Fot. BBC

Żołnierz bez karabinu (Doctor Who, FINAŁ: S08E12)

Artykuł zawiera spoilery z odcinka i zwiastuna kolejnego.

Przemek: Wow. Szczerze mówiąc nie sądziłem, że w tym finale aż tyle się wydarzy. Spodziewałem się rozwiązania wątku Cybermanów i Missy, odpowiedzi na pytanie „Co z Dannym?”, jakiegoś odniesienia się do towarzyszącego nam od początku sezonu pytania, czy Doktor jest dobrym człowiekiem. Nie spodziewałem się powrotu wątku Gallifrey, odejścia Clary, ojca Kate Stewart, Świętego Mikołaja…

Joanna: Nie da się ukryć, że zafundowano nam istną karuzelę postaci, motywów i zdarzeń. Ja jednak najbardziej czekałam i miałam nadzieję na zbieg wątków i pytań o których wspominasz: „czy Doktor jest dobrym człowiekiem?”, kłamstw i lawirowań Clary i, przede wszystkim, rozwiązania napięcia na linii Danny–Doktor, zwłaszcza częstych nawiązań do roli żołnierza i oficera. To, co dostałam, usatysfakcjonowało mnie na tyle, że prawie nie zwracałam uwagi na całe zamieszanie z Cybermanami…

Ramzes: Ha! Chociaż raz w przeciągu tego sezonu trafiłem z przewidywaniami i wraz z Missy powrócił wątek Gallifrey. Szkoda tylko, że po raz kolejny okazało się, że jak Master, to i kłamstwa i na powrót Doktora marnotrawnego do domu jeszcze poczekamy (choć w sumie należało się tego spodziewać).

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: No tak, nikt się chyba nie spodziewał, że Quest Na Następne Półwiecze zostanie wykonany tak szybko. Jeśli chodzi o wrażenia ogólne – bardzo na plus. Nie był to finał genialny, ale zaskakująco mocny. Przede wszystkim dlatego, że Moffat dał nam wreszcie historię pozbawioną dziesiątków „szokujących” zwrotów akcji, zwartą, konsekwentnie poprowadzoną. Oraz opartą na emocjonalnych więziach między bohaterami, w czym nie jest tak dobry jak Russel T Davies, ale tu chyba dał radę. Mocne zamknięcie mocnego sezonu.

Ramzes: Zgadzam się. Bardzo solidnie wszystko się potoczyło i pozamykało. Nie brakowało zaskoczeń, wzruszeń, a i paru tajemnic. Moffat zrezygnował z piętrowego nawarstwiania zagadek i niejasności oraz stawiania Doktora przed niemożliwym i wyszło to na dobre. Czasem trzeba wrócić do prostych emocji, które silniej oddziałują niż intelektualna uczta.

It’s raining (Cyber)men, halleluiah!

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Plan Cybermanów, który chwaliłem przy okazji poprzedniego odcinka, okazał się w drugiej części finału jeszcze sprytniejszy. Część fanów krzywiła się na „nienaukowy” i „absurdalny” Cyber-pyłek, który, spadając z deszczem, przerabiał martwe ciała w roboty, ale dla mnie było to fajne rozwiązanie. Faktycznie – jak tu walczyć z przeciwnikiem, który jest w stanie wniknąć niemal wszędzie i w dodatku umie rekrutować martwe ciała? Problemem Cybermanów była zawsze ich ociężałość i poleganie na ogromnych fabrykach do przetwarzania ludzi – teraz ten problem został rozwiązany. Dodano im też umiejętność lotu, co tak dobrze pasuje do tych stworów, że aż dziw, iż nikt nie wpadł na to wcześniej.

Joanna: Cybermeni to chyba najsilniejszy body horror, na który Doctor Who ze swoją docelową widownią może sobie pozwolić: stopniowa przemiana w maszynę bez uczuć z – jak się przekonujemy z bliska na przykładzie Danny’ego – zdeformowanym ciałem nadal tkwiącym w środku? Brr. Kiedy dojdzie do tego mechaniczna zombifikacja zmarłych i pozbawienie wszechświata Doktora jakiejkolwiek nadziei na życie po życiu (Doktor wspomina, że Missy podróżowała po całej linii czasu, żeby zbudować swoją chmurę zmarłych – „jak stara jest idea życia po śmierci?”) – przy całej fajności konceptu latających Cybermenów i energii, jaką wprowadziła Michelle Gomez, to był dla mnie naprawdę dołujący odcinek.

