Fot. BBC

Na złodzieju czapka gore (Doctor Who, S08E05)

Artykuł zawiera spoilery.

Przemek: No i Time Heist za nami. Spodziewałem się napakowanego akcją blockbustera i dokładnie to dostałem – plus kilka typowo doktorowych dodatków. W pewnym sensie był to przykład „typowego średniaka”: solidnego odcinka ze środka sezonu, który zapewnia dobrą zabawę, ale w pamięci potomnych raczej się nie zapisze. Też macie takie wrażenie?

Ramzes: Zdecydowanie tak. Odcinek nie posuwający story arcu do przodu, typowo awanturnicza przygoda, podczas której ani Doktor, ani jego towarzysz(ka) niespecjalnie mają szansę na rozwój. Do tego wykonanie bardziej rzemieślnicze niż artystyczne, co w efekcie nie przekłada się niestety na pamiętne 45 minut.

Artur: Time Heist to dla mnie kolejny po Robot of Sherwood przykład na to, że bezpretensjonalne odcinki wychodzą w tym sezonie najlepiej. Po sezonie siódmym, w którym brakowało zwyczajnej dobrej zabawy, takie historie niezmiernie mnie uszczęśliwiają, ta w dodatku wydała mi się dość spójna w porównaniu z niektórymi ostatnimi eksperymentami. Bardzo przyjemne zaskoczenie, szczególnie że nie zapowiadały go nazwiska scenarzystów…

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: A ja muszę przyznać, że jednak odrobinkę mnie Time Heist zawiódł. Fabuły rozpoczynające się od zagadki w stylu „jak się tu znaleźliśmy” sprawdzają się, gdy padająca na końcu odpowiedź jest satysfakcjonująca – kiedy gładko i błyskotliwie wyjaśnia dotąd poplątane wątki. Tutaj wyjaśnienie nie miało dla mnie takiej mocy. Że Doktor jest Architektem, można się było domyślić już na początku, a cała sytuacja z przyszłą panią Karabraxos dzwoniącą do TARDIS, by nakłonić Doktora do ocalenia kosmity, wydała mi się niepotrzebnie skomplikowana.

W dodatku jakoś nie czułem w tym odcinku napięcia, które powinno towarzyszyć tak niebezpiecznej akcji – głównie dlatego, że wiedziałem, iż Doktor z Clarą muszą przeżyć, a pozostałe postacie mogą bez konsekwencji zginąć. Nie wiem, może szukam dziury w całym, ale czegoś mi zabrakło.

Ramzes: Doskonale cię rozumiem. Ja generalnie nie przepadam za odcinkami, w których w początkowych minutach mamy głównego bohatera w bardzo dwuznacznych lub niebezpiecznych okolicznościach, po czym następuje zaciemnienie ekranu i komunikat „48 godzin wcześniej”. Sytuacja wyjściowa musi być naprawdę wyjątkowa, żebym się jakoś bardziej „wczuł” w fabułę. Wprawdzie w Time Heist nie mieliśmy postawienia bohaterów pod ścianą, a następnie przedstawienia, jak do tego doszło, ale – tak jak zauważyłeś – tożsamość Architekta była oczywista, a przynajmniej mocno spodziewana. Udział pani Karabraxos w intrydze też w pewnym momencie stał się logiczny. Jedyne zaskoczenie to obecność klonów.

Ponadto mam wrażenie, że odcinek cierpiał na parę głupotek logicznych. W jaki sposób Doktor dostarczył teleportery do banku i skoro przyszło mu to z taką łatwością, dlaczego od razu nie kontynuował misji, tylko wycofał się i zorganizował grupę włamywaczy? Bo fakt, że musiał się spotkać z Karabraxos, żeby dać jej numer telefonu, do mnie nie przemawia – jedno nie wyklucza drugiego. Podobało mi się natomiast nawiązanie do filmów z gatunku, szczególnie do Ocean’s Eleven, gdy nasi bohaterowie w zwolnionym tempie wkraczali pewnym krokiem na teren banku.

Fot. BBC

Fot. BBC

Artur: Dla mnie scena otwierająca to chyba najlepsza sekwencja odcinka. Począwszy od: „Nic się nie stanie, kiedy odbiorę telefon”, przez nagłe przeniesienie, kompletną dezorientację wszystkich zgromadzonych, aż po: „Poddałam/-łem się czyszczeniu pamięci z własnej, nieprzymuszonej woli”. Pomysł na obrobienie banku z amnezją – pyszny, doskonałe posunięcie biorąc pod uwagę, z jakim przeciwnikiem rabusie muszą się zmierzyć w środku.

