Fot. The CW

Każdy ma swoje demony (Supernatural, PREMIERA: S10E01–02)

Artykuł zawiera spoilery.

Przemek: Supernatural to jeden z tych rzadkich seriali, które dożywają sędziwego wieku, nie tracąc na jakości. Już dziesiąty sezon z rzędu towarzyszymy braciom Winchesterom w przygodach, a widzowie wciąż nie mają dość. Poprzednia seria zakończyła się jednym z najmocniejszych cliffhangerów w historii tej produkcji i chyba nie tylko ja nie mogłem się doczekać, by zobaczyć, co dalej.

Mysza: Nie do końca się zgodzę, że Supernatural przez ostatnie lata nie stracił na jakości, ale to, jak co roku przyciąga przed ekrany nie tylko stałych fanów, ale także nowych widzów, jest rzeczywiście niesamowite. Nie dziwię się osobom, które zachęcone perspektywą tak ciekawego wątku w dziesiątym sezonie postanowiły czym prędzej nadrobić wszystkie poprzednie. Pytanie tylko, czy ten sezon okaże się warty takiego poświęcenia.

Cathia: Przyciąga przed ekrany, to prawda, ale widać brak tego potężnego story arcu, który spajał pierwsze pięć sezonów. Jeśli jednak zapomnimy o straszliwym sezonie siódmym i niekonsekwencjach fabularnych (lata!!! brakujące lata!!!), to nadal dostarcza rozrywki na całkiem niezłym poziomie. Mamy i interesujące wątki główne, i ciekawe motywy poboczne, generalnie kawał dobrej telewizji. Mamy wreszcie absolutnie cudowny fandom, stojący za połową sukcesu SPNa. Serial wciąga kolejne osoby, które płaczą i klną, ale jednak oglądają. Dam sobie głowę uciąć, że podobnie będzie i z tym sezonem. Póki co pierwsze odcinki nie powalają, ale zobaczymy, co dalej.

Oczy czarne, oczy dziwne

Fot. The CW via favim.com

Fot. The CW via favim.com

Przemek: Początek każdego sezonu oznacza w Supernatural konieczność odnalezienia się w nowej sytuacji. Karty przetasowano, przestawiono figury na szachownicy – i bohaterom zajmuje zwykle parę odcinków zorientowanie się, jak grać. Tym razem mają jednak nie lada zagwozdkę, bo przemiana Deana w demona całkowicie zmienia status quo. Jak teraz będzie wyglądać fabuła? Czy pojawią się w ogóle „typowe” wyprawy z polowaniem na potwory, czy też co odcinek będziemy się zajmować Deanem? Póki co metaplot całkowicie zdominował serial…

Pirjo: Dla mnie to jest coś więcej niż cliffhanger z przełomu sezonów i jego pokłosie. Do tej pory, nawet jeśli Sammy chłeptał krew demonów, a Dean kumplował się z wampirem, to udawało się zachować zręby podziału na tych, którzy są po jasnej stronie (bracia Winchesterowie) i tych, którzy pozostają w niepodważalnym mroku. Tymczasem historia Cole’a przypomina jako żywo to, co zdarzyło się braciom w dzieciństwie, tylko że rolę żółtookiego demona przejmuje Dean. To on jest pierwszą przyczyną, dla której młody chłopiec poprzysięga zemstę za śmierć ojca. Role odwracają się trwale, to już nie jest zabawa na pograniczu, przypadki potwierdzające regułę. Sympatyzowałam z młodym żołnierzem i w odcinku drugim miałam nadzieję, że dopadnie Deana i zrobi z nim porządek. Serio, przez chwilkę fantazjowałam nad sceną, w której Dean zwyczajnie i zasłużenie ginie. W pierwszych odcinkach zobaczyliśmy, jak bardzo ambiwalentny jest to świat – nawet jeśli dobre demony i paskudne anioły pojawiały się już wcześniej – i upewniliśmy się, że nasi bohaterowie wcale nie są… bohaterami. To odwrócenie jest dla mnie „skakaniem przez rekina”, nie jest potrzebne, raczej osłabia całość niż pcha na nowe tory. Co do metaplotu, temat Deana mniej mnie obecnie ciekawi niż romansowe wątki Castiela, o których mam nadzieję jeszcze tu porozmawiamy! Liczę więc, że nie zdominuje całego sezonu.