Przemek: Nie tylko dla ciebie, wierz mi. Naprawdę ponura, przygnębiająca historia.

Ramzes: Zgadzam się. A wracając do wcześniejszego wątku – naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy krytykują Doktora Who za coś, co jest „nienaukowe” i „absurdalne”. Albo przespali jedną trzecią odcinków, albo taka nowa moda na chwalenie tylko „realistycznych” produkcji i kręcenie nosem na jakikolwiek przejaw fantazji czy luźniejszego potraktowania obecnej wiedzy naukowej. Mnie pomysł z „zapylaniem” martwych ciał bardzo się spodobał – ogromnie nikczemny, a zatem w stylu Mastera, ale jednocześnie genialny w swej prostocie. A co do latania Cybermanów, teraz dopiero załapałem, dlaczego, odkąd tylko zacząłem oglądać Doktora, miałem wrażenie, że z czymś mi się kojarzą – pierwsze zbroje Iron Mana!

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Ha, no tak! Pewnie celowe. A skoro już jesteśmy przy temacie Cybermanów – mój Boże, biedny Danny. Cyber-konwersja to jednak potworna rzecz i dobrze, że komuś wreszcie udało się to przekonująco pokazać. Ten bohater dostał widowiskowy koniec, włącznie z fantastyczną ostatnią przemową. Oraz ocaleniem zabitego przypadkowo chłopca. Trochę to było zbyt sentymentalne i ckliwe, ale i tak dobre.

Ramzes: Prawdziwie dobre było pokazanie emocji u przekształconych. Nie spodziewałem się, że w przypadku istot, u których „twarz” nie wyraża absolutnie nic, zwykłe zwieszenie głowy będzie miało taką siłę, a tu najpierw Danny, potem Brygadier – no moc po prostu. Zupełnie nieoczekiwanie Cybermani stali się jednym z najciekawszych wrogów Doktora w ostatnich miesiącach. Nie wierzyłem, że komukolwiek uda się ich przedstawić aż tak interesująco dla mnie – nawet Gaiman nie podołał w zeszłym roku.

Joanna: Zgadzam się – zaczęli mnie już nudzić powracający Dalekowie oraz Cybermeni i znacznie wolałam odcinki zbudowane dookoła nowych monstrów i niemonstrów, ale ten sezon tchnął nowe życie w starych wrogów.

Oh, Missy, you’re so fine…

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Po zeszłotygodniowym zwrocie akcji wielu się obawiało, czy zmiana płci Mastera nie zniszczy tej postaci. I… chyba nie zniszczyła. Nadal było widać, że to głównie sztuczka bez większego fabularnego znaczenia, ale sama Missy jako taka bardzo mi się w tym odcinku podobała. Szalona, krypna, okrutna, z obsesją na punkcie Doktora. Moment, w którym zamordowała biedną Osgood „for teh evulz”, naprawdę zabolał. I szkoda, że tak banalnie Missy ukatrupiono (choć oczywiście wiemy, że kiedyś powróci).

Joanna: Zatrzymajmy się na chwilę nad Osgood (serial się przecież nie zatrzyma, to wiemy). Może będę powtarzać to, co zawsze mówię przy okazji dyskusji o Moffacie, ale on też się powtarza, i to w najnieprzyjemniejszy tu sposób. Osgood stała się faworytką fanów już za pierwszym pojawieniem się i automatycznie została ich reprezentantką. W każdym innym serialu jej śmierć byłaby po prostu bardzo przykra, ale u Moffata, z jego długą historią diegetycznych i niediegetycznych kpin z fanów, staje się problematyczna. Ile razy muszę słyszeć od zdeklarowanego fanboya Doctora Who (jakim wg siebie samego jest Moffat), że moje fanostwo jest niemile widziane w jego światach? Że nie mamy pozwolenia na „squee”, jak to nam wyraźnie pokazał?

Przemek: Nie myślałem o tym w ten sposób. Moffat jako wyrośnięty dzieciak w piaskownicy, który nikomu nie pozwala dotknąć swoich zabawek… Nieprzyjemnie trafna wizja.

