Fot. The CW

Dwieście odcinków nie z tego świata (Supernatural)

Artykuł zawiera spoilery z przeszłości :)

Przed nami dwusetny odcinek Supernatural. Imponujący jubileusz, przyznacie. Niewiele seriali dożywa tak słusznego wieku. Pomyśleliśmy, że to doskonała pora na mały quiz wśród Pulpozaurowych autorów, który śledzą losy braci Winchester. Dziesięć pytań, dziesięć sezonów, garść szczerych odpowiedzi.

Na Wasze opinie czekamy w komentarzach!

1. Pierwsze zetknięcie z Supernatural? Pamiętacie, kiedy to było? Jak się zaczęła Wasza przygoda z serialem?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Supernatural zawsze oglądał ktoś z moich znajomych, mnie jakoś ku niemu nie ciągnęło. Procedural plus fantasy, meh… Ale kiedyś z braku lepszego zajęcia przyłączyłem się do Pirjo, która akurat oglądała premierę sezonu drugiego i… jakoś tak zostałem. Co odcinek, to lepszy! Ale pierwszego sezonu nadal nie widziałem.

Pirjo: No właśnie, miałam taki moment, że rozglądałam się za stabilną produkcją, do której się będę mogła przywiązać, która ma już na koncie mnóstwo sezonów i odcinków, a na dodatek za taką, która będzie rozrywkowa. Odcinek dziennie – na poprawę nastroju. Zaczęłam pierwszy sezon w czasach całkiem niedawnych, emitowano wtedy chyba sezon dziewiąty. Dwa lata temu?

Cathia: Za moje uzależnienie odpowiada najlepsza przyjaciółka, która wciągnęła się – również błyskawicznie – w serial dużo wcześniej. Nawet próbowała mi go opowiadać, co kończyło się moim „Chwila, to ile oni szukają tego ojca?”. Postanowiła zatem użyć argumentu bezpośredniego i posadzić mnie przed Pilotem. Wciągnęłam się właśnie od tego pierwszego odcinka. W ten weekend obejrzałam ich jeszcze naście, wróciłam do Warszawy niemalże ostatnim pociągiem, a potem nadrobiłam w ciągu miesiąca (praca jednak czasem utrudnia fangirlowanie). To był jakoś początek szóstego sezonu i nie spodziewałam się, naprawdę się nie spodziewałam, że serial zostanie ze mną na tak bardzo długo i tak bardzo wpłynie na moje życie.

Mysza: Pierwszego zetknięcia z serialem nie dam rady zapomnieć, choćbym próbowała. Głównie dlatego, że to właśnie Supernatural wprowadził mnie w szeroko pojęty świat fandomu i internetowych społeczności; stał się przyczyną wielu zmian w moim życiu. Poleciły mi go dwie znajome z Wielkiej Brytanii, które poznałam on-line poprzez wspólną sympatię do filmu The Boondock Saints. Dziewczyny zasugerowały, że skoro podobała mi się historia o zabójczych braciach z Bostonu, powinnam dać szansę Winchesterom. W USA leciał wówczas początek drugiego sezonu – nadgoniłam serial w niecały tydzień, najpierw niechętnie, bo horrorowe wątki „monster of the week” i klimat jak Z Archiwum X (którego do dziś się boję) nie wzbudzały we mnie ciepłych uczuć. Pamiętam jednak wyraźnie scenę, gdy w jedenastym odcinku Scarecrow, Dean mówi „Dude, you fugly” do stracha na wróble. Ten moment, z nieznanych mi powodów, kupił mnie kompletnie. Kolejny odcinek – Faith – tylko przypieczętował moją długoletnią miłość do serialu.

2. Wiemy już, jak się zaczęła przygoda, ale teraz napiszcie, do czego Was doprowadziła. Czy coś zmieniła w Waszym życiu? Czy Supernatural miał w ogóle wpływ na coś, co wykroczyło poza sam akt oglądania?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: No, częścią fandomu nie zostałem, jeśli nie liczyć polubienia supernaturalowego fanpejdża. Ale poznałem dzięki serialowi parę świetnych piosenek (Carry on, my wayward sooooon!) oraz tę niepowtarzalną atmosferę środkowych Stanów Zjednoczonych.

