Pierwsze premiery

Pierwsze premiery

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Pirjo: Nie ma się co oszukiwać, do tego tekstu trafiają seriale, które nie zasłużyły na osobny artykuł. Czy się jeszcze wyrobią, nie wiem, ale postanowiliśmy krótko skomentować garstkę nowych pilotów.

Obejrzałam premierę Red Band Society. To serial oparty o bardzo ryzykowną formułę. Dzieje się na szpitalnym oddziale dziecięcym, a narratorem jest chłopiec znajdujący się w śpiączce, Charlie, bohaterami zaś – grupa chorych nastolatków. Z jednej strony mamy szpitalną szkołę, miłostki i przyjaźnie, sporo muzyki w tle i lekką stylówkę porównywalną do Glee, serial jest zresztą reklamowany jako następca Glee; z drugiej natomiast szpitalny setting – a większość młodych pacjentów boryka się ze śmiertelnie niebezpiecznymi schorzeniami – wymusza, aby bohaterowie umierali. Mówiąc wprost, jeśli nie będą umierać, to serial straci sens. Stanie się lukrowany, absurdalny i odklejony od rzeczywistości. Po co robić serial o dzieciach chorych na raka, o amputacjach kończyn, o operacjach, podczas których na chwilę przechodzi się na „drugą stronę”, jeśli pacjenci mieliby być nietykalni? Fabuła jest póki co stereotypowa, urocza, lecz mało oryginalna, ale jestem ciekawa jak ta szpitalna teen drama poradzi sobie z tematami religijnymi, czy to przy ich pomocy będzie oswajać (nieuniknioną!) śmierć. Serialowi, któremu szlaki przetarła inna młodzieżowa produkcja o borykaniu się z nowotworami, Chasing Life, dam na pewno kolejną szansę i obejrzę drugi odcinek. Bez ekscytacji, ale obejrzę.

Fot. Fox

Fot. Fox

Pozostając na chwilę w klimacie młodzieżowym, oglądałam pilota Selfie. O co chodzi? Młoda, egocentryczna gwiazdka internetu na gwałt potrzebuje życiowego makeoveru i zabiera się za to stonowany, poważny spec od reklamy. Jak kocham Karen Gillan, a Amy Pond była moją ulubioną towarzyszką Doktora, to nie mogę zbyt wiele dobrego powiedzieć o pilocie jej nowego serialu. Jeśli miałabym go do czegoś porównać, to chyba do About a Boy z zeszłego sezonu: to nie sitcom, lecz komedia romantyczna, oparta o znaną, a nawet zgraną historię. Obydwa seriale już w pierwszym odcinku zmierzyły się po całości z fabułą, z której czerpią. W Selfie pilot jest nowoczesną wersją My Fair Lady, ze wszystkimi klasycznymi motywami. Co będzie dalej? Nie wiem. Serialowej wersji Był sobie chłopiec zrzucenie ciężaru oryginału już w pierwszym odcinku wyszło na dobre. Czy Selfie ma jakieś szanse na sukces? Cóż, przerysowana postać grana przez Karen jest fajna, choć razi skakanie od – w założeniu zabawnych – scen z wymiotowaniem w samolocie do wspólnego moknięcia w deszczu jako metafory wolności i „bycia sobą”. Młodzieżowy slang jest też potraktowany z pewnym przekąsem, lata świetlne od tego, jak fajnie umieją nowomowę wyważyć seriale MTV. Mamy oto serial pisany pod młodzież, ale nie przez młodzież. Coś nieprzyjemnie zgrzyta. Bije po oczach sztucznością. W sumie nie wiem, czy będę dalej oglądać. Jeśli tak, to tylko dla Karen, za którą troszkę tęsknię.

Fot. ABC

Fot. ABC

Przemek obejrzał dwa odcinki nowego serialu o zombie, Z Nation. Pisałeś o tym osobno, ale czy możesz pokrótce zrecenzować, czy warto się za to brać? Może po drugim odcinku zmieniłeś zdanie?

