Fot. FX

To dopiero początek (The Strain, FINAŁ: S01E12–13)

Artykuł zawiera spoilery.

I doczekaliśmy się. Po nieco słabszych momentach w drugiej części sezonu ostatnie odcinki powróciły do uderzania w zdecydowanie wysokie tony. Finał nosił wszelkie znamiona… cóż, finału – było dynamicznie, ekscytująco, sytuacja niektórych bohaterów odwróciła się o 180 stopni, a do tego postawiono sporo zapytań i wątpliwości, na których rozwiązanie trzeba poczekać do przyszłych wakacji. A wydaje mi się, że warto tak zrobić i to z co najmniej dwóch powodów.

Pierwszy to nierozwiązane starcie drużyny Setrakiana z Mistrzem. Oczywiście należało się spodziewać, że już w pierwszym sezonie nie uda się pokonać głównego czarnego charakteru, ale mimo przewidywalnego rezultatu udało się tę konfrontację zaprezentować naprawdę godnie. Trochę raziła walka Eichorsta z Vasiliyem (ach, to czekanie na ruch przeciwnika i intensywna wymiana spojrzeń), ale nieoczekiwana słaba postawa Mistrza i jej konsekwencje zatuszowały te niedociągnięcia. Do tego, choć pozornie nic się nie zmieniło, bo żadna ze stron nie przechyliła szali zwycięstwa na swoją korzyść, z pewnością czeka nas jeszcze niejedna emocjonująca potyczka między tymi „dobrymi” a „złymi”. Obie strony mogą de facto czuć się przegrane, a to oznacza o wiele rozważniejsze działanie w przyszłości i być może nawet zmianę strategii. Co prawda Abraham wyglądał na mocno przybitego po ucieczce Mistrza, ale wierzę, że szybko dojdzie do siebie i jeszcze wykorzysta swoją dogłębną wiedzę i doświadczenie.

Fot. FX

Fot. FX

Drugim powodem natomiast, dla którego opłaca się czekać na drugi sezon są perypetie Gusa. Niezwykle cieszy mnie, że wampirze komando wróciło, ale jeszcze większą radość sprawia znaczące rozszerzenie mitologii serialu. Nawet po przyjrzeniu się krwiopijcom z The Strain ze wszystkim możliwych stron, „Rada Starszych” sprawiała niesamowite wrażenie i stanowiła powiew świeżości porównywalny z początkowymi odcinkami, kiedy to dopiero poznawaliśmy wizerunek kreatur. Ponadto otwiera to szereg pytań z czego najważniejsze to – na czym dokładnie polega rozejm, który został zerwany; jak stare są wampiry; czy Mistrz posiada moc bardziej jak członkowie Rady czy może komanda (i coś, co mnie nurtuje zawsze w przypadku wampirów nie atakujących ludzi – czym właściwie się żywią? Krwią zwierząt?). Naprawdę duży plus dla twórców za zachowanie takiej niespodzianki na koniec. Liczę, że jeszcze niejednego się dowiemy dzięki obecności Gusa w tym obozie i nie wszystkie karty zostały jeszcze ujawnione.

Fot. FX

Fot. FX

Interesująco przedstawia się także pokazanie Epha, który się złamał i sięgnął znowu po alkohol. Szczerze mówiąc, zupełnie zapomniałem o tym, że leczył się z alkoholizmu, ponieważ porzucono ten wątek chyba już w drugim odcinku, ale okazuje się, że tym razem strzelba zawieszona w pierwszym akcie wystrzeliła. Wprawdzie nie jest jednoznacznie powiedziane, że główny bohater wróci do nałogu, ale chyba jednak po coś taką cechę charakteru wprowadzono i zasygnalizowano niepokój Nory na widok doktora Goodweathera z whisky w ręku. Być może w drugim sezonie jego postępujący powrót do uzależnienia narazi grupę na szwank (w końcu trudno celować do wroga, gdy się widzi rozmazany obraz) i spowoduje potężny rozdźwięk? Zobaczymy.

