Fot. BBC

W głębi ciemnego znaleźli się lasu (Doctor Who, S08E10)

Artykuł zawiera spoilery z odcinka i zwiastuna kolejnego.

Przemek: Ten wielogłos będzie skromny liczebnie, ale za to dynamiczny. Bo tak się złożyło, że podczas gdy ja byłem In the Forest of the Night znudzony i zniesmaczony, Pirjo dobrze się przy odcinku bawiła. Zgadzamy się chyba tylko co do tego, że pomysł wyjściowy – inwazja drzew – faktycznie był intrygujący. Ale później? Jak to możliwe, że po całym mocnym sezonie i w dodatku tuż przed finałem dostaliśmy odcinek, w którym NIC SIĘ NIE DZIEJE?

Pirjo: Nic się nie dzieje? W porównaniu z pozostałymi odcinkami serii dzieje się mniej więcej tyle samo – zagadka, którą trzeba rozwikłać działając pod presją czasu i borykając się z tematem bezpieczeństwa cywilów. Jest też twist, podobny nieco do tego w odcinku z bankiem. Groźba okazuje się opieką. Złe istoty nie są złe, drzewa zaatakowały Ziemię po to, by ją chronić. Zupełnie nie przeszkadza mi brak „potwora odcinka”, a ogromnie podobało mi się wprowadzenie całej klasy dzieciaków tak do scenariusza, jak i do wnętrza TARDIS. Po epizodach przyciężkich i ponurych dostaliśmy coś zabawnego i o wydźwięku optymistycznym. A do tego z elementami baśni, które tak w Doktorze lubię, a które zwykle pojawiają się w odcinkach Gwiazdkowych.

Przemek: Nie mam problemu z baśniowym nastrojem ani z ogólnym ekologicznym przesłaniem odcinka, ale z mojej perspektywy naprawdę niewiele się działo. Czterdzieści pięć minut chodzenia po lesie i rozmawiania o banałach. Jedyne chwile jakiegokolwiek napięcia to wilki, tygrys i upadająca kolumna Nelsona. Clara i Danny, choć rozmawiali bez przerwy, powtarzali tylko te same argumenty co we wcześniejszych historiach, ich relacja nie posunęła się naprzód. Doktor aż do samej końcówki też tylko kręcił się w kółko.

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Nie zgodzę się. Jestem przekonana, że obecność Dannyego stopniowo wpływa na stosunek Doktora do tego bohatera. Szczególnie w chwili, gdy Danny zadeklarował, że zostaje z dzieciakami na zagrożonej zniszczeniem planecie – to niesamowicie zaimponowało Władcy Czasu i zmusiło go do przemyślenia swoich uprzedzeń. Wzajemne uprzedzenia są nadal duże, Doktor wciąż nazywa chłopaka swojej towarzyszki pogardliwie „panem od wuefu” a Danny denerwuje się, widząc komitywę Doktora i Clary, ale wspólna przygoda nieco złagodziła kanty tej animozji. Doktor przyznał się też do błędu – niesłuchanie dziecka okazało się ignorowaniem wskazówek, a to z kolei wiodło do zaślepienia: zbyt długo i odruchowo nasz tytułowy bohater paradował przekonany, że drzewa pojawiły się z jakiegoś diabelskiego powodu i że zagrażają ludzkości. Okazało się inaczej.

Ważną sceną była też kolejna rozmowa Clary z Doktorem na temat jego związków z Ziemią. Czy będąc jej mieszkańcem, jest jej obywatelem, czyli Ziemianinem? Czy Clara, wybierając śmierć na rodzinnej planecie, bo nie chce zostać ostatnim przedstawicielem swojej rasy, dała Władcy Czasu do myślenia? Doktor mógł odlecieć… ale został i pomógł. Nie opuścił miejsca, które stało się jego przybranym domem. No i wreszcie poznaliśmy perspektywę Dannyego – nie ruszają go wspaniałe światy, wystarczy mu to, co już zobaczył i przeżył. Teraz chce się skupić na głębszym i pełnym postrzeganiu otaczającej go rzeczywistości. Nic dziwnego, że oferta, jaką prezentują Doktor i TARDIS, nie jest dla niego zbyt kusząca. Clara natomiast nadal żongluje, chce być częścią obydwu rzeczywistości, dziewczyną Danny’ego i… Doktorem! Czy bycie ciekawskim, czy niezaspokojona ciekawość świata sprawia, że przestaje się być dobrym?

