Fot. HBO

Terapia po polsku. Cz. I (Bez tajemnic, S03)

Artykuł zawiera spoilery.

O serialu In Treatment, poświęconym pracy psychoterapeuty, pisałem już dawno. Ale po jego polską wersję sięgnąłem dopiero teraz.

Przyczyn zwlekania było kilka. Po pierwsze: podobnie jak wersja amerykańska od oryginalnej izraelskiej, tak i polska (wedle mojej wiedzy) różni się od pierwowzoru zaledwie kilkoma szczegółami. W przypadku tego serialu „naturalizacja” ograniczyła się do przeniesienia akcji do Warszawy oraz dodania tu i ówdzie wzmianek o specyfice pracy terapeuty w Polsce. Cała reszta – pacjenci, ich historie, nawet kolejność scen – pozostała, sądząc z materiałów promocyjnych, raczej bez zmian. Jakoś mnie nie ciągnęło, by oglądać historię dobrze znaną jeszcze raz, tyle że po naszemu.

Po drugie: kiedy spróbowałem jeden z polskich odcinków obejrzeć, ogarnął mnie momentalnie dziwny niepokój. Znam dobrze niechętny, nieraz wręcz wrogi stosunek większości rodaków do psychoterapii i w ogóle kwestii zdrowia psychicznego – więc oglądając, wciąż się bałem, że pacjent lada moment zerwie się z krzesła, wrzaśnie: „Co pan pierdolisz! Ja się nie będę takimi głupotami zajmować!” i wybiegnie z gabinetu. Idiotyczne, wiem, ale samo mi się nasuwało.

Fot. HBO

Fot. HBO

Fot. HBO

Fot. HBO

Po trzecie: naprawdę polubiłem głównego bohatera In Treatment, doktora Paula Westona, zagranego wspaniale przez Gabriela Byrne’a. Tak, był nieco zamknięty w sobie, nieco oschły, ale miał w sobie ogień, a wszystkie jego gesty i miny aż kipiały od energii. Polski odpowiednik Paula, doktor Andrzej Wolski, jakoś odruchowo wzbudził we mnie niechęć: powolny, bardziej ojcowski, obdarzony ociężałą, jakby wiecznie smutną twarzą Jerzego Radziwiłowicza. Nie chcę obrażać znakomitego aktora – po prostu trudno było mi przezwyciężyć odruch pt. „ten bohater przecież tak nie wygląda”.

Wszystko to sprawiło, że po długim wahaniu postanowiłem wreszcie sięgnąć po Bez tajemnic – a konkretnie sezon trzeci. Twórcy wersji polskiej postanowili w serii trzeciej wreszcie dać mi to, o czym od dawna marzyłem, tęskniąc za zakończonym przedwcześnie In Treatment: nowe historie w ukochanym uniwersum. Za wyjątkiem jednej postaci odwiedzający Andrzeja pacjenci są inni niż ci, którym pomagał Paul, a i wątek samego psychoterapeuty znacząco odbiega od tego, co widziałem w serialu zza wielkiej wody. Większej zachęty nie potrzebowałem.

Wojna (fikcyjnych) światów

Fot. HBO

Fot. HBO

Od dawna nie pochłonąłem serialu tak prędko i z takim zainteresowaniem. Dużo mam przemyśleń, więc i tekst wyszedł długi. A zacząć muszę – bo po takim początku tematu przecież nie uniknę – od porównania moich wrażeń z wersji amerykańskiej i polskiej. Tyle że… w zasadzie nie mam uwag. Nie zauważyłem żadnych znaczących różnic ani w jakości kręcenia, ani w doborze interesujących pacjentów, ani w zręczności prowadzenia wątku głównego bohatera. Spory wyczyn ze strony rodzimego oddziału HBO! Jedyne, co rzuciło mi się w oczy, to jeszcze większe niż w In Treatment skondensowanie terapii, co wynika prawdopodobnie z mniejszej liczby odcinków: zmiany w pacjentach następowały niewiarygodnie szybko, z tygodnia na tydzień, jakbyśmy oglądali składankę The Best Of… Prawdziwe terapie trwają miesiącami, latami. Ale to rzecz jasna żaden zarzut. Jakąś konwencję trzeba było przyjąć.