Pirjo: W moim życiu ten serial nie zmienił zupełnie nic, poza tym, że teraz już rozumiem różnego rodzaju memy, żarciki, nawiązania. Jestem jak Castiel, który wreszcie dostąpił daru wiedzy o tym, co popkulturowo istotne! Muszę jednak napisać, że znam kilka osób, które na Supernatural oparły swoje studenckie prace zaliczeniowe, licencjackie i magisterskie.

Cathia: No cóż, Supernatural przewrócił mój świat do góry nogami! Odkąd pamiętam, byłam zagorzałą fanką jakiegoś świata – począwszy od Robina z Sherwood w podstawówce, przez różne pomniejsze fascynacje, po Gwiezdne wojny. Zawsze poznawałam interesujących ludzi, pisałam fanfiki (nawet nie wiedząc, że to się tak nazywa i że nie jestem jedyna – te czasy przedinternetowe!). Jednak Supernatural zrobił dla mnie coś więcej – za jego sprawą nawiązałam kontakty z fanami serialu na całym świecie, zaczęłam intensywniej niż zwykle używać angielskiego, poznałam, co znaczy siła fandomu, której istotą jest Rodzina, nawet taka adoptowana – wszak „rodzina to nie tylko więzy krwi.” Z pełną odpowiedzialnością mówię, że mam w niej przyjaciół, których inaczej bym nie poznała, przyjaciół, na których mogę liczyć, choć nigdy się nie spotkaliśmy osobiście albo spotkaliśmy się raz w życiu na supernaturalowym konwencie. O właśnie, kolejna rzecz. To właśnie SPN (no dobrze, a raczej Mark Sheppard) skłonił mnie do wyjechania na jednofandomowy konwent i przeżycia przygody, którą będę wspominać jeszcze długo.

Mysza: Supernatural miało wręcz kluczowy wpływ na moje życie: wciągając się w historię Winchesterów, przeistoczyłam się ze zwykłego, biernego odbiorcy serialu w aktywnego członka internetowej społeczności skupionej wokół produkcji. Innymi słowy: stałam się fanem. Zaczęłam wspólnie z innymi ludźmi ekscytować się nadchodzącymi odcinkami, snuć spiskowe teorie, analizować najdrobniejsze szczegóły serialu, pisać fanfiki, tworzyć fanarty… poznałam blaski i cienie fandomu, na własnej skórze przekonując się, co dokładnie wiąże się z „byciem fangirl”; spotkałam cudownych ludzi z całego świata, z którymi po dziś dzień utrzymuję kontakty; wzięłam też udział w dwóch konwentach fanów serialu i już samo to było niesamowitym doświadczeniem. Pasja, jaką obudził we mnie Supernatural, była pierwszym w moim życiu przypadkiem, gdy stałam się tak zaangażowana w jakiś wytwór popkultury – nie było stamtąd odwrotu. Bo choć przejawiałam zachowanie fanowskie na długo przed Winchesterami, dopiero w internecie poczułam, że naprawdę odnalazłam swoje miejsce i ludzi, którzy myślą oraz czują podobnie jak ja.

3. Czy pamiętacie, który odcinek sprawił, że pokochaliście ten serial? A może macie ulubiony sezon?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Na pewno moje serce podbiły w pierwszej kolejności odcinki z Tricksterem – bo tak śmiesznych „przerywników” w poważnym serialu jeszcze nie widziałem. Potem chyba przykuło mnie do ekranu pojawienie się Castiela. Ulubiony sezon? Czwarty i piąty były naprawdę mocne, ale z jakiegoś powodu najbardziej lubię (znienawidzony przez fandom) sezon siódmy. Polowanie na Lewiatany miało w sobie atmosferę wczesnych serii z Polowaniem Na Bardzo Złe Zło, a to w sumie lubię w Supernaturalu najbardziej!