Mysza: To, jak wątek Cole’a wplata się w historię serialu i przeszłość Winchesterów, rzeczywiście jest ciekawym twistem. Zwłaszcza w kontekście motta braci – „saving people, hunting things, the family business” – a także ich specyficznej moralności, która pozwala im usprawiedliwiać popełnione zbrodnie perspektywą setek uratowanych ludzkich istnień, postać Cole’a wybrzmiewa wyjątkowo silnie. Oczywiście możemy podejrzewać, że ojciec Cole’a był potworem – jaki inny powód mógł mieć cyfrowo odmłodzony Dean, by tak brutalnie się z nim rozprawić? – ale nie zmienia to jednak faktu, że odwrócenie ról, od bycia herosem po bycie złoczyńcą, w wypadku Deana świetnie wpasowuje się w emocjonalny story arc całego sezonu. Zresztą to właśnie postać Deana i jego przemiany jest dla mnie w tym momencie najciekawszym aspektem. Relacja braci zmieniała się w serialu już tyle razy, że trudno było sobie wyobrazić, w jaki jeszcze sposób twórcy zechcą Winchesterów poróżnić. Uczynienie z Deana demona jest nie tylko pięknym odniesieniem do sceny z odcinka 3×10 Dream a Little Dream of Me, ale także ciekawym sposobem na kompletne przetasowanie talii pod względem wątków, postaci czy emocji. Konflikt Nieba i Piekła zostaje zepchnięty na margines – co mnie osobiście bardzo cieszy – a serial skupia się na tym razem drastycznie innej relacji Sama i Deana. Oczywiście brakuje mi starych dobrych odcinków „monster of the week”, ale tę formułę serial zaczął spychać na margines wiele lat temu. Fakt, że postanowiono skupić się na braciach, których relacja zawsze stanowiła siłę i serce Supernatural, daję mi nadzieję na podwyższenie jakości serialu.

Fot. The CW

Fot. The CW

Cathia: Szczerze? Obawiam się, że będziemy tu mieli do czynienia z sytuacją podobną do tej na początku siódmego sezonu, kiedy to Castiel zaczął bawić się w boga. Przyznam, że dla mnie oba finały: siódmej i dziewiątej serii były w jakiś sposób podobne, właśnie poprzez to objawienie w ostatniej sekundzie odcinka. Po The Man Who Knew Too Much przez cały hiatus tworzyłam w głowie najdziksze scenariusze tego, co może się wydarzyć w momencie, kiedy taki nie do końca przygotowany do roli przywódcy anioł przejmie pałeczkę. Owszem, Meet The New Boss dało mi pewne odpowiedzi, ale jak na czyny nowego boga, to wszystko było takie… niskie i na małą skalę. Początkowe odcinki tego sezonu są, niestety, podobne i obawiam się, że ta cała demoniczność Deana będzie wątkiem krótkotrwałym, powodem do nieśmiertelnego Angstu (jest trzech braci Winchesterów: Sam, Dean i Angst, bo o Adamie już całkiem zapomniano) i absolutnie nie tym, czego większość fandomu się spodziewała. No cóż, mam tylko nadzieję, że się mylę. Liczę też, podobnie jak Mysza, na trochę ciekawych odcinków z serii MOTW oraz – rzecz jasna – na odcinki prześmiewcze, bo żaden serial nie nabija się tak z siebie jak Supernatural.