Jak wspomniałem, nie mam porównania z seriami pierwszą i drugą, ale w sezonie trzecim zwróciło moją uwagę dość silne i zręczne spolszczenie. W końcu nie po to przenosimy akcję do Warszawy, żeby mierzyć się z problemami typowymi dla USA. Każdego z bohaterów, z Andrzejem włącznie, planuję omówić osobno, ale już tu chcę wspomnieć, że mój lęk przed „typowo polską” niechęcią do psychoterapii nie był bezpodstawny. Twórcy podjęli wyzwanie, stawiając na drodze Andrzeja panią Janinę: prostą, nieufną, momentami agresywną kobietę, która znalazła się na terapii z inicjatywy córki. Pierwsze dwa-trzy odcinki jej wątku sprawiły, że musiałem się chować za bezpiecznym szańcem poduszki, bo co chwila się zdawało, że podejmowane przez terapeutę próby zdobycia zaufania pani Janiny spełzną na niczym, a ona sama tylko jeszcze bardziej zamknie się w sobie. Chęć ucieczki z terapii przejawia też kilkakrotnie Małgorzata, chociaż w jej przypadku wynika to wprost z zaburzeń typu borderline, na jakie kobieta cierpi. Jeremi, jak to nastolatek, jest w ogóle wszystkiemu niechętny. Chyba tylko ksiądz Tomasz, być może z racji pokrewieństwa zawodów, raczej pewnie i spokojnie siedzi na kanapie. Jestem pod wrażeniem, że rękawicę podjęto – i że zrobiono to tak sprawnie.

Reszta „spolszczeń” ogranicza się do detali, jak wzmianka Andrzeja, że gdy zaczynał praktykę, psychoterapia była w Polsce praktycznie nieznana, miał więc w sobie zapał pioniera. Widać też „swojskość” w ośrodku, do którego główny bohater udaje się na własną superwizję/terapię: to stary, obszerny budynek, który podnajmuje najwyraźniej kilka „firm”, bo widzimy w tle m.in. lekcje baletu. Bardzo miły powiew (ekonomicznego) realizmu! Więcej różnic nie spostrzegłem. Wygląda na to, że problemy psychiczne naprawdę są uniwersalne.

Poniedziałek: Jeremi

Fot. HBO

Fot. HBO

Wątek Jeremiego pominąłem. Obejrzałem tylko wszystkie montaże z cyklu „Poprzednio w Bez tajemnic”, które upewniły mnie, że historia chłopaka w niczym się nie różni od tej z In Treatment. Na pewno wpłynęło to na mój odbiór serialu – choćby przez fakt, że stał się przez to krótszy – ale mogę powiedzieć tylko tyle, że trudna droga nastolatka geja do pogodzenia się z własną seksualnością i z faktem, że jest adoptowany, w wersji amerykańskiej całkiem mnie wzruszyła. Wychwyciłem też, że Jeremi próbuje w którymś momencie ukarać terapeutę, pokazując mu filmik, na którym syn Andrzeja pali skręta – dość dużo to mówi o uporze, z jakim chłopak próbuje skłonić innych, by zaczęli nim gardzić. Ciekawi mnie trochę, jakie były wśrod polskich widzów reakcje na tak wyzywającą w swym zachowaniu i języku postać geja – ale boję się zaglądać w internetowe komentarze. Jeszcze nigdy nic dobrego z tego nie wynikło.

Wtorek: Janina

Fot. HBO

Fot. HBO

Pani Janka (w tej roli fenomenalna Stanisława Celińska) to bodaj najciekawsza postać sezonu. Wciąż mnie zadziwia, jak wiele udało się w niej upchnąć. Za pomocą tylko tego jednego wątku twórcy pokazali na ekranie rzadko reprezentowaną w mediach grupę społeczną, wzięli się za bary z trudnym tematem gwałtu, zaatakowali oraz zdekonstruowali figurę uświęconej cierpieniem Matki Polki i odnieśli się do „typowo naszych” uprzedzeń wobec psychoterapii. A wszystko to zrobiono z wyczuciem, wiarygodnie, życzliwie. Jestem pod wielkim wrażeniem.

Jak już wspomniałem, pani Janka trafia na terapię z inicjatywy córki, która martwi się faktem, że mama całymi dniami nie wstaje z łóżka, a gdy już wstanie, robi się władcza i agresywna. Z pozoru sprawa wygląda dość banalnie – prosta kobieta, zmuszona „na starość” opuścić rodzinną wieś i przeprowadzić się do Warszawy, nie akceptuje tej zmiany i ucieka w depresję. Ale kiedy tylko pani Janka zaczęła o sobie opowiadać (co trochę potrwało), odsłoniły się rzeczy znacznie głębsze i ciekawsze. Nie wiem, kiedy ostatnio słyszałem tak tragiczny życiorys. Gwałt, okrutne traktowanie ze strony rodziców, małżeństwo bez miłości, niewolnicza praca w USA, rozpad rodziny… A co najgorsze, ani przez moment nie miałem poczucia, że z ilością nieszczęść przesadzono, że twórcy przekroczyli granicę prawdopodobieństwa. Za dużo takich historii słyszałem od prawdziwych osób, by wątpić, że dla wielu ludzi tak właśnie większość życia wyglądała.

Fot. HBO

Fot. HBO

Dwa największe wyzwania terapeutyczne w przypadku tej pacjentki to po pierwsze przekonanie jej, by o trudnych sprawach w ogóle zaczęła mówić, a po drugie – skłonienie jej, by przebaczyła samej sobie i tym samym przestała żyć przeszłym cierpieniem. Janina to przysłowiowa „Matka Polka”: z jednej strony kobieta bardzo samodzielna, odważna i przedsiębiorcza, z drugiej całkowicie ignorująca własne potrzeby, poświęcająca się dla innych aż do granic przesady, cierpiąca w milczeniu. Znam, niestety, aż zbyt wiele kobiet, które przyjęły w życiu taką rolę, stąd historia pani Janki mocno do mnie przemówiła.