Pirjo: Muszę się tu absolutnie i w całej rozciągłości zgodzić z przedmówcą – tak jak w przypadku Przemka, sezon z Lewiatanami jest moim ulubionym. Zło z pogranicza Starego Testamentu i mitów przedchrześcijańskich oraz połączenie pożerania i korporacyjnego lajfstajlu – zrobiły na mnie ogromne wrażenie. To jedyny sezon, na którym się bałam! A jeśli chodzi o moment przywiązania do serialu to myślę, że nastąpiło to już w momencie, gdy Sam musiał porzucić studia i wyruszyć w drogę, której sobie nie wybrał. Przypływ empatii i współczucia był błyskawiczny. Wpadłam po uszy, śliweczka w kompot, pełne zanurzenie. A może raczej zadurzenie? Któż to wie…

Cathia: Podobnie jak Pirjo, tak i mnie zauroczył pierwszy odcinek pierwszej serii, jak już zresztą wspominałam. Moim ulubionym sezonem jest jednak bardzo nietypowo sezon szósty. Może dlatego, że w gruncie rzeczy bardzo długo nie było wiadomo, kto tak naprawdę jest tym złym, a ilość fałszywych tropów podrzucanych fanom była bardzo duża! Poza tym, w moim przypadku nie da się ukryć, że dużą rolę odgrywa tu Crowley. Co ja na to poradzę?

Mysza: Wspomniałam już o tym w pierwszym pytaniu, ale mnie – z niewiadomych powodów – kupił dopiero jedenasty odcinek pierwszego sezonu. Możliwe, że musiałam po prostu obyć się z charakterami braćmi i nauczyć się ich lubić. Bardziej przemawia do mnie myśl, że ponieważ był to wówczas mój pierwszy współczesny amerykański serial, nie bardzo wiedziałam, jak to go „ugryźć”… Fakt, że żaden serial od czasów Supernatural nie potrzebował więcej niż 3–5 odcinków, by mnie do siebie przekonać, zdaje się to potwierdzać. Ostatecznie, dopiero żarty zawarte w odcinku Scarecrow po raz pierwszy wywołały u mnie reakcję silniejszą niż uprzejme, choć wymuszone zainteresowanie. Z kolei następny odcinek, Faith, kupił mnie nie na gruncie dowcipnych dialogów i odniesień popkulturowych, ale (jakże istotnej w serialu) warstwy emocjonalnej. Jeden z głównych bohaterów śmiertelnie rannych w połowie (!) serialu, walka o to, by go uratować… no i ta niezapomniana scena Reapera ścigającego dziewczynę w lesie w takt Don’t Fear the Reaper Blue Oyster Cult?… cóż, to była miłość :)

4. W serialu epizody zabawne mieszają się ze strasznymi. Który odcinek uważacie za najstraszniejszy, a który najbardziej Was rozbawił – i dlaczego?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Najpierw najśmieszniejsze, bo te lepiej pamiętam – na pewno uwielbiam Mystery Spot z Deanem ginącym wielokrotnie na oczach Sama oraz Changing Channels, gdzie bohaterowie są uwięzieni w TV-landzie. Najstraszniejszy? Chyba Unforgiven z biednym Sammym torturowanym przez wizję Szatana, usiłującego mu wmówić, że ucieczka z piekła była tylko złudzeniem. Brrr.

Pirjo: Najstraszniejsze były Lewiatany, śniły mi się po nocach. Ważnym odcinkiem było dla mnie rozprawienie się z Żółtookim Demonem, bo ta postać od początku budziła mój ogromny lęk. Uwielbiam wszystkie odcinki, w których pojawiał się Pan Śmierć. I Piekielne Ogary, jak choćby w krypnym Crossroad Blues. Z odcinków frapujących wymieniłabym jeszcze The Monster at the End of This Book – ogromnie podoba mi się i zarazem niepokoi mnie eksplorowanie tematu „mocy słowa”, czy chodzi o proroków, czy też o Metatrona. Pisanie czegoś, co się realnie wydarzy? Mam dreszcze na samą myśl! A najzabawniejsze były dla mnie odcinki z Felicią Day. Może Charlie jeszcze do nas wróci?

