Fot. SyFy

…a zombie zombie zombie (Z Nation, PREMIERA: S01E01)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Jeśli już czegoś w życiu żałuję, to tego, że ktoś napisał przede mną Przedwiośnie żywych trupów.

Lubię zombie we wszystkich wydaniach: od wałęsających się po centrum handlowym powolniaków u Romero, przez biegające i supersilne obrzydlistwa w Resident Evilu aż po dziwadła w rodzaju inferiusów w Harrym Potterze czy bardzo ludzkie truposze w In the Flesh. Zombie to potwór, który nie udaje, że jest czymś więcej niż metaforą najbardziej przerażającej z ziemskich bestii, Homo sapiens, i właśnie za tę szczerość go lubię. Nie zawsze mam ochotę zgłębiać cierpienia wampirycznej albo wilkołaczej duszy; czasem wolę popatrzeć, jak niemilcom eksplodują głowy. Przednia zabawa.

Twórcy Z Nation wyszli chyba naprzeciw mojemu upodobaniu do tej nieskomplikowanej rozrywki, bo ich serial rezygnuje z wszelkich ambicji „pogłębiania” zombie i daje nam ekscytującą rozwałkę. Ale też na szczęście – bo inaczej byłoby zbyt nudno – dodaje coś od siebie do tego znanego wzorca: humor.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Fabułę serialu można podsumować w trzech słowach: nastąpiła apokalipsa zombie. Z Nation po jednominutowym montażu przedstawiającym zagładę wrzuca nas beztrosko w sam środek wojny. Żywe trupy nacierają, naukowcy próbują opracować szczepionkę, armia (amerykańska, a jakże) broni się ostatkiem sił. Śledzimy losy Marka Hammonda (w tej roli znany jako Michael z Zagubionych Harold Perrineau) oraz zebranej przez niego przypadkowej grupki pomocników, eskortujących do odległego laboratorium człowieka, który stanowi jedyną nadzieję na pokonanie zombifikującego wirusa. Powiedzmy to sobie szczerze – scenariusz jest tak sztampowy, że wstyd by mi było zacząć tak przygodę w RPG, bo gracze umarliby z nudów. Z tego właśnie powodu oglądałem Z Nation z pewnym niesmakiem. Po co mi ta powtórka z rozrywki?

Odpowiedź przyszła dopiero w drugiej połowie odcinka. Oto bowiem niespodziewanie do fabuły zaczął wkradać się humor, a wydarzenia potoczyły się w sposób zgoła komediowy. No bo jak często się zdarza, że drużyna w trakcie tak ważnego questa znajduje nagle porzucone niemowlę i nagle pojawia się problem, jak się brzdącem zająć? Albo ile razy w „poważnych” historiach o zombie pojawiała się prowadzona przez uwięzionego w opustoszałej bazie żołnierza (Garth z Supernatural!!!) stacja radiowa, rockową muzyką zagrzewająca do walki? Lub też jak często widujemy scenę kupowania broni przeciw zombie połączoną z testowaniem produktu? Pojawia się też zombiak nietypowy, śmieszno-straszny i nad wyraz kłopotliwy do ubicia, którego naturę zataję, żeby nie psuć czytelnikowi przyjemności przekonania się na własne oczy. A wyemitowany po odcinku zwiastun jasno sugeruje, że w przyszłości tych zabawnych elementów będzie jeszcze więcej.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Nie znaczy to, że Z Nation to parodia gatunku. Mimo wszystko póki co serialowi bliżej jest raczej do lekko niepoważnej konwencji książek typu The Zombie Survival Guide (poważny, „realistyczny” podręcznik przetrwania apokalipsy zombie) czy Pride and Prejudice and Zombies (oryginalna Duma i uprzedzenie z dodanymi truposzami) niż festiwalu dowcipów w rodzaju filmu Shaun of the Dead. Z drugiej strony – trudno na tak wczesnym etapie wyrokować, w jakim kierunku ta produkcja pójdzie. Nie zdziwię się wcale, jeśli ilość humoru będzie systematycznie wzrastać.

Stosunkowo niewiele mogę powiedzieć o bohaterach Z Nation. Typowe zbiorowisko charakterów, typowe wątki władzy i zaufania. Żołnierze są żołnierscy, szeryfowie szeryfowi, twarde babki twarde i babskie jak należy. Nie bardzo jest na kim oko zawiesić, nikt nie wykracza poza sztampę. Jedynie żołnierz w stacji radiowej momentalnie budzi sympatię i mam nadzieję, że będzie dobrym duchem całego serialu – oraz że koniec końców włączy się jakoś do akcji. Możliwe zresztą, że będzie służył bohaterom jako ktoś w rodzaju przewodnika, bo żal by było nie wykorzystać fabularnie ogromnej, pustej bazy pełnej najnowszych osiągnięć wojskowej technologii. No a poza tym jak tu nie lubić pociesznej mordki Gartha? (Tak, zdaję sobie sprawę, że aktor się tak nie nazywa…)

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Ale czy warto Z Nation polecić? Sam nie wiem. Bo ja, na przykład, raczej dalej oglądać nie będę. No, może dam odcinek-dwa szansy, ale z pewnością nie więcej. Po prostu póki co za dużo tu znanego, a za mało niespodzianek. Po co mam śledzić historię znaną mi do bólu, tysiąc razy obejrzaną? Dla paru zabawnych dowcipów?

Ale nie ma co tak szybko ferować wyroków. Jeśli twórcy serialu podkręcą gałkę podpisaną „Humor” i zaryzykują nieco więcej eksperymentów z konwencją, Z Nation może się przerodzić w coś całkiem ciekawego. Rozwałkę z odrobiną głębi. Poproszę więcej mięska na tych kościach!

Wyobraźcie sobie tylko, jak fajny serial o zombie zrobiłby Joss Whedon…

Z Nation
S01E01: Puppies and Kittens, emisja: 13.09.2014

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.