Twórcy serialu w dużym skrócie, ale świetnie pokazali powolny proces otwierania się tak zapiekłej w cierpieniu osoby. Terapia przypomina mi czasem szturmowanie twierdzy, szuka się przecież drogi wiodącej do wnętrza, cierpliwie omija kolejne emocjonalne mury, okopy i szańce.  Roześmiałem się, kiedy na samym początku leczenia Andrzej, nie mogąc skłonić klientki do mówienia, ucieka się do porównania siebie z księdzem (minus odpuszczanie grzechów). Wytrącił w ten sposób nieufnej Janinie broń z ręki: mogła odrzucać jego pomoc jako lekarza, ale jako osoba wierząca nie umiała się oprzeć wyciągniętej na pomoc dłoni „dobrego Samarytanina”. Ta psychoterapia w ogóle stanowiła dla Andrzeja wyzwanie komunikacyjne – rozmawiał przecież z osobą, której psychologia jest całkiem obca, musiał nauczyć się formułować trudne myśli w sposób prosty, zrozumiały, ludzki.

Fot. HBO

Fot. HBO

Jeśli chcesz zajrzeć społeczeństwu w duszę, sprawdź, o kim się nie mówi. Kogo się wyklucza i pozbawia głosu. Pani Janka jest starszą, wierzącą, niewykształconą kobietą ze wsi – w naszych mediach ta grupa społeczna albo w ogóle się nie pojawia, albo jest ośmieszana („moherowe berety”). Co gorsza, takich kobiet prawie też nie ma w filmach i serialach, nawet tych obyczajowych. Powód jest prosty: telewizję robi się w wielkich miastach, a ilu „miastowych” obchodzi los wiejskich staruszków? A przecież starzejemy się jako społeczeństwo i liczebność tej grupy będzie tylko wzrastać. Zdarzyło mi się kiedyś „chodzić po mieszkaniach” z ofertami reklamowymi; drzwi otwierali głównie tkwiący przed telewizorami emeryci albo wymęczeni, uwięzieni w domach opiekunowie osób chorych. Choćby z tego względu uważam wątek pani Janki w Bez tajemnic za bardzo istotny – bo mówi głośno o problemach osób, które zwykle są u nas marginalizowane.

Myślę, że zdrowie psychiczne jest w Polsce tematem tak zaniedbanym z wielu powodów, z których nasuwają mi się głównie dwa: powszechny brak wiedzy na ten temat oraz powszechne przekonanie, że w życiu należy być twardym. Z niewiedzy wynikają uprzedzenia, takie jak lęk przed „wariatami” albo przekonanie, że „to wstyd” mieć problemy emocjonalne. Jeszcze gorszy jest społeczny przymus bycia twardym, który promuje nieufność w stosunku do innych, tłumienie emocji, niechęć do proszenia o pomoc. Wątek pani Janki, która stopniowo wyzbywa się szkodliwych uprzedzeń i „mięknie”, pozwolił twórcom przynajmniej częściowo z tymi zjawiskami walczyć. Może przeceniam funkcję społeczną Bez tajemnic – w końcu większość ludzi raczej po tak specyficzny serial nie sięgnie – ale i tak bardzo się cieszę, że ktoś rękawicę podjął. Zwłaszcza że w przeszłości Janiny czai się m.in. przemilczany, zepchnięty w niepamięć, a przecież wciąż bolesny gwałt – kolejny temat, który w Polsce wciąż domaga się „odczarowania”.

Fot. HBO

Fot. HBO

Chyba żadna postać nie przeszła w toku sezonu tak wielkiej przemiany. „To co, to w życiu o to chodzi, żeby być szczęśliwym?!” – oburza się w jednym z odcinków Janina i przełknięcie tej prawdy przychodzi jej z największym trudem, ale też tym większa była moja, widza, radość, kiedy pani Jance w końcu się to udało. Znakomicie pokazano dokonujące się zmiany poprzez wygląd bohaterki, która stopniowo porzucała niechlujną fryzurę, zniszczoną cerę i postarzające łachmany na rzecz kolorowych ubrań, lekkiego makijażu i elegancko przystrzyżonych włosów. W końcu, jak słusznie zauważa Andrzej, mimo podeszłego wieku Janina ma przed sobą jeszcze kawał życia, a na zmiany nigdy nie jest za późno. Ogromnie podniosło mnie na duchu zakończenie, w którym pogodzona z córką i synem kobieta kończy terapię, by móc odwiedzić mieszkające w Stanach wnuki. Taka prosta, a tak poruszająca opowieść. Takie małe, a tak wielkie zwycięstwo.

W części drugiej – Małgorzata i Konrad.

Bez tajemnic
psychologiczny, obyczajowy
HBO, 2011–

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.