Cathia: Jeśli chodzi o te najstraszniejsze, tutaj prym zdecydowanie wiedzie sezon pierwszy i odcinki oparte na legendach miejskich. Bloody Mary oraz Scarecrow naprawdę przyprawiły mnie o solidne ciarki właśnie dlatego, że były zdecydowanie twórczą interpretacją opowieści i trzeba było się solidnie nagłówkować, by odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego niektórzy giną, a niektórzy nie. Lubię też opowieści o duchach, więc Red Sky in the Morning również znajduje się wysoko na mojej liście – zwłaszcza za scenę na cmentarzu. Odcinki, przy których płakałam ze śmiechu, to oczywiście Bad Day at Black Rock (za „I lost my shoe…”), Changing channels (za całokształt, jak łatwo się domyślić), Dog Dean Afternoon (wiem, że niektóre pomysły nie należały do najlepszych, ale za każdym razem, kiedy przypominam sobie Deana „szczekającego” na listonosza, płaczę ze śmiechu) oraz The French Mistake – tu chyba nie potrzeba uzasadnienia! To jest odcinek, który powinno się puszczać instruktażowo jako ilustrację zagadnienia „Poczucie humoru i dystans do siebie”.

Mysza: W kwestii odcinków komediowych wszyscy jesteśmy mniej-więcej zgodni: Bad Day at Black Rock, Changing Channels, Mystery Spot, The French Mistake, Wishful Thinking, Yellow Fever, Monster Movie… to serialowa klasyka. Osobiście zawsze mam ogromny problem w kwestii wyboru odcinków, nieważne, jakie są kryteria, bo sam fakt, że Supernatural zaraz przekroczy dwieście odcinków, wystarczająco utrudnia sprawę. Fakt, że najlepiej pamiętam wyłącznie pierwsze i ostatnie sezony, też mi wcale nie ułatwia zadania. Z zabawnych odcinków sądzę, że warto wspomnieć Hell House z pierwszego sezonu, czyli the episode that started it all. Jest też Tall Tales, czyli pierwsze pojawienie się Trickstera, czy cudownie parodystyczne Hollywood Babylon. Pod względem naprawdę strasznych odcinków jest ciut łatwiej, bo tak naprawdę to tylko 2–3 pierwsze sezony serialu były naprawdę w stanie mnie przerazić. Potem lęk brał się głównie z obawy o losy bohaterów. Jednakże wspomniane przez Cathię Bloody Mary śni mi się do dziś po nocach, podobnie jak Hookman (jedna z moich ulubionych miejskich legend) czy Croatoan – głównie dlatego, że zniknięcie osadników z Roanoke wciąż niezmiernie mnie fascynuje. Bardzo źle reaguję też na odcinki o dzieciach, np. Playthings o morderczym duchu dziewczynki czy The Kids Are Albright o odmieńcach-pijawkach. A skoro mowa o pijawkach: odcinek 9×13 The Purge, o peruwiańskich pasożytach wysysających tłuszcz, obrzydził mi jedzenie na parę tygodni!

5. Czy przypominacie sobie jakąś scenę w serialu, która złamała Wam serce?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Żeby to jedną… Najboleśniejsza była chyba śmierć Deana, po której trafił do Piekła. Zaraz po niej Sammy prawie poświęcający swoje życie, by wyleczyć demona w finale dziewiątego sezonu.

Pirjo: Mnie najmocniej zabolało odchodzenie Bobby’ego. Jego śmierć, a potem jeszcze to okrutne echo. Powrót, nadzieja, smutek, znikanie nadziei, ostateczne pożegnania…

Cathia: Och, to ja mam podobnie! Istnieje tylko jeden odcinek, którego nie obejrzałam po raz drugi (czy dwudziesty) – jest nim właśnie Death’s Door, ponieważ nie jestem w stanie ponownie obejrzeć śmierci Bobby’ego. Spłakałam się wówczas jak małe dziecko. Zaraz za tym odcinkiem znajduje się Swan Song, z ostateczną ofiarą obu braci – jeden wprawdzie skoczył w przepaść, by pokonać Szatana, ale drugi mu na to pozwolił, a w przypadku Deana Winchestera to naprawdę wiele.