Przemek: Oho, widzę, że jesteście wobec serialu znacznie bardziej krytyczne niż przygodny widz taki jak ja. No i dobrze! A jeszcze co do Deana: z wypowiedzi Crowleya wynika, że różni się on nieco od zwykłych demonów. Znamię Kaina domaga się krwi i kiedy żądza nie jest zaspokajana, demoniczna natura przejmuje kontrolę, by je nasycić – ale poza tymi momentami nasz bohater zachowuje człowieczeństwo. Teoretycznie więc Dean mógłby żyć względnie normalnie ze swoim „uzależnieniem”. Problem w tym, że on sam chyba dał wreszcie za wygraną i uznał, że skoro upadł tak nisko, to równie dobrze może staczać się dalej…

Pirjo: Mnie jeszcze intryguje temat duszy – jak to w końcu jest z demonami, czy ją mają, co w nich siedzi, z jakich metafizycznych elementów się składają i jak to generalnie „działa”. Temat demoniczności nie został jeszcze w pełni zgłębiony w Supernatural. Ale temat Znaku Kaina jest dla mnie so last season… Jedyna pociecha taka, że Jensen Ackles odżył i może sobie pograć pozbawionego skrupułów mroczniaka. Fabularnie ten wątek zupełnie mnie nie przekonuje. Brakuje mi dynamiki między braćmi opartej jednak na współpracy i na wspólnie rozwiązywanych zagadkach. Na dylematach moralnych, rozmowach, rozstaniach i powrotach. Tęsknię za tym, by byli razem po słonecznej stronie mocy i ramię w ramię walczyli z potworami.

Fot. The CW

Fot. The CW

Mysza: Mechanika działania demonów rzeczywiście ma szansę być w tym sezonie szerzej rozpatrzona. To, co jednak przynosi mi najwięcej przyjemności, to obserwowanie Jensena Acklesa, który wreszcie ma szansę rozciągnąć w serialu swoje aktorskie mięśnie. Choć w trakcie dziesięciu sezonów mieliśmy wiele trudnych, ciekawych scen, pod wieloma względami to Jared Padalecki dostawał najciekawsze wyzwania – Sam opanowany przez Lucyfera, Sam bez duszy… Tutaj to Ackles ma okazję się pobawić: pokazać, na co stać nie tylko Deana jako postać, ale także Jensena jako aktora, wcielającego się po raz pierwszy w tak drastycznie inną rolę. Widać, że Jensen ma w tym sezonie ogromną frajdę z grania i chociażby z tego względu zasiadam do kolejnych odcinków z szerokim uśmiechem. Oczywiście chciałabym, aby chłopcy się pogodzili – uznaję tylko jeden ostateczny finał dla Supernatural i jest to śmierć à la Butch Cassidy i Sundance Kid – ale niedawno zaczęłam się zastanawiać, czy kolejny sezon, gdzie konflikt między braćmi zostaje rozwiązany w pięć odcinków, rzeczywiście mi pasuje. Winchesterowie stali razem po stronie dobra tyle lat… czy obecna sytuacja nie jest o niebo ciekawsza niż pełna zgoda, gdzie wszyscy się kochają, słońce, tęcza, puchate szczeniaczki i jednorożce? Konflikt rodzi silne emocje nie tylko między braćmi, ale także wśród widzów. A to właśnie dla emocji wiernie trwam przy serialu.

Przemek: Nie jestem pewien, czy w Supernatural kiedykolwiek mieliśmy słońce, tęcze i szczeniaczki… (Bo jednorożec się zdarzył).

Pirjo: Czyli tutaj nie do końca się ze sobą zgadzamy, Myszo – spodziewałam się tego – bo ja uważam, że konflikty między braćmi powinny się jednak opierać o fabularną i moralną ramę wspólnych działań po stronie Sił Dobra. Nie można bezkarnie bawić się szkieletem serialu.

