego. Wiadomo, że będzie złowroga grupa trzymająca władzę, że bohaterowie będą z nią walczyć, że w ostatniej chwili ocalą świat przed zagładą… Tak też się dzieje, już po raz drugi, w Utopii. Dostaliśmy kolejną porcję dokładnie tego samego: nagłych zwrotów akcji, zagadek i zbrodni.

Głównym wątkiem sezonu była tajemnicza modyfikacja, jaką wprowadził Phillip Carvel do stworzonego przez siebie związku chemicznego mającego wysterylizować rasę ludzką. Konspiracja, już gotowa zarazić ludzkość rosyjską grypą, poszła po rozum do głowy i uznała, że zanim się zniszczy/ocali świat, lepiej wiedzieć, co się dokładnie wypuszcza na wolność. Stąd upór, z jakim Mr Rabbit przesłuchiwała Jessikę Hyde, oraz desperacja naszej paczki nieudaczników, by uchronić Phillipa Carvela przed wpadnięciem w łapy Sieci. Wszyscy chcą poznać sekret Janusa.

Fot. Channel 4

Fot. Channel 4

Rozwiązanie tej zagadki było zresztą bodaj najlepszym zwrotem akcji w tym sezonie. Dość nieoczekiwanie w tle opowieści pojawił się Holocaust – jako przerażające doświadczenie, które popchnęło Carvela do pracy nad ocaleniem świata przez kontrolę populacji. Ofiara przejmująca metody oprawcy to znany motyw, który w Utopii zagrał moim zdaniem doskonale. Cała historia Carvela, co widać szczególnie w pierwszoodcinkowej retrospekcji, wyraża myśl, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane, a kto walczy z potworami, niech zważa, by sam nie stał się potworem. Gdy Phillip ujawnił, że w wyniku jego modyfikacji zdolni do rozmnażania się zostaną tylko jego rodacy – Romowie – mimo woli uśmiechnąłem się jadowicie. Cóż za przepyszna ironia losu. Trzydzieści lat knucia, morderstw i politycznych gier nie zdało się konspiracji na nic; z wywołanej przez nich zagłady ocaleją tylko ci, których podczas poprzedniej Zagłady niemal wyniszczono.

Chwilowe zawieszenie broni między konspiracją a ruchem oporu, jakie wynikło z tej rewelacji, z natury rzeczy nie mogło trwać długo. Gdyby Millner przeżyła polowanie na agenta z kanistrem zabójczego wirusa, zapewne rozkazałaby zastopować całe ratowanie ludzkości i kto wie, może nawet zrezygnowałaby ze swych szalonych planów raz na zawsze. Ale skoro po jej śmierci z ręki Granta (świetna scena!) władzę przejął fanatyk Wilson, czeka nas kolejny sezon desperackiej walki ze złem. Ostatnie sekundy finałowego odcinka, w których bohater wycina sobie na brzuchu symbol oznaczający królika, stając się w ten sposób nowym Mr Rabbitem, znakomicie domknął drugi najważniejszy wątek tej serii, czyli drogę Wilsona ku ciemnej stronie Mocy.

Fot. Channel 4

Fot. Channel 4

Pozostali bohaterowie… no cóż. Tu sezon drugi zawiódł najmocniej. Skoro już budujecie fabułę na sztampowych postaciach, drodzy twórcy, to może spróbujcie przynajmniej przełamać tę sztampę ciekawymi wątkami dla tych postaci? Rozwińcie je choć odrobinę? Postawcie w nowych dla nich sytuacjach, by mogli się wykazać? Chyba tylko Grant trochę dorósł, wchodząc w fazę buntu i uznając, że gdy nauczy się zabijać ludzi, inni wreszcie zaczną okazywać mu szacunek – a następnie wyzbywając się tego przekonania zaraz po tym, jak zabija po raz pierwszy. Inni bohaterowie przynudzają. Dugdale wciąż niechętnie współpracuje z konspiracją, Ian wciąż wzdycha do Becky (co nie przeszkadza mu przespać się z Jessiką), Becky wciąż umiera, Jessica zabija w najlepsze… Sądziłem, że przynajmniej odkrycie, że ich ojciec żyje, jakoś głębiej poruszy Jessikę i Pietrego, ale skądże znowu. Cała rzecz kończy się odcinek później strzelaniną i jedyne, co z tego wynika, to pewna doza przywiązania, jaką szalona dziewczyna darzy teraz zawodowego zabójcę. Mało.

Parę dobrych słów warto jeszcze powiedzieć o nowej rodzinie Pietrego, który wprost wyłazi ze skóry, by swoich bliskich ochronić. Bardzo mi się podobał ten wątek, podobnie jak opiekuńczość, jaką dawny wróg wykazywał wobec naszych bohaterów. Okazuje się, że nawet bezduszny morderca, który w dzieciństwie rozrywał króliki na strzępy, może stać po stronie dobra!

Fot. Channel 4

Fot. Channel 4

Zdaję sobie sprawę, że mój brak entuzjazmu może wywoływać wrażenie, jakoby sezon drugi Utopii był zły. Nie był. Okazał się po prostu w każdym aspekcie tak podobny do sezonu pierwszego, że pomimo nowych zagadek i nowych twistów mam dojmujące poczucie deja vu. W trakcie oglądania bawiłem się dobrze, ale tak jak po zjedzeniu (pożywnego przecież!) odgrzewanego kotleta niewiele pozostaje w ustach smaku, tak po tej serii niewiele pozostało wspomnień. Ot, co ciekawsze momenty: śmierć Millner, przewrotne zakończenie wątku Becky, złowrogi monolog szaleńca do kobiety z dzieckiem… Ponownie otrzymaliśmy rzecz wysmakowaną wizualnie, z genialną ścieżką dźwiękową oraz fascynująco niepokojącą grą aktorską w przypadki Jessiki Hyde – i to są niewątpliwie plusy. Problem w tym, że o ile za pierwszym razem ta warstwa audiowizualna była czymś nowym i zachwycającym, o tyle teraz stanowi już tylko smakowitą wisienkę na dość mdłym torcie. Aż rodzi się we mnie pytanie: po co, u licha, sezon trzeci?

A mimo to pewnie go obejrzę, gdy nadejdzie. I w dodatku będę się dobrze bawił. Paradoks!

Fot. Channel 4

Fot. Channel 4

Utopia
Thriller, drama
Ch4, UK, 2013–

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.