Później, niestety, scenarzyści idą nieco na skróty, koncepcja „skoku w czasie” pozwala na regularne wprowadzanie rozmaitych dei ex machina, dzięki którym bohaterowie przedostają się dalej.  Nad całością dominuje zaś Doktor-Architekt, który już kilkakrotnie włamał się do banku – w niektórych recenzjach natknąłem się na porównania do Sherlocka i rzeczywiście, jemu też zdarzały się podobne nadludzkie wyczyny (dość przypomnieć końcówkę A Scandal in Belgravia). Ciąganie ze sobą współpracowników wydaje się dość bez sensu; o ile można argumentować, że Psi potrzebny był do złamania zamka (choć czy na pewno, skoro wkrótce potem otwarł go wybuch słoneczny?), to próby obrony Saibry byłyby jeszcze słabsze, więc nie będę ich podejmował. Oboje byli jednak sympatycznymi dodatkami, mimo prostej konstrukcji psychicznej, więc cieszę się z ich obecności.

Zawodowa znieczulica

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Kolejny już raz Doktor dopuszcza się czynu moralnie wątpliwego. Kolejny raz w obliczu śmiertelnego zagrożenia dla kogoś innego nie reaguje, a w przypadku zmiennokształtnej dziewczyny wprost ułatwia jej popełnienie samobójstwa. Tak, wiem, że ostatecznie przeżyła, ale to nie zmienia ciężaru decyzji Doktora. Przyznam, że zaczynam się martwić „zawodową znieczulicą” naszego bohatera. Gdzie się podziało jego współczucie, jego chęć ratowania wszystkich?

Ramzes: Ja na to patrzę nieco inaczej. Doktor stał się przede wszystkim bardziej pragmatyczny i chyba przestał oszukiwać samego siebie, a przez to osoby, które w jakiś tam sposób na nim polegają. Skoro nie mógł pomóc Saibrze, to po co niepotrzebnie podsycać nadzieję? Szczególnie w momencie, kiedy z mózgu dziewczynie robi się zupa? Doktor chyba po prostu wyłącza skrupuły w chwili, gdy mocno mu one zaszkodzą w efektywności. Być może zdał sobie wreszcie sprawę, że z jego bagażem doświadczeń nie może się rozwodzić nad takimi wydarzeniami, bo potem robi nam się mizantrop z The Snowmen (choć oczywiście ciężar przeżyć wtedy był nieporównywalnie większy).

Artur: To jest niestety coś, co mnie nuży potwornie, i przez co nie mogę się w pełni cieszyć nowym Doktorem. Rozumiem, że Dwunasty został pomyślany jako przeciwwaga dla mniej lub bardziej wrażliwych Dziesiątego i Jedenastego (Jedenastego należałoby wręcz nazwać przewrażliwionym patrząc na to, jakie strzelał niekiedy fochy) – ale tym razem przegięto w drugą stronę. Ciężko mi kibicować takiemu Doktorowi. Sądząc po niektórych momentach (pytanie, czy jest dobrym człowiekiem w Into the Dalek, wzmianki o nienawidzeniu Architekta w Time Heist), mamy do czynienia z kolejną odsłoną „przepełnionego angstem bohatera, który próbuje być dobry, ale nosi w sobie tyle mroku”. Problem w tym, że niewiele widać tego starania, wbrew zapewnieniom Clary i jej motywującym przemowom spod łóżka. Coraz częściej patrząc na Doktora widzę czarny charakter, którego może bawi udział w kolejnych kosmicznych awanturach, ale któremu niespecjalnie zależy na czynieniu dobra.

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Martwię się. Bardziej mroczny Doktor – czemu nie. Ale dla mnie ciemna strona Władcy Czasu działa tylko wtedy, gdy jest przeciwstawiona stronie jasnej, heroicznej. Której, jak zauważyłeś, Arturze, Dwunasty póki co prawie nie przejawia. Pewnie, wciąż ratuje ludzi, ale można odnieść wrażenie, że robi to niejako przy okazji.

Ramzes: Tak jak mówiłem – Doktor dla mnie stał się bardziej pragmatyczny. Trochę jak szachista, który zdaje sobie sprawę, że od czasu do czasu należy poświęcić pionka, żeby wygrać partię. Jasne, nie świadczy to o nim najlepiej, szczególnie w porównaniu do na wskroś empatycznego Jedenastego, ale na razie nie zauważyłem, żeby w jakiś sposób zmuszał się do ratowania innych. Jest emocjonalnie zdystansowany i cyniczny, ale nadal robi coś dlatego, że tak należy, a nie dlatego, że inni (szczególnie Clara) tego oczekują.

Przemek: Hmmm…

Zupa z mózgu i kosmiczne love story

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Pomówmy o bodaj największej atrakcji odcinka, czyli stworze zwącym się Teller. To chyba jeden z fajniejszych nowych kosmitów/potworów – nie tylko ze względu na bardzo obcy wygląd, ale też dzięki niezwykłej mocy. Wykrywanie poczucia winy… Od razu pomyślałem sobie, że gdyby tego napadu próbował dokonać Dziesiąty albo Jedenasty, czyli Doktorzy nękani potwornymi wyrzutami sumienia z powodu zniszczenia Gallifrey, w jednej chwili mieliby Tellera na karku. Dwunasty, wiedzący, że planeta ocalała, nie wzbudza już takiego alarmu. I dobrze, bo los ofiar stwora jest nie do pozazdroszczenia. Mózg przemieniony w zupę, brrr.