Cathia: Wybaczcie, ale bazując na dwóch pierwszych odcinkach mam wrażenie, że nie będzie tak pięknie. Bardzo liczyłam na wątek Deana jako demona, ponieważ on już jako człowiek jest w pewien sposób pozbawiony zasad – weźmy tu chociaż pod uwagę poruszany przez was wątek Cole’a, co nam daje rewelacyjny wręcz materiał wyjściowy. Spodziewałam się naprawdę Złych (koniecznie z wielkiej litery) rzeczy, tymczasem Demoniczny Dean to nic innego jak Dean, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę to, jak te jego ostatnie kilka tygodni jest przedstawianych w serialu. Szlaja się po barach, sypia z przygodnymi kelnereczkami, gra w piłkarzyki… Brzmi znajomo? No właśnie… Od czasu do czasu zabije jakiegoś demona, podsyłanego zresztą przez Crowleya po to, by móc zaspokoić żądzę krwi i śmierci. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że dzieje się tak dlatego, by po oddemonieniu (ręka do góry, kto się tego spodziewa!) starszy Winchester nie mógł o sobie powiedzieć, że popełnił naprawdę straszne czyny. Niestety. Z drugiej jednak strony w ostatnim odcinku dostaliśmy rewelacyjną scenę pojedynku z Cole’em, gdzie pokazane jest, jak Dean łamie mężczyznę, ale nie fizycznie, on to robi psychicznie. Kiedy wykłada Sammy’emu swoje racje, ciarki przechodzą po plecach. Bo tak przedstawiony Dean jest rzeczywiście okrutny i bezlitosny, po cichu więc liczę na to, że twórcy rzeczywiście pójdą w tym kierunku. W końcu nie wiemy, jak działa Znamię Kainowe, wszak Kain również był w stanie zapanować nad swoją naturą, jednak nie bez powodu demony trzęsą przed nim portkami do dzisiaj.

Pirjo: Czyli podoba Ci się demoniczny Dean i chciałabyś, żeby był jeszcze bardziej radykalny! I boisz się, że serial zbyt szybko wróci do dawnego układu? To rzeczywiście stawia nas po przeciwnych stronach barykady, dziewczyny. I pokazuje, jak różnorodne mogą być oczekiwania fanów. Hmm… Ale wróćmy na chwilę do fabuły odcinków otwierających. Przemku?

Demony przeszłości

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Otwierające sezon dwa odcinki połączyła historia mężczyzny pragnącego zemścić się na starszym z braci Winchesterów za śmierć ojca. Biorąc pod uwagę, że do zabójstwa doszło w roku 2003, a więc na długo przed przemianą Deana, istnieje zapewne, jak już wspomniała Mysza, jakaś racjonalna przyczyna tego zabójstwa – mężczyzna był wampirem, wilkołakiem, zmiennokształtnym itp. Niestety, dawny Dean nie uznał za stosowne wytłumaczyć tego dziecku zabitego, a Dean obecny postanowił jeszcze bardziej go skrzywdzić i upokorzyć. Mnie też, tak jak ciebie, Cathio, ciarki przeszły, gdy beznamiętnie mówił o tym na zakończenie odcinka drugiego… Myślicie, że ten bohater jeszcze powróci? Czyżby nemezis sezonu?

Pirjo: Chcę, żeby Cole powrócił, ale robienie z niego nemesis jest… niemoralne. Dreszcze i ciarki mam raczej na myśl, że chłopiec skrzywdzony przez Deana może się okazać „głównym złym”; że łowca dokładnie taki sam jak Winchesterowie, z tą samą potężną, słuszną motywacją – może się stać przeciwnikiem. Men of Letters przewracają się w grobach! O wiele chętniej obejrzałabym historię odkupienia Deana i koniec końców przebaczenie lub nawet przyjaźń między oponentami. Team Cole!

Cathia: Cole w serialu pojawi się na pewno i mam nadzieję, że będzie godnym przeciwnikiem, bo nie można mu odmówić inteligencji. Skoro czysta siła zawiodła, udał się do biblioteki i zapewne teraz postara się dotrzeć do wszelkich informacji na temat zła, które – jak właśnie się dowiedział – istnieje. Podejrzewam nieśmiało, że zasili szeregi łowców, bo nie wygląda na takiego, który przejdzie obojętnie koło nowoobjawionego problemu. Może z tego wyjść naprawdę fajny wątek!

