Fot. BBC

We don’t need no education… (Doctor Who, S08E06)

Artykuł zawiera spoilery z odcinka i ze zwiastuna odcinka kolejnego.

Przemek: The Caretaker to odcinek zdecydowanie lżejszy od poprzedników. A także, niestety, historia nieco od innych słabsza. Nie chcę przez to powiedzieć, że było kiepsko albo że źle się bawiłem – po prostu ten sezon Doctora Who jest póki co wyjątkowo mocny i każde obniżenie poziomu staje się wyraźnie widoczne. Ale dość już mojego marudzenia. Jak ci się podobało, Piotrze?

Ramzes: Pomijając fatalnego w moim odczuciu potwora tygodnia, muszę stwierdzić, że The Caretaker bardzo mi się spodobał, choć daleko mu do typowej doktorowej stylistyki. Po raz kolejny w tym sezonie mamy do czynienia z odcinkiem lżejszym, co znowu zabawnie koresponduje z mrukliwym i zgryźliwym Doktorem. Do tego Clara w tym roku z każdym tygodniem zyskuje coraz więcej osobowości, co niesamowicie cieszy. Szkoda tylko, że w tym wszystkim mało było Doctora Who, a sporo dylematów rodem z komedii romantycznych.

Przemek: Tak, dobrze to ująłeś. Dla mnie The Caretaker było przede wszystkim „obyczajówką” skupioną na rozdartym na pół życiu Clary. Pobrzmiewały w tym odcinku echa zeszłosezonowego The Power of Three, gdzie przyglądaliśmy się podobnie rozdwojonemu życiu Pondów. (Och, te wspomnienia…!) Danny Pink i Doktor musieli się w końcu spotkać, a jakaż lepsza ku temu okazja niż mordercza maszyna grasująca po szkole? Zderzenie światów dobrze wykonano, nie brakowało też humoru, ale dla mnie to nadal „tylko” mocny średniak.

Doktor pod przykrywką i robozabójca

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Zanim przejdziemy do „mięska” odcinka, czyli rozważań na temat żołnierzy, porozmawiajmy najpierw o samej fabule. Zgodzisz się chyba, że strzelający laserami Skovox Blitzer, choć fajnie zrealizowany, stanowił tu trochę temat zastępczy. Prawie nikogo nie zabił i rozprawiono się z nim nadzwyczaj szybko. Za to humor był pierwszej klasy!

Ramzes: Trochę? Główny antagonista odcinka to jedynie pretekst do zapoznania Doktora z Dannym oraz pełnej szczerości w wykonaniu Clary. I gdyby jeszcze Blitzera pokazano jako interesującego czy niebezpiecznego – dlaczego nie? Ale przedstawiony jako jedna z najbardziej niebezpiecznych maszyn do zabijania wzbudzał w niektórych momentach więcej uśmiechu niż przerażenia. Do tego znowu nielubiane przeze mnie elementy robotyki. Z drugiej strony to chyba jeden z nielicznych przypadków, kiedy to Doktor sam staje się myśliwym i nie ściąga na siebie niebezpieczeństwa nieświadomie.

Przemek: No tak, to faktycznie rzadkie. A humor przypadł ci do gustu? Podobały mi się rozsiane po odcinku nawiązania do faktu, że Coal Hill School to miejsce dla serialu ikoniczne – to tu przecież wylądował Doktor w najpierwszym odcinku, An Unearthly Child. Dwunasty oznajmiający „Home sweet home” na widok śmietnika przy szkole, wzmianka, że robota przyciągnęły do szkoły najprawdopodobniej ślady kosmicznej energii, której nazbierało się tu przed laty…

Najbardziej rozbawiło mnie chyba nieustanne złośliwe nazywanie Danny’ego nauczycielem wuefu i wytknięcie Clarze w trakcie lekcji, że zapisała na tablicy błędną datę. O czym Władca Czasu wie, bo przeczytał notkę z tyłu książki, zamiast – jak zwykle – znać autorkę osobiście. A, no i Doktor gwiżdżący Pink Floydów!

Ramzes: Mnie absolutnie rozbawił, kiedy z kamienną twarzą i miotłą w ręce zapytał Clarę „A więc mnie rozpoznałaś?”. Zresztą The Caretaker to jest w ogóle popis Capaldiego, do którego – jak się okazuje – pasuje nie tylko rzucanie kąśliwych uwag, ale i wplątanie się w dość absurdalne sytuacje. Mam zresztą na razie wrażenie, że właśnie jako sarkastyczny i nieco cyniczny Doktor Capaldi czuje się najlepiej i oby w repertuarze dramatycznym sprawdził się równie genialnie. Póki co tak naprawdę nie było okazji do popadania „ostatniego” Władcy Czasu w naprawdę poważne tony, a przecież siłą tej postaci (przynajmniej od czasów Dziewiątego) jest to, że w mgnieniu oka potrafi się przeistoczyć z dobrego wujka w destruktora światów i cywilizacji.

A chciałem jeszcze zwrócić twoją uwagę na muzykę. Nie miałeś wrażenia, że kiedy Doktor chował swoje przyrządy, mocno brzmiało Sherlockiem? To w dodatku trzeci odcinek z rzędu, kiedy muzyka naprawdę mocno mnie zaintrygowała. Coś czuję, że może być równie dobry soundtrack co w pierwszym sezonie ze Smithem!

Przemek: Szczerze mówiąc – nie zwróciłem uwagi. Będę musiał do odcinka wrócić i posłuchać! Uwielbiam soundtracki z Doctora.