Innymi słowy, nie potraktowałam rozmów i scen z tego odcinka jako zbędnych, było to dla mnie raczej słuszne powtórzenie, rekapitulacja wątków konieczna tuż przed finałem.

Przemek: A dla mnie właśnie powtórzenie zbędne i nużące. Zgoda, powrót do rozmowy z Kill the Moon o Doktorze i Ziemi była ładna, ale reszta… Swoją drogą – nigdy nie zrozumiem podejścia Danny’ego. Jak można dostać szansę podróży w TARDIS i z niej nie skorzystać?!

Lasy są super i ogólnie drzewa

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: No dobrze, ponarzekałem, to teraz powiem, że sam pomysł na odcinek był fascynujący. Inwazja lasu! Myśl przewodnią historii – drzewa ocalają ludzkość przed katastrofami i chyba powinniśmy być im wdzięczni – też warto pochwalić. Dostaliśmy dość wzruszające ujęcie tematu „matki Ziemi”, która dba o wszystkie swoje dzieci. Jak to ujął Danny, parafrazując słowa Maebh: „Fear a bit less. Trust a bit more”. Tylko szkoda, że z tego zamysłu można było wycisnąć o wiele więcej…

Pirjo: Nie wiem, co chciałbyś z tego jeszcze wycisnąć, Przemku? Był nawet Jung i jego pamięć gatunkowa – irracjonalny i atawistyczny lęk przed lasem, przejawiający się w mitach i baśniach, echo  zdarzeń, których nie pamiętamy, które wyparliśmy: ogromnych katastrof, takich jak meteoryt tunguski, od których milczący opiekunowie ocalili niewdzięczną, zapominalską ludzkość. Były nawiązania do Czerwonego Kapturka, do Jasia i Małgosi, oraz oczywiście do klasyki angielskiej poezji. Było Londyńskie Zoo i jego magiczna menażeria, na czele z wilkami i Tygrysem wprost z wyobraźni Williama Blake’a, duchem lasu. Był ogień i było serce – jak w jego sławnym wierszu. Dostaliśmy nawet owieczki, całą klasę wyjątkowych owieczek! Nie spodziewałam się, że magiczny, Gwiazdkowy nastrój uda się osiągnąć poza „odcinkami specjalnymi”. A jednak! Poruszył mnie też wątek matki, która szukała swojego dziecka, a właściwie dwójki zaginionych dzieci. To także baśniowa stylistyka, która na mnie działa, no i poprzez nazwisko – Arden – czytelne nawiązanie do pełnego dziwnych postaci Lasu Ardeńskiego z Jak wam się podoba Szekspira. To właśnie w tej komedii dowiadujemy się, że świat jest teatrem, a ludzie aktorami grającymi swoje role. Szekspir, Blake, folklor. Londyn pokonany przez siły natury, upadek Lorda Nelsona. No i happy end. Nareszcie! Nic dziwnego, że Missy poczuła się rozczarowana – dobrze ci tak, Missy! Nie dostaniesz tym razem żadnych martwych ludzików do kolekcji!

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Dobrze, ustępuję pola, być może gdy się „czuje” całą tę bajkowo-poetycką angielskość, odcinek mógł się podobać. Dla mnie był zbiorem niezłych, ale nierozwiniętych pomysłów i luźnych, mimochodem snutych refleksji. Migotliwy rój światełek zamiast spójnej myśli. Może po prostu nie rozumiem poezji?