Mysza: Mnie strasznie łatwo jest wzruszyć, więc płaczę dość często: gdy John umiera w In My Time of Dying, gdy Sam umiera w finale drugiego sezonu, gdy w What Is And What Should Never Be djinn pokazuje Deanowi jak mogło wyglądać jego życie, wspomniana przez Przemka śmierć Deana, rozmowa, w której Dean wyznaje Samowi, jakie tortury przeszedł w Piekle… lista jest długa i mogłabym wymieniać bez końca. Uznaję to zresztą za zaletę Supernatural, że po tylu latach wciąż jest w stanie wycisnąć ze mnie autentyczny atak histerii. Czego przykładem wymieniona tu już scena śmierci Bobby’ego. Nadal jestem obrażona na twórców za to, że go przywrócili jako ducha. Low blow, guys. Low blow.

6. To teraz dla odmiany mroczna strona mocy – co jest Waszym zdaniem najsłabszą stroną serialu i który odcinek czy sezon uważacie za fatalny?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Szósty sezon uważam za słabiutki – nie tylko dlatego, że nastąpił po genialnej serii piątej, ale też dlatego, że był to luźny zbiór średnio udanych wątków, który myśl przewodnią zyskał dopiero pod koniec. Ogólnie zaś za słabość Supernaturala uważam wtórność, szczególnie powtarzane w nieskończoność „rozmowy o życiu” między braćmi, które rzadko coś zmieniają w ich relacji albo dają nam nową wiedzę o postaciach.

Pirjo: No co Ty, dla mnie rozmowy braci są solą przyprawiającą ten serial, czyniącą z niego pierwszorzędne danie! Ale wracając do tematu. Odcinkiem szokująco słabym było Bloodlines, rzekomy pilot spin-offa. Uważam też, że za mało eksplorowaliśmy dotąd temat historii Men of Letters i że porzucenie wątku Adama jest błędem kardynalnym. Pierwsze odcinki sezonu szóstego, o których mówisz, były faktycznie dziwaczne, budziły uczucie utraty „zawieszenia niewiary”, które to zawieszenie jest konieczne, by coś w ogóle czytać lub oglądać, pogrążając się w opowieści. Trochę to trwało, zanim serial ogarnął się w nowej sytuacji. Dla mnie najsłabszą stroną Supernatural są… metaploty. O wiele bardziej lubię pojedyncze epizody oparte o genialny pomysł niż epickie historie toczące się w tle. Dlatego na odcinkach finałowych kolejnych serii, gdy patos sięga zenitu, zwyczajnie zaczynam się nudzić.

Cathia: Mnie straszliwie irytuje to, że bracia się po prostu nie uczą na własnych błędach. Poświęcają się za siebie, decydują za siebie nawzajem i jeszcze się nie nauczyli, że z tajemnic w stylu zabicia Amy Pond czy „zaproszenia” anioła do świadomości Sama nie ma prawa wyjść nic dobrego. Żeby z tego ich angstu „urodziło się” jeszcze coś sensownego! Nie, mamy kilka odcinków poświęconych konfliktowi, a potem sprawa schodzi na drugi plan.

Mysza: Zgadzam się z Przemkiem i Cathią – wtórność serialu, powtarzalność pewnych schematów i wątków jest jedną z jego największych wad. Niestety, w momencie gdy mamy do czynienia z serialem, który ma 100, 150, 200 odcinków, nie sądzę, by dało radę uniknąć pewnych kalek. Jak wspomniałam wyżej, mam fatalną pamięć do tego, co się działo w którym sezonie, a i wytykanie słabych odcinków czy sezonów mało mnie bawi. Mogę jedynie zauważyć, że od czwartego sezonu – i wprowadzenia postaci Castiela – obserwuję powolny spadek jakości serialu. Nie wszyscy się ze mną zgadzają, a wręcz większość fanów ma zdanie wręcz przeciwne, ale nigdy nie podobał mi się cały wątek epickiej walki Nieba i Piekła, Mrocznego Przeznaczenia Braci Winchesterów i całej tej otoczki związanej z chrześcijańską mitologią. I nie jest to kwestia metaplotów jako takich, bo w przeciwieństwie do Pirjo lubię, jak dany sezon ma wiodący motyw – np. polowanie na Yellow Eyed Demon czy uwalnianie Lucyfera były fantastycznymi wątkami. Chodzi raczej o to, że w pewnym momencie, gdy już pokonaliśmy Szatana, Apokalipsę i pradawne Lewiatany, żadne zagrożenie nie wydaje się dostateczną przeszkodą. A niestety „fajność” Supernatural w dużej mierze opiera się na zawieszeniu niewiary widzów. Poza tym Pirjo ma rację: Where is Adam?!