Fot. BBC

Fot. BBC

Ramzes: Wracając do Missy – czy na pewno ją ukatrupiono? Już czytałem teorie, że po trafieniu przez Cybermana ciało nie wyparowywało tak po prostu (początek odcinka i ochrona Clary przez Danny’ego), to raczej broń Missy miała takie właściwości. Do tego panuje przekonanie, że Missy specjalnie wybrała to konkretne miejsce między nagrobkami, aby mógł ją ktoś (coś?) stamtąd teleportować. Też zresztą zaraz po tej scenie miałem takie skojarzenie, bo tak jak, Przemku, napisałeś – tak szybki zgon to zbyt banalne rozwiązanie.

Przemek: Cóż, Master musi powrócić, wszyscy dobrze o tym wiemy. Z innych rzeczy związanych z tą postacią zaskoczył mnie i ujął końcowy twist, gdy dowiadujemy się, że cały plan wynikł właściwie z samotności Missy – chcąc odzyskać przyjaciela z lat dziecięcych, postanowiła udowodnić mu, że aż tak bardzo się od siebie nie różnią. Była w tym celu gotowa nawet wspomóc siły dobra stalową armią! Wiadomo było, że Doktor nigdy się generałem nie stanie, ale Capaldi i Gomez odegrali mocny moment kryzysu znakomicie.

Ramzes: Ech, odnowioną relację pomiędzy Doktorem a Missy pokazano naprawdę wyśmienicie. Te wszystkie aluzje, niedopowiedzenia, wymiana zdań – „– You win. – I know”, cudo po prostu. A Gomez wykonała naprawdę kawał porządnej roboty. Gdy w stylu Mary Poppins pojawiła się na cmentarzu, aż się uśmiechnąłem. I niestety nieco to wszystko psuje katastrofalna scena uwolnienia się Missy z kajdan. Czy zamiast strażników pilnowały jej manekiny?!

Fot. BBC

Fot. BBC

Joanna: Master (albo Mistress) ma być odbiciem Doktora i naprawdę jestem zachwycona wyborem Gomez na przeciwniczkę Capaldiego, połączenie ich energii jest znakomite i oboje mają wyczucie pewnej ponadczasowości (świetnie pokazanej w kostiumach, wliczając w to już klasyczną dla mnie scenę lądowania na parasolce), idealnej dla Władców Czasu. Ale co mnie intryguje najbardziej w Missy (którą mam nadzieję jeszcze zobaczyć, nie ma szans, że tak szybko pozbyli się fenomenalnej inkarnacji), to uczynienie kanoniczną możliwej zmiany płci przy regeneracji. Jazda próbna dla Pani Doktor? (Komentarz o tym, że mógłby być Królową, jest nader czytelnym nawiązaniem do werbalnej potyczki pomiędzy Moffatem a Helen Mirren odnośnie kobiety w roli Doktora, czyżby Moffat zmieniał zdanie?).

Przemek: Albo znów nas kusi i zwodzi, diabeł jeden. Na pewno Missy pomogła rozegrać tematycznie wątek Doktora w sezonie ósmym, właśnie jako jego zwierciadło. Z początku nie bardzo rozumiałem, po co Dwunastego mianowano prezydentem Ziemi – było to ciut naciągane, a sam bohater niewiele w tej pozycji władzy zdziałał. Ale kiedy plan Missy wyszedł na jaw, wszystko ładnie zagrało. Ta seria mocno krytykowała żołnierzy, a zwłaszcza oficerów, ale w finale za pomocą ofiary Danny’ego i niespodziewanej sceny z Brygadierem przyznano im przynajmniej jedno: szacunek i podziw za to, że poświęcają życie dla bezpieczeństwa innych. I Doktor chyba też to zrozumiał. Posunięta przez Missy do absurdu idea „przewagi taktycznej” wreszcie uświadomiła Dwunastemu, że żaden z niego zdystansowany dowódca, który na chłodno ocenia wartość tego czy innego życia. „I AM… an idiot! With a box and a screwdriver!”. Czyżby wreszcie koniec Zimnego & Mrocznego Doktora?