Przemek: Hm… szczerze mówiąc – wciąż się waham. Odcinek drugi w dalszym ciągu raczej powielał znane schematy fabularne niż dodawał od siebie coś nowego. Humoru też pojawia się mniej, niż bym tego chciał. Jak na razie jest to dość solidna, ale i dość sztampowa historia o apokalipsie zombie. Grupka bohaterów transportuje Ważnego NPC-a przez całe Stany Zjednoczone, zmagając się z brakiem surowców, osobistymi sekretami oraz, rzecz jasna, żywymi trupami. Ziew. Wciąż mało interesujące są postacie, bo poza sympatycznym nastoletnim snajperem i tajemniczą przygarniętą uciekinierką nikt się w oczy nie rzuca. No, może jeszcze eskortowany przez pozostałych, trochę ciamajdowaty człowiek-szczepionka, który służy głównie za comic relief. Po prostu brak tu oryginalności. Na pewno na plus mogę Z Nation zapisać to, że wciąż poszerza swój bestiariusz – mamy nie tylko standardowe włóczące się umarlaki, ale też przemienione psy, zzombifikowane dzieci, pokryte benzyną zombie łatwopalne… Z podobnym rozmachem twórcy podchodzą do najprzyjemniejszej części tego typu fabuł, czyli mordowania potworów: oprócz rażenia z broni palnej oraz białej pojawiło się już m.in. rozjeżdżanie niemilców oraz zabijanie z procy. A zwiastun kolejnego odcinka sugeruje ciekawe wykorzystanie wielkiego dzwonu… Jeśli ktoś szuka lekkiej, a zarazem krwawej rozrywki, chyba mogę Z Nation polecić.

Fot. SyFy

Fot. SyFy

Pirjo: Ja, jeśli chodzi o temat zombiaków, czekam na iZombie Roba Thomasa. A skoro już o nim, z nowinek widziałam jeszcze, rzecz jasna, pierwszy web-episode Play it again, Dick i choć uśmiech nie schodził mi z twarzy, to nie mam złudzeń. To rzecz wyłącznie dla oddanych fanów Veroniki Mars. Dla osób, które piszczą na widok Kristen Bell i kochały się w Loganie lub w Stasiu i które ciągle rozpaczają nad skasowaniem serialu przed wielu, wielu laty. Seria jest przypisem do tamtej kultowej produkcji, z perspektywy meta podejmując jej wątki. Niby jest dokumentem opowiadającym o tym, jak Ryan próbuje wypuścić na rynek serial o sobie (czyli Dicku) w roli detektywa, ale tak naprawdę chodzi o pokazanie, w poetyce relacji zza kulis, całej kultowej ekipy VM. Sto procent pewności, że będę oglądać, ale nie polecam nikomu, kto nie jest fanem. Ten serial nie obroni się sam.

Przemek: Tak to niestety bywa z fanfikami!

Pirjo: Oglądałam też pilota The Mysteries of Laura. To serial z bardzo przeze mnie lubianą Debrą Messing, historia o kobiecie łączącej pracę detektywa z rolą matki nadaktywnych dzieciaków i prawie-już-byłej żony wiecznego chłopca, który nieprzyjemnym zrządzeniem losu zostaje w odcinku pilotażowym jej nowym szefem. Oglądało się bez bólu, ale podejrzewam, że Debra poczeka sobie jeszcze na serial, w którym naprawdę zabłyśnie i na postać, która w pełni pokaże jej atuty. Tajemnice Laury niestety nie porażają oryginalnością. A Ty co myślisz, Przemku?

Fot. NBC

Fot. NBC

Przemek: Wyjdę w tym wielogłosie na marudę, ale meh, nie moja konwencja. Ni to policyjny procedural, ni komedia obyczajowa – w efekcie żaden z tych aspektów serialu dla mnie nie działa, bo śledztwo trudno brać na poważnie, a humor jest aż przerysowany. Bracia w wieku wczesnoszkolnym sikający na siebie „dla zabawy” w samym środku Central Parku? Poważnie? Zbyt sitcomowe to dla mnie żarty. Tytułowa bohaterka to osoba sympatyczna i energiczna, nawet dosyć przebojowa, dlatego jeśli już oglądać, to dla niej. Znakomicie radzi sobie tak w pracy, jak w domu: nie przyjmuje słodkich wymówek niedojrzałego męża, a problemy w rodzaju znalezienia przedszkola dla nieznośnych dzieciaków bierze prosto na klatę. W dodatku jest w ciekawy, zniuansowany sposób zagrana. Tylko czy naprawdę konieczne było ułożenie fabuły w taki sposób, że w pewnej scenie Laura dla dobra śledztwa musi paradować w stroju kąpielowym? Jesienią? W Nowym Jorku?

Pirjo: Na horyzoncie tydzień puchnący od nowych premier i mówiąc szczerze wydaje mi się, że te opisane powyżej zwyczajnie przepadną. Zdziwię się, jeśli któryś z omówionych przez nas seriali stanie się wielosezonowym hitem i zbuduje wokół siebie oddany fandom. Ale przecież przetestować warto. Bo nigdy nie wiadomo, który serial przemówi właśnie do nas, i kiedy okaże się, wbrew wszelkim recenzjom i prognozom, że dana produkcja po prostu trafia w nasze gusta i sprawia nam ogromną przyjemność!

 

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)