Jak natomiast ogólnie ocenić debiutujący w tym roku The Strain? Zależy to naturalnie od tego, czego od tytułu oczekujemy, ale uważam, że wypadł solidnie pomimo słabszej trzeciej ćwierci sezonu, kiedy to zwolnienie akcji i skupienie się na wątkach rodzinnych nie wyszło serialowi na dobre. Zresztą generalnie koncentracja na uczuciach i próby nadania bohaterom głębi psychologicznej nie bardzo się twórcom udają. Najlepiej wychodzi to w przypadku Abrahama, a i Vasiliy mimo pewnej toporności w charakterze nie wygląda szczególnie tragicznie. Cała reszta natomiast to postacie bardzo grubo ciosane – rozwój Epha zakończył się chyba na wspomnianym, drugim odcinku; Nora jest mocno niestała i co parę odcinków prezentuje inną postawę; Dutch to dla mnie mocno bezpłciowa osoba; a Gus, jak już kiedyś narzekałem, to inkarnacja wszystkich znanych stereotypów na temat Latynosów.

Fot. FX

Fot. FX

A jednak nie przeszkadza mi to za bardzo. Detalicznie opisanych życiorysów szukam u Kinga albo też zawsze mogę wrócić do Six Feet Under lub Lost. W The Strain nastawiałem się na zupełnie inne elementy i pod tym względem dostałem, co chciałem. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że wiarygodni bohaterowie to niezwykle istotny czynnik w każdej opowieści, ale na potrzeby walki z wampirami ogólna charakterystyka każdego w zupełności wystarcza. Nie chcę wiedzieć, co sprawiło, że Vasiliy został deratyzatorem zamiast lekarzem, tylko widzieć, jak dekapituje kolejnych sługusów Mistrza. I to właśnie ogląda się z czystą przyjemnością, a problem pojawia się, kiedy twórcy chcą dodać detale, których wcale nie potrzeba, bo potem im wychodzi właśnie taki przejaskrawiony Gus.

Pod względem rozrywki zatem The Strain to naprawdę udany tytuł. Jak w większości produkcji pojawiły się momenty słabsze, ale mimo wszystko poniżej pewnego poziomu twórcy nie zeszli. W dodatku obniżenie formy następowało przede wszystkim wtedy, gdy serial starał się wyjść poza schemat niezobowiązującego tytułu o wampirach i udawać dzieło o większej głębi. Uważam, że siła The Strain polega właśnie na bezpretensjonalnym klimacie walki z istotami nadprzyrodzonymi i nie potrzeba mu dokładać zbyt wiele aspektów psychologicznych i dylematów moralnych, bo, jak już parę razy zauważyłem, niestety średnio to wychodzi twórcom. Niech zostaną przy tryskającej sztucznej krwi oraz pokazywaniu obrzydliwości u wampirów.

Fot. FX

Fot. FX

Czy omawiany przeze mnie serial spełnił moje oczekiwania? Tak, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie spodziewałem się niczego wielkiego, bo – jak wspomniałem po premierze – nie przepadam za wampirami na ekranie. Czy mógłby być lepszy? Jak najbardziej tak. Na to zresztą liczę w następne wakacje. Świata przedstawionego i bohaterów nie trzeba już prezentować od zera, a zatem twórcy całą energię i czas antenowy mogą przeznaczyć na kontynuowanie walki o ocalenie Nowego Jorku, a w efekcie i całego świata. Do tego drugi i trzeci tom oryginału książkowego stoją ponoć na wyższym poziomie i to również nastraja optymistycznie. Panowie del Toro i Hogan dostali duży kredyt zaufania od widzów oraz włodarzy stacji FX i teraz tylko od nich zależy, czy w pełni to wykorzystają. Ale ja myślę, że będzie dobrze.

The Strain
S01E12: Last Rites, emisja: 28.09.2014
S01E13: The Master, emisja: 05.10.2014

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.