Żołnierz, oficer i Clara

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Niewątpliwie najciekawszym elementem odcinka była nieoczekiwana konkluzja, jaka wypłynęła ze spotkania Danny’ego z Doktorem: dowiedzieliśmy się, że oglądany z perspektywy szeregowca nasz Władca Czasu zachowuje się w stu procentach jak oficer. Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza po dopowiedzeniu, że oficer to wszak ten, kto rozpala ogień, z którego muszą cię później wynosić zwykli żołnierze. Podobnie mówił przecież Doktor Wojenny: „Wielcy ludzie rodzą się w ogniu. Przywilejem ludzi mniejszych jest rozniecić płomień”.

Ramzes: Kto wie, czy Doktor w młodości nie był w armii i złe doświadczenia sprawiły, że ostatecznie nadał sobie taki a nie inny przydomek, aby ratować ludzi, a nie zabijać? To by tłumaczyło jego niechęć do wojska, ale i ciężar niektórych decyzji, jakie podejmował podczas rozlicznych konfliktów. Wydaje mi się, że łatwiej sobie racjonalizować unicestwienie całej armii Daleków, kiedy ma się wojskową przeszłość niż jako stuprocentowy cywil. Może to armia z Gallifrey tak mocno ukształtowała i naznaczyła naszego ulubionego kosmitę, bo jak przypomniałeś, Przemku – „wielcy ludzie rodzą się w ogniu”. No właśnie.

Przemek: Nawet widzieliśmy coś jakby ślad tego wątku w Tamtej Scenie w odcinku Listen. Tu… Można było „wojskową” paralelę pociągnąć mocniej, ale i tak nieźle wybrzmiała. Zwłaszcza w scenie wściekłości Doktora, gdy Danny zaczyna mu salutować i prosić o rozkazy. A także nieco mniej wyraziście pod koniec wątku robota, gdy Doktor rzeczywiście musi wejść w rolę oficera, by wydać ratujący Ziemię rozkaz. Wypieranie się wojskowych elementów swej osobowości to ze strony Dwunastego straszna hipokryzja, chyba jeszcze większa niż posunięty do absurdu (i czasem obłudny) pacyfizm Dziesiątego. Dlaczego ten Doktor, chłodny, sprawny taktycznie, tak strasznie się boi własnej żołnierskości?

Ramzes: Bo wie do czego jest zdolny i się tego obawia? Uwolnienia demonów? Jego postawa zresztą ciekawie kontrastuje z Pinkiem. Doktor nie przyznaje się do żołnierskości i wypiera ze świadomości swoją przeszłość, Danny natomiast chce o armii zapomnieć, ale ani przez moment nie neguje tego elementu swojego życia. Myślę, że jeszcze możemy do tego motywu wrócić.

Kącik spekulacyj

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Drodzy fani, żyjemy – powróciła wreszcie Missy! Po kilku z rzędu odcinkach bez choćby śladu metaplotu zaglądamy znów do Ziemi Obiecanej. Która otrzymała wreszcie „doktorową” nazwę: Nethersphere. Mnie się to słowo kojarzy tylko z „piekielną” krainą w grze Minecraft, ale wiem skądinąd, że pojawia się ono w tytule finałowego odcinka. The plot thickens. Mamy też okazję zobaczyć nowy kawałek zaświatów, który w przeciwieństwie do poprzednich ogrodów sprawia wrażenie budynku wielkiej firmy. Korporacyjne Niebo? Hm…

Ramzes: Jestem coraz bardziej skołowany tym wątkiem. Do tej pory do „Nieba” trafiały ofiary Doktora. Tym razem widzimy przypadkowego policjanta, który znalazł się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Jaki jest zatem algorytm trafiania tam ludzi? I przede wszystkim czy to naprawdę jest próba Moffata w zanegowaniu chrześcijańskiej eschatologii? Już nie raz mieliśmy poruszane kwestie religijne w Doktorze Who, ale równie odważnego manifestu, że po śmierci trafiamy… gdzie właściwie?, sobie nie przypominam.

Przemek: Ja też nie, dlatego podejrzewam, że Moffat się na koniec z tak ryzykownych prób wykręci, jak zwykle. Okaże się, że to jakaś wirtualna rzeczywistość albo coś w tym rodzaju… Pojawiła się też w tym odcinku dwójka nowych potencjalnych pasażerów TARDIS: Danny Pink i Courtney Woods, zabrana na przejażdżkę w kosmos dziewczynka ze szkoły. Wydaje się nieuniknione, że co najmniej jedno z nich (i chyba raczej będzie to Danny) wybierze się z bohaterami na przygodę. Chętnie zobaczyłbym byłego żołnierza w akcji, a i Clara miałaby okazję mocniej ze sobą połączyć dwie połówki życia.

Ramzes: Wydaje się, że Danny prędzej czy później musi wstąpić do TARDIS na dłużej i ciekaw jestem interakcji pomiędzy nim a Doktorem, bo jak na razie sympatią do siebie nie zapałali. Ale z kolei w zwiastunie do kolejnego odcinka wydawało mi się, że to Courtney była dodatkową towarzyszką. Pewnie jednorazowe rozwiązanie, ale i tak mam mieszane uczucia. Z drugiej strony to być może oznaka trochę większej spontaniczności w wykonaniu Dwunastego?

Przemek: Dobrze by było. Bo za tydzień – Kill The Moon. Uderzamy w klimaty Aliena. Baza na Księżycu? Przyklejone do ścian trupy? Pełzające w ciemności potwory? Już się nie mogę doczekać!

Fot. BBC

Fot. BBC

Doctor Who
S08E06: The Caretaker, emisja: 27.09.2014

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Piotr ‚Ramzes’ Mrowiec: kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)