Joanna: Nie chciałabym stracić ciemniejszej strony Doktora, ale z dużą chęcią pozbyłabym się jego megalomanii i mesjańskiego kompleksu, a cały wątek prezydentury i wartości oficerów oraz dobrych ludzi, a także ciężaru władzy… na pewno zobaczymy pewne zmiany. Powraca nam też wątek rozpaczy po Gallifrey, który był dla mnie jednym z najlepszych aspektów Dziewiątego i pewnego rodzaju uziemieniem, zakorzenieniem Doktora. Strata jest jednym z emocjonalnych silnych punktów Who, w przypadku Doktora oraz towarzyszy i ta seria mocno do tego tematycznie nawiązuje, przy Doktorze, przy Missy, przy Dannym, przy Clarze.

Clara Who

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Wątek Clary… Po zwiastunie finału bałem się, że Moffat znów okaże się trollem i wykręci dziewczynie jakiś brzydki numer, zrobi z niej robota, klona albo coś jeszcze głupszego. Ten lęk podsycił we mnie jeszcze początek Death in Heaven, gdzie Clara stwierdza, że tak naprawdę jest Doktorem, a potem nawet widzimy jej oczy w „doktorowym” miejscu w czołówce. Niby wiedziałem, że to niemożliwe, ale niepokój pozostał aż do chwili, gdy rzecz się prosto wyjaśniła… I don’t trust the Moff.

Joanna: Wątek Clary bardziej niż którykolwiek inny (może razem z genderswapem Mastera) wskazuje, że Moffat może i twierdzi, że nie obchodzi go krytyka fanów i uważa ją za bezpodstawną, ale jednak bierze ją sobie do serca. Clara dostała pracę i życie poza Doktorem, na skalę większą niż chyba ktokolwiek w nowej erze Who poza Marthą Jones. Wymusza też na Doktorze związek prawie tak partnerski (choć na inny sposób) jak Dziesiąty i Donna, do tego stopnia, że kilkakrotnie w tym sezonie Clara przejmuje rolę Doktora (test run mieliśmy, kiedy Doktor utknął w zminiaturyzowanej TARDIS). Paralele pomiędzy nimi mieliśmy cały sezon, aż do ostatniej wspólnej sceny, kiedy oboje ukrywają przed sobą prywatne tragedie.

Fot. BBC

Fot. BBC

Ramzes: Clara bardzo się zmieniła w tym sezonie i zawsze była wygadana, ale od kiedy aż na poziomie Doktora? Znaczy się, to bardzo dobra scena i wiemy, że panna Oswald zna duuuużo detali z życia naszego ulubionego Władcy Czasu, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić, aby wiele osób potrafiło go przekonująco udawać dłużej niż dwie minuty. Niemniej również przez chwilę zadrżałem, co też znowu Moffat wymyślił. Swoją drogą to nieładnie znowu droczyć się z widzami wzmianką o imieniu Doktora.

Przemek: Prawda, nieładnie. To już stare dzieje. A wracając do samego wątku Clary, powtórzę to, co wszyscy stwierdziliśmy wcześniej: dawno nie było tak przygnębiającego odcinka. Zakończenie, w którym i Doktor, i Clara kłamią, by ich rozstanie miało w sobie choć nutkę optymizmu, zrobiło na mnie wrażenie. Podobnie jak bezsilny, przerażający gniew Doktora, gdy odkrywa, że Missy z niego zakpiła. Strata, tak. Dobrze to ujęłaś, Joanno. I choć Clary nie polubiłem tak jak Pondów, to muszę przyznać, że z Capaldim zgrywała się znacznie lepiej niż ze Smithem – i teraz trochę mi jej żal. Odeszła w dobrym momencie, pora rozruszać Dwunastego nową towarzyszką, ale też została całkiem sama. Warto było podróżować w TARDIS?

Ramzes: Dla mnie prawie zawsze odpowiedź na to pytanie brzmi – jak najbardziej! Co do kłamstw przy pożegnaniu – gorzkie to podsumowanie ich relacji, jeśli w tym samym odcinku Clara stwierdziła, że nigdy nie oszukałaby Doktora… Natomiast cytat „Never trust a hug –  it’s just a way to hide your face” automatycznie stał się jednym z moich ulubionych.