Z innej beczki – nie podobała mi się zbyt daleko posunięta bezradność i w efekcie bezczynność Doktora, jego „I can’t fight physics” (TARDIS ma w sercu eksplodującą gwiazdę i może holować planety, ale jedna słoneczna flara to zbyt wiele?). Ale jeśli już przełknąć ten nieszczególny pomysł, to zagubienie Władcy Czasu w tytułowym lesie pokazano dobrze. Z jednej strony – Doktor jako człowiek nauki i technologii zdezorientowany, gdy staje przed rzekomym aktem agresji ze strony natury (świetne wykorzystanie faktu, że śrubokręt dźwiękowy nie działa na drewno!). Z drugiej strony – Doktor jako człowiek walczący z potworami i tak do tej roli przyzwyczajony, że aż do ostatnich minut odcinka nie przychodzi mu do głowy, że drzewa chcą pomóc.

Pirjo: Doktor był chyba przede wszystkim przytłoczony obecnością całej klasy szkolnej i tym, że nagle to świat Clary i Danny’ego dokonał inwazji na jego królestwo. A przecież on sam wie już o tej szkole i tych dzieciakach więcej, niż jest skłonny przyznać. Wiesz, zupełnie nie przeszkadzały mi  deficyty naukowego prawdopodobieństwa. Skoro księżyc jest jajkiem, to nie mam problemu z puszczą w centrum Londynu, na którą nie działa nic, poza sztuczką z grawitacją – sztuczka ta zresztą w piękny sposób pozwoliła nam na spotkanie z Umysłem Zbiorowym Lasu, czy jakkolwiek nazwać przypominające świetliki istoty/cząsteczki, które nie miały… zielonego pojęcia, kim jest młodzik ze śrubokrętem. Odcinek był więc jak Wyprawa po Kwiat Paproci i miał bardzo wyraźną kulminację w postaci zetknięcia z obcą, a przecież bliską i wszechobecną rasą! Linia między science fiction a fantasy bywa cienka, natomiast testowanie własnych granic, granic gatunkowych, to esencja Doktora Who.  Tutaj mamy odcinek eksperymentalnie osadzony w logice snu, oniryczny, przesycony poezją. Kto by myślał o nauce, gdy w pobliżu działa czysta magia?

Wybitni i Utalentowani z Coal Hill School

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Naprawdę nie chcę wyjść na starego pryka, ale Jezu, jak mnie drażniły dzieci w tym odcinku. Niech sobie będą głośne i nieokiełznane, w końcu taka ich natura, ale już po raz któryś twórcy Doctora Who zagrywają kartę pt. „Dzisiejsza młodzież niczemu się nie dziwi i nic jej nie interesuje”. Tak było w Kill the Moon, tak samo wcześniej w Nightmare in Silver… Naprawdę aż tak źle jest z dzieciakami? Już pominę, że praktycznie nic w tej fabule nie robią.

Pirjo: Totalnie się nie zgodzę. Maebh była świetna, to kolejna wyrazista i niezwykła mała dziewczynka w serialu, Ruby z kolei przypominała mi Lunę Lovegood, jej celne, pełne ludowej mądrości one-linery (reakcja na TARDIS! Retrospekcja ze sceny w klasie!). Dzieciaki rozjaśniły odcinek swoją energią (stary Doktor ma energii coraz to mniej), powiem nawet, że brakowało mi Courtney, którą polubiłam mimo jej impertynencji i udawanego braku zainteresowania światem. Chyba rzeczywiście jesteś już zgrzybiały, Przemku, skoro nie odczytujesz zachowania dzieciaków jako pewnej maski, która jest teraz obowiązkowa. „Drużyna” skonsolidowała się dopiero po jakimś czasie, a dzieci porzuciły wystudiowane pozy. Twój problem może wynikać z tego, że przesadnie wszystko analizujesz, podczas gdy odcinek dział się w poetyce pewnego nonsensu, który też trzeba poczuć, żeby nie nazwać go po mugolsku „bzdurą”.

