Fot. FX

It’s the freakiest show (American Horror Story: Freak Show, premiera: S04E01–04)

Artykuł zawiera spoilery.

„[…] to jednak Asylum dalej dzierży palmę pierwszeństwa w swoim gatunku i pozostaje modelowym serialem grozy. Nic tylko czekać do października, żeby się przekonać, czy nowy rozdział antologii nie zamiesza w tak ustalonym porządku.”

Tak pisałem ponad pół roku temu przy okazji finału AHS: Coven. Czas jak zwykle niespodziewanie popędził do przodu, za oknem drzewa zdążyły się zazielenić i na nowo stracić liście, co oznacza jedno – nadszedł październik, a z nim wyczekiwana przeze mnie nowa odsłona jednego z moich ulubionych, aktualnie emitowanych, seriali. Pomimo bowiem ogólnego rozczarowania trzecim sezonem AHS z prawdziwym zaciekawieniem śledziłem nowinki na temat powstającej czwartej części i każda nowa informacja napawała mnie coraz większym entuzjazmem. Starałem się go hamować, powtarzając sobie, że przecież i Coven przed premierą zapowiadał się wyśmienicie, ale ostatecznie nawał ekscytujących wieści przeważył (Cyrk osobliwości! Sarah Paulson z dwiema głowami! Kathy Bates z brodą!) i z niecierpliwością czekałem na premierę Freak Show.

Ta natomiast nadeszła i z całą pewnością takiego nawału dziwności – zgodnie zresztą z podtytułem – jeszcze w serialu nie widzieliśmy. Kogo i czego tu nie ma! Kobieta z brodą, chłopak ze szczypcami zamiast dłoni, kobieta z trzema piersiami, karły, bliźnięta syjamskie, wreszcie najbardziej przerażający klaun od czasów Pennywise’a. Szkoda tylko, że póki co mało w tym wszystkim tytułowego horroru, a dużo dramatu. Od samego początku AHS poruszał tematykę grup w różny sposób wyklętych, odizolowanych, ale zawsze klimat grozy był silnie obecny na ekranie. W przypadku Freak Show z kolei dużo trudniej się przestraszyć niż w poprzednich latach. Dopiero podwójny odcinek halloweenowy z „gościnnym udziałem” bohatera amerykańskiej legendy, Edwarda Mordrake’a, wprowadził tak bardzo wyczekiwane elementy przyprawiające o lekkie dreszcze. To jednak wciąż nie to, co jeszcze dwa lata temu.

Fot. FX

Fot. FX

Pomimo tego trudno mi stwierdzić, że całość ogląda się z trudem. To cały czas niezwykle solidny produkt telewizyjny z jak zwykle nadzwyczaj barwnymi postaciami, które – jak już wspomniałem – zostały przez społeczeństwo odizolowane. W Asylum mieliśmy rozważania na temat tego, od czego zależy, czy uznamy daną osobę za zdrową czy chorą psychicznie. Freak Show idzie o krok dalej i dotyka jeszcze bardziej fundamentalnej kwestii – kto lub co decyduje o „normalności” jednostki? Geny czy wychowanie? Społeczeństwo czy najbliżsi? Intencje czy czyny? Legislacja czy niepisane, podświadome porozumienie? Bohaterowie z czwartego sezonu AHS z powodu swoich wad fizycznych i ułomności stanowią margines społeczeństwa, są jego wyrzutkami, a i po trochu wyrzutem sumienia poprzez swoją tragiczną przeszłość (jak w przypadku Elsy – najlepsza jak dotąd scena w tym roku, mocna i wstrząsająca). Zostaje to wprawdzie odwrócone w czwartym odcinku, ale nie sądzę, by na długo.

A przecież póki co to osoba „normalna” wyróżnia się największym zdegenerowaniem. Dandy Mott to postać, która nawet jak na standardy pokręconego AHS wyróżnia się swoim dziwactwem. Mam zresztą wrażenie, że jest nieco zbyt przerysowany, co dobitnie pokazują wszystkie sceny z matką, ale jeszcze się przekonamy, co z tego wątku wyniknie. Zakończenie czwartego odcinka pokazało, że twórcy mają raczej długotrwały pomysł na tego bohatera (raczej, bo należy pamiętać, aby do nikogo w tym serialu się nie przywiązywać), więc być może za kilka tygodni jeszcze nam pospadają czapki z głów. Na razie jednak należy ostrożnie mówić co najwyżej o niezgorszych możliwościach rozwinięcia historii, tu bowiem wkraczamy na obszar największej bolączki Coven, która, obawiam się, może mieć miejsce również we Freak Show – zmarnowanie potencjału. Sezon o czarownicach nie spełnił pokładanych w nim nadziei, a obiecywał naprawdę dużo i nie chciałbym, żeby w tym roku sytuacja się powtórzyła. Tymczasem wątek morderczego klauna niestety już pokazał, że twórcy mogą powielać błędy z przeszłości. Oczywiście za wcześnie, by wyrokować jednoznacznie, natomiast nauczony doświadczeniem rozczarowania z Coven, wolę na razie podchodzić z rezerwą do momentów dających nadzieję na ekscytujące rozwinięcie.