Kącik podsumowań (oraz spekulacyj)

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Podsumujmy jakoś ten sezon. Moim zdaniem po początkowej chwiejności bardzo szybko wspiął się na naprawdę wysoki poziom. Świeże pomysły, nieco nowej krwi wśród twórców, trochę eksperymentów z formą. No i aktorstwo Capaldiego! To chyba najlepsza seria od czasów piątej. Nowy Doktor wyraźnie daje Moffatowi „kopa”, pobudza jego kreatywność. (Oby nie wyczerpała się w serii dziewiątej!). Rozumiem ludzi, którzy od niesympatycznego Dwunastego odpadli, podobnie jak tych, którzy mowią, że Doctor Who stracił dla nich swoją magię – jesteśmy bardzo daleko od emocjonalnej, wyczulonej na problemy społeczne, nieco kampowej ery Russela T Daviesa, którą i ja pokochałem. Tyle że chyba za mocno się przywiązałem do tego serialu jako całości, żeby przestać go oglądać. DW się zmienił – trudno, i ja zmienię moje oczekiwania. Traktowana jako osobna „epoka”, seria ósma mnie ujęła i sprawiła, że czekam na więcej.

Joanna: Fakt, że Moffat zrezygnował z większości typowych dla siebie chwytów i że, mimo protestów, wyraźnie jednak słucha krytyki, napawa mnie pewną nadzieją. W połączeniu z fenomenalną kreacją Capaldiego, wyraźnym rozwojem umiejętności aktorskich Coleman (nie wiem, czy to kwestia jej chemii z Capaldim, czy lepszych dla jej postaci scenariuszy, czy wreszcie naturalnego rozwoju warsztatu, ale postęp jest niezaprzeczalny), dobrą obsadą drugoplanową i interesującymi wątkami tematycznymi sezonu – po raz pierwszy od dawna jestem optymistycznie nastawiona do Who. Nadal nie ufam Moffatowi, ale tego chyba nic już mi nie przywróci.

Ramzes: To prawda – zdecydowanie najlepszy sezon od piątego, a to, że serial się zmienia, to dobrze. Można nie pochwalać, w jakim kierunku Moffat podąża, ale sam fakt wyjścia poza znane ścieżki i niepowielania scenariuszy Daviesa jest bardzo pożądany. Skoro zmienia się twarz głównego bohatera, to dlaczego cała reszta ma tkwić w stagnacji? Doktor Who to także serial o przemijaniu i przeobrażeniu. Jak mało który tytuł w telewizji ma niesamowitą swobodę w regularnej wymianie nie tylko aktorów, ale i klimatu właśnie. I należy to wykorzystać.

A co do spekulacyj – czy tylko ja zwróciłem uwagę na to, że UNIT dostał cynk od kobiety ze szkockim akcentem? Znowu tajemnicza wzmianka o kimś, kto pomaga Doktorowi i o kim dowiemy się za dwa lata?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: Hm… będę chyba musiał wrócić do odcinka! A na sam koniec, nim westchniemy i zaczniemy znów skreślać dni w kalendarzu – co sądzicie o nagłym wtargnięciu do TARDIS Świętego Mikołaja? Była to scenka rodem z lat RTD, zapowiadająca dość wesoły Christmas special. Martwi mnie tylko zawarta w niej sugestia, że wrócimy jakoś do sytuacji Clary – wolałbym, by ten wątek pozostawiono w spokoju. No chyba, że czeka nas ledwie jednoodcinkowa przerwa od panny Oswald, która później na nowo stanie się towarzyszką

Ramzes: Jenna ponoć znajduje się w obsadzie świątecznego odcinka, więc nie skreślałbym jej jeszcze całkowicie. A Mikołaj – pełne zaskoczenie i banan na twarzy. Tyle tylko, że zwiastun Christmasa już taki radosny nie był, a trochę szkoda. Przydałoby się Dwunastemu nieco odprężenia.

Joanna: Mam nadzieję, że Clara z nami zostanie, ten sezon pokazał jej możliwości jako towarzyszki Doktora, a ich ostatnie sceny razem zapowiadają interesujące kierunki rozwoju tego związku. I osobiście czekam na słodko-gorzki odcinek świąteczny.

Przemek: Czekamy wszyscy.

Doctor Who
S08E12: Death in Heaven, emisja: 8.11.2014

Joanna Kucharska: zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Piotr ‚Ramzes’ Mrowiec: kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

 

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)