Przemek: W takim razie zdecydowanie jej nie czuję, jak zresztą dziecięcości w ogóle. I metafizycznej poezji. Może i zanadto analizuję, ty natomiast dostrzegasz chyba głębię tam, gdzie jej nie ma. „Ludowa mądrość” Ruby, o której mówisz, to dla mnie nieśmieszne żarty z długą brodą, a pod maską obojętności dzieciaków, gdy już w finale spadła, nie kryła się wcale zbyt odmienna postawa. Zgoda, Maebh jest wyjątkiem – i zachwyca się światem jak należy, i aktywnie działa. To w zasadzie dosyć wzruszająca postać. Spodziewałem się, że okaże się jakąś leśną boginką, jakąś driadą czy wróżką – okazała się po prostu bardzo wrażliwą dziewczynką. Słyszącą i widzącą więcej. Mam tylko wątpliwości, czy przesłanie pt. „nie leczmy ludzi, którzy słyszą głosy” jest najszczęśliwsze…

Pirjo: Dla mnie to sformułowanie znaczyło tylko tyle, że dzieci należy słuchać, a nie ignorować, jak to zrobił Doktor. Mogą mieć coś ważnego do przekazania.

Kącik spekulacyj

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Oj, niezadowolona była Missy w tym odcinku! Czyżby miała nadzieję, że słoneczna flara zabije wszystkich na Ziemi? Czy o to jej chodzi – o zbieranie dusz do „Nieba”? Ale odcinek sugeruje przecież, że to ona za pomocą jakiejś telepatycznej sugestii posłała Maebh do Doktora…

Zaskakująca była też reakcja Doktora, gdy usłyszał słowo „Miss” z ust dziewczynki. Oddalił się, odwrócił, zakrył oczy jakby w geście wstydu albo głębokiego zamyślenia. Fałszywy trop (mógł rozmyślać nad zagadką odcinka) czy sugestia co do finału? Skoro zresztą o finale mowa… TEN ZWIASTUN!

Pirjo: Wygląda na to, że Doktor i Missy mają wspólną przeszłość i ciekawe, czy nas też coś z nią łączy, to znaczy czy okaże się postacią, którą już w jakimś sensie znamy? Masterem po regeneracji, jak mówią plotki? Nie da się ukryć, że Missy prowadzi eksperymenty. Tak na ludziach, jak i na samym Doktorze, prowokując go i podglądając z bezpiecznego dystansu, podsyłając mu różne sprawy, wskazówki, postacie. Co jeszcze… w odcinku pojawiła się organizacja o nazwie Cobra, która miała sobie poradzić z „problemem drzew”. Skoro się pojawiła, to może ma znaczenie? A poza tym mieliśmy kolejny już – czwarty? – w tym sezonie odcinek, w którym zło okazało się nie tak złe, jak je malowano; a raczej okazało się czymś całkiem dobrym, lecz niezrozumiałym na pierwszy rzut oka i pomyłkowo uznanym za zagrożenie. Czy to wskazówka w kontekście metaplotu?

Przemek: Oby! Mam tylko wielką nadzieję, że słowa wypowiadane przez Clarę pod koniec zwiastuna nie oznaczają, że w finale towarzyszka Doktora okaże się znowu jakąś Niemożliwą Dziewczyną. „Clara Oswald has never existed!”. Co tym razem? Robot? Klon? Zła siostra bliźniaczka?

Pirjo: Ciężko powiedzieć, ten trailer to istny Dym i Lustra. Ale będą Cybermani, a ja wbrew niechęci wielu fanów naprawdę ich lubię. To znaczy lubię patrzeć, jak cierpią.

Przemek: W takim razie powinnaś być zadowolona, bo ucierpią na pewno! Ech, szybko jakoś zleciał ten sezon. Już za tydzień Dark Water, wypakowane akcją, eksplozjami, Cybermanami i jeszcze Bóg wie czym. Trochę się boję.

Pirjo: Szybko, ale to dobry znak. Chłonęłam odcinki jak gąbka wodę. Na koniec chciałam dodać, ze kimkolwiek jesteś, Cottrellu Boyce, i ty, Sheree Folkson, pierwsza kobieto za sterami Przygód Doktora od 2010 roku, dziękuję wam za ten odcinek. Obok Robota z Sherwood i Listen – jest moim ulubionym w bieżącej serii. Ach, no i teraz już na pewno wybiorę się na sleepover do Muzeum Historii Naturalnej!

Fot. BBC

Fot. BBC

Doctor Who
S08E10: In the Forest of the Night, emisja: 25.10.2014

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)