Fot. FX

Fot. FX

Nie można za to powiedzieć złego słowa o stronie wizualnej serialu. Czołówka to po raz kolejny małe dzieło sztuki, chociaż tym razem mniej grozy i makabry, a więcej podświadomego na swój sposób niepokoju. Kostiumy, charakteryzacja, dekoracje to już tradycyjnie bardzo mocny punkt. Wydaje się zresztą, że twórcom najlepiej wychodzi umiejscowienie akcji nie w czasach obecnych. Asylum toczyło się głównie w latach 60., z kolei najlepsze fragmenty Coven to retrospekcje z XIX wieku. Być może wynika to ze spojrzenia na minione dekady z lekką nutą romantyzmu, a może współczesność z internetem, smartfonami i kultem realizmu mniej nadaje się do klasycznego straszenia widza? Tak czy inaczej Florydę lat 50. we Freak Show ogląda się z przyjemnością – stroje, wystrój wnętrz, pojazdy, odwzorowano wiernie i jedynie anachroniczne wykonanie przez Elsę Life on Mars oraz Gods and Monsters nieco tę rzeczywistość sprzed ponad pół wieku psuje, ale spokojnie da się na to przymknąć oko. Tym bardziej, że to jak najbardziej świadome zagranie ze strony twórców, a i zaskakująco dobrze piosenki wpasowały się w klimat odcinków (szczególnie Gods and Monsters – prawdziwie oniryczny i rewelacyjny fragment).

Fot. FX

Fot. FX

Również aktorstwo to element, który można stale w serialu chwalić. Jessica Lange to oczywiście klasa sama w sobie, nawet pomimo tego, że znowu gra bardzo podobną postać co w ostatnich trzech latach – chociaż Elsa jednak wykazuje się większą wrażliwością oraz słabością w porównaniu do Constance, siostry Jude oraz Fiony. Sarah Paulson jak na razie bezbłędnie odgrywa dwa odmienne charaktery w jednym ciele (wyzwanie także dla fachowców od efektów specjalnych, którym wychodzi to raz lepiej, raz gorzej), Evan Peters po zeszłosezonowym bełkotaniu wreszcie może się wykazać w ambitniejszej roli, Denisowi O’Hare natomiast przypadają chyba najbardziej różnorodni bohaterowie – przeskok od Spaldinga z Coven do Stanleya jest niesamowity. Mamy wreszcie nowego członka tej aktorskiej rodziny, Finna Wittrocka, który doskonale wpisuje się w klimat produkcji i ma odpowiedni dla postaci Dandy’ego błysk niepoczytalności w oczach. I tylko brakuje mi w tym wszystkim mojej ulubionej Lily Rabe, ale przecież nie zawsze dostajemy to, co chcielibyśmy.

Na koniec jeszcze krótko o oryginalnej muzyce Freak Show, a dokładniej o motywie przewodnim. Mam mocno mieszane uczucia względem niego, bowiem z jednej strony przywodzi mi na myśl minimalistyczne soundtracki z filmów s-f lat 80. (i to nie tych dobrych i klasycznych pokroju Blade Runnera Vangelisa), a z drugiej niesamowicie buduje klimat i w odpowiednich momentach wzbudza niepokój oraz każe mimowolnie rozejrzeć się, czy wokół nie ma niczego lub nikogo, co znajdować się tam nie powinno. Jedno jest pewne – zapada mocno w pamięć.

Fot. FX

Fot. FX

Generalnie zatem czwarty sezon AHS zaczął się dobrze, ale jeszcze daleko mu do poziomu Asylum. Serialowi obecnie bliżej do dramatu psychologicznego niż do horroru, co oczywiście nie musi stanowić wady, ale w momencies, gdy w tytule wyraźnie stoi American HORROR Story, spodziewamy się jasno określonej tematyki, a tej na razie za mało. Z drugiej strony może to i lepiej, że Freak Show zaczyna się względnie spokojnie. Z perspektywy roku wyraźnie widzę, że Coven rozpoczęło zbyt ambitnie i po prostu nie udało się utrzymać poziomu oraz należycie poradzić sobie z mnogością zasygnalizowanych wątków. Jeśli tylko obecny sezon z każdym kolejnym tygodniem będzie się rozkręcał, a nie wypalał (a na razie tak się dzieje, chociaż mimo wszystko to nadal zbyt często zbiór chaotycznych scen; wciąż brak porządnego motywu przewodniego, który by należycie powiązał wszystko w spójną całość), to powinny wkrótce pojawić się zachwyty. Jak dotąd jednakże deklaracje twórców, jakoby stworzyli produkt dorównujący Asylum, nie znajdują pokrycia w faktach, ale jeszcze poczekajmy. To przecież raptem jedna czwarta sezonu.

American Horror Story: Freak Show
S04E01: Monsters Among Us, emisja: 8.10.2014
S04E02: Massacres and Matinees, emisja: 15.10.2014
S04E03: Edward Mordrake (Part 1), emisja: 22.10.2014
S04E04: Edward Mordrake (Part 2), emisja: 29.10.2014

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.