7. Jak długo Waszym zdaniem serial powinien trwać? Na ile jeszcze sezonów jesteście gotowi?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Czy ja wiem? Dobrze się ogląda, ale myślę, że Supernatural powinien już powoli zmierzać ku końcowi, skoro jeszcze trzyma poziom. Jak śpiewał Grzegorz Markowski: „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść – niepokonanym”! Chociaż jeszcze dwie-trzy dobre serie pewnie bym obejrzał.

Pirjo: Jeśli odcinki będą na poziomie, mogę je oglądać w nieskończoność. A tak serio, to chciałabym zobaczyć jeszcze parę sezonów, zasmuciłaby mnie wiadomość, że serial skończy się w bliskiej, precyzyjnie określonej przyszłości. Lubię myśl, że losy braci nie są przypieczętowane. W ogóle to marzy mi się, że mitologia serialu odważnie podejmie temat nieobecności Boga, ile można się bawić w przepychanki aniołów z demonami? Taki sezon, rozwiązujący podstawowy problem natury mechaniczno-kosmologicznej – byłby dla mnie satysfakcjonującym zwieńczeniem. Może podróż do czasów Stworzenia Świata?

Cathia: Mówiąc szczerze, liczę na to, że już bliżej mu do końca niż dalej. Mówię to z pełnym przekonaniem, jako naprawdę zdeklarowany fan. Ciężko już wymyślić coś odkrywczego, niektóre wątki są ciągnięte bez pomysłu i na siłę (anioły!) i choć jest dobrze, boję się momentu, w którym stwierdzę, że przestało tak być. Boję się momentu, w którym w sezonie będzie więcej odcinków złych niż dobrych, a – niestety – nie czarujmy się, w końcu tak właśnie się stanie. Nie wiem zatem, jeszcze jeden, dwa sezony? To chyba naprawdę pozwoliłoby na wygranie wszystkiego do końca, mam też cichą nadzieję na to, że bracia na końcu odejdą z tego świata z wielkim grzmotnięciem.

Mysza: Jestem w podobnej sytuacji jak Cathia. Chociaż nie, mam jeszcze bardziej skrajne zdanie: Supernatural już od paru sezonów nie jest tym serialem, który chciałabym oglądać. Ma wciąż przebłysku geniuszu, ale stosunek złych odcinków do dobrych stoi, w moim przekonaniu, na korzyść tych złych. Nie żałuję wszystkich wspaniałych wątków i scen, które dostaliśmy do tej pory – a kilka było naprawdę poruszających i świetnie przemyślanych – ale od lat twierdzę, że serial powinien był się zakończyć wtedy, kiedy przewidział to sobie Eric Kripke, czyli w piątym sezonie. Przemek ma rację: serial musi wiedzieć, kiedy się skończyć. Dla mnie koronnym przykładem produkcji, która skończyła się we właściwym momencie, jest serial STARZ Spartakus. Trwał dokładnie tyle, ile powinien – żadnego przedłużania wątków na siłę, żadnego wymyślania scenariuszy od czapy; opowiedzieliśmy to, co mieliśmy do opowiedzenia. I koniec. Czy fajnie byłoby zobaczyć więcej? Oczywiście! Ale nie kosztem rozmycia się wysokiego poziomu, jaki prezentował zakończony serial. Niestety producenci i twórcy Supernatural najwyraźniej nie umieją powiedzieć „dość”.

8. A teraz postawmy rzecz w perspektywie. Jak wysoko pozycjonujecie ten serial w swoim grafiku oglądanych produkcji? Czy on się nadaje do ponownego oglądania? Kupilibyście sobie wypasioną wersję na DVD?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: To dla mnie pierwszorzędny serial drugorzędny. Pamiętam o nim i oglądam z chęcią, ale raczej nie zainwestowałbym pieniędzy ani czasu w powtórki. Dla porównania: Doctora Who znam już praktycznie na pamięć…