Ramzes: Teller spodobał mi się przede wszystkim za to, że nie był robotem. Serio, nigdy ich nie trawiłem w Doktorze, a każdy kolejny odcinek z Dalekami lub Cybermenami komentuję głośnym westchnięciem. Tymczasem w tym sezonie to dopiero pierwszy, prawdziwy kosmita rodem z science fiction! Dla mnie to zawsze przyjemny powiew świeżości w tym mocno zantropomorfizowanym ostatnio wszechświecie. A jego zdolność – cóż, bardzo łatwo można jej nadużywać, bo wiele osób chowa w sobie poczucie jakiejś winy. Może niekoniecznie chęć okradzenia banku, ale już poczucie, że za słabo się staramy jako partner/syn/córka/rodzic/pracownik? W przeciętnej ludzkiej zbiorowości Teller nie wiedziałby, gdzie się odwrócić.

Artur: To bardzo ciekawa moc, choć prowadząca do kolejnej moffatowskiej sceny kontrolowania naturalnych czynności. Don’t blink, don’t breathe, don’t think… strach pomyśleć, dokąd nas to doprowadzi. Tak czy inaczej: świetny pomysł na stwora, w dodatku doskonale pasujący do fabuły. Potrafię sobie wyobrazić takie zabezpieczenie, potrafię też sobie wyobrazić, że bogacze zwożący swoje dobra pozyskane w niegodziwy sposób nie mają najmniejszych problemów z Tellerem, jeśli tylko ich intencje wobec banku są czyste…

Poza tym Teller to potwór, który nie jest tak naprawdę potworem, a to trop, który ogromnie lubię, i który świetnie pasuje do Doctora Who. Co myślicie o zwrocie akcji z nim związanym?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Bardzo mi się spodobało, że motywacją kosmity była miłość. To bardzo w duchu nowego Doctora Who, gdzie prawie każdy potwór (no, nie licząc Daleków) ma dla swoich poczynań racjonalny powód. No i dzięki takiemu wątkowi Dwunasty mógł się wykazać heroizmem oraz empatią, czyli cechami, których temu Doktorowi zdecydowanie ostatnio brakuje…

Ciekawe swoją drogą, jak wygląda kultura tych istot? Jak wyglądają ich związki, relacje społeczne, skoro poczucie winy jest natychmiast wykrywane? Czyżby była to kraina idealnej szczerości i zrozumienia?

Ramzes: Albo poczucie winy jest w ogóle nieznane tej rasie jako przypadłość charakteru. Nie wiadomo do końca, na jakiej zasadzie Teller to wykrywał. Może gdy czujemy się winni, uaktywniają się odpowiednie obszary w mózgu? Nie musisz wiedzieć, na czym dokładnie polega zawstydzenie, żeby zauważyć, że ktoś się rumieni.

Kącik spekulacyj

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Pospekulujmy. Znów obeszło się bez Missy, ale mam wrażenie, że coraz mocniej buduje się wątek arogancji i obojętności Doktora, która zagraża ludziom wokół niego. William Fine zgadywał nie tak dawno temu, że być może w finale zobaczymy coś w rodzaju procesu wytoczonego Doktorowi. Chyba zaczynam się z nim zgadzać. A wy jak myślicie?

Artur: Brzmi sensownie, i byłoby to spójne z dotychczasowymi historiami opowiadanymi przez Moffata, gdzie pytanie: „Czy Doktor jest dobry?” przewija się właściwie od początku. A skoro zniknęło największe obciążenie, jakim było zakończenie Wielkiej Wojny Czasu, to może musi sobie na nowo nagrabić.

Ramzes: Tym razem trudno mi cokolwiek powiedzieć na temat teorii co do sezonu. Faktycznie regularnie podkreśla się cynizm, chłód Doktora i jego próby nieangażowania się emocjonalnego, ale czy w finale dostaniemy proces? A może właśnie coś, co sprawi, że Dwunasty będzie się musiał bardziej otworzyć i skonfrontować swoją postawę z nagłą zmianą status quo? Może coś jest na rzeczy w pogłoskach o odejściu Clary po tym sezonie?

Przemek: O, trafna myśl. Mogłoby się to tak potoczyć. A za tydzień kolejna zmiana klimatu – lądujemy w szkole. Przypomina mi się School Reunion z uroczą Sarah Jane Smith. Chyba czeka nas też nieuniknione spotkanie Danny’ego Pinka z Doktorem…

Ramzes: I mam wrażenie, że Capaldi jeszcze bardziej będzie miał okazję wykazać się komediowo, bo chyba przed nami znowu lżejszy (do czasu?) odcinek, kiedy Doktor z jakiegoś powodu zamieszkuje na Ziemi. Aż się przypomina współpraca Jedenastego z Craigiem.

Przemek: Obyś miał rację!

Fot. BBC

Fot. BBC

Doctor Who
S08E01: Time Heist, emisja: 20.09.2014

Artur Nowrot: czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Piotr ‚Ramzes’ Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)