Mysza: Też bardzo liczę na to, że Cole jeszcze się w serialu pojawi. Winchesterowie mieli styczność z polowaniem od dziecka, więc obserwowanie postaci, która w późnym wieku musi zrewidować swoje postrzeganie świata, mogłoby być bardzo ciekawe. Tym bardziej, że Cole ze względu na swoje wojskowe przeszkolenie ma idealne predyspozycje, by stać się myśliwym. Nie dość, że uzupełniłby poważne braki w tej szybko ginącej grupie zawodowej, na dodatek byłby interesującym dodatkiem do serialu – dorosły facet, który dopiero uczy się polować na monstra i potwory. Istnieje też szansa, że Cole dołączy do drużyny Winchesterów jako stały dodatek – jeśli oczywiście uda się wyjaśnić, dlaczego Dean zabił jego ojca, a Cole będzie mu w stanie wybaczyć.

Anioł na pustym baku

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Pomówmy o Castielu. Wątek anioła umierającego powoli z niedoboru Łaski przejmuje mnie niepokojem. Oczywiście żaden twórca o zdrowych zmysłach by tego bohatera nie zabił, ale pozostaje pytanie, jak coraz bardziej palący problem rozwiązać. Jak to zgrabnie ujął sam Castiel: „Wiele razy podejmowałem decyzje w desperackich sytuacjach i zawsze kończyło się to źle”. I choć teraz nasz anioł wydaje się ze śmiercią pogodzony, inne zdanie ma anielica Hannah…

Pirjo: Hannah jest cudowna i na jej tle w Castiela też wstępuje nowy sens fabularny. Nasz biedny, prostolinijny anioł, miotający się od paru sezonów między człowieczeństwem a boskością, nareszcie ma swoją „opowieść drogi”, oderwaną od Winchesterów. Podróż tej pary wygląda trochę jak moralizatorska – w dobrym sensie – przypowieść i jest nie tylko niepokojąca czy smutna, jest też piękna. Konający anioł pokazuje swej towarzyszce świat ludzki – cóż za wspaniała odtrutka na przegadany wątek Deana! Hannah to taki Castiel 2.0. Wędrują razem, a ona dziwi się światu tak jak on się kiedyś dziwił. Jeszcze go nie rozumie, lecz powoli zaczyna się wyzwalać z oków, w jakie ją wtłoczono, dostrzegać piękno i złożoność człowieka. Zakochiwać się w Ziemi, a może i troszkę w tym dobrym, słabnącym człowieku o imieniu Castiel. Człowieku, który kiedyś był prawie-Bogiem. Wiem, wielu fanów narzeka, że Castiela jest za dużo, Misha Collins wyskakuje z każdej lodówki, ale dla mnie zagadka – co się teraz stanie z Castielem, gdy był już i na samym szczycie i na samym dnie – pozostaje najciekawszą tajemnicą sezonu. Liczę też, że Hannah trochę z nami pobędzie.

Cathia: Mnie z kolei wątek anielski nudzi serdecznie przynajmniej od dwóch sezonów. Miłym twistem był Metatron jako nieoczekiwany zły, spodziewałam się jednak więcej makiawelizmu niż tej żądzy poklasku u najmniej popularnego dzieciaka w klasie, którą dostaliśmy w drugiej połowie sezonu. Anielska wojna domowa też zapowiadała się ciekawie… niestety, tylko się zapowiadała. Znowu jesteśmy w punkcie wyjścia: anioły usiłują sobie poradzić bez przywódcy, niewątpliwie zaraz objawi się kolejna Naomi lub kolejny Bartholomew, a gdzieś w tym wszystkim błąka się Castiel. Coraz bardziej słabnący Castiel, który jednak pogodził się ze swoim losem i naprawdę, naprawdę mam nadzieję, że ten bohater odejdzie. Tak, wiem, pozbycie się Mishy z serialu graniczy z samobójstwem, ale póki co za każdym razem, kiedy widzę go na ekranie, mam wrażenie, że jest tam tylko po to, by wszyscy czterej panowie z obsady mieli swoje momenty na ekranie.