Pirjo: A ja chętnie obejrzę go kiedyś drugi raz. Bawiłam się i nadal bawię świetnie, wiele odcinków uważam za małe arcydzieła i sądzę, że humor oraz suspens które im towarzyszą, nie zestarzeją się. Zresztą wiele wydarzeń i wątków pewnie już pozapominałam. Może więc pewnej pochmurnej jesieni, gdy znów będę miała ochotę na solidny, poprawiający nastrój serial…

Cathia: Supernatural to jedyny serial, który oglądam na bieżąco, kilka godzin po premierze w Stanach, a oglądam na tę chwilę sporo produkcji. Po prostu cała reszta nie znajduje się na tyle wysoko na liście moich priorytetów, doogląduję później, po dwa trzy odcinki. Jak już mówiłam wcześniej, prawie każdy epizod oglądam przynajmniej dwa razy i śmiem twierdzić, że znam go naprawdę doskonale. Pewnie, już mnie to tak nie zaskakuje jak przy pierwszym razie, ale zawsze mogę skupić się na czymś innym czy choćby po raz kolejny wysłuchać jakiegoś dialogu. Wiem, to się nazywa nałóg, ale podejrzewam, że dokładnie tak samo ma Przemek z Doctorem. Przyznam się też, że oprócz Robina z Sherwood Supernatural to jedyny serial, którego wszystkie sezony mam na DVD.

Mysza: Biorąc pod uwagę, że według telewizyjnego kalendarza oglądam regularnie 82 seriale, to zakładając równy podział między sezon letni a jesienny, Supernatural walczy o moją uwagę z czterdziestoma innymi produkcjami. Poza tym wszystko zależy od nastroju: są miesiące, gdy chcę obejrzeć nowy odcinek jak najszybciej, a są takie okresy, gdy czekam, aż zbierze mi się parę odcinków do obejrzenia hurtem. Co do DVD, z przyjemnością sprawiłabym sobie wszystkie sezony, chociażby ze względu na dodatki zawarte na płytach: wywiady z twórcami, bloopersy, ciekawostki z planu… Jako że jestem od lat związana z serialem i fandomem Supernatural, to w dużej mierze właśnie zakulisowe aspekty produkcji interesują mnie bardziej niż sama fabuła. Nie wiem natomiast, czy byłabym w stanie obejrzeć serial ponownie, chociażby ze względu na zatrważającą ilość materiału i setki godzin, które trzeba by na to poświęcić. Pamiętam jednak, jaką frajdę miałam, oglądając dwa pierwsze sezony po raz drugi, w towarzystwie koleżanki, która dopiero zaczynała swoją przygodę z Winchesterami. Akurat pierwsze sezony mają w sobie absolutnie niepowtarzalny urok.

9. Czy muzyka jest dla Was ważną częścią klimatu Supernatural? A może jest coś innego, co czyni ten serial wyjątkowym i odróżnia go od wszystkich innych?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: O tak, muzyka zdecydowanie! A także atmosfera życia w drodze, obskurnych motelików, hamburgerów pożeranych w dinerach, nocnej jazdy przez małe amerykańskie miasteczka. Do wyjątkowych zalet dorzuciłbym jeszcze rozbudowaną, stale wzbogacaną mitologię świata, którą po prostu chce się poznawać.

Pirjo: Dla mnie Supernatural to klasyczne kino drogi rozciągnięte do rozmiarów serialu. A droga jest długa (so far! ;) ). Stary Chevrolet Impala, stare kasety z hard rockowymi przebojami, wszystko jest tu spracowane, zużyte i pokryte pyłem, a krajobraz wyblakły jak pocztówka sprzed lat. Uwielbiam nastrój wędrowania po peryferiach USA i ten stylowy, osadzony w westernowych korzeniach, amerykański mit. Nostalgia, ale z nutką krzepiącego optymizmu.

Cathia: Oprócz muzyki istotną, a wręcz najistotniejszą częścią serialu są bracia Winchesterowie. Powiedzmy sobie szczerze, nawet gdyby odtworzyć wszystkie te elementy, o których mówi Pirjo, a nie zawrzeć pomiędzy nimi Sama i Deana, to już nie byłoby to. Są irracjonalnie zależni od siebie, zachowują się czasami jak kretyni, ale to właśnie oni i ich relacje stanowią najważniejszy element serialu. Oni i nasza ukochana Impala, która jest, rzecz jasna, członkiem rodziny. I tak sobie wszyscy przemierzają Stany przy akompaniamencie klasycznego rocka!

Mysza: Zgadzam się w całej rozciągłości. Klimat kina drogi, obskurnych moteli i niezdrowego żarcia to kwintesencja serialu, która dopiero podlana rockową muzyką zaczyna naprawdę smakować. Może stąd też mój chłodny stosunek do ostatnich sezonów – mniej więcej w połowie antenowego „stażu” twórcy musieli mocno obciąć budżet na wykupywanie praw do muzyki puszczanej w serialu. W efekcie naprawdę fajne kawałki, które kiedyś pojawiały się nagminnie (soundtrack z pierwszego i drugiego sezonu to jak kompilacja The Best of Rock), teraz pojawiają się w bardziej przemyślany, wyważony sposób. Muszę też przytaknąć Cathi, bo bez wyjątkowej relacji Sama i Deana Supernatural byłoby zupełnie przeciętnym serialem. To więź emocjonalna między widownią a bohaterami, przedkładająca się na żywiołowe zaangażowanie fanów, jest kotwicą, która zdołała utrzymać serial na powierzchni przez te wszystkie lata. Od siebie chciałabym dodać jeszcze jedną cechę, która wyróżnia Supernatural spośród innych produkcji: to tzw. aspekt meta, widoczny przede wszystkim w takich autoparodystycznych odcinkach jak The French Mistake czy nadchodzący dwusetny odcinek, Fan Fiction. Niewiele jest seriali, które miałyby tak analityczny, a jednocześnie niepoważny i prześmiewczy stosunek nie tylko do siebie samych, ale i do swoich fanów. Między innymi za to przymrużenie oka co roku do serialu powracam.

10. Na koniec pytanie, którego nie mogło zabraknąć: Team Sammy czy Team Dean? A może jakiś zupełnie inny team?

Fot. The CW

Fot. The CW

Przemek: Nie umiem wybrać, bracia istnieją dla mnie wyłącznie w duecie. Team Castiel?

Cathia: Team Crowley oraz Team Gabriel, rzecz jasna! Honorowo mogę od czasu do czasu pokibicować Sammy’emu.

Pirjo: Team Sammy, od pierwszego odcinka po dziś dzień.

Mysza: Team Dean. Od zawsze i na zawsze. Ach, no i nieodżałowany Team Meg 2.0. Mogę być jedyną osobą, której jej brakuje, ale co robić – Rachel Miner była świetna w tej roli. A tak w ogóle: Team Kobiety Supernaturala! Bo jak nikt inny mają w tym serialu przechlapane ;)

Pirjo: I tym optymistycznym akcentem…kończymy dyskusję, zapraszając Was wszystkich do oglądania dwusetnego odcinka!

Supernatural
supernatural drama
The CW, 2005–

Cathia: mól książkowy, zwierzę konwentowe, fangirl i Sheppardolożka. Wielbicielka czarnych charakterów, na czele z pewnym Królem Piekieł o brytyjskim akcencie. Kilka lat temu dosyć niespodziewanie zapadła na chorobę o nazwie Supernatural i modli się, by nigdy nie znaleziono na to leku. Aktywny członek fandomu od co najmniej 16 lat. W wolnych chwilach zajmuje się rękodziełem, robiąc kartki o fantastycznej tematyce, ostatnio zaczęła również pisać supernaturalowego bloga.

Mysza: fangirl pełną gębą. Geek z przypadku. Nerdette z wyboru. Bezwstydnie dwujęzyczna. Uzależniona od seriali – regularnie ogląda ich ponad 70, a wciąż dochodzą nowe. Chora na słomiany zapał i krótki okres koncentracji, godny Golden Retrievera z ADHD. Leniwiec to jej sekretne zwierzę totemowe. Łatwo kochliwa fandomowo i aktorsko – najchętniej weszłaby w poliandryczny związek z połową mężczyzn (i kobiet) w Hollywood. Cierpi na zaawansowane „gustus eclecticus”, które pozwala jej pochłaniać całą popkulturę bez względu na jej domniemaną jakość. Swoje przemyślenia spisuje na blogu MyszaMovie.

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)