Mysza: Jako Castielowej anty-fance trudno mi się naprawdę zaangażować w jakikolwiek wątek dotyczący tej postaci. Niemniej Pirjo ma rację: Castiel-sensei, uczący Hannę magii i radości życia na ziemi jest naprawdę ładnie rozpisany. Martwi mnie jednak coś, o czym wspomniał Przemek. Wątek Hanny i Castiela miałby najmocniejszy wydźwięk, gdyby twórcy rzeczywiście zdecydowali się na koniec zabić ukochanego przez wszystkich anioła, a przynajmniej nie próbowali go odratowywać wszystkimi możliwymi środkami. Obawiam się jednak, że ekipa Supernatural nie odważy się zabić kury znoszącej złote jajka, jaką jest Misha Collins i historia skończy się tym, że zakochana w Castielu Hannah poświęci swoje życie – i swoją Łaskę – by uratować Castiela. Tego typu melodramatyczne zagrania rzadko kiedy wychodzą serialowi na dobre. Tym bardziej, że wciąż w przygodach Winchesterów brakuje fajnych, wielowymiarowych kobiecych postaci.

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Wow, nie wiedziałem, że Castiel ma tylu anty-fanów! Dla mnie jest już na tym etapie równie integralną częścią historii co Sam i Dean. Co do Hannah, moim zdaniem widać, że – dodając do rzeczy, które wyliczyła Pirjo – wprowadzono anielicę między innymi po to, by zapewniała solidną dawkę anielskiego humoru. Odkąd Castiel się uczłowieczył, brakowało nam niezręcznych (i przezabawnych) nieporozumień na linii Niebo – ziemia. Na szczęście Hannah jest równie beznadziejna w relacjach z ludźmi, jak kiedyś Castiel.

Pirjo: Ich rozmowy oraz interakcje ze światem są żywe, prawdopodobne i zwyczajne fajne. Dean i Crowley przesadzają w tym sezonie w próbach bycia werbalnie och-tak-bardzo-cool. A to przerzucanie się bon motami, choć wywołuje ataki śmiechu, to także zamydla i przesłania fakt, że póki co niewiele mają do zagrania i do zdziałania. Ballady i bromance! Oby się nam zaraz objawił jakiś nowy, centralny wątek. Bo ja jestem z tych, którym nie wystarczają żarciki sypane z rękawa ani to, że bracia ładni, a Crowley kultowy. Pretty please!

Mysza: Tu mamy znów dwa przeciwne obozy, bo mnie nieżyciowość Castiela nigdy zbytnio nie bawiła. Pamiętam jak ogromnie ucieszyłam się w momencie, gdy Metatron przekazał mu całą swoją popkulturową wiedzę. Nareszcie! Nigdy więcej „I don’t understand that reference” i pustych, nierozumiejących spojrzeń! Przekomarzanki Dean i Crowleya bawią mnie o wiele bardziej niż szczenięce oczy Hanny i święta cierpliwość Castiela. Ale jak to mówią: to each their own – każdemu podług gustu i poczucia humoru.

Cathia: Podobnie jak Przemek sądzę, że twórcy wprowadzili postać Hannah po to, by ktoś tam popełniał właśnie wszystkie te gafy popełniane dotychczas przez Casa, a które są dla mnie totalnie niezrozumiałe, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę to, że anioły obserwowały ludzkość przez millenia. Było to dla mnie jeszcze bardziej zaskakujące po tym, kiedy Cas przeżył trochę czasu wśród ludzi jako Emmanuel – piekielne wspomnienia Sama nagle wykasowały mu wszystko, czego się dowiedział? Ale nie jest to jedyny powód: obawiam się, że Hannah została w serialu również po to, by ktoś – nie Castiel – odzyskał bądź uzyskał dlań Łaskę.

Kącik spekulacyj

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Wygląda na to, że najważniejszym pytaniem sezonu będzie: jak uratować kogoś, kto nie chce być uratowany? Wyczuwam poważne emocjonalne wyboje na drodze Deana do wyzdrowienia – i jeszcze więcej cierpień dla biednego Sammy’ego. Czyli wszystko to, co supernaturalowe tygryski lubią najbardziej…?

Mysza: Jak dla mnie serial mógłby jeszcze długo rozpatrywać konflikt między braćmi, który zarysowano w dwóch pierwszych odcinkach. Średnio interesuje mnie perspektywa odhaczenia tego wątku w kilka odcinków i przejścia do starej, dobrej formuły, którą wszyscy znamy. Supernatural dawno przestało przypominać prosty, nieskomplikowany serial z kolejnymi odcinkami monster of the week, w którym się kiedyś zakochałam. Skoro już wmieszaliśmy w życie Winchesterów Niebo i Piekło, niech ta metafizyczna otoczka wreszcie wywrze realny, emocjonalny, poruszający wpływ na życie braci. Demoniczny Dean jest mroczny i upiorny, ale w kontekście serialu, który ma już na koncie dziewięć sezonów, to jak łyk świeżej wody po długiej suszy. Może i trzeba było za ten łyk zaprzedać duszę, ale mnie ta woda bardzo smakuje.

Cathia: Podobnie jak Mysza, pięknie proszę o pozostawienie Demonicznego Deana i danie braciom nareszcie sensownego powodu do podziału i niezrozumienia, takiego, którego nie załatwiłoby dobre posiedzenie przy wódce, gdyby się wreszcie do tego zmusili.

Bardzo chciałabym też, by powrócił Crowley, do jakiego jestem przyzwyczajona i któremu zaprzedałam duszę; genialny strateg, będący zawsze o pięć ruchów przed przeciwnikiem. Dotychczas Crowley dbał o Winchesterów o tyle, o ile mogli być mu przydatni. Fakt, Dean przestał być przydatny i nie ma nawet najmniejszych przesłanek, by myśleć, że może być inaczej, ponadto to Crowley dzierży teraz Ostrze, jedyną rzecz, której może pragnąć starszy Winchester, więc sądzę, że może być to część planu, ale nostalgiczne spojrzenie, które Crowley rzucił zdjęciu na komórce… czyżby jego nałóg rzeczywiście zmienił go do takiego stopnia?

Pirjo: Widzę, że obawiacie się tego, na co ja z całego serca liczę! Niezrozumienie i podziały? No nie wiem… Zdaję sobie sprawę, że nowy układ sił może się wam wydawać kuszący, ale ja jestem póki co sceptykiem i trzymam kciuki, że w najbliższych odcinkach sytuacja, zamiast dryfować w bardzo złym – Demonicznie Złym – kierunku, wróci do przepisowej normy. Tęskniłam za Supernatural, pierwsze dwa odcinki sprawiły mi przyjemność, ale robienie z Deana mordującego ludzi monstrum to moim zdaniem żadne tam odświeżenie konwencji. To posunięcie o jeden ruch za daleko i niszczenie mitologii serialu, jego napędowej siły. Poproszę o krok w tył. A bez względu na to, co wybiorą scenarzyści poproszę o wartki, równy sezon, pełen przygód i radości. Taki sezon, o którym będziemy mieli ochotę dalej dyskutować!

Fot. The CW

Fot. The CW

Supernatural
supernatural drama
The CW, 2005–

Cathia: mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Mysza: fangirl pełną gębą. Geek z przypadku. Nerdette z wyboru. Bezwstydnie dwujęzyczna. Uzależniona od seriali – regularnie ogląda ich ponad 70, a wciąż dochodzą nowe. Chora na słomiany zapał i krótki okres koncentracji, godny Golden Retrievera z ADHD. Leniwiec to jej sekretne zwierzę totemowe. Łatwo kochliwa fandomowo i aktorsko – najchętniej weszłaby w poliandryczny związek z połową mężczyzn (i kobiet) w Hollywood. Cierpi na zaawansowane „gustus eclecticus”, które pozwala jej pochłaniać całą popkulturę bez względu na jej domniemaną jakość. Swoje przemyślenia spisuje na blogu